iHG
fot. fb.com/illuminargaming/

Prezes iHG: chcę, żeby na polskiej scenie była większa konkurencja

Illuminar Gaming powróciło do żywych w wielkim stylu, rozwijając się aktualnie w niesamowitym tempie. Organizacja zaistniała na nowo pod koniec sierpnia bieżącego roku dzięki inwestycji nowego właściciela i zdążyła już otworzyć trzy dywizje, zdobyć tytuł ESL Mistrza Polski w League of Legends, wicemistrza Pucharu Polski Cybersport oraz triumfować w turnieju RedBull Wjazd na Bramkę. O wyzwaniach prowadzenia organizacji esportowej, problemach polskiej sceny i planach iHG na przyszłe miesiące porozmawialiśmy z Michałem Durczokiem, prezesem Illuminar Gaming.

Daniel Kasprzycki: Michał, jesteś postacią, która na polskiej scenie esportowej pojawiła się praktycznie znikąd. Dlaczego zdecydowałeś się zainwestować w esport? Jak zacząłeś się tym wszystkim interesować?

Michał Durczok: Esport jest w moim życiu w zasadzie odkąd pamiętam. Komputer pojawił się w moim domu, kiedy miałem cztery lata. Grałem wtedy w przeróżne menadżery piłkarskie, które zresztą są ze mną do dziś. Sam esport, ten prawdziwy z rywalizacją, pojawił się dopiero w czasach liceum, przy Counter-Strike’u 1.6. Udało mi się nawet zagrać na kilku lanach, na jednym z nich poznałem Destru, a jak dobrze wiesz, niedawno nasze drogi znów się spotkały. Graliśmy wtedy w organizacji 1stCav, zorganizowaliśmy lana, który był jednym z największych w Małopolsce. W tamtych czasach nie było jednak takiego wsparcia od organizacji, jakie teraz można uzyskać. Powiedziałem sobie wtedy, że kiedyś taką organizację stworzę i będę mógł zrobić coś dobrego dla polskiego esportu. Udało się dwanaście lat później, kiedy po dłuższym czasie prowadzenia dwóch własnych firm znalazłem pieniążki na to, żeby zainwestować w esport. Oczywiście jest to moja pasja, ale z drugiej strony wiadomo, że gdy inwestujesz pieniądze, to robisz to jednak w sposób biznesowy, więc w tym przypadku akurat łączę pasję z biznesem.

Jak Twoje doświadczenie z prowadzenia własnego biznesu przekłada się na prowadzenie organizacji esportowej?

Jest to bardzo trudne przełożenie z tego względu, że strefa esportowa jest strefą strasznie zamkniętą. Esport to swego rodzaju świat wewnętrzny. Przynajmniej ja, póki co, w ten sposób to odbieram. Dużo osób już poznałem, nie ukrywam, że dzięki Grześkowi Kamińskiemu jest znacznie łatwiej, bo on zna sporo ludzi, a na scenie jest już od X lat. W tym środowisku dużo rzeczy załatwia się przez to, że się kogoś zna. Rozmowy biznesowe są prowadzone w trochę inny sposób, niż normalnie. Często jest tak, że z luźnej rozmowy nagle wychodzi pomysł na biznes, czy to na sponsorowanie, czy też jak było w przypadku podjęcia współpracy z Team 1. To wyszło w zasadzie z luźnej rozmowy i po prostu znikąd padła propozycja gry w Illuminar. Tak to wygląda w esporcie, natomiast kiedy w tradycyjnym biznesie szukasz partnerów lub rozmawiasz z klientem, to jest to raczej zaplanowane od początku do końca. W esporcie trzeba trochę improwizować. Z jednej strony to naprawdę interesujące, bo jest to coś nowego, a z drugiej przyznam, że muszę się tego cały czas uczyć.

Jakie były największe trudności z jakimi dotychczas się spotkałeś odkąd jesteś prezesem Illuminar Gaming?

Według mnie najtrudniejsze jest szukanie sponsorów. Wydaje mi się, że jest to kwestia polskiej sceny, bo w Europie te firmy nie boją się inwestować w esport. Nawet te, które nie są związane z gamingiem jako takim, czyli nie są to branżowe marki jak Intel, tylko przykładowo branża spożywcza, tak jak Sprite w Polsce, który swoją drogą jest w tym momencie ewenementem. Niemniej jednak spoza tych branżowych firm ludzie boją się inwestować w esport. Przez takie osoby esport dalej jest kojarzony z tym, że siedzi sobie pięciu chłopaczków i gra w gry komputerowe. Nie patrzą na to jako możliwość naprawdę dobrej reklamy i to jest chyba największy problem. Liczby naprawdę są ogromne, a i tak nie ma to odzwierciedlenia w sponsorach, mimo że statystyki wyświetleń na naszym fanpage’u są porównywalne do oglądnięć niektórych reklam dla grup docelowych. Wiadomo, że jak ktoś w ogląda reklamy w telewizji, to raczej są to osoby nieco starsze. Powiem z własnego doświadczenia, że gdy w telewizji pojawiają się reklamy, to idę sobie zrobić herbatę. Więc podejrzewam, że liczba osób, która rzeczywiście zobaczyłaby daną reklamę przykładowo na naszym fanpage’u, jest bardzo zbliżona nawet do telewizji, czy do stron typu onet itd. Te media śledzi naprawdę sporo ludzi, ale wydaje mi się, że takie prawdziwe dotarcie do klienta jest bardzo zbliżone. Nie mówię tutaj tylko o Illuminar, ale o wszystkich organizacjach w Polsce.

Wspominałeś na początku o Grzegorzu Kamińskim, mógłbyś nieco przybliżyć nam w jaki sposób nawiązała się wasza współpraca? Dlaczego zaufałeś akurat jemu i powierzyłeś mu tak ważną rolę w organizacji?

Tak naprawdę jeśli chodzi o Grzegorza, to była to bardzo losowa rzecz. Jak już wspominałem, w esporcie jest sporo losowości. Byłem na wyjeździe z jedną z moich firm i dużo myślałem o esporcie i przypomniałem sobie, że kiedyś podczas oglądania streama Kamyka, powiedział, że był managerem w Illuminar, wtedy jeszcze Honor, Gaming. Napisałem więc do niego czy byłby w stanie przygotować mi kosztorys tego, ile pieniążków jest potrzebne, żeby z czymś takim ruszyć. Od tamtego momentu zaczęliśmy więcej rozmawiać na ten temat i mówił, że chciałby znów uczestniczyć w esporcie nie jako członek Parszywej Piątki, tylko właśnie w sposób czynny. Od słowa do słowa w końcu spotkaliśmy się w Warszawie. Myśleliśmy nad różnymi rozwiązaniami, pojawił się pomysł utworzenia czegoś kompletnie od zera, ale koniec końców padło na markę Illuminar Gaming, z którą zresztą Grzegorz od jej powstania był związany.

Illuminar Gaming to dość młoda organizacja. Na samym początku, pod koniec sierpnia bieżącego roku, zdecydowaliście się podjąć współpracę z Tabasko i spółką. Obserwowałeś scenę LoL-a, czy po prostu zaufałeś w tej kwestii menadżerowi?

Akurat jeśli chodzi o LoL-a, to tak jak mówiłem, ja zaczynałem od Counter-Strike’a 1.6, ale jakoś jego kolejne wersje wcale mnie nie pociągnęły. Wtedy też zacząłem szukać dla siebie nowej gry i tak w moje ręce wpadł LoL. Byłem na początku nastawiony do niego trochę sceptycznie, bo wcześniej pogrywałem trochę w Dotę i uważałem, że LoL jest trochę taką grą dla dzieci. Wydawał mi się lekko przekoloryzowany itd., ale koniec końców się do niego przekonałem i czasem zdarza mi się trochę pograć z Grzegorzem na jego streamie. Znałem polską scenę LoL-a, dość mocno się nią interesowałem już dłuższy czas. Gdy spotkaliśmy się z Team 1, to znałem wszystkich chłopaków, oczywiście ze sceny, nie osobiście. Zatem wybierając akurat ich zaufałem  zarówno Grzegorzowi, jak i samemu sobie.

Dlaczego według Ciebie w Polsce jest tak mało w pełni profesjonalnych organizacji esportowych w League of Legends? Czy ta sytuacja może ulec zmianie w najbliższym czasie?

Trzeba zrozumieć, że to nie jest biznes jak każdy inny. Wiadomo, że żeby organizacja esportowa powstała, niestety potrzebne są pieniądze. To nie jest tak, że ktoś pomyśli sobie, wezmę sobie piątkę chłopaków, oni będą grać, a ja zrobię im koszulki. W tym momencie same koszulki już nie wystarczą. Kiedyś, jak graliśmy w 1stCavie i dostaliśmy koszulki, to się nimi niesamowicie jaraliśmy i wszystko było super. Teraz niestety już tak nie jest tym bardziej, że zawodnicy znają się między sobą, podejrzewam, że rozmawiają też w jakimś tam stopniu o swoich zarobkach.

Moim zdaniem w League of Legends na ten moment są dwie w pełni profesjonalne organizacje, my oraz Pompa Team. Jest szansa, żeby sytuacja uległa zmianie, aczkolwiek powiedzmy sobie szczerze. Znajduje się jakiś inwestor „X”, który wyczuł, że w esporcie może być fajny biznes. No ale on się spotka z tymi chłopakami i oni mu powiedzą, no w sumie możemy pograć, podpiszemy kontrakt. To na pewno nie będzie dla niego zachęta. Przede wszystkim zawodnikom brakuje pewności siebie.

Mamy naprawdę mnóstwo dobrych chłopaków na scenie, dla przykładu ekipa Katastrofy Awionetki, Zaprzęgu, czy Maestro Burgerów. Jest tu naprawdę kilku porządnych graczy i gdyby, powiedzmy czysto hipotetycznie, któryś z naszych zawodników od nas odszedł, to jest go kim zastąpić. Nawet, gdy rozmawiałem z Hatchym, to doszliśmy do tych samych wniosków, że na polskim podwórku jest naprawdę sporo dobrych graczy, ale brakuje im może nie ambicji, ale takiej właśnie pewności siebie. Podejrzewam, że gdybym zapytał się moich podopiecznych albo graczy Pompy o to, czy chcą dostać się do LCS, to odpowiedzieliby chórem, że chcą. Natomiast jeśli zadalibyśmy tym młodzikom to samo pytanie, to odpowiedzi byłyby prawdopodobnie takie: może tak, może nie, sam nie wiem. Oczywiście, to nie nastąpi z dnia na dzień. To nie jest tak, że dzisiaj siadamy, jutro gramy kwalifikacje do Challenger Series, pojutrze tam jesteśmy, a za tydzień walczymy w LCS-ach. Chodzi przede wszystkim o samo stwierdzenie, że tak, jesteśmy gotowi trenować tyle, by było nas stać na Challenger Series, czy nawet LCS-y.

W tym momencie należy zacząć traktować organizacje esportowe jak kluby sportowe. Jeśli będziemy myśleć o nich jak o tradycyjnych klubach sportowych, to będziemy w stanie dojść do tego, że na pewno potrzeba dość dużych nakładów finansowych oraz czasu, żeby to zaczęło się zwracać. Moim zdaniem nie ma innej opcji. Zatem jeśli pojawią się osoby, które chcą inwestować w esport i po drugie ci młodsi gracze mniej znani na scenie zaczną deklarować to, że oni chcą być kiedyś najlepsi i walczyć przykładowo z iHG jak równy z równym lub chcą spróbować się w CSQ i zakwalifikować się do Challenger Series, to wtedy organizacji powstanie dużo więcej. Tym bardziej, że są takie organizacje jak PRIDE, czy AGO Gaming, które mogłyby zainwestować w LoL-a i szczerze mówiąc nie wiem dlaczego tego nie robią.

Co do AGO, to zostały podjęte pewne próby z Maestro Burgerami, ale ostatecznie do podpisania kontraktów nie doszło przez rzekomy brak profesjonalizmu, dość niejasną sytuację i sprzeczki w składzie. 

Właśnie, à propos sprzeczek, bo temat, który poruszyłeś, jest bardzo ważny. Te sprzeczki muszą się pojawiać. To jest pięciu facetów, którzy dorastają, czy są lekko po ukończeniu 18 roku życia, więc to są młodzi ludzie. Zatem jeśli nie będzie żadnych kłótni, to znaczy, że jest coś nie tak. Te kłótnie muszą nastąpić, bo nie oszukujmy się, nawet między piątką najlepszych przyjaciół często wybuchają kłótnie. Sprzeczki nie mogą być powodem do tego, żeby się bać zainwestować w esport. Niedawno mieliśmy przypadek w Paris Saint-Germain, gdzie Neymar pokłócił się z Cavanim o wykonywanie rzutu karnego. Jakoś szejk nie wycofał się ze sponsorowania drużyny, to jest najprostszy przykład. Potrzebne jest ludzkie podejście samych organizacji do tematu. Czyli jeśli chłopaki kłócą się między sobą, a do mnie jako prezesa dotarłaby taka informacja, że gracz A sprzecza się z graczem B o coś tam, to ja ich poproszę o to, żeby rozwiązali to między sobą. To nie jest powód do tego, aby nagle powiedzieć jednemu z nich, że skoro pokłócił się z drugim, to żegna się z drużyną. Nie może tak być, to są tylko ludzie. Ja sam kłócę się ze znajomymi i ostatecznie te kłótnie tak naprawdę zbliżają do siebie.

Wasz skład League of Legends jest wciąż w pewnym sensie zagadką. Podpisaliście kontrakty do końca trwania polskich turniejów w tym roku. Zamierzacie przedłużyć umowy na następny rok?

Chcielibyśmy na pewno przystąpić do kwalifikacji do Challenger Series. Jednakże jest to bardziej złożona sprawa. Jest to związane z ofertami jakie mogą napływać do chłopaków, dlatego wygląda to jak wygląda. Jesteśmy przygotowani na różne scenariusze. Nie mogę powiedzieć, że wszyscy zostaną w organizacji, ale jesteśmy cały czas w trakcie rozmów. Trudno jest mi na ten moment powiedzieć cokolwiek więcej na ten temat.

Ostatnio nawiązaliście także współpracę z Adamem “destru” Gilem, który będzie pełnił funkcję menadżera waszej nowej dywizji. Jednak ten projekt różni się od pozostałych, choćby tym, że rozpoczęliście otwartą rekrutację, zamiast przyjąć pod swoje skrzydła zgraną piątkę graczy. Dlaczego podeszliście do tego w ten sposób? 

Bardzo długo myśleliśmy nad tym projektem. Zastanawialiśmy się czy lepiej będzie zebrać pięciu zgranych ze sobą chłopaków, czy może pięciu znanych ze sceny, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na otwartą rekrutację dlatego, że jest dużo graczy, którzy jeszcze nie zostali zauważeni. I tak jak jest napisane na naszej infografice, Destru osobiście wybierze pięciu zawodników, ale to nie będzie też tak, że oni na pewno przejdą wszystkie etapy rekrutacji. Bałem się, że ktoś to tak odbierze i mam nadzieję, że tak nie będzie. Tym bardziej, że zwiększyliśmy liczbę miejsc przez to, że dostaliśmy tak dużo zgłoszeń w tak krótkim czasie – po pierwszych trzech godzinach mieliśmy już około sto zgłoszeń. Wierzę też w to, że na pewno jest sporo osób, którym warto dać szansę. Wymagania są wysokie, bo dziesiąty poziom FACEITa to nie jest też takie łatwe. Dostawaliśmy dużo zapytań o to, czy może to być dziewiąty poziom lub ósmy, komuś brakowało trzech wygranych itd. Zdecydowaliśmy się na ten sposób właśnie dlatego, żeby osoby, które są już na scenie i osoby, które są nowe mogły się skonfrontować i mamy nadzieję, że uda nam się zrobić z tego coś fajnego. Jest też szansa, że dzięki naszym tryoutom uformują się dwa lub trzy teamy. My przyjmiemy jeden, a inna organizacja, która na ten moment nie ma jeszcze CS-a, podejmie współpracę z innym.

Kolejna bardzo ważna rzecz, o której chciałbym wspomnieć nawiązując do tego, co powiedziałem, to strasznie niezdrowa rywalizacja w Polsce pomiędzy organizacjami. Jeśli z naszego projektu jakaś organizacja weźmie sobie drużynę, to szczerze, ja będę z tego powodu bardzo szczęśliwy. A to wszystko dlatego, że jeśli będą rozgrywki na wyższym poziomie u nas w kraju, to jednocześnie sprowadzi to więcej widzów, a widzowie wiadomo więcej sponsorów. Konkurujmy ze sobą na scenie, ale nie musi się to przekładać na życie codzienne.

Jeśli chodzi o trenerów, to na pewno Destru ma tutaj swój plan. Chcę, żeby każda dywizja w mojej organizacji miała swojego menadżera, nad którym jest Kamyk, nad którym jestem ja. To wszystko po to, żeby w przypadku, gdy przykładowo Destru będzie miał swoją własną wizję naszej dywizji Counter-Strike’a, ja mu jej nie będę psuć, bo wtedy to będzie takie wchodzenie między przysłowiową wódkę a zakąskę. Jeśli on ma swój plan, ja wierzę w to w stu procentach i wiem, że on to zrobi dobrze. Trudno jest mi powiedzieć, na pewno Destru znajdzie kogoś na to miejsce albo sam je obejmie. Wiem, że takie zaplecze merytoryczno-trenerskie będzie zapewnione, tak samo jak profesjonalny kontrakt.

Obecnie scena CS-a jest dość mocno obsadzona, sądzisz, że uda wam się przebić?

Nie od razu Rzym zbudowano. Ja nie będę od nich oczekiwał, żeby oni w ciągu miesiąca, czy dwóch wygrywali wszystkie turnieje w Polsce, później Majory i w ogóle, żeby stali się nową Złotą Piątką polskiego Counter-Strike’a. Ważne jest to, żeby coś się działo, żeby ta scena dostawała nowych graczy. Jeśli będziemy w top 4-5 na polskiej scenie za trzy miesiące, pół roku od skończenia rekrutacji, to ja będę bardzo szczęśliwy. Jednakże jeśli to się nie uda, to na pewno nie będę płakał. Usiądziemy razem, porozmawiamy co jest nie tak, co można poprawić i będziemy dążyć do celu. Tak jak wspomniałeś, scena Counter-Strike’a w Polsce jest bardzo mocna. AGO, Kinguin, Venatores, Pompa, PRIDE – to jest pięć najsilniejszych drużyn w Polsce, nie licząc Virtus.Pro, bo o nich można dużo mówić, ale myślę, że będziemy w stanie prędzej czy później powalczyć o wejście do tej piątki.

Oprócz znanych naszym rodakom produkcji zainwestowałeś także w skład Rocket League. Uważasz, że ta gra ma jakieś szanse na zdobycie większej popularności wśród Polaków?

Oczywiście mam taką nadzieję i są przesłanki ku temu, że tak będzie. Dlaczego Rocket League jest tak popularne w Europie, a w Polsce jeszcze nie? Może to być spowodowane właśnie tym, że do tej pory nie mieliśmy jeszcze w pełni polskiego teamu. Wiadomo były i są różne sklejki, ale zróbmy to dobrze od podstaw. Wejdźmy do Europy, może się uda, może nie. Mamy trzech naprawdę fantastycznych chłopaków, a nad wszystkim czuwa Piotrek „Delavor” Ziemczyk, który kocha Rocket League i chce się tym zajmować. Połączmy ich w jedną drużynę i dajmy im grać. W Rocketa gra naprawdę dużo ludzi. Często, gdy rozmawiam z potencjalnymi inwestorami, czy sponsorami, to pytają się w jakie gramy tytuły. Odpowiadam, że mamy League of Legends, CS:GO, Gwinta i Rocket League i wtedy nagle jest reakcja w stylu: „O! Rocket League! Mój syn w to gra”. Ja myślę, że ta gra ma bardzo duży potencjał, aczkolwiek jak będzie to jeszcze zobaczymy. Nie mogę powiedzieć na sto procent, że to wszystko wypali, ale chciałbym, żeby więcej organizacji inwestowało w Rocket League, bo ta gra jest naprawdę atrakcyjna dla sponsorów i widzów.

Skoro już jesteśmy przy nieco mniej znanych tytułach. Nie tak dawno ogłosiliście, że otwieracie dywizję w Gwinta. Ta gra jest dopiero w fazie beta, dlaczego więc skierowaliście swoją uwagę tutaj, zamiast np. w kierunku znanego szerszej publice Hearthstone’a? Sądzisz, że scena produkcji CD PROJEKT RED rozwinie się na tyle, aby dorównać lub zdetronizować karciankę Blizzarda?

Rozmawialiśmy dość długo z Ikealyou i z tych negocjacji wyszło w końcu, że może jednak Gwint. Zresztą czemu nie, dlaczego nie polska produkcja? Powiedziałeś, że gra jest jeszcze w becie, ale czasami jest warto zainwestować w coś, żeby później nie obudzić się z ręką w nocniku. Nie jest powiedziane, że Gwint nie pokona Hearthstone’a, choć jest trochę mniej fajny do oglądania. Jeśli ktoś grał w Gwinta lub ma o nim pojęcie, to jasne, może go oglądać bez problemu, ale Hearthstone ma nad nim tę przewagę, że nawet osoby, które w niego nigdy nie grały mogą dość szybko załapać o co chodzi podczas oglądania transmisji. Z kolei Gwint będzie bardziej przyjazny dla sceny competitive, bo na pewno dużo więcej zależy od samych umiejętności danego zawodnika, niż od tego, co zrobi Yogg-Saron w Hearthstone. W Gwincie jest po prostu mniej RNG, dlatego dużo więcej będzie zależało od talentu gracza. Chociaż nie ukrywam i nie zaprzeczam, że być może otworzymy dywizję Hearthstone’a, czy nawet w karcianke szykowaną przez Valve, czyli Artifact.

Rozwijacie się niesamowicie prężnie, lecz to z pewnością nie jest koniec waszych horyzontów. Jakie są wasze plany na przyszłość? Zamierzacie otworzyć się na kolejne tytuły?

Tak jak już wspomniałem, może zainwestujemy w którąś z karcianek. Z pewnością dokończymy nasz projekt z dywizją Counter-Strike’a. A tak poza tym to cały czas się rozglądamy, być może PUBG? To też produkcja, która jest w early accesie, ale ma potężną oglądalność. Na pewno nie chcemy spoczywać na laruach. Chciałbym, żeby przez nasz rozwój rozwijał się także polski esport, wiem że to brzmi strasznie wyniośle, ale chcę pokazywać, że nie tylko te najpopularniejsze tytuły mają szansę coś osiągnąć. Chcę, żeby konkurencja była większa na polskiej scenie, więc na pewno nie zamykamy się tylko na te cztery dywizje, które już są lub są w trakcie ogłaszania. Jeśli się nie rozwijasz, to stoisz w miejscu, a jeśli stoisz w miejscu, to się cofasz, dlatego my chcemy iść do przodu.

Bardzo dziękuję Ci za rozmowę. Chciałbyś jeszcze coś dodać na zakończenie?

Ja również dziękuję. Chciałbym również przy okazji podziękować Wojtkowi za to, co powiedział na scenie podczas Pucharu Polski Cybersport odnośnie tego, że iHG jest jak rodzina. Bardzo, bardzo mu dziękuje za te słowa, ja też się tutaj tak czuję i chciałbym, żeby to szło właśnie w tym kierunku. Chcę także wspomnieć, że Illuminar Gaming to nie jest już twór Frenzy, tylko samodzielna organizacja – ludzie wciąż o tym zapominają.

Śledź autora wywiadu na twitterze – Uspek_

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Illuminar Gaming powalczy o podbój Europy w ESL Clash of Nations

Jeśli Worlds 2017 nie dostarcza Wam wystarczająco dużo emocji w tygodniu, mamy świetne wieści. W dniach 1-3 listopada odbędzie się ESL Clash of Nation...