fot. ESL

stark: Myślę, że ludzie na polskiej scenie strasznie łatwo przypinają łatki

Jeden z największych polskich talentów młodego pokolenia. Do niedawna niepokorny, postrzegany za niesfornego, teraz pracujący nad tym, by opinia o jego osobie uległa zmianie na lepsze. Filar rodzimego Venatores i częsty bywalec serwerów FACEIT Pro League. Z Krzysztofem „starkiem” Lewandrowskim porozmawialiśmy o najtrudniejszej w jego karierze decyzji, istocie odpowiedniej mentalności oraz ostatnich perypetiach jego zespołu. Zapraszamy do lektury!

Sporo osób kojarzy cię jako osobę, której brakuje pokory, która słynie z niewyparzonego języka. Ja dostrzegłem jednak, że na przestrzeni ostatnich paru miesięcy stark staje się innym człowiekiem. Co się stało?

Wspominałem o tym w sumie u sawika. Po prostu dorosłem i stwierdziłem, że jeśli chcę coś osiągnąć w Counter-Strike’u, to muszę pokazać ludziom na co mnie stać i muszą mnie zacząć brać na poważnie, a nie tylko jako dzieciaka, który wszystkich wyzywa.

Myślisz, że łatwo jest zmienić o sobie opinię?

Myślę, że ludzie na polskiej scenie strasznie łatwo przypinają łatki – w tym zwłaszcza gracze. Zmiana opinii na swój temat jest bardzo ciężkim zadaniem. Pewnie jedna trzeci ludzi nadal mnie traktuje jako „dzieciaka”, ale staram się pokazać – co udało już się w przypadku większości – że powinni mnie traktować na poważnie.

Opinia na swój temat to ważny aspekt w karierze profesjonalnego gracza?

Dużo lepiej czyta się pozytywne opinie na swój temat, niż wyssane z palca głupoty, które wynikają z tego, że ktoś parę lat temu przypiął ci taką łatkę. Tak samo pisali o kamilu czy Repo, według wielu byli i są toksycznymi graczami. Dla mnie to straszna nieprawda i fani mogą tylko zniszczyć komuś reputację, a w efekcie karierę, bo organizacje nie chcą brać pod skrzydła takich zawodników.

Spotkałeś się w przeszłości z takimi problemami?

Kiedy byłem na rozmowie kwalifikacyjnej w Venatores, to wszczęto dyskusję o moich social media, w tamtym czasie głównie Facebooku. Chodziło o to, że musiałem trochę zastopować z pisaniem głupot i myśleć nad tym, co tam wrzucam.

Nie tak dawno byłeś gościem w programie sawika. Jak spodobała ci się w ogóle ta inicjatywa?

Bardzo lubię takie inicjatywy, lubię słuchać, jak wypowiadają się inni gracze, właściciele organizacji, czy inne osoby związane z esportem. Sam oglądam „Januszy esportu” czy „Lolka i Kawunię”. Co prawda nigdy nie grałem w LoL-a i nic nie rozumiem, ale dalej słucham co mają do powiedzenia inni. Mam nadzieję, że będzie tego więcej w Counter-Strike’u, bo takie inicjatywy są póki co domeną LoL-a. Wziął się za to sawik, ale uważam, że powinno być tego jeszcze więcej. Brakuje mi czegoś takiego, co robi Thorin z graczami z całego świata, czyli seria „Reflections”. Myślę, że ktoś u nas mógłby podłapać ten pomysł.

A jak oceniasz swój występ w tym programie?

Lepiej wyczerpałbym temat, gdyby to był wywiad pisany, bo strasznie się stresowałem. Cały czas zresztą pracuję nad tym, by radzić sobie z tremą występującą przy okazji publicznych wypowiedzi. Było tak, że myślałem co powiedzieć, zamiast mówić to co myślę, ale z drugiej strony tak też nie mogę, bo powiedziałbym za dużo (śmiech).

Nawiązując do twojej rozmowy z Maćkiem, co jest ważniejsze – talent czy odpowiednia mentalność, poświęcenie?

Bez wątpienia najważniejsze jest poświęcenie i ciężka praca. Wszystko to przebije talent. Zdarzają się oczywiście osoby, które po prostu grają dobrze, ale mają straszne podejście i koniec końców nie da się z nimi grać.

Jak bardzo istotnym elementem dla gracza są według ciebie media społecznościowe?

Trzeba myśleć o tym, co się ze sobą zrobi, gdy skończy się już karierę gracza. Jestem zdania, że rozwinięte social media mogą ci w tej dalszej przygodzie z esportem pomóc. Mi to dużo czasu nie zajmuje, a do tego mam fun pisząc i kontaktując się z fanami.

Jako jeden z niewielu graczy CS-a w Polsce aktywnie korzystasz również z Twittera. Skąd takie upodobanie?

Twitter jest najważniejszym medium społecznościowym jeśli chodzi o esport. Chodzi tu między innymi o załatwianie przeróżnych spraw. Jak zostaliśmy zdyskwalifikowani z WESG to od razu wiedziałem, że jak napiszę coś na Twitterze, to spotka się to ze sporym odzewem. Tak nie stałoby się na Facebooku. Z Twittera korzystają – jakby to powiedzieć – poważniejsze osoby z esportu i jest on bardziej bezpośredni. Dodajmy do tego, że Facebook strasznie ucina zasięgi, to jeden z głównych powodów.

Jak na tle innych graczy z Polski oceniasz swoją – nazwijmy to – pozycję w mediach społecznościowych?

Myślę, że to co do tej pory osiągnąłem jest jak najbardziej satysfakcjonujące – jak na razie nie grałem dla żadnej większej organizacji i nikt mnie w tych mediach społecznościowych nie promował. Zawodnicy powinni doceniać właśnie to, jaką promocję dostają od swoich pracodawców i dbać o swoje kanały społecznościowe, bo to na pewno zaprocentuje w przyszłości.

Edukacja graczy w tej dziedzinie jest według ciebie istotna?

Jak najbardziej. Dzięki temu organizacje tworzą o swoim graczu pozytywną opinię, markę, a dzięki temu rośnie ich fanbase.

Wraz z rosnącą pozycją gracze odczuwają coraz większą presję otoczenia. Organizacje powinny inwestować w specjalistów, by pomagać swoim podopiecznym w tym aspekcie?

To wszystko zależy od konkretnego gracza. Niektórzy odczuwają presję podczas grania, niektórzy nie. Specjaliści tacy jak trenerzy mentalni mogą strasznie pomóc zawodnikom – zwłaszcza tym młodszym, bo wydaje mi się, że odczuwanie presji to ich domena. Wraz z doświadczeniem to wszystko przechodzi, ale na samym początku tacy ludzie są jak najbardziej potrzebni.

W ostatnim czasie dużo mówiło się o talencie z francuskiej sceny, czyli ZywOo, który pomimo świetnej oferty nie zdecydował się na przerwanie edukacji. Ty taki krok podjąłeś. Co sądzisz o jego decyzji?

Wszystko zależy od jego rodziców – moi już od dłuższego czasu wiedzieli, że ja nie chcę chodzić do szkoły. Widzieli to po ocenach i opuszczonych godzinach. Dali mi po prostu ultimatum, że mam czas do końca roku, żeby coś osiągnąć, a jak nie, to wracam do szkoły czy pracy i żyję na własną rękę. Jeśli to, co mówił innocent na swoim streamie jest prawdą (ZywOo miał otrzymać ofertę w wysokości 15 tysięcy od EnVyUs – przyp. red.) to bym się nawet nie zastanawiał. Poszedłbym tam nawet za darmo, żeby tylko pokazać się z jak najlepszej strony i grać na najwyższym poziomie.

Skupmy się na tobie, bo rozmawiałeś też o tym u sawika. Nie sądzisz, że mógłbyś pogodzić szkołę i karierę? 

Mógłbym do niej chodzić i ją ukończyć bez żadnego problemu. Po prostu nie czuję takiej potrzeby. Jakbym chciał być lekarzem, to bym poszedł na studia medyczne. Jestem graczem Counter-Strike’a, więc mi to niepotrzebne.

Przenieśmy się w takim razie do przodu o pięć lat. Może ta matura byłaby pewnego rodzaju zabezpieczeniem, gdyby za jakiś czas kariera w esporcie by nie wypaliła?

Szkoła nie zając, nie ucieknie. Jeśli za te pięć lat pomysł esportu nie byłby już żywy, to znalazłbym inny sposób zarobku pieniędzy.

Od podjęcia twojej decyzji upłynął rok. Jesteś zadowolony z tego, co przez ten czas udało ci się osiągnąć?

Jestem jak najbardziej usatysfakcjonowany, ale mógłbym osiągnąć więcej. Zarówno w aspekcie drużynowym, jak i indywidualnym. Z drugiej strony jednak wiedziałem, że w tak krótkiej perspektywie czasu zdobycie czegoś więcej byłoby prawie niewykonalne, także Venatores to chyba na ten moment maksimum. Jestem przekonany, że 2018 będzie pięć razy lepszy.

Założyłeś sobie rok temu jakiś plan minimum?

Jak rzuciłem szkołę, to wtedy dotarło do mnie, że muszę się zmienić, nie mogę grać tylko PUG-ów, muszę pokazać się w drużynie, żeby ktoś lepszy wziął mnie pod swoje skrzydła. Stąd też wzięło się granie w zespole GRUBASów w PLE. Po dobrym występie przeciwko Venatores zostałem zauważony i w ten sposób osiągnąłem swój plan, a teraz go kontynuuję.

Nie masz wrażenia, że trochę za późno wziąłeś się za „poważną” grę?

Nie dostawałem żadnych szans w poważnych drużynach przez to, że ludzie uważali mnie za zarozumiałego dzieciaka, który myśli, że jest od wszystkich lepszy. Druga sprawa jest taka, że kiedy miałem już konkretny zespół w 2014 roku z którym grałem zresztą w EPS-ie, musiałem odejść, bo wiedziałem, że rodzice nie pozwolą pojechać mi na LAN-a, na który mieliśmy spore szanse się dostać. Musiałem więc poczekać na to, aż zmieni się ich podejście.

Gra w miksie i gra w poważnej drużynie z ułożoną strukturą taktyczną – dostrzegasz wielkie różnice?

Ja bardzo dobrze dostosowuję się do nowego otoczenia, także w moim przypadku wpasowanie się do gry drużynowej nie było trudne. Każdy w zespole powinien znać swoją rolę i wiedzieć za co jest odpowiedzialny. To jest najważniejsze – żeby znać swoje miejsce w szeregu.

W FPL-u grasz już stosunkowo długo. Wracając jeszcze do tematu twojej decyzji – myślisz, że powodzenie w tych rozgrywkach miało na nią jakiś wpływ?

FPL to była jedna z początkowym przyczyn myśli o rzuceniu szkoły. Jak zarobiłem tam pierwsze pieniądze, a było to chyba sześć tysięcy złotych, chciałem zarabiać i wygrywać jeszcze więcej. Wtedy zacząłem grać w nim jeszcze więcej. Siedziałem do szóstej rano, a na wpół do ósmej musiałem być w szkole. To właśnie przez FPL-a pojawiły się myśli o przerwaniu edukacji.

W samym środowisku FPL-a dość nieźle udało ci się odnaleźć.

W FPL-u jest jak w grze drużynowej – trzeba znać swoje miejsce w szeregu i dostosować się do sytuacji, że to ty grasz z najlepszymi na świecie i powinieneś się od nich uczyć. Dużo nowych zawodników ma się za nie wiadomo kogo z samego faktu, że się tam dostali i mają jeszcze czelność pouczać tych, którzy wygrywali Majory.

Największym plusem tych rozgrywek jest możliwość poznania tych najlepszych?

Tak jak wszędzie, znajomości są niezwykle ważne. Najważniejszym aspektem jest jednak to, że możesz patrzeć, jakie decyzje podejmują i uczyć się od nich jak najwięcej Counter-Strike’a.

fot. fb.com/venatoress/

Porozmawiajmy o sytuacji na polskiej scenie. Jak widzisz swój zespół na tle innych czołowych formacji z naszego kraju?

Myślę, że przestajemy być czarnym koniem w spotkaniach z najlepszymi zespołami. Ludzie nie doceniają naszych wyników przeciwko rodzimym zespołom. Największy minus obecnie jest jednak taki, że radzimy sobie dobrze z Polakami, ale nie umiemy się odblokować przeciwko drużynom z Europy. To jest nasz cel na najbliższe miesiące – chcemy udowodnić, że potrafimy grać z każdym.

Z czego wynika ta nieporadność na europejskiej scenie?

Chodzi o to, że z zawodnikami z polskiej sceny znamy się już długo i chcemy im udowodnić, że jesteśmy lepsi czy też równi i potrafimy z nimi walczyć.

Jest jednak w końcu szansa, że zaczniecie w końcu umacniać swoją pozycję na Starym Kontynencie.

Teraz, po kwalifikacjach do V4, udało nam się pokonać Red Reserve i wydaje mi się, że się powoli odblokowujemy. Sam sukces w tych kwalifikacjach i awans na tak wielki turniej dało nam straszny boost pewności siebie i teraz będziemy stale zaliczać progres.

Okazja na wypłynięcie na szerokie wody była pojawiła się już parę miesięcy temu, kiedy zakwalifikowaliście się na regionalne finały WESG. Sprawę pokrzyżowała sytuacja z banem Patitka. Jak wtedy zareagowałeś?

Dowiedziałem się o tym wszystkim jako pierwszy, jakoś pięć godzin przed innymi, bo jestem nocnym markiem i nie spałem o szóstej rano, i ktoś napisał do mnie, że jest taka sytuacja, i że to wszystko wyjdzie i może zakończyć się dyskwalifikacją. My oczywiście wiedzieliśmy o jego koncie 3-4 miesiące wcześniej i zawsze podchodziliśmy do tego tak: „dobra, coś takiego się stanie, ale wiemy, że Patitek jest niewinny i że uda nam się pojechać gdziekolwiek się dostaniemy, bo dostanie unbana”. Wyszło jednak inaczej, nie obwiniam Patryka. To że cheatował czy też nie w wieku 13 lat na matchmakingu nie zmienia faktu, że jest obecnie jednym z najlepszych zawodników na polskiej scenie.

Wiemy w końcu jak doszło do tego, że dowiedzieli się o tym wszystkim organizatorzy?

Mogę powiedzieć tylko tyle, że gracze jednej z czołowych organizacji w Polsce napisali do detektywa, który zajmuje się wyciąganiem brudów z przeszłości.

Ktoś taki istnieje? 

Jest taki gość o ksywie tabz, pochodzi ze Szwecji. Oni go poprosili, żeby się tym zajął.

W ostatnim czasie było sporo zamieszania z waszym składem. Na Copernicupie w Toruniu nie pojawiłeś się ty, tylko Patitek. Znamy już ostateczny skład Venatores?

Mogę już powiedzieć, że byłem na testach w PRIDE, ale ze względów związanych z kontraktem to nie wypaliło. Nasz skład będzie wyglądał następująco: ja, goofy, SOON, tecek, ponczek oraz imd jako trener.

W tym składzie wygraliście polskie kwalifikacje do V4. Po drodze udało wam się pokonać między innymi AGO.

Tu było podobnie jak w przypadku finałów PLE w Warszawie. Trochę na to liczyliśmy, ale z drugiej strony nie spodziewaliśmy się, że się zakwalifikujemy. Dla wszystkich z nas finały w Budapeszcie będą najważniejszym turniejem w naszych karierach i przez najbliższy miesiąc będziemy trenować tyle, ile to możliwe. Nie ustaliliśmy sobie jeszcze planu minimum jako drużyna, ale ja liczę na wyjście z grupy i powalczenie z najlepszymi, by nie być tam tylko chłopcami do bicia.

A co oprócz Budapesztu?

Na pewno chcemy dostać się do play-offów Polskiej Ligi Esportowej i ESL Mistrzostw Polski. A jeśli chodzi o europejską scenę, chcemy dostawać się na wszelkie możliwe zamknięte kwalifikacje. Zaraz po turnieju V4 pojawimy się też na Copenhagen Games.

Śledź autora wywiadu na Twitterze.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Dziś poznamy pierwszych pechowców cs_summit 2

Przed nami drugi dzień cs_summit 2, podczas którego dwie ekipy definitywnie pożegnają się z dalszym udziałem w imprezie. Na ten moment w gronie potenc...