fot. FACEIT

Wygrani i przegrani drugiej fazy Majora

Faza Nowych Legend przyniosła wiele nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Nikt przed jej startem nie byłby w stanie przewidzieć sytuacji, w której compLexity zapewnia sobie awans do play-offów bez żadnej porażki na swoim koncie. Przyjrzymy się zatem największym wygranym i przegranym drugiej fazy Majora.

compLexity Gaming

fot. FACEIT

Wyczyny Petera „stanislawa” Jarguza i spółki w Fazie Nowych Legend można porównać do postawy Quantum Bellator Fire na ostatnim Majorze. Oczywiście znajdą się sceptycy, szukający argumentów w postaci relatywnie łatwej drogi do awansu. Z drugiej jednak strony, dlaczego mielibyśmy deprecjonować osiągnięcie piątki, która była skazana na pożarcie przez gigantów Counter-Strike’a? Choć w istocie compLexity nie podejmowało najmocniejszych możliwych rywali, jak na swoje realia i możliwości formacja dokonała czegoś bezprecedensowego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że piękna przygoda tej drużyny zakończy się już na ćwierćfinale. Nie ulega wątpliwości, że w starciu z MIBR to właśnie naszpikowani gwiazdami przeciwnicy będą faworytami do końcowego zwycięstwa. coL niczego nie musi, skład zagwarantował sobie status legend, a teraz postara się o jak najlepsze zakończenie turnieju. I nie jest powiedziane, że musi ono nastąpić przy pierwszej ku temu sposobności. Abstrahując od samego Majora, ekipa ma wszystko, aby stać się potentatem w swoim regionie. 

BIG

fot. FACEIT

Mówiąc o BIG, myślami wracamy do Majora w naszej ojczyźnie. Tam niemiecki skład bez większych problemów przebrnął przez fazę grupową, pozostawiając w pokonanym polu dużo silniejsze ekipy w postaci FaZe Clanu czy SK Gaming. Co ciekawe, wówczas wszystkie trzy spotkania systemu szwajcarskiego BIG rozegrało na Inferno. Dla niewtajemniczonych przypomnę, iż wówczas na tej mapie istniał błąd, pozwalający na zauważenie przeciwnika nad murkiem, przy czym sami pozostawaliśmy niewidoczni. Zespół naszych zachodnich sąsiadów wykorzystywał ten błąd na swoją korzyść, co przyćmiło jego dobre rezultaty.

Rok później BIG udowodniło, że absolutnie nie jest chłopcem do bicia, ponownie zapewniając sobie miejsce w najlepszej ósemce Majora. Tym razem bez żadnych historii w tle. Pozyskanie dwóch nowych graczy w osobach Owena „smooyi” Butterfielda i Tiziana „tiziaNa” Feldbuscha okazało się strzałem w dziesiątkę. Drużyna stała się kompletna, próżno szukać w niej słabych punktów. Sam Brytyjczyk pod względem suchych liczb był najlepszym graczem drugiej fazy Majora. Na BIG czeka trudne zadanie, gdyż kolejnym przeciwnikiem będzie Natus Vincere. Sugerując się wypowiedziami zawodników, mają oni ambicje na zgarnięcie pełnej puli.

HellRaisers

fot. FACEIT

Ostatni występ HellRaisers na imprezie rangi Major miał miejsce na początku 2017 roku. I z pewnością HR nie może zaliczyć go do udanych – Kirill „ANGE1” Karasov i koledzy odpadli z bilansem 0:3. Z ówczesnego składu drużyny w aktualnej piątce widnieje trzech zawodników. Trzeba przyznać, że to właśnie duet, który zasilił szeregi organizacji, zrobił największą różnicę.

Indywidualne umiejętności Özgüra „woxica” Ekera i Issy „ISSY” Murada nie raz ratowały skórę ekipie. Choć początkowo podchodzono do tych transferów z lekkim przymrużeniem oka, dzisiaj możemy stwierdzić, że oba nabytki spłaciły powierzony kredyt zaufania. O ile osoba woxica była w jakimś stopniu rozpoznawalna na scenie (ze względu na epizod w Dark Passage i FACEIT Pro League), tak ISSAA stanowił wielką niewiadomą. Ryzyko podjęte przez włodarzy organizacji przyniosło oczekiwane efekty. Pokonanie Fnatic zapewniło HR przepustkę do play-offów, gdzie na początek zmierzy się z Teamem Liquid. Niezależnie od wyniku tego pojedynku, HellRaisers wykonało krok w stronę światowej czołówki. O ile skład drużyny nie ulegnie drastycznym zmianom, o międzynarodowej piątce powinno być jeszcze głośno.

Fnatic

Fnatic

fot. FACEIT

Fnatic to organizacja instytucja w uniwersum CS:GO. Na przestrzeni mijających lat występujące pod tą banderą składy zawsze meldowały się w najlepszej ósemce kolejnych Majorów. Imponująca passa zatrzymała się na trzynastym turnieju. Spoglądając na tegoroczną dyspozycję Szwedów, zauważyć można powolną tendencję spadkową. Dopóki częścią drużyny byli Maikil „Golden” Selim i Jonas „Lekr0” Olofsson zespół notował coraz lepsze wyniki, m.in unosząc w górę puchar Intel Extreme Masters w Katowicach.

Wbrew logice, Fnatic zdecydowało się na roszady personalne uwzględniające dwóch wcześniej wymienionych strzelców. Prowadzenie na mapie przejął doświadczony Richard „Xizt” Landström, dla którego był to powrót do organizacji po kilku latach. Za zabójstwa z wykorzystaniem karabinu snajperskiego miał odpowiadać były reprezentant Ninjas in Pyjamas, William „draken” Sundin. Nowe otwarcie nie wyglądało najgorzej, lecz trudno w tym miejscu mówić o specjalnych pozytywach. 5-6. miejsce w ramach ELEAGUE Premier oraz ESL One Cologne kontrastowało z fatalnym występem przed własną publicznością w ostatnim sprawdzianie przed Majorem. Wracając do samej imprezy w Londynie, można współczuć sympatykom Fnatic. Oglądanie poczynań szwedzkiej piątki było mało porywającym doświadczeniem, zupełnie odbiegającym od tego z pierwszej połowy roku. Przyszłość zespołu dowodzonego przez Xizta stanęła pod znakiem zapytania, choć nie stawiałbym na nim krzyżyka.

Cloud9

fot. FACEIT

Cudu nie było – Cloud9 nie obroni mistrzowskiego tytułu Majora. Nawet skrócona o tydzień wakacyjna przerwa czy bootcamp nie odmieniły oblicza drużyny. Drużyny, którą trapiły nie tylko problemy kadrowe.

Zacznijmy od początku. Po wygraniu styczniowych rozgrywek w Bostonie nadszedł czas kryzysu. Być może C9 nie udźwignęło presji związanej z byciem numerem 1 na świecie, być może ELEAGUE Major był jednorazowym wyskokiem ponad faktyczny stan. Niemniej jednak zwycięską piątkę opuściły dwa żądła, które w znacznym stopniu oddziaływały na kształt całej ekipy. Jake „Stewie2K” Yip i Tarik „tarik” Celik, bo o nich mowa, podjęli nowe wyzwania w swoich karierach i postarają się przywrócić byłe SK Gaming na właściwe tory. Ich zastępcy czyli Golden oraz Martin „STYKO” Styk nie wyciągnęli pozostałego tercetu z marazmu. Mówiąc szczerze, nie byli oni do tego zdolni. Nie umniejszając w żadnym stopniu STYKO, nigdy nie będzie on tak efektywny w zabójstwach otwierających jak tarik czy Stewie. Słowak zwyczajnie jest stworzony do roli wspierającego, to on pozwala błyszczeć swoim kolegom. W jednym z wywiadów Will „RUSH” Wierzba stwierdził, że wypożyczony z mousesports zawodnik dostanie więcej szans na udowodnienie swojej wartości. Wykrystalizowanie się składu jest chyba jedynym pozytywem dla Cloud9 i daje promyk nadziei na lepsze dni.

mousesports

fot. DreamHack/Adela Sznajder

Kilka dni temu pisałem, że FACEIT Major będzie swego rodzaju sprawdzianem dla odświeżonego składu mousesports. I rzeczywiście był. Janusz „Snax” Pogorzelski i spółka zostali brutalnie zweryfikowani, sprawiając największą negatywną sensację drugiej fazy. Rosnąca z tygodnia na tydzień forma zniknęła za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Szukanie usprawiedliwień mija się z celem. Po raz kolejny sprawdziła się odwieczna prawda, mówiąca o tym, że same nazwiska nie grają. Pojedyncze zrywy czy udane pojedynki indywidualne to za mało, aby zaskoczyć kolektyw. Kolektyw, o którym w przypadku mousesports nie mamy prawa mówić. Brakowało gry zespołowej, wspólnego podejmowania decyzji i planowania ruchów na mapie. Momentami wydawało się, że zespół jest odcięty od tlenu.

Zakontraktowanie Snaxa miało wykrzesać z mouz wyżyny umiejętności i wprowadzić drużynę na najwyższy poziom. Tymczasem 25-latek jest cieniem samego siebie z najlepszego okresu. Żeby nie być gołosłownym przytoczę statystyki: Polak zakończył imprezę w Londynie ze stosunkiem Z/Ś wynoszącym 0,63. Idąc tym tropem, tylko jeden reprezentant niemieckiej organizacji przekroczył barierę 1. Trudno ferować co tak naprawdę zawiodło, nie wiemy jak wyglądają relacje pomiędzy zawodnikami. Według różnych pogłosek wkrótce może dojść do kolejnej zmiany w składzie mousesports. Jedno jest pewne – do poprawy rezultatów potrzebny jest impuls, kto wie czy nie w postaci nowego gracza.


Faza Nowych Mistrzów startuje już 20 września o godzinie 16:15 – wszystkie jej mecze wraz z angielskim komentarzem obejrzeć będzie można na oficjalnym kanale FACEIT na Twitchu, natomiast polska transmisja dostępna będzie na prywatnym kanale Piotra „izaka” Skowyrskiego. Po więcej informacji na temat FACEIT Major London 2018 zapraszamy do naszej relacji tekstowej.

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

GruBy z najlepszymi statystykami po 6. tygodniu ESL MP w CS:GO

Przedostatnia seria spotkań fazy zasadniczej 17. sezonu ESL Mistrzostw Polski w CS:GO wczoraj dobiegła końca. Czas więc na kolejne zestawienie graczy...