fot. Riot Games

Galeria wstydu – najważniejsi nieobecni tegorocznych Mistrzostw Świata

Wielki dzień dla fanów League of Legends zbliża się nieuchronnie. W środę rozpocznie się faza grupowa najistotniejszego corocznego turnieju dla graczy LoL-a. Zanim jednak zagłębimy się w wir emocji jakich dostarczą nam nadchodzące rozgrywki, przyjrzyjmy się chwilę kogo może nam w nich brakować najbardziej. Będzie to galeria sław, których kibice nie śledzący na bieżąco każdej z profesjonalnych lig będą wypatrywać, a których nie zobaczą. Prezentujemy wielkich nieobecnych Mistrzostw Świata League of Legends 2018.

Echo Fox

Zacznijmy od graczy zza oceanu. Jak niektórzy z pewnością pamiętają, rozgrywki NA LCS należały do jednych z najbardziej zaciętych. Dwa punkty dzieliły Optic Gaming, które odpadło z dalszej walki, od drugiego Cloud9, które ujrzymy niedługo podczas fazy grupowej. W tym ciężkim terenie, jednym z najlepiej trzymających się przez większość czasu zespołów było Echo Fox. Ekipa, w barwach której występuje Heo „Huni’ Seung-hoon przez długi czas walczyła z Teamem Liquid o fotel lidera. Podczas tegorocznego Rift Rivals to właśnie Echo Fox obroniło honor Ameryki Północnej pokonując G2.

Lisy z pewnością celowały w awans na Mistrzostwa, a do tego mają silny i zaprawiony w bojach skład, który mógłby sprawić parę niespodzianek. Biorąc pod uwagę jak twarda i zażarta była walka w NA LCS można pomyśleć, że awans z tego regionu mógł być trudniejszy niż ewentualne wyjście z grupy. Pokonanie Teamu Liquid było w tym roku zbyt dużym wyzwaniem dla Echo Fox, ale to porażka z 100 Thieves przekreśliła szansę Lisów na Worlds. Cóż, jeśli Huni w tym roku przyjedzie do ojczyzny, to tylko w celach turystycznych lub aby po prostu odpocząć.

Team SoloMid

Pozostając na Ameryce Północnej, trzeba zwrócić uwagę na słynny Team SoloMid. Ekipa, której barw bronią takie gwiazdy jak Søren „Bjergsen” Bjerg czy Jesper „Zven” Svenningsen także nie przyjechała do Korei. Zawodnikom TSM-u od początku sytuacja w NA LCS nie układała się najlepiej. Głupie porażki w początkowej fazie letniego splitu z Clutch Gaming czy Optic Gaming, bardzo skomplikowały drogę drużyny Bjergsena na Worldsy.

Brak TSM-u podczas tegorocznych Mistrzostw Świata jest znakiem czasu. Pod względem samej gry, pozostałe ekipy takie jak Cloud9 czy Liquid były od niego po prostu lepsze. To, że ekipy Zvena zabraknie podczas Worldsów nie jest zaskoczeniem, patrząc na jej tegoroczne występy. Jej brak jest jednak istotny – to pierwszy raz w historii MŚ kiedy ekipa, barw której bronił niegdyś słynny Marcus „Dyrus” Hill, nie dostała się na tę najważniejszą imprezę w roku. Pamiętajmy, że podczas pierwszych mistrzostw świata Team SoloMid zajął aż trzecie miejsce! Ileż od tego czasu zaszło zmian wszyscy jednak wiemy, mimo tego fakt, że nie zobaczymy TSM-u z pewnością powoduje małą pustkę w sercach części z kibiców.

Misfits Gaming

Przejdźmy na stary kontynent. Z pewnością każdy z czytających ten artykuł, mógłby wymienić ze trzy-cztery zespoły, które chciałby widzieć na Mistrzostwach Świata. Bądźmy jednak realistami, w większości przypadków rzadko kiedy nawet najlepsze Europejskie zespoły mogą postawić się zespołom z Azji. Jednego zespołu jednak może brakować podczas tegorocznych mistrzostw bardziej niż pozostałych.

Wszyscy pamiętamy, jak w pierwszej fazie letniego splitu EU LCS Misfits pewnie kroczyło po każde następne zwycięstwo. Nikt w Europie nie mógł przeciwstawić się ich sile. Zarówno G2 Esports jak i Team Vitality, które zobaczymy podczas Worldsów, nie były większą przeszkodą dla ekipy Stevena „Hansa Samy” Liva. Jedynie Fnatic potrafiło – po niemałych trudach – ich pokonać. Potem jednak coś się złamało. Mimo kosmicznego startu, Misfits skończyło fazę zasadniczą dopiero na piątym miejscu. Króliki nie poradziły sobie także w Regional Qualifier zaskakująco ulegając Splyce po ciężkim pojedynku 2:3.

Pamiętajmy, że Misfits to ekipa, która rok temu tak dobrze poradziła sobie podczas Mistrzostw Świata, ulegając dopiero w ćwierćfinale późniejszym wicemistrzom świata SKT T1, po arcyzaciętym pojedynku również wynikiem 2:3. Z pewnością liczyli w tym roku na co najmniej powtórzenie tego sukcesu, jednak historia jak wiemy okazała się okrutna. Cóż. Może za rok.

Gambit Esports

Chociaż obecność tego zespołu może niektórych zaskakiwać, uznałem że warto jest o nim wspomnieć. Gambit Esports, duchowy spadkobierca znanego Gambit Gaming, również walczył o możliwość gry w turnieju głównym Mistrzostw Świata. Droga do awansu dla Gambitu nie należała do najtrudniejszych – Danim „Diamondprox” Reshetnikov i kompani musieli pokonać zaledwie trzy inne drużyny walczące razem z nimi w  LoL Continental League, żeby zapewnić sobie uczestnictwo w play-inach Worldsów.

Po raczej bezproblemowym zwycięstwie w LCL, Gambit przystąpił do walki o miejsce w fazie grupowej. Wydawać by się mogło, że trafił do grupy, w której będzie mógł powalczyć o awans do kluczowej części turnieju. Nadzieje okazały się jednak złudne. Po dwóch porażkach z G-Rex, Gambit Esports pożegnał się z Mistrzostwami Świata, a katem rosyjsko-ukraińskiej piątki było Cloud9. Nie powinno nas to zaskakiwać, poziom LCL nie jest zbyt wysoki i z pewnością minie jeszcze sporo czasu, nim Gambit Esports nawiąże do sukcesów osiąganych pod poprzednią nazwą. Na pewno jednak mogą ogłosić mały sukces, bo dwa zwycięstwa – nawet w fazie play-in – są jednak zwycięstwami podczas Mistrzostw Świata. Mało kto może się tym poszczycić.

Team WE

Czas na moim zdaniem najsilniejszą ligę na świecie. Jeden z największych nieobecnych tegorocznych Worldsów. Chiński Team WE, jest także jednym z pierwszych zespołów esportowych w Chinach i ubiegłorocznym półfinalista tej wielkiej imprezy. Mimo tak bogatej historii nie udało mu się zakwalifikować. Choć niewiele wskazywało na takie osłabienie względem poprzedniego roku, to zawodnicy z Państwa Środka byli zdecydowanie słabsi od swoich przeciwników na domowym podwórku.

Trzeba się zastanowić czy nieobecność Team WE jest powodem słabszej dyspozycji zespołu, czy może kwestią pojawienia się nowych pretendentów na chińskiej scenie. Porażki, których doznał zespół nie były przypadkowe. W letnich rozgrywkach LPL zajął on dopiero szóste, przedostatnie miejsce, w swoim regionie. A przecież nie musiał grać z największymi chińskimi potęgami takimi jak Royal Never Give Up czy Invictus Gaming. Przed włodarzami dywizji LoL-a teraz trudna kwestia. Czy to czas na radykalne zmiany? Jeśli tak to jakie? Chińska scena rozwija się niesamowicie dynamiczne, a Team WE jest przykładem tego, jak w krótkim okresie czasu z faworyta można stać się chłopcem do bicia. Równie dobrze może w przyszłym roku zostać mistrzami świata. Jak będzie? Przekonamy się.

Griffin

Pod koniec przejdźmy do gospodarzy tegorocznej imprezy. Liga koreańska niemal od zawsze słynęła z najlepszych graczy i jednych z najlepszych zespołów na świecie. To właśnie do drużyn z Korei puchar Mistrzostw Świata trafił najwięcej razy. Przyjrzyjmy się jednemu z ich zespołów. Griffin, bo o nim tutaj jest mowa, nie jest zespołem o długiej tradycji. Nie grał on wcześniej na Worldsach, nie jest mistrzem świata sprzed iluś tam lat. Jest natomiast drużyną, która przyczyniła się do zamknięcia szans na awans takiej potędze jak SKT T1. Zespół, który nie wygrał LCK tylko przez jedną jedyną grę. Najprawdopodobniej właśnie przez tę grę nie wystąpi podczas Mistrzostw.

Choć oglądającym w tym roku ligę Koreańską mogło się to wydawać prawie niemożliwe, Griffin który w play-offach zajął drugie miejsce zdawał się być murowanym faworytem do zwycięstwa w Regional Finals. Tak się jednak nie stało. Po zaskakującej porażce z Gen.G, Griffin odpadło i nie dane nam będzie go zobaczyć. Szkoda, gdyż moim zdaniem był to zespół, który mógłby namieszać w czołówce.

SK telecom T1

Czas na przysłowiową wisienkę na torcie. Nie byłoby tego tego zestawienia bez SK telecom T1. Zdecydowanie jest to największy z nieobecnych. Wciąż aktualny wicemistrz świata. Najbardziej utytułowany zespół w historii profesjonalnych rozgrywek League of Legends. Niemalże bogowie wśród koreańskiej publiki, którzy jednak nie wezmą udziału w Mistrzostwach organizowanych w ich własnej ojczyźnie. Po raz pierwszy od 2014 roku zabraknie ich na tej imprezie.

Czemu tak się stało? Co zawiodło? Czy to jest już ich koniec? Te pytania z pewnością wybrzmiewają w głowach zarówno fanów, zawodników jak i szefostwa SKT. Żeby była jasność, mało kto z oglądających w tym roku rozgrywki LCK mógłby stwierdzić, że drużyna Lee „Fakera” Sang-hyeoka zasłużyła na awans. Grała ona słabo, bez pomysłu na grę. Była zupełnie wypalona. Widać, że po tylu latach światowej dominacji potrzeba gruntownych reform w całej dywizji. Z pewnością jest to smutny widok, gracze którzy tyle razy sięgali po rozmaite trofea, nie będą mogli się wykazać przed rodzimą publicznością. Pozostaje mieć nadzieje, że zadziała to jak zimny prysznic i w przyszłym roku przystąpią do rozgrywek jeszcze bardziej zmotywowani, a przede wszystkim z nową wizją gry.

Nie ulega wątpliwości, że nadchodzące Mistrzostwa Świata będą różniły się od poprzednich – z jednej strony mamy garść weteranów jak Fnatic, którzy jak zawsze będą starali się ugrać jak najwięcej, z drugiej strony mamy też licznych pretendentów, których żądza triumfu jest chyba największa. Czy na stałe wypełnią lukę, która powstała po wykruszeniu się wielu faworytów? Czy może po Mistrzostwach historia o nich zapomni? Przekonamy się już wkrótce.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Na kogo warto zwrócić uwagę podczas Mistrzostw Świata?

Już tylko godziny dzielą nas od rozpoczęcia fazy zasadniczej tegorocznych Mistrzostw Świata w League of Legends. Choć wielu zastanawia się kto tym raz...