Kto wygrał, a kto przegrał w transferowym okienku (NA) LCS?

Kurz po transferowym chaosie zdążył opaść, a najważniejsze rozgrywki League of Legends w Ameryce Północnej rozpoczną się już za nieco ponad dwa tygodnie. Czas najwyższy przyjrzeć się nieco dokładniej wszelkim wyborom wszystkich uczestniczących w League Championship Series 2019 organizacji.

Andrzej to j…

TSM

Echo Fox

Clutch Gaming

FlyQuest

Broken Blade Lourlo Huni V1per
Grig Solo LirA Santorin
Bjergsen Rush Damonte Pobelter
Zven Fenix Piglet WildTurtle
Smoothie Apollo Vulcan JayJ
Lost
Hakuho
Zikz SSONG mcscrag  Invert

Zanim zaczniecie wieszać na mnie psy za umiejscowienie TSM-u w tej części artykułu, przybliżę dlaczego pojawiły się tutaj pozostałe trzy formacje. Zacznijmy od FlyQuest, które moim zdaniem najprawdopodobniej będzie przeciętną ekipą. Na plus na pewno możemy tutaj wyróżnić zatrzymanie przy sobie WildTurtle’a oraz zakontraktowanie V1pera, który zdecydowanie zasługiwał na angaż w LCS po świetnym sezonie w barwach Team Liquid Academy. Jednakże mam spore wątpliwości co do JayJa, który nigdy nie był jakimś szczególnie mocnym supportem, a takiego chyba brakuje WildTurtle’owi. W każdym splicie zastanawiam się z kolei dlaczego organizacje wciąż decydują się na recykling takich zawodników jak Santorin, którzy nadal zawodzą i zawodzić będą, ale no cóż jest, jak jest. We FlyQuest zobaczymy także porzuconego przez Team Liquid Pobeltera i o ile w ubiegłym sezonie prezentował się on całkiem przyzwoicie, to teraz wydaje mi się, że nie będzie on mógł pokazywać się z dobrej strony, zwłaszcza kiedy jego głównym kompanem będzie Santorin.

Budujemy zespół od nowa! A jego podstawą będzie… LirA! Mam tutaj wrażenie, że budowla, której fundamentem jest tak niepewny materiał, dość szybko runie. LirA to naprawdę interesujący zawodnik, bo w jakiś magiczny sposób nadal utrzymuje swoje miejsce w LCS, mimo że przecież od wielu miesięcy jest po prostu przeciętnym graczem, nawet jak na północnoamerykańskie standardy. Niemniej, Clutch Gaming dokonało naprawdę imponującej wymiany z Echo Fox, podejmując współpracę z Hunim i Damonte. Toplanerowi nie można absolutnie niczego zarzucić, a 21-letni Damonte to z całą pewnością jeden z najlepiej zapowiadających się midlanerów za oceanem. Pytanie tyko czy Clutch Gaming było dla niego dobrym wyborem pod względem dalszego rozwoju. I nie można też nie poruszyć w tym miejscu kwestii botlane’u, który również wydaje się być nieco niepewny. Piglet i Vulcan spędzili cały ubiegły sezon w drugiej klasie rozgrywkowej, gdzie i tak nie radzili sobie nadzwyczaj dobrze. Ciekawym wydaje się zatem ich wybór do głównego składu CG, ale z uwagi na swoje potężne doświadczenie Piglet raczej nie powinien odstawać poziomem.

Pamiętacie jeszcze Clutch Gaming z letniego splitu NA LCS 2018? Pewnie nie, bo raczej nikt nie chce pamiętać tak słabych występów. Mimo wszystko Echo Fox postanowiło zakontraktować trzech z pięciu graczy CG i zbudować na podstawie tego nowy skład, który ma powalczyć o najwyższe lokaty w lidze. Co ciekawe oprócz Apollo Hakuho i Solo, zatrudniono także Lourlo, który cały ostatni sezon spędził w przegrywającym większość spotkań Golden Guardians. Największą niespodzianką i zarazem najlepiej prezentującym się zawodnikiem w Echo Fox jest Rush, który wraca na amerykańską scenę po dwóch latach. Warto zauważyć, że cały ostatni rok mógł trenować i współpracować z KT Rolster, a więc z jednym z najmocniejszych zespołów na świecie, co na pewno znacząco wpłynęło na jego styl gry. Niezrozumiałe dla mnie natomiast jest ponowne zatrudnienie Fenixa, którego przecież wyrzucono kilka miesięcy temu bez uprzedzenia, zastępując go wówczas Damonte. Skład wydaje się być przeciętny na papierze i tylko Rush ratuje nieco sytuację, ale osobiście mam nadzieję, że Echo Fox pozytywnie mnie zaskoczy. Wszak głównym trenerem Lisów został SSONG, a więc gość z ogromnym doświadczeniem i wieloma sukcesami na swoim koncie.

A co do Teamu SoloMid… W tym miejscu chcę od razu zaznaczyć, że mam strasznie mieszane uczucia co do tego składu. Wydaje mi się, że ten zespół ma ogromny potencjał, ale wykorzystywać go będzie dopiero w letnim splicie. Jest tutaj naprawdę wiele niewiadomych, a samo dopracowanie wszystkiego i wyeliminowanie błędów może trochę potrwać. A tych pewnie będzie sporo, skoro z formacją pożegnał się świetnie kierujący grą Mithy, a jego miejsce zajął Smoothie, który w ubiegłym sezonie LCS balansował raczej na pograniczu przeciętnej i słabej formy. Poza tym trochę martwi mnie wybór Broken Blade’a. Obawiam się, że Niemiec, który na tureckiej scenie pokazywał się wręcz rewelacyjnie, wszedł w nieco zbyt duże buty i pewnie minie trochę czasu, zanim stanie się stabilnym zawodnikiem, który nie będzie popełniał indywidualnych błędów z uwagi na swoje agresywne zapędy. Dodatkowo mamy Zikza, który w ubiegłym sezonie doprowadził CLG do dwukrotnej porażki, czyli braku awansu do play-offów, a na dodatek przed dołączeniem do TSM-u mówiąc delikatnie gardził organizacją Andy’ego Dinha. Myślę, że nowy TSM ma szanse na wysokie lokaty w lidze, ale to będzie wymagało czasu. Natomiast jeśli miałbym właśnie teraz przewidywać gdzie znajdzie się ekipa Bjergsena na koniec wiosennego splitu, to powiedziałbym, że będzie to pogranicze 6-7. miejsca.

#DobraZmiana

CLG

OpTic Gaming

Golden Guardians

Darshan Dhokla Hauntzer
Wiggily Meteos Contractz
PowerOfEvil Crown Froggen
Stixxay Arrow Deftly
Biofrost BIG Olleh
Weldon Zaboutine Inero

Przejdźmy zatem do ekip, które moim zdaniem będą walczyć o play-offy, ale ostatecznie raczej nie awansują bezpośrednio do półfinałów. Myślę, że OpTic Gaming dokonało dość intrygujących zmian. Z jednej strony w zespole znalazł się Mistrz Świata z 2017 roku, czyli Crown, a na dolnej alejce nadal występować będzie naprawdę mocny Arrow i jego kompan BIG, z którym Koreańczyk najwidoczniej dobrze się dogaduje i nie ma zamiaru się z nim rozstawać. Z drugiej strony miejsce w OpTic z jakiegoś powodu uzyskał Meteos i nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że zaledwie parę dni później włodarze organizacji zakontraktowali także Dardocha. Czyżby to był jakiś sposób zmotywowania Meteosa do pracy nad swoimi umiejętnościami? A może będziemy oglądać dwójkę zawodników w głównym składzie naprzemiennie w zależności od ich wyników na scrimach? W każdym razie obaj gracze według mnie nie zasłużyli sobie na angaż w LCS i jeśli miałbym wytypować słaby punkt OpTic, to wyznaczyłbym właśnie dżunglę.

Po słabym, fatalnym wręcz sezonie na modyfikację i teoretyczne ulepszenie swojego składu zdecydowało się także Counter Logic Gaming. Trzon formacji, czyli Darshan, Stixxay i Biofrost, pozostał w nienaruszonym stanie, co wydaje się być zrozumiałe, zwłaszcza że to nie na tych liniach CLG niedomagało. Największym problemem w poprzednim sezonie był Reignover, który po rozstaniu z CLG nadal pozostaje wolnym agentem. Ciekawe dlaczego, prawda? No ale mniejsza z tym, skupmy się na nowym dżunglerze CLG, którym został Wiggily. Chwała Bogu za to, że zarząd organizacji w końcu postanowił dać szansę temu zawodnikowi, bo przecież w meczach ostatniego tygodnia NA LCS 2018 Summer Split Wiggily wprawił wszystkich entuzjastów rozgrywek w osłupienie. Młody gracz z akademii bez większego trudu robił na mapie co tylko mu się podobało i okazał się być lekiem na wszelkie dolegliwości CLG. Nie mogę także w tym miejscu nie wspomnieć o kolejnym dodatku, czyli PowerOfEvilu. Niemiec z pewnością należy do solidnych i dobrych midlanerów, chociaż nie uważa się go za absolutnie wybitnego lub jednego z najlepszych w Ameryce. Mimo wszystko podobnie myślano o Huhim, a przecież PowerOfEvil nie różni się od niego znacząco w kwestii wachlarza czempionów. Mam też wrażenie, że przez to stłamszenie PoE w OpTic Gaming wszyscy zapomnieli już jak fantastycznym był zawodnikiem za czasów Misfits. Oby Niemiec w końcu wrócił do swojej formy z 2017 roku i pomógł CLG w powrocie na dobre tory.

Kolejną drużyną, która moim zdaniem w końcu podniesie się z kolan i powalczy o play-offy jest Golden Guardians. Tutaj mamy do czynienia z prawdziwą rewolucją w składzie, co raczej nikogo nie powinno dziwić, wszak z takim zapleczem finansowym GGS powinno sięgać raczej po prawdziwe gwiazdy i naprawdę mocnych zawodników, a nie po graczy pokroju Matta czy Mickey’ego. Na szczęście włodarze w końcu mieli dość zajmowania ostatniego miejsca w lidze i na liście reprezentantów GGS pojawiło się parę imponujących nazwisk. I tak w drużynie pojawił się jeden z czołowych toplanerów w LCS, Hauntzer, o którego dobre występy raczej nie powinniśmy się martwić. Na środkowej alejce znalazł się Froggen, który od paru lat nie dorównuje najlepszym midlanerom w amerykańskich zmaganiach, ale wciąż jest to pewny i niezawodny gracz, który zrobi to, co do niego należy. Kolejnym dodatkiem jest z kolei niechciany w Liquid Olleh, który mimo fali często nieuzasadnionej krytyki, nadal jest jednym z najlepszych wspierających w LCS i na pewno nieraz udowodni jeszcze swoją wartość. Po takich zmianach GGS musi zaskoczyć, bo jeśli nie teraz i nie z takim składem, to kiedy?

Ulepszenia, nie rewolucje

Team Liquid

100 Thieves

Cloud9

Impact Ssumday Licorice
Xmithie AnDa Blaber
Jensen Huhi Svenskeren
Doublelift Bang Nisqy
CoreJJ Aphromoo Goldenglue
Sneaky
Zeyzal
Cain pr0lly Reapered

Na koniec prawdziwe wisienki na torcie, no chyba że czytają to fani piłki nożnej, w takim razie mogą być truskawki. Według mnie absolutnie najlepsze ruchy w okienku transferowym w Ameryce Północnej dokonał Team Liquid, który ewidentnie zauważył, gdzie leżały największe problemy składu z sezonu 2018. I tak zamiast męczyć się z dość przeciętnym Pobelterem, który co prawda radził sobie nawet przyzwoicie, ale zanikał on na tle swoich kolegów z drużyny, Liquid sprowadziło solidnego i stabilnego Jensena, który nie tylko może pochwalić się ogromnym champion poolem, ale także jest strasznie pewny swoich umiejętności. Dodatkowo włodarze organizacji zdecydowali się pożegnać z Ollehem, czyli kozłem ofiarnym, którego fani obarczali winą za każdą porażkę zespołu. Jednakże osobiście uważam, że wprowadzenie do drużyny CoreJJ’a, który z pewnością ma o wiele większe pojęcie o shotcallingu, jest pewniejszy siebie i ewidentnie dogaduje się z Doubleliftem, jest po prostu strzałem w dziesiątkę. Na przykładzie tych dwóch transferów widać od razu, że Steve Arhancet nie tylko chce zobaczyć kolejne dwa trofea LCS w gablocie, ale w końcu ujrzeć Liquid przynajmniej w play-offach Worldsów. I jeśli miałbym w tym momencie wskazać najlepszą drużynę przed rozpoczęciem NA LCS, to byłby to właśnie Team Liquid.

Dwukrotny triumfator Mistrzostw Świata i Mid-Season Invitational z wieloletnim doświadczeniem – czy można było znaleźć lepszego następcę przeciętnego Rikary czy Cody’ego Suna? Patrząc na standardy LCS trudno jest znaleźć znacznie lepszego marksmana od Banga, dlatego uważam, że 100 Thieves dokonało fantastycznego i wręcz nieprawdopodobnego transferu. To właśnie dolna alejka najbardziej odstawała pod wieloma względami w ubiegłym sezonie północnoamerykańskich zmagań, ale w tym roku z pewnością wszystko będzie wyglądać zupełnie inaczej. Bang w połączeniu z niesamowicie doświadczonym i pewnym siebie Aphromoo bez dwóch zdań będą ostoją 100 Thieves i trudno jest mi uwierzyć w to, że będzie inaczej. Warto też zauważyć, że 100 Thieves zdołało zatrzymać przy sobie Ssumdaya, a więc jednego z czołowych toplanerów w Ameryce. Na dodatek zmęczony grą Ryu nareszcie pożegnał się ze składem, dzięki czemu z CLG wyzwolono Huhiego, który w końcu będzie mógł ponownie rozwinąć skrzydła. Patrząc na obecny skład Złodziei naprawdę trudno jest doszukiwać się jakichś większych wad, dlatego jestem pod wrażeniem, że zarząd organizacji aż tak dobrze poradził sobie w okienku transferowym.

O miejsca w najlepszej trójce powalczyć powinno także Cloud9, które w zasadzie wymieniło tylko i zarazem aż jednego gracza. Pożegnanie się z Jensenem z całą pewnością musiało być ogromnym ciosem dla zespołu, ale nie powinniśmy tutaj oczekiwać, że przez to C9 nagle stanie się popychadłem niczym CLG w ubiegłym sezonie. Po pierwsze nadal mamy rewelacyjny duet w postaci Goldenglue i Svenskerena, który niejednokrotnie udowadniał już, że nawet w kryzysowych sytuacjach potrafi obrócić losy całej serii. A po drugie Cloud9 zatrudniło Nisqy’ego, który samym stylem gry może łudząco przypominać Jensena, a więc możemy oczekiwać, że ta zmiana nie wpłynie szczególnie źle na Cloud9. Kto wie, może nawet okaże się, że Nisqy będzie sobie radził lepiej niż we wszystkich dotychczasowych zespołach? Na ten moment sądzę, że Cloud9 klasycznie już będzie walczyć o najwyższe lokaty, chociaż nie stawiałbym na to, że będzie w stanie nawiązać do sukcesów Liquid z ubiegłego roku.


League Championship Series rozpocznie się już w sobotę, 26 stycznia. Dziesięć drużyn po raz kolejny mierzyć będzie się ze sobą w formacie ligowym, w którym rozegrają po dwa mecze Bo1 każdy z każdym. Następnie najlepsze sześć zespołów awansuje do play-offów, których zwycięzca będzie reprezentować Amerykę Północną na Mid-Season Invitational 2019.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Rozkład wieku w profesjonalnym Counter-Strike'u

Nie od dziś znawcy światowego Counter-Strike'a, a zresztą nie tylko, bo i także wielu innych gier, próbują dojść do porozumienia i znalezienia odpowie...