Razer Mamba Tournament Edition – recenzja

Razer to producent sprzętu dla graczy, którego nikomu nie trzeba przedstawiać. Założona w 1998 roku firma od lat wypuszcza na rynek produkty, które cieszą się ogromnym zainteresowaniem kupujących. Do tego należy doliczyć wspieranie kilkunastu profesjonalnych organizacji e-sportowych, które odnoszą sukcesy na całym świecie. Wystarczy tylko wspomnieć SKTelecom T1, które tydzień temu zdobyło Mistrzostwo Świata w League of Legends. Sam jestem wielkim fanem akcesoriów produkowanych przez firmę Razer, toteż z nieukrywaną przyjemnością będę mógł dla Was zrecenzować myszkę Razer Mamba Tournament Edition, którą dzięki uprzejmości producenta otrzymałem do testów. Będzie to trzecia po Razer Diamondback Chameleon i Razer DeathAdder 2013 myszka ze stajni Razera, którą będę miał okazję używać w codziennej pracy, a także na wirtualnych polach walki.

Pierwsze wrażenia

Myszkę firmy Razer otrzymujemy zapakowaną w małe, ciemne pudełko. Z przodu tradycyjnie pokazany jest wygląd myszki, logo producenta, informacja, że mamy do czynienia z edycją Chroma. Tył natomiast zawiera poglądowy opis produktu, najważniejsze informacje techniczne oraz wymagania systemowe. Odchylając przednią okładkę możemy zobaczyć Mambę w prawie całej okazałości, bez potrzeby wyciągania jej z pudełka. Jednak kiedy zdecydujemy się na ten krok, naszym oczom ukaże się myszka zabezpieczona plastikową pokrywą, a do tego instrukcja obsługi, gratulacje zakupu oraz naklejki z logiem Razera. Dodatków mało, ale producenci myszek czy klawiatur przyzwyczaili nas już do takiego stanu rzeczy.

P1160931

P1160933

P1160935

P1160939

Na początek specyfikacja techniczna wprost ze strony producenta:

  • Wymiary: 128 x 70 x 42,5 mm
  • Waga: 133g (z kablem)
  • Kabel: 2,1 metra, pleciony
  • Sensor: Laserowy 5G do 16,000 DPI Philips
  • Przyspieszenie: 50g
  • Częstotliwość odświeżania: 125 – 500 – 1000 Hz
  • Zmiana DPI: W locie, 5 poziomów
  • Kształt: ergonomiczny, dla praworęcznych
  • Przyciski: 9 programowalnych
  • Podświetlenie: Chroma 16,8 mln kolorów

P1160943

Razer Mamba Tournament Edition to produkt przeznaczony przede wszystkim dla graczy, szczególnie tych podróżujących na liczne turnieje offline. Nie mam tu na myśli jej rozmiarów, lecz wyposażenie tego modelu w kabel. Do tej pory Mamba charakteryzowała się bezprzewodową łącznością z komputerem, model TE dzięki stałemu przewodowi daje nam pewność, że w trakcie gry nie przydarzy nam się niespodziewanie rozładowanie myszki czy utrata połączenia, co mogłoby się skończyć nawet porażką naszego zespołu. Razer Mamba TE jest bardzo dobrze wykonana, wszystkie elementy składowe są dobrze dopasowane, nic nie odstaje. Tworzywo zastosowane do produkcji myszki jest identyczne jak to użyte w produktach DeathAdder (Chroma i 2013), a więc jest to plastik o chropowatej powierzchni, który zapewnia bardzo dobrą kontrolę nad myszką dzięki przeciwpoślizgowym właściwością. Między bokami a grzbietem Mamby zainstalowane zostały dwa paski, które podobnie jak logo producenta i kółko myszy mogą być podświetlane aż w 16,8 mln różnych kolorów. Po bokach mamy maty antypoślizgowe, które mają zapewniać jeszcze lepszą kontrolę nad myszką. Przód myszki został wyposażony w ozdobną kratkę, która ma nadawać myszce sportowego charakteru, przywodzącego na myśl luksusowe, superszybkie samochody. Niestety funkcjonalność tego elementu jest żadna i nie wszystkim musi przypaść do gustu. Dolna część myszki wykonana jest z normalnego plastiku, na spodzie mamy trzy ślizgacze, które dają myszce bardzo dobry poślizg. Sam spód także zabezpieczony był przeźroczystą folią, której zadaniem była ochrona sensora i samej myszki. Wielki plus dla firmy Razer za ten pomysł. Kabel zastosowany w modelu TE jest bardzo długi, pleciony co pozwoli komfortowo używać Mamby praktycznie w każdym miejscu bez obawy, że nam go zabraknie.

P1160946

P1160948

P1160945

Teraz przejdźmy do samej budowy myszki i przycisków. Kształt Razer Mamba Tournament Edition jest bardzo zbliżony do DeathAddera, więc osoby planujące przesiadkę z tego modelu nie powinny mieć problemów z szybkim przyzwyczajeniem się do konstrukcji. Ergonomiczna budowa myszki została przystosowana niestety tylko dla osób praworęcznych, dlatego osoby leworęczne, które chciałyby zaopatrzyć się w Mambę muszą poczekać na specjalnie dla nich przygotowaną edycję, o której nic póki co nie wiadomo. Sama myszka najlepiej sprawdza się przy chwycie „palm” oraz „claw„, osoby używające myszki chwytając ją „fingertipem” powinny poszukać raczej innego modelu Razera, gdyż Mamba kompletnie nie nadaje się do tego chwytu. Szczególnie przez wysoko podniesiony środek myszki, który ma zapewniać lepsze ułożenie ręki na myszce przy dwóch pierwszych chwytach. Kładąc rękę na myszce mamy uczucie jakby znalazła się na idealnie dopasowanej do nas bryle. Kciuk oraz palce mały i serdeczny wygodnie układają się po wyprofilowanych bokach myszki, natomiast palce wskazujący i środkowy pewnie leżą na głównych przyciskach, który w odróżnieniu od DeathAddera są także wyprofilowane (ku górze), aby palce się na nich lepiej opierały.

Dużo dobrego muszę powiedzieć natomiast o przyciskach użytych w Razer Mamba TE. Są idealnie wyważone między niskim skokiem, a siłą potrzebną do ich naciśnięcia oraz aktywacji. Nie ma ryzyka, że w ferworze walki na wirtualnej arenie dojdzie do ich przypadkowego wciśnięcia. Do tego charakteryzują się krótkim czasem reakcji, co doceni większość graczy. Boczne przyciski, której aktywujemy kciukiem mają powierzchnię wykonaną z innego materiału niż korpus, gdyż nie jest to chropowaty plastik, niemniej jednak tworzywo użyte do ich produkcji także zapewnia kontrolę i nie ma ryzyka ześlizgnięcia się z nic kciuka. Przyciski aktywuje się wygodnie, nie ma potrzeby przesuwania ręki czy zmieniania jej pozycji jak to bywa w myszkach innych producentów. Minus jedynie za wyższy skok tych przycisków, co sprawia, że trzeba mocniej puścić je po naciśnięciu, aby był gotowe do ponownego wciśnięcia. Rolka użyta w tym modelu wykonana została solidnie, do tego gumowa powierzchnia pokryta jest wypustkami co zapewnia jej lepsze czucie. Skok podczas obrotu w górę i w dół jest jak najbardziej w porządku, podobnie ma się sprawa przy jej wciśnięciu. Całość jest dobrze osadzona pomiędzy głównymi przyciskami, rolka nie „lata”, więc korzystanie z przycisków, których aktywacja następuje po wychyleniu jej na boki jest przyjemna. Na koniec mamy jeszcze dwa przyciski na grzbiecie myszki, które służą do zmiany DPI w locie. Ich ułożenie jest dobre, nie ma ryzyka ich przypadkowego naciśnięcia w trakcie gry.

P1160942

P1160941

Oprogramowanie

Razer Mamba TE obsługiwana jest przez program Razer Synapse, jednak w opakowaniu nie znajdziemy płytki z nim. Producent kieruje nas na swoją stronę, z której możemy pobrać najnowszą wersję. Oczywiście jest to jak najbardziej uzasadnione działanie, gdyż po zakupie myszki ze starymi sterownikami na płytce i tak byśmy musieli je zaktualizować przez internet, więc po co robić dwa razy to samo. Myszka używana była wraz z laptopem, który działa pod Windows 10. Na opakowaniu trudno szukać informacji o jej kompatybilności z tym systemem, jednak na stronie producenta już ją znajdziemy i jest to informacja w stu procentach zgodna z prawdą. Nie było żadnych problemów z instalacją Synapse’a czy zainstalowaniem myszki.

2015-11-02_21-40-51

Po uruchomieniu aplikacji należy zalogować się na swoje konto Razer, aby móc już zobaczyć właściwe okno Synapse’a. W nim na pierwszej karcie możemy zobaczyć rzut poglądowy na myszkę wraz z oznaczeniem przycisków, których działanie możemy dowolnie modyfikować. Z niej możemy przejść na inne karty oraz zarejestrować nasz produkt, aby otrzymać na niego przysługującą nam gwarancję.

2015-11-02_21-41-00

Zakładka „performance” to bez wątpienia clue całego Razer Synapse. Tutaj możemy zmienić najważniejsze ustawienia naszego gryzonia takie jak DPI, akceleracja czy częstotliwość odświeżania. Dodatkowo klikając przycisk „configure sensitivity stages” możemy sobie zdefiniować pięć poziomów czułości, które będziemy mogli zmieniać poprzez przyciski na myszce.

2015-11-02_21-41-12

Zakładka „lighting” jak sama nazwa wskazuje pozwala nam na zabawę z podświetleniem naszej Mamby TE. Możemy wybrać jeden z pięciu efektów takich jak fala, spektrum kolorów, oddech, reakcja na kliknięcie czy statyczny. Jedyne co nasz ogranicza to własna wyobraźnia.

2015-11-02_21-41-23

W zakładce „calibration” możemy dopasować myszkę pod podkładkę wybierając z predefiniowanych ustawień dla tych, które są produkowane przez firmę Razer lub dodać własną. Tutaj także możemy zmienić LOD w przypadku problemów ze śledzeniem ruchów myszki.

2015-11-02_21-41-39

W zakładce „macros” możemy oczywiście ustawić wszelkiego rodzaj makra, które możemy potem przypisać do przycisków. Zakładka „stats” natomiast pozwala nam przejrzeć statystyki kliknięć, przebytej odległości myszką w różnych grach. Do tego generowane są tzw. heat maps, które pokazują gdzie w danej grze najczęściej klikamy czy spoglądamy.

Testy

Jak wiecie do testów podchodzą w sposób bardziej praktyczny niż naukowy, więc osoby spodziewające się zmyślnych wykresów, statystyk czy obrazków poczują się zawiedzione. Razer Mamba Tournament Edition była przeze mnie używana głównie w rozdzielczości 2200 DPI, 1000 Hz oraz z 0 akceleracją. Podkładki jakiej używałem to Razer Goliathus Speed Medium, myszka na niej zachowywała się bardzo naturalnie. Ślizg był płynny, nie było żadnych problemów ze śledzeniem ruchów sensora czy gubieniem położenia. Jestem głównie graczem League of Legends i Hearthstone, więc to na tych grach Mamba TE spędziła najwięcej czasu, jednak dla dobra nauki poklikałem też w CS-a, żeby móc chociaż trochę się wypowiedzieć co do jej zachowania w tego typu grach.

P1170437

Tak jak już pisałem, League of Legends to był chleb powszedni dla Razer Mamba TE. Na początku muszę przyznać, że dwie pierwsze gry był dla mnie dziwne. Wynikało to z tego, że po 2,5 roku użytkowania DA2013 musiałem się przestawić na trochę inny kształt. Było to raczej subiektywne odczucie niż jakiś problem z Mambą, ponieważ w następnych potyczkach wszystko było już normalnie. Co więcej, dla mnie kształt Mamby TE jest dużo bardziej komfortowy niż DA. Wyobraźcie sobie, że DeathAdder już był myszką, która świetnie leżała w dłoni, a tu nagle okazuje się, że tę bryłę można jeszcze poprawić. Duży plus dla producentów. Po rozegraniu kilkudziesięciu gier mogę z czystym sumienie stwierdzić, że zastosowany laserowy sensor sprawdził się świetnie. Nie było żadnych niechcianych ruchów kursorem, pływania bez dotykania myszki czy problemów ze śledzeniem jej ruchów. Nawet szybkie ruchy myszki w momentach największej akcji w grze były rejestrowane dokładnie i nie musiałem się martwić, że zamiast na przeciwnika to kursor powędruje w zupełnie innym kierunku. Crème de la crème Razer Mamba TE okazały się przyciski zastosowane w tym modelu. Używałem wielu myszek różnych producentów, ale te zastosowanie w tej wersji Mamby to po prostu majstersztyk. Pewnie rejestrowały każde kliknięcie, nie było mowy o jakiś przypadkowych missclickach, co lubiło się zdarzać w przypadku modelu DA2013. Mam nadzieję, że firma będzie je stosować w swoich kolejnych produktach. Podobnie ma się sprawa z bocznymi przyciskami, które także płynnie reagowały na kliknięcia, jednak tak jak wspominałem wcześniej, trzeba je mocniej odpuścić, aby znów były gotowe do aktywacji. Przyciski umieszczone pod rolką także sprawdziły się bardzo dobrze, nie da się ich przypadkowo aktywować co mogłoby mieć negatywny wpływ na rozgrywkę, gdybyśmy mieli zbindowaną jakąś czynność do niego. Kolejna istotna sprawa to waga myszki. Mamba TE nie należy do ciężkich gryzoni i nawet dłuższe sesje z grą nie powodowały żadnych nieprzyjemnych skutków w postaci bólu nadgarstka czy zmęczenia ręki. Dla graczy będzie to fakt nie oceniony, a stawy Wam za to „podziękują”.

W Hearthstonie jak można się było spodziewać także Mamba TE poradziła sobie bardzo dobrze. Brak problemów z śledzeniem ruchów kursora, przypadkowych wciśnięć czy wybrania złych karta. Nawet szybkie klikanie na elementach planszy do gry czy po samej arenie walki stronników były każdorazowo rejestrowane. Podobnie jak w przypadku LoL-a, kształt myszki pozwala na długą i przyjemną zabawę bez strachu o bolącą rękę. Wiadomo, że nie wybieramy myszki pod względem karcianek, ale skoro już w nie gramy, to dlaczego by tego nie sprawdzić.

Od razu zaznaczam, że w CS:GO grywam rzadko, już częściej grywam w FPS-y w trybie single player. Niemniej jednak postanowiłem trochę potestować Mambę TE w najpopularniejszym obecnie FPS-ie. Ustawienia się nie zmieniają, a więc 2200 DPI, 1000 Hz i 0 akceleracja. Większość z Was powie jak można grać na takim wysokim DPI, ale tak jak wspominałem, strzelanie w CS-ie traktuje bardzo casualowo (nie gram MM, więc nie martwcie się o swoje rangi!), więc tak skonfigurowana myszka mi jak najbardziej odpowiada. Przechodząc jednak do konkretów, w samej rozgrywce CS-a myszka sprawdzała się bardzo dobrze. Podobnie jak w dwóch poprzednich nie było problemów ze śledzeniem ruchów kursora, myszka reagowała na moje ślizgi tak jak bym sobie tego życzył. Tak samo jak w LoL-u nie było problemów z odczytywaniem położenia przy szybszych ruchach myszką. Równie dobrze sprawdzały się tak chwalone przeze mnie główne przyciski myszki, które bardzo precyzyjnie odczytywały naciśnięcia odpowiadające pojedynczym kulą od całych serii. W związku z tym dla takiego casuala jak ja Mamba TE jest w zupełności wystarczającym produktem do czerpania przyjemności z gry w CSa, jednak będą zupełnie szczerym uważam, że osoby skupiające się tylko na rozgrywce w ten tytuł nie wykorzystają tego gryzonia w całości. Kiedy większość grywa na DPI do 800 (przepraszam jeśli się pomyliłem), to dwudziestokrotnie większa rozdzielczość wydaje się być marnotrawstwem. Niemniej jednak, jeśli ktoś oprócz Counter Strike’a grywa w inne gry, to jak najbardziej mogę mu Mambę TE polecić.

Jeżeli chodzi o zwykłe codzienne użytkowanie Mamby TE, to nie ma się do czego przyczepić. Przeglądanie stron WWW jest bardzo komfortowe, praca w programach graficznych, przy edycji wideo jest bardzo przyjemna i podobnie jak wcześniej trudno uświadczyć uczucie zmęczenia nawet po długim okresie pracy. Prawda jest jednak taka, że nikt nie decyduje się na zakup gamingowej myszki pod kątem codziennej pracy. Chociaż pewnie znajdą się też takie osoby, ale Mamba TE sprawdzi się nawet wtedy, jeśli jej jedynym zadaniem będzie przenoszenie plików w systemie.

P1170445

DeathAdder 2013 a Mamba Tournament Edition

Wyposażenie Mamby w kabel sprawiło, że w pewien sposób stałą się ona ekskluzywniejszym bratem, a także konkurentem popularnego wśród graczy DeathAddera. Niestety dysponuje tylko modelem z 2013 roku, a nie późniejszą edycją Chroma tej uznanej konstrukcji, więc prosiłbym, żeby o tym pamiętać. Nie będę się tutaj rozpisywał nad konkretnymi różnicami technologicznymi, chodzi raczej o przedstawienie różnic w budowie obu produktów, aby ułatwić ewentualną decyzję co do wyboru. Najważniejsza różnica to sensor. W DeathAdderze jest to sensor optyczny, Mamba TE natomiast wyposażona jest w laserowy. Mamba także posiada więcej przycisków niż DA (9 do 5). Zarówno DA2013 jak i DA Chroma przystosowane są dla osób praworęcznych i współpracują z programem Razer Synapse. Na wszystkich poniższych zdjęciach myszka DA2013 jest zawsze po lewej, Mamba TE zaś po prawej.
P1170416

P1170424

P1170429

P1170431

P1170449

P1170452

P1170456

Podsumowanie

Razer Mamba Tournament Edition to bardzo udany produkt tej firmy. Bez najmniejszych wątpliwości mogę stwierdzić, że przeniesienie większości zalet bezprzewodowej Mamby na wersję wyposażoną w kabel się powiodła. Otrzymujemy produkt elegancki, komfortowo leżący w dłoni, który został wykonany z bardzo dobrej jakości materiałów. Nie można zapomnieć o świetnych przyciskach, w które został wyposażony ten model. Wydaje mi się, że to nie zastosowany laserowy sensor, a właśnie fenomenalne przyciski są główną zaletą, dla której warto sięgnąć po Razer Mamba TE. Niemniej jednak, serce myszki w postaci sensora 5G również należy pochwalić gdyż na pewno nie zawiedzie nas podczas internetowych zmagań, a szeroki zakres rozdzielczości pozwala ją dopasować do własnych potrzeb bez względu na to czy jesteśmy low, mid lub high sensami.

Z drugiej strony za minus można uznać wysoką cenę, która w dniu publikacji wynosi ok. 400 PLN. Może to zniechęcić część kupujących, którzy zdecydują się sięgnąć po wspomnianego chociażby DeathAddera. Niemniej jednak, moim zdaniem warto dołożyć różnicę między DA a Mambą TE, gdyż za tę kwotę otrzymujemy moim zdaniem lepszą konstrukcję zewnętrzną oraz dużo lepsze przyciski. Spoglądając jednak na całość – plusów jest znacznie więcej niż minusów, więc z czystym sumieniem mogę polecić Wam zakup tego gryzonia, gdyż po raz kolejny firma Razer udowodniła, że zna się na tym co robi.

Tagi: , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Kolejne zawody z serii Open Cup w CS:GO

Przyszła pora na osiemnasty turniej Counter-Strike: Global Offensive z serii Open Cup. Dzisiejsze zmagania przygotowane zostały z myślą o zespołach sk...