Rival 700. Kolejna świetna mysz SteelSeries?

Rival 700 to najnowsza mysz ze stajni SteelSeries. Po pierwszych zapowiedziach dotyczących tego urządzenia, wiele osób zaczęło twierdzić, że może to być najlepszy gamingowy gryzoń 2016 roku. Producent dostarczył nam ów mysz do testów i postanowiliśmy sprawdzić, czy faktycznie zasługuje na to miano.

Fakty

SteelSeries Rival 700 jest urządzeniem stworzonym z myślą o użytkownikach praworęcznych. Producent zapewnia, że mysz przystosowana jest do trzech typów chwytu – Palm, Claw i Fingertip. Mysz posiada siedem programowalnych przycisków i waży 135 gramów. Ma prawie 12,5 cm długości i około 6,8 cm szerokości. Po lewej stronie Rivala 700 umieszczony został ekran OLED.

W zestawie oprócz myszki znalazło się także miejsce dla dwóch kabli. Do wyboru jest przewód o długości 1m bez oplotu oraz 2-metrowy kabel w oplocie. Przewód łączący mysz z komputerem wpinany jest od spodu myszy. Nie ma zatem opcji, żeby wypiął się podczas gry, o ile nie wykonujemy ekwilibrystycznych ruchów.

Mysz wyposażona została w optyczny sensor PixArt PMW3360. DPI Rivala 700 możemy ustawić w zakresie od 800 do 16 000 DPI, a “przeskok” wynosi 100 DPI. Produkt SteelSeries wspierany jest przez oprogramowanie SteelSeries Engine 3.

IMG_20160624_074722

Pierwsze wrażenia

Rival oznaczony numerem 700 jest – co nikogo nie powinno dziwić – podobny do innych urządzeń z tej rodziny. SteelSeries wie co robi. Wykorzystuje sprawdzone rozwiązanie, do którego wprowadza tylko niewielkie poprawki. I tym razem ta ścieżka okazała się dobrym wyborem.

Po pierwszym chwycie myszki od razu zauważyłem, że poprawione zostały boczne, wykonane z gumy panele, na które chociażby w przypadku SteelSeries w wersji Fnatic użytkownikom zdarzało się narzekać. Guma wydaje się być zdecydowanie trwalsza, mniej podatna na ścieranie, a i tak pozytywnie wpływa na to, jak “gryzoń” leży w dłoni.

Zanim otrzymałem Rivala 700 zdawałem sobie sprawę z tego, że posiada on wspomniany już wcześniej ekran OLED. Zadawałem sobie tylko jedno pytanie: po co? Po co gamingowej myszy jest niewielki wyświetlacz, skoro i tak w czasie rozgrywki skupiamy się na monitorze. Cóż, od razu jednak ekran został przetestowany. W “czarno-białej rzeczywistości” znalazł się jeden z kolegów z pracy, którego akurat nie było. Potwierdzam, ekran działa. Mnóstwo śmiechu.

Jest jeszcze jeden bardzo ważny element, który od razu przypadł mi do gustu. W porównaniu z Rivalem 300, Rival 700 wydaje się zdecydowanie bardziej “masywny”. O ile można tego słowa użyć pisząc o myszce, która waży 135 g. Nie wiem, co wpływa na taki odbiór najmłodszego Rivala i w zasadzie nie chcę wiedzieć. Zakładam, że nie nieco wyższa waga, bo różnica wynosi zaledwie 7 g. Cieszy mnie, że – przynajmniej w mojej opinii – jest lepiej niż było.

W grze? Klasycznie, bardzo dobrze

Sensor PixArt PMW3360, o którym niektórzy wypowiadają się jako o najlepszym optycznym sensorze dostępnym na rynku, spisuje się bardzo dobrze. Kursor nie gubi się w czasie szybszych, bardziej dynamicznych ruchów. Możemy mieć pewność, że – o ile posiadamy odpowiednie umiejętności – to z łatwością będziemy zdobywać kolejne fragi. Mysz mnie nie zawiodła, a temat swoich „growych skillsów” pozwolę sobie tutaj pominąć. Przyciski także dobrze działały. Używanie makr, zmiana wartości DPI, czy wczytywanie wybranego profilu ustawień bez konieczności zrzucania gry nie sprawiały myszce żadnych problemów. Wszystko działało tak, jak działać powinno.

Wygoda i komfort pracy? Na ten aspekt również nie mogę narzekać. Nawet po kilku godzinach używania Rivala 700 nie czułem zmęczenia w dłoniach. Nie inaczej było w przypadku gier. Mysz dobrze przylegała do dłoni. Gumowe panele umieszczone po obu stronach tego urządzenia sprawiały, że nie musiałem się martwić, że mysz może wypaść mi z ręki.

IMG_20160624_074758

Podświetlenia zabraknąć nie mogło

Czymś, co znajdziecie w prawie wszystkich nowych myszkach jest podświetlenie niektórych elementów. Nie inaczej jest i tym razem. Rival 700 ma dwa podświetlane elementy. Jednym jest rolka z przodu “gryzonia”, a drugim logo firmy SteelSeries umieszczone na jego tyłach.

Rival 700 daje nam niemalże nieograniczoną liczbę rozwiązań związanych z dostosowaniem podświetlenia. Możemy nie tylko wybierać spośród ponad 16 milionów kolorów, ale także włączyć tryb “oddechu”, czy kilka innych.

Oprogramowanie pozwala nam na dostosowanie częstotliwości “mrugania” podświetlanych elementów, szybkość przechodzenia jednego koloru w inny, czy całkowitego wyłączenia podświetlenia myszki. Możliwości w tym aspekcie zdecydowanie nie brakuje. Ogranicza je w zasadzie wyłącznie nasza kreatywność.

“Boli” tylko jeden brak. Brak możliwości zmniejszenia poziomu jasności podświetlenia.

Sześć programowalnych przycisków

Jak na gamingową mysz przystało, na Rivalu 700 nie mogło zabraknąć czegoś “ponad” dwa podstawowe przyciski. Producent zdecydował się umieścić trzy kolejne z lewej strony i jeden na szczycie myszy. Oprócz tych mamy rolkę, pod którą także ukrył się jeden przycisk.

Przycisk na szczycie myszy, który umieszczony został zaraz obok rolki, domyślnie służy do zmiany DPI. Zapisać możemy dwie różne wartości – tak, by zmieniać je na przykład między różnymi grami bądź w czasie gry i przeglądania internetu. Różnica odczuwalna jest od razu po naciśnięciu, więc nie trzeba martwić się o ewentualną potrzebę “zrzucania” gry do paska.

Wszystkie dostępne przyciski możemy jednak dowolnie zaprogramować. Tak. Nawet dwa podstawowe. Możemy chociażby ustawić zmianę poziomu głośności naszych słuchawek lub głośników, czy uruchomić wybrany program po naciśnięciu danego guzika. Oczywistym jest, że – jak na porządną mysz gamingową przystało – Rival 700 pozwala nam na tworzenie i zapisywanie makr, które potem możemy wykorzystywać w grach.

Dodatkowym, a według mnie zupełnie zbędnym, „bajerem” jest możliwość włączenia drgań po naciśnięciu danego przycisku.

Zbędne bajery?

Skoro już przy zbędnych bajerach jesteśmy, to warto się przy nich chociażby na chwilę zatrzymać. Rival 700 od początku przypadł mi do gustu, tego nie ukrywam. Fajna myszka, nie będąca za bardzo „zwymyślana”. Poza dwoma elementami: ekranem OLED i drganiami.

Już wcześniej wspominałem o ekranie OLED, który od początku wydawał mi się zupełnie zbędny. Z czasem moje podejście do niego się nie zmieniło. Zbędny, ale bajer. Gdy nie gramy, na wyświetlaczu może być pokazywana wybrana przez nas animacja lub statyczny obrazek. Co dzieje się z nim w czasie gry? Wyświetlane są tam nasze statystyki. Oprócz tych, które dostajemy „jak na tacy” po wciśnięciu odpowiedniego klawisza na klawiaturze, otrzymujemy także kilka innych, „bardziej zaawansowanych”. Czasu by na to patrzeć w czasie gry i tak jest mało, bo trzeba się skupić na tym, co dzieje się na wirtualnych arenach.

IMG_20160624_074817

Wyświetlanie statystyk to nie jedyna funkcja omawianego ekranu. Inna pozwala nam chociażby na wybieranie pomiędzy różnymi profilami, które wcześniej zapisaliśmy w pamięci myszy, To już coś bardziej przydatnego. Nie musimy zrzucać gry, by mieć pewność, jakie ustawienia wybieramy. Wygoda. To się ceni.

Wibracje w myszce? To kolejny dość interesujący pomysł. Osobom lubiącym „bajery” powinien przypaść do gustu. Sam także próbuję znaleźć jednak jakieś plusy. Mam! Za przykład weźmy Dotę 2. Mnóstwo różnych umiejętności = mnóstwo różnych cooldownów. Wszystkich zapamiętać się nie da. A Rival 700 pozwala nam wybrać odpowiedni „tryb” drgań, który uruchamia się, gdy dany spell jest już dostępny. Co z CS-em? Drgania mogą występować chociażby, gdy podniesiemy lub upuścimy bombę, bądź, gdy poziom punktów zdrowia odpowiednio spadnie. SteelSeries, masz plusa!

Modularny aspekt Rivala 700

SteelSeries Rival 700 powinien spodobać się „majsterkowiczom” oraz tym, którzy do oporu chcą dostosować swoją myszkę do własnych upodobań. Najmłodszy członek rodziny Rivali pozwala nam na wymianę kilku elementów.

Rival 700 może posiadać dwie wersje swojej górnej części. Podstawowy zestaw zawiera wersję matową, która wykończona jest drobnym wzorkiem. Druga różni się od pierwszej tym, że jest błyszcząca. Innym wymiennym elementem jest sensor. Domyślnie Rival 700 wyposażony jest w sensor optyczny, ale jeśli ktoś woli laserowy, to nie ma najmniejszego problemu – można sobie taki sprawić! Mysz jest kompatybilna z sensorem PixArt 9800.

Trzeci i – wydaje się – najmniej istotny wymienny element to gumowa wstawka umieszczona z tyłu myszy. Na tej może znaleźć się na przykład nasze imię, nick lub nazwa ulubionej drużyny – co kto woli. W tym celu warto mieć jednak drukarkę 3D.

Oprogramowanie Engine 3

Najnowszą mysz SteelSeries dostosowujemy do naszych potrzeb używając oprogramowanie Engine 3. To właśnie dzięki niemu możemy wybrać kolor i rodzaj podświetlenia, czułość myszy, włączyć akcelerację, czy dostosować obrazek na wyświetlaczu OLED.

1 2
4 3

Podsumowanie

SteelSeries Rival 700 to w mojej opinii bardzo dobra mysz gamingowa. Nawet dla teoretycznie zbędnych bajerów można znaleźć całkiem praktyczne zastosowanie. Na wyróżnienie zasługuje również poprawa bocznych gumowych paneli i ogólny komfort użytkowania. Aktualnie SteelSeries Rival 700 można nabyć za około 400 złotych.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Nowy format w zamkniętych kwalifikacjach do TI 6

Ogłoszony został format oraz harmonogram regionalnych kwalifikacji do The International 6. System w jakim zostaną przeprowadzone tegoroczne eliminacje...