

ChamagoL subiektywnie o ESWC Polska na platformie FIFA
O ESWC Polska 2010 powiedziane zostało naprawdę wiele - analizy, wywiady i blogi to jedne z kilku form, jakich w tym celu użyto. Ja -
Krzysztof "ChamagoL" Nowak - postanowiłem sporządzić całkowicie subiektywny ranking "naj" tegorocznych zawodów na mojej ulubionej platformie e-sportowej - FIFA. Mam nadzieję, że moje zestawienie pozwoli Wam odkryć wszystkie smaczki, jakie miało do zaoferowania wydarzenie w klubie Lucid. Całość jest pisana luźnym stylem, więc nie będziecie musieli się zbytnio głowić nad jakimikolwiek zawiłościami. Zapraszam do owocnej lektury!Największe rozczarowanie
W tej kategorii „faworyt” może być tylko jeden. Jest nim postawa Bartosza „hom3r” Piętki, nazywanego przeze mnie do niedawna dominatorem. Co się stało na ESWC wie tylko on sam, my widzimy wynik końcowy – odpadnięcie już w fazie grupowej. Siedem punktów i - powiedzmy szczerze - kilka spotkań poniżej jego ogromnych możliwości spowodowało, że najważniejszy turniej przeszedł mu koło nosa. Szansy do rewanżu na dobrą sprawę już w tym sezonie raczej nie będzie, chyba, że Bartek postanowi powrócić na „blaszaka”, by pokazać wszystkim, że może nadal ogrywać najlepszych jak chce. Tylko czy mu się chce?
Największe zaskoczenie
Na przeciwnym biegunie w moim subiektywnym rankingu znajduje się gra Pawła „Sanczezik” Jędrzejskiego. Jeśli ktoś powiedziałby mi przed turniejem, że to właśnie on stanie na najwyższym stopniu podium – wyśmiałbym go i kazał pójść po specjalistyczną poradę. Paweł zaskoczył pozytywnie, czując się jak ryba w wodzie w starciu z bardziej doświadczonymi kolegami po fachu. Źródeł tak dobrego wyniku można upatrywać w wielu rzeczach – nowym stylu gry hom3ra, nieprzespanej nocy marcipeusza czy jeszcze mniejszym niedoświadczeniu fafika, lecz nie zapominajmy o jednym – postawą w całym turnieju Sanczez udowodnił, że zasłużył na ten awans. (Wersja dla malkontentów – nie miał talentu, pomogły mu magiczne Zbyszko 3 Cytryny)
Największe brawa dla...
... organizatorów ESWC Polska 2010. Wyśmiewałem ich pomysły ze slotami dla graczy komputerowych na konsolowe finały, grzmiałem, gdy okazało się, że lanowych finałów nie będzie, ale koniec końcem chcę im pogratulować. Zapytacie: czego? Dojrzałej i w gruncie rzeczy trudnej decyzji o zorganizowaniu turnieju w Warszawie, pomimo przeciwności (ich przyczyn nie chcę dociekać). Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie wrzucił łyżki dziegciu w tę przepastną beczkę miodu – czy można było nie zrobić małych zawodów w Blue City, skoro „Krzyś z Barcelony” nie miał nawet FIFY na PS3? Odpowiedzcie sobie sami.
Największy wygrany
Po raz kolejny Sanczezik. Niezależnie od tego, co wydarzy się w podparyskim Disneylandzie jesteś już wielkim zwycięzcą. Mam jednak nadzieję, że na tym nie poprzestaniesz i jeszcze mocniej niż ostatnio przyłożysz się do turnieju. Przy odrobinie szczęścia i pomocy boskiej (jeśli wierzysz w Boga) jesteś w stanie osiągnąć duży sukces u „żabojadów”. Nie zapominaj o jednym – spokój, spokój i jeszcze raz spokój!
Najlepsze zdjęcie

Największa szansa na sukces
Nie, wcale nie mam zamiaru pisać po raz enty o Sanczezie. W moich oczach najwięcej po tym turnieju zyskał Rafał „fafik96” Makowski. W jego wieku większość obecnych graczy FIFA biła się jeszcze w internetowych sparingach, nie wiedząc, do czego służy popularne EASO (wyłączając chociażby takich wariatów jak np. dwaj poznaniacy – Bartas i Anon1m, czy Danny aka Grzechu aka GrzechuPiotr). On zaś był bliski zdobycia slota na światowe finały ESWC. Przed nim świetlana przyszłość – takiego talentu chyba nie da się roztrwonić, a raczej na zdrowy rozum nie można tego zrobić. Chociaż np. taki Igor Sypniewski potrafił.
Najciekawszy komentarz przed zawodami i po nich
Rozmawiając z prawie wszystkimi uczestnikami ESWC na dzień lub dwa przed finałami, odkryłem prawdziwego złotoustego. Nie, wcale się nie nabijam! Marcin Świerk, znany pod gorszącym niektórych (przewrażliwionych) pseudonimem marcipeusz, umieścił za pomocą popularnego internetowego komunikatora, którego nie będę w tym miejscu reklamował, krótki, aczkolwiek bardzo dający do myślenia tekst: „Cel przed ESWC? Nie zalać mordy!”. Nie muszę Wam chyba tłumaczyć sensu tej myśli – gracze FIFA to zabawowi chłopcy, którzy przy okazji zawodów nigdy „nie wylewali za kołnierz” (kto był na scenie kilka lat temu ten wie...). Ja jestem pełen podziwu dla Marcina – zdobył trzecie miejsce pomimo braku dopingu w postaci procentów (wersja oficjalna dla mediów? Tłumacz się!). Kopalnią wiedzy były także kolejne dni po warszawskich zawodach - „Fatalne warunki!”, „Mówcie mi trzecie miejsce” oraz „Tour de Pologne – Zembrzyce, Myślenice, Kraków, Warszawa” to tylko te wybrane, najciekawsze teksty. Jeszcze raz gratulacje marcipek!
Największy nieobecny
Zagrać w trzech turach eliminacyjnych, być dwa razy w półfinale eliminacji, a jednak nie dostać się na finały. Takiego wyczynu dokonał Damian „RoXoreK” Luto – nasz polski towar eksportowy na Zachód (w przenośni, jak na razie). Nie mam zamiaru nabijać się z Damiana, wręcz przeciwnie – współczuję mu, że był tak blisko, już widział swoje nazwisko na liście uczestników ESWC Polska 2010. Wierzę, że przy jego talencie do gry uda mu się awansować już za rok – trzymam kciuki i życzę powodzenia! A może zobaczymy go kiedyś na angielskich zawodach? Kto wie!
Największy pechowiec
Siedem punktów hom3ra i odpadnięcie w fazie grupowej mogłoby być największym pechem w tegorocznych zawodach, gdyby nie moja rozmowa telefoniczna z Bartoszem „Bartas” Trittem krótko po meczu finałowym. Dzwoniący prosto z pociągu, jadącego z Warszawy do Poznania Bartek uświadomił mi ogrom swojego niefarta w ostatnim starciu. Skuteczna pogoń, zakończona przegraną, mecz, w którym 90 minuta okazała się być „czasem słupka” oraz zaczarowana bramka w trzecim spotkaniu – mało? Jeśli dodamy do tego drugie miejsce w Drużynowych Mistrzostwach Polski to mamy obraz pechowego „finałowca”. Aż chciałoby się zacytować Adasia Miauczyńskiego z „Nic Śmiesznego” - „Znowu drugi. Całe życie ciągle drugi. Nawet jak gdzieś pierwszy byłem, czułem się jak drugi, kurwa. W życiu wiecznym także drugi?”
Najgłupsza mina

Największe nieporozumienie
Nieszczęsne sloty dla komputerowców. Mimo, że Bartas pokazał wielkiego skilla, a KrisBarca zagrał doskonale jak na swoje możliwości, nie jestem w stanie usprawiedliwić ofiarowania scenie PC tych miejsc na lana. Nie chcę się pastwić, mimo, że CAŁA, powtarzam cała scena mówiła, że taka decyzja to głupota. Ba, niektórzy czuli się nawet winni odebrania dobrym graczom konsolowym udziału w ESWC. Mam nadzieję, że wyciągniecie z tego wnioski i już następny turniej będzie w pełni przemyślany i dostosowany do realnych możliwości zawodników, bez prób przypodobania się jednej czy drugiej społeczności.
Największy szczęściarz
Sanczezik – do trzech „naj” sztuka. Mało kto o tym wie, ale naprawdę niewiele brakowało, by triumfator wcale nie dotarł na miejsce zawodów. Wszystko za sprawą weekendowego wyjazdu na działkę, który mógł skutecznie pokrzyżować plany Pawła odnośnie Disneylandu. Decyzja o rozegraniu finałów na lanie została podjęta w momencie, gdy Sanczeza nie było w domu. Na domiar złego nie miał Internetu, by dowiedzieć się o planowanym przedsięwzięciu. Sytuacja miała swój szczęśliwy finał dzięki kolegom zwycięzcy, którzy poinformowali go o nadchodzącym turnieju i pomogli przygotować się do niego.
Najbardziej pożądana przez scenę osoba
Po ostatnim dużym lanie na PC, czyli SAYCOM Gamer Showtime, oczy wszystkich były zwrócone nie na zwycięzcę, a parę komentującą finał w osobach Bartosza „Bartas” Tritta oraz Bartosza „Jmmy” Płatka. Szkoda, że organizatorzy nie wpadli na pomysł, by to właśnie Jmmy komentował finał ESWC. Jak wiemy, pojawił się on na turnieju, lecz jak sam mówi „tylko na jedno spotkanie”. Trafne i zabawne komentarze dodałyby kolorytu rywalizacji najlepszych. Cóż, nie można mieć wszystkiego – jeszcze będzie okazja!


|
|
ChamagoL










oby tak dalej PROPS