Ukraińskie Natus Vincere przez wielu uważane jest za najlepszą drużynę roku. Ba, nawet najlepszy zespół wszech czasów. W 2010 nasi wschodni sąsiedzi wygrali prawie wszystko co się dało. A przynajmniej najważniejsze turnieje, które śmiało możemy nazwać mistrzostwami świata bądź cyberolimpiadą. Zwycięstwo w IV sezonie Intel Extreme Masters, później pierwsze miejsce na Electronic Sports World Cup 2010 i w końcu, upieczętowanie tytułu wygraną na World Cyber Games. Po drodze doszło też kilka mniej, bądź bardziej ważnych tytułów takich jak Arbalet Cup.
Arbalet UA, czyli Na'Vi podczas IEM IV: European Championship / fot. HLTV.org
Ale jak to wszystko się zaczęło? Pierwsze poważne wzmianki o zespole pojawiły się 24 stycznia 2010 roku, kiedy to jeszcze grając pod nazwą Arbalet UA chłopaki wygrali z ówczesnym składem DTS.chatrix i zakwalifikowali się na turniej Arbalet Cup Asia (Arbalet UA pojedzie na Arbalet Cup Azja). Nikt wtedy jeszcze nie domyślał się, że ta piątka zawodników już wkrótce stanie się największą niespodzianką nadchodzącego wtedy roku.
Już na samym turnieju w Azji sponsorowanym przez właściciela największego turnieju we Wschodniej Europie nikt nie dawał im większych szans. Fazę grupową przeszli jak burza! Wygrali ze wszystkimi drużynami pokonując nawet TyLoo, które stawiane było w roli faworyta całych zawodów. W fazie pucharowej trafili znów na chińską ekipę, ale tym razem TyLoo.raw. Impreza rozgrywana była w systemie Double Elimination, co dawało szanse Ukraińcom nawet po jednej przegranej. Jednak oni nie ryzykowali i event zakończyli na pierwszym miejscu bez żadnej porażki.
Po zwycięstwie w Azji z czekiem na 10 tysięcy dolarów / fot. HLTV.org
Warto wspomnieć, że to był dopiero początek! Wcześniej nie poruszałem tego tematu, ale trójka obecnych zawodników Natus Vincere, czyli Starix, Zeus i esenin w połowie stycznia brali udział w europejskich finałach Intel Extreme Masters razem ze swoim ówczesnym teamem, czyli KerchNET. I to właśnie oni zgarnęli slota na światowe finały dzięki piątemu miejscu, które zajęli w Kolonii.
Po Arbalet Cup Asia chłopaki nie mieli napiętego terminarza, z wyczekiwaniem czekali tylko na IEM IV: World Finals, które miały odbyć się podczas targów CeBIT w Hannoverze. Ze spokojem przygotowywali się oni do jednego z ważniejszych wydarzeń w kalendarzu esportowca tuż po WCG i ESWC. W fazie grupowej trafili na bardzo mocne drużyny, między innymi WeMade FOX, compLexity czy SK Gaming. Jak się później okazało, walle i spółka byli jedynymi pogromcami Na'Vi podczas tego turnieju.
Droga do wielkiego finału wcale nie była taka łatwa. W pierwszej rundzie playoffów natrafili oni na niemieckie mousesports, czyli zwycięzców europejskich finałów. Trzymapowy pojedynek trwał ponad dwie godziny i na każdej arenie walka trwała do ostatniego punktu. Ostatecznie jednak to Ukraińcy wyszli z tego spotkania zwycięsko, by później trafić na Evil Geniuses, czyli najlepszą drużynę grupy A. Mecz z Amerykanami nie był już tak ekscytujący jak poprzedni. Pierwszą mapę bardzo szybko wygrali nasi sąsiedzi, jedynie na drugiej męczyli się z przeciwnikiem. Szybkie zwycięstwo pozwoliło im na chwilę odpoczynku przed finałem, który mieli rozegrać ze szwedzkim fnatic. Piękny styl gry wszystkich zawodników Natus Vincere pozwolił na zwycięstwo na pierwszej i drugiej mapie. Tym samym zgarnęli oni pierwszy ważny tytuł do swojej kolekcji. (Na'Vi wygrywa światowe finały IEM #4!).
Na'Vi z pucharem za zwycięstwo w IEM IV: World Finals / fot. HLTV.org
Po niespodziewanym i zaskakującym zwycięstwie gracze wzięli sobie kilka dni wolnego. Musieli jednak szybko wracać do treningów, ponieważ już na początku kwietnia czekał ich bardzo ważny turniej na Ukrainie, również z serii Arbalet Cup. Całe podium tych zawodów miało zapewniony slot na drugą edycję Europe Cup. Jak przystało na gospodarzy i chyba najlepszy wówczas ukraiński team, nie mogli oni nie wygrać tego turnieju. Tak też się stało, chociaż finałowe spotkanie wcale nie należało do najłatwiejszych, jakie rozegrali.
Po zwycięstwie na swojej ziemi przyszedł czas chyba na najbardziej prestiżowy turniej w całym roku. Cztery drużyny, zmieniony system rozgrywek i spora suma pieniędzy w puli nagród sprawiały, że Arbalet Cup Best Of Four można nazwać wręcz elitarnym cup'em. Dziwiła jedynie obecność zespołu UNiTED, jednak z racji tego, że grało w nim dwóch Kazachów, czyli rodaków sponsora eventu to zapewne wzięli w nim udział. Impreza znacząco różniła się od innych, była robiona raczej pod publikę, która w tamtem weekend dość hojnie zawitała w kijowskiej Cyberarenie. Wszystkie spotkania rozgrywane były na pięciu standardowych mapach i zespół z najlepszym bilansem wygrywał cały turniej.
Natus Vincere było w tym czasie, podobnie zresztą jak przez cały rok w doskonałej formie i wygrana w tych rozgrywkach była tylko kwestią czasu. Tylko cztery przegrane mapy dały im najlepszy bilans spośród wszystkich i chłopaki zgarnęli 12 tysięcy dolarów za zwycięstwo.
Kolejne zwycięstwo i kolejna porcja pieniędzy / fot. HLTV.org
Po serii kilku zwycięstw drużyną zainteresowały się esportowe media. Międzynarodowy portal traktujący o grze Counter Strike 1.6, HLTV.org postanowił odwiedzić złotą piątkę Ukraińców w ich domu. Sposób życia Na'Vi jest bardzo prosty. Mieszkanie opłacane przez miliardera z Kazachstanu, kilka pokojów sypialnianych, łazienka, kuchnia no i oczywiście duży pokój, w którym znajduje się pięć komputerów, na których to gracze rozgrywają internetowe spotkania i trenują do ważnych turniejów. Swoją drogą, Zeus to całkiem niezły kawalarz.
W następnych miesiącach, czyli maju i czerwcu nadszedł czas słabszych występów Natus Vincere. Druga edycja Arbalet Cup Europe padła łupem fnatic, choć markeloff i spółka byli świetnie przygotowani. W całym turnieju przegrali tylko jedno spotkanie i oprócz jednego remisu udało im się wygrać wszystkie swoje pojedynki. To jednak nie wystarczyło na fnatic, które dominowało na scenie. Pierwsza finałowa mapa to jednym słowem pogrom, Ukraińcy ugrali tylko jedną rundę na inferno. Potem Na'Vi zdołało wygrać drugą planszę, by ostatecznie na trzeciej, uznać wyższość przeciwników ze Szwecji.
Pomimo wielkich starań markeloffa, Na'Vi nie udało się wygrać finału ACE II / fot. HLTV.org
Czerwiec i światowe finały ESWC 2010 zbliżały się nieubłaganie. Rozgrzewką przed nimi miał być Dreamhack Summer w Szwecji, na który zjechały się jedne z najlepszych drużyn w Europie. Przez fazę grupową, podobnie jak w większości turniejów Na'Vi przeszło jak burza. Zatrzymało się dopiero w ćwierćfinałach na świetnie dysponowanym w tym dniu SK Gaming, które w późnych godzinach nocnych wygrało drugi sezon Inferno Online League. Znów musieli oni uznać wyższość przeciwnika, znów musieli uznać wyższość Szwedów, którzy od kilku lat dominowali na scenie. Pomimo dobrej zabawy i humorów, jakie dopisywały graczom w Skandynawii znów Ukraińcy obeszli się ze smakiem. Na DH zajęli dopiero 5-8 miejsce.
Zawiedzione Na'Vi po porażce z SK Gaming / fot. HLTV.org
Dopiero połowa roku, a na swoim końcie gracze mają już dość pokaźną sumkę. Nadeszła ta pora, na którą wszyscy czekali z wytęsknieniem, czyli światowe finały Electronic Sports World Cup 2010, które powracały do kalendarza po rocznej przerwie. Po rozlosowaniu par okazało się, że Na'Vi trafiło do grupy z compLexity i tylko z nimi mogło rozegrać swoje jedyne spotkanie. Słaba rozgrzewka przed II fazą grupową, ale to zawsze coś, chociaż gracze Natus Vincere niezbyt przyłożyli się do tego spotkania, byli nawet bliscy przegranej.
W II fazie grupowej, o dziwo przegrali oni jedno spotkanie, co dało im drugie miejsce. Przez nie między innymi musieli w ćwierćfinałach stanąć naprzeciw fnatic, które nie ukrywajmy, również marzyło o tytule mistrzowskim. Ukraińscy gracze szybko jednak wywiali im to marzenie z głów poprzez łatwą wygraną. W kolejnej rundzie trafili na mTw, z którymi męczyli się tylko na tuscanie. Dwie kolejne mapy rozegrane zostały bardzo szybko i Duńczycy nie mogli nawet dojść do momentu, w którym byliby bliscy wygranej.
Wielki finał rozpoczął się o 18:30, SK Gaming, pogromcy między innymi Fx'ów wygrali pierwszą mapę co zapewniło im przewagę. Zeus i jego koledzy z teamu wzięli się jednak w garść i szybko odrobili, a potem zdobyli przewagę nad Szwedami, co zaowocowało zwycięstwem w ESWC 2010. Za zwycięstwo zgarnęli oni 36 tysięcy dolarów oraz puchar do całkiem pokaźnej już kolekcji.
Decydujący moment - Na'Vi zgarnia drugi tytuł mistrzowski w 2010 roku / fot. HLTV.org
Po ESWC były prawie dwa tygodnie wakacji i Na'Vi znów musiało lecieć na kolejny turniej z serii Arbalet Cup. Tym razem do amerykańskiego miasta Dallas, gdzie pula nagród wynosiła niebagatela 80 tysięcy dolarów. Przyciągnęło to najlepsze drużyny na świecie, miało lecieć także Fx ale ostatecznie nie wyszło. A szkoda, bo nasi rodacy po ESWC byli w całkiem niezłej formie, co zaprezentowali tydzień później na GameGunie.
Ale artykuł dotyczy naszych sąsiadów więc nie będę rozpisywał się o Polakach. W I fazie grupowej Na'Vi straciło tylko 8 rund, co daje kapitalny wynik. Mniej rund od nich zgubiło tylko H2k Gaming, które oddało przeciwnikom 6 tur. W drugiej Natus Vincere doznało porażki z BURNING!, co zadziwiło wszystkich widzów na turnieju. Po tym markeloff i spółka musieli koniecznie wygrać spotkanie z coL, bo bez zwycięstwa zakończyli by oni turniej na II fazie grupowej.
Playoffy to już pokaz klasy ze strony Na'Vi. Chociaż formy Ukraińców nie moglibyśmy być pewni bo ich spotkaniu z mTw w ćwierćfinale (na każdej mapie grana była dogrywa) to już w półfinale rozgromili oni gospodarzy, czyli Evil Geniuses. W finale na drodze naszych sąsiadów stanęło mousesports. Na pierwszej mapie by wyłonić zwycięzcę potrzebna była dogrywka, ale na drugiej "myszki" wiedziały już chyba, że nie zdołają wygrać spotkania i nie grały już z takim zawzięciem jak na dust2. Tak więc Na'Vi wygrało 2:0 i zgarnęło 25 tys. dolarów na swoje konto.
Odpowiednie nawodnienie, to według Zeusa przepis na sukces / fot. HLTV.org
Tydzień po turnieju w Dallas odbywał się GameGune 2010. Natus Vincere było jedynym faworytem do zwycięstwa, ponieważ wygrało dwie wielkie imprezy z rzędu. Jednak jak pozakała później historia, Ukraińcy nie muszą wygrywać wszystkiego. Ich problemy zaczęły się w półfinale drabinki wygranych. Tam trafili na Frag eXecutors, które na nuke'u wygrało z nimi 16 do 13. Spadli przez to do IV rundy drabinki przegranych, gdzie rozwścieczeni porażką z Polakami rozgromili kolejno k1ck oraz wCrea. Zatrzymali się dopiero na fnatic, które nie dało im szans, podobnie jak Fx na nuke. Za zajęcie trzeciego miejsca dostali tylko 3 tysiące euro, co na ich dotychczasowe zarobki to prawie nic.
Czyżby papierosy były przyczyną porażki Na'Vi podczas GameGune 2010? / fot. HLTV.org
W kolejny weekend odbywało się IEM V: Global Challenge w Szanghaju. W fazie grupowej Na'Vi zremisowało dwa spotkania, z TyLoo i WeMade FOX, ale jednak rożnicą rund zdołało wyprzedzić Koreańczyków. W fazie playoff spotkali się z fnatic i ponownie przegrali, ale by wyłonić zwycięzcę potrzeba było aż trzech map. Po przegranym półfinale mieli zmierzyć się w finale pocieszenia z TyLoo, które było bliskie pokonania ich w grupie. Tym razem nie dali już oni takiej swobody Chińczykom i pokonali ich na dwóch mapach, kolejno do 13 i 12. Za trzecie miejsce zgarnęli 5 tys. dolarów. Był to już ich drugi turniej, w którym nie zdołali dotrzeć nawet do finału.
Znów papierosy i znów trzecie miejsce / fot. HLTV.org
Nadszedł czas cyberolimpiady World Cyber Games 2010. Podobnie jak na ESWC 2k10, Natus Vincere znów trafiło do grupy tylko z jednym zespołem, mianowicie Executioners. Ukraińcy szybko rozprawili się z Indozejczykami i zapewnili sobie awans do fazy playoff, co praktycznie było pewne od początku rozgrywek. Tam trafili na Lions, których dosłownie zmiażdzyli kolejno do 6 i do 2. To świadczyło już o tym, że wszyscy gracze są w świetnej formie i raczej nic nie stanie im na drodze do zdobycia trzeciego tytułu mistrzowskiego.
W ćwierćfinałach trafili na hiszpańskie bet4gamers, które postawiło im o dziwo większy opór niż Szwedzi. Już kolejnego dnia po prawie 4 godzinach przerwy zmierzyli się z Frag eXecutors. Nasi rodacy po bardzo wyczęrpujących spotkaniach z SK i WMF próbowali wygrać z Na'Vi, jednak było to prawie niemożliwe. W październikowy weekend trzykrotni mistrzowie świata byli poza zasięgiem każdego zespołu.
Przekonaliśmy się o tym w wielkim finale, kiedy to duńskie mTw próbowało stanąć im na drodze. Pierwszą arenę zmagań nasi sąsiedzi wygrali łatwo i bez problemu, na drugiej już mieli bardzo duże problemy ze zdobyciem przewagi, co zaskutkowało tym, że tuscana wygrała duńska ekipa. Głównie za sprawą świetnej gry ave, który tego dnia był doskonale dysponowany. Z finału chyba każdy zapamięta jego akcję 1vs3, kiedy to tylko z deagle'm zabił trzec przeciwników. Three single headshots to moim zdaniem akcja nie tylko całego WCG, ale również akcja roku. Zobaczyć ją możecie poniżej.
To jednak nie pomogło Mortal Team Work w zwycięstwie całego spotkania, dodało im tylko otuchy i wiary w zwycięstwo na trzeciej mapie. De_train był chyba najbardziej emocjonującą mapą finału. Potrzebne były aż dwie dogrywki, by ostatecznie poznać nowego mistrza olimpijskiego. Opanowanie i spokój ukraińskich graczy w ostatnich chwilach sprawiły, że wygrali oni "pociągi" 22 do 18 i zostali nowymi posiadaczami trofeum. Na ich konto wpłynęło również 25 tysięcy dolarów. Wygrywając WCG 2010 zostali pierwszą drużyną, która zdobyła trzy tytuły mistrzowskie w jednym roku.
Przed chwilą Na'Vi wygrało trzeci mistrzowski tytuł - cyberolimpiadę WCG 2010 / fot. HLTV.org
Na początku listopada w chińskim mieście Hangzou odbywała się już kolejna edycja World e-Sports Masters. Nie skłamię, jeśli powiem że Na'Vi jak zawsze było głównym faworytem do zwycięstwa. Jednakowoż wszyscy fani tego zespołu przeliczyli się już w drabince wygranych. Po pierwszym wygranym spotkaniu z TyLoo w półfinałach piątka Ukraińców musiała zmierzyć się z SK Gaming. Ulegli Szwedom na swojej ulubionej mapie, czyli de_train przez co spadli do drabinki przegranych. Tam po łatwej wygranej z EG mieli zmierzyć się z Frag eXecutors, ponownie na train'ie. Ta mapa nie była szczególnie szczęśliwa dla nich w pierwszy listopadowy tydzien, grając na niej przegrali dwa pojedynki. Ostatecznie zakończyli turniej na czwartej lokacie zgarniając 7.5 tysiąca dolarów.
Tym razem Red Bull nie pomógł Zeusowi na WEM 2010 / fot. HLTV.org
W najbliższym czasie Natus Vincere zobaczymy w Szwecji na turnieju Dreamhack Winter, do którego Ukraińcy już zaciekle się przygotowują. Możliwe, że zobaczymy ich równiez w Peru na finałach KODE5 Global Gaming Revolution, jednak tam ciągle czekają na zaproszenie od organizatorów. Bilans Na'Vi to: złoto x8, srebro x2, brąz x4. Przez cały dotychczasowy rok zarobili ponad 190 tysięcy dolarów, co daje niebagatelną sumę około 560 tysięcy złotych. Mogą ją jeszcze powiększyć, mimo to pobili już zeszłoroczny rekord nalężacy do fnatic, które zarobiło około 500 tysięcy złotych.
Dotychczasowe osiągniecia Natus Vincere w 2010 roku:
W drugim zdaniu pod obrazkiem, "Na'VI wygrywa WCG 2010", masz błąd, powinno być "Nie skłamię, jeś..." a jak jest sam zobacz.
"Nie skłąmę, jeśli powiem że Na'Vi jak zawsze było głównym faworytem do zwycięstwa. Jednakowoż wszyscy fani tego zespołu przeliczyli się już w drabince wygranych."
Jak najbardziej to prawda ,że NaVi to zespoł roku. Wygrało najwięcej ze wszystkich drużyn turniejów i co najważniejesze jest odkryciem roku. Bo 12miesięcy wcześniej nikt nie za bardzo kojarzył Edwarda,Ceh9 i innych.
Ten kto uważa NaVi za drużyne wszechczasów w CS'a musi siedzieć na scenie od 12 msc tylko, imo tytuł drużyny roku jak najbardziej im sie należy, bo są jak PGS z 2006 roku - zebrana najlepsza 5 na scenie krajowej i dominacja na świecie
dziękuję wszystkim którzy na nas głosowali, nie spodziewałem się takiego wyróżnienia, ehh po prostu nie wiem co powiedzieć, ze wzruszenia odebrało mi mowę :)
#20
od czego jest internet ..
#25
imo 100% racji. jeśli ktoś w tym siedzi dajmy te 8 lat to dobrze wie, ze pgs > navi jeśli chodzi o drużynę wszechczasów
#19 nie no powaliłeś mnie.. widać że grasz w tą grę od miesiąca.. oni wszyscy grali w czołowych teamach ukraińskich takich jak virtus.pro ale ich pewnie nie kojarzysz.
#33 Taa, ciska po innych, a sam wie tyle co nic. Już nie pamiętam, ale na pewno mareloff jest z Krechnetu i ktoś tam jeszcze, a drugiej drużyny już nie pamiętam nazwy.
Navi w tym roku > oll fakt :)
"Nie skłąmę, jeśli powiem że Na'Vi jak zawsze było głównym faworytem do zwycięstwa. Jednakowoż wszyscy fani tego zespołu przeliczyli się już w drabince wygranych."
kuben - fakt, nawet loga esl widac z boku fotki
GJ smulek :)
Gj! :)
edit : no i fajnie by bylo jakbys czytal to co napisales przed dodaniem komentarza :O
od czego jest internet ..
#25
imo 100% racji. jeśli ktoś w tym siedzi dajmy te 8 lat to dobrze wie, ze pgs > navi jeśli chodzi o drużynę wszechczasów
Moge sie mylic, bo nie sledze tak bardzo tej sceny, ale virtus.pro przypadkiem nie bylo rosyjskie?
Tęsknię za pojedynkami fnatic-navi z początku roku.
Co do akcji ave'a to jest trochę lepsza od ace Edwarda na tuscanie, który też zasługuje na uwagę.
Pzdr.