
Ze dwa , a może trzy, lata temu
popastwiłem się nad konsolą xbox 360 , przy okazji eliminacji do
WCG, a w szczególności nad zbliżającą się obecnie wielkimi krokami usługą
Xbox Live, dotąd nieobecną w naszym kraju. Sam mam konsole, już zresztą drugą, bo pierwsza, odkupiona od
Chrisa na
SEC, zmarła na typową dla konsol z pierwszej partii chorobę objawiającą się zaczerwienieniami wokół przycisku power, czyli
ROD. Ze dwa razy pomogła jej reanimacja i owijanie ręcznikiem, ale po pół roku i tak zaliczyła zgon. Obecnie używam dosyć intensywnie nowszej wersji i, odpukać, działa sprawnie, a wręcz zachwycająco, w przypadkach, o których będzie niżej.
Konto wciąż mam zarejestrowane na
Wyspach (dzięki
Blade) i to wcale nie w polskiej ambasadzie i jestem szczęśliwym posiadaczem usług, których i tak w Polsce nie było i nie będzie - np. nie będzie
Zune i pewnie wielu innych usług lokalnych, charakterystycznych dla Wysp, które można sobie darować. Gorzej, że będzie drożej i to boleśnie drożej. W necie rocznego
Golda można średnio kupić za
159,90 ZŁ, a punkty np.
2100 za
79,00 ZŁ (są oczywiście oferty tańsze ale też i droższe), u źródła skroją nas odpowiednio na
249 ZŁ i
109 ZŁ. Rozbój w biały dzień, jak mawiała moja babcia. A przecież miało być tak dobrze, a nawet lepiej. I właśnie dlatego pewnie zostanę na Wyspach. Tam i taniej i więcej, pomijając, że zakochałem się w Londynie, a do punktów i tanich gier, legalnych, właśnie się przyzwyczaiłem i to uzależniająco, dzięki takim tytułom jak "
Lara Croft and the guardian of light", "
Shank", czy też ostatnio "
Hydrophobia", grom w zasadzie jeszcze do niedawna nieobecnym na PC. Ściągam demo, próbuje, kupuję lub wywalam. Pomysł dema jako całej gry tylko "odbezpieczanej" potem jest całkiem sprytny, trwa dłużej ale ściagamy tylko raz.
Lary przedstawiać nikomu nie trzeba, choć tym razem nie oglądamy jej od strony zgrabnej pupy. Gra jest mieszanką hack'n'slasha i platformówki, (takie
Pandemonium +
Diablo +
Tomb Raider) ale wciąż dla mnie pozostaje
Tomb Raiderem i nawet izometryczny rzut mi nie przeszkadza. Elementy zręcznościowe, łamigłówki, rzeźnictwo, wszystko wymieszano w odpowiednich proporcjach. A od gry nie da się oderwać, aż do samego końca, a potem można jeszcze raz i znowu do tego we dwie osoby. Co intrygujące, zagadki i lokacje, przy grze we dwoje/dwóch wyglądają trochę inaczej niż w singlu, a zatem znów trza pomyśleć.
"Shank" zaś, który w sumie wyszedł trochę wcześniej niż panienka Croft, to ukłon w stronę starych platformówek w stylu
"Golden Axe", albo "
Metal Slug", ale z ironicznym, a wręcz pastiszowym zacięciem. Desperado, Tarantino i totalna rozpierducha. Mniej tu oczywiście elementów platformowych, choć są, w stylu starego
"Prince of Persia", a więcej radosnej rozwałki, makabrycznej może, ale zabawnej. A to wszystko podano w komiksowym sosie, co zaowocowało nominacją do prestiżowej nagrody „Excellence in Visual Arts” na festiwalu gier niezależnych w 2010 roku. Nota bene Lara też dostała kilka nagród na GDC w San Francisco i zebrała same wysokie noty na necie.
Trzecia z wymienionych przeze mnie gier to, jak dla mnie przynajmnie,j innowacja, choć zza pleców, czyli
TPP. Innowacyjny jest za to
hydroengine i pomysł. Woda, wszędzie woda i ta woda działa jak
physix (choć to
Havok), fale nami rzucają, napływają zewsząd i utrudniają. Wszystko w zasadzie rozgrywa się w wodzie, lub pod wodą i nie jest łatwo. I bardzo dobrze, nie jest łatwo, toniemy co chwilę, szukając drogi, ale się nie zniechęcamy, bo gra wciąga. Przez kilka dni, naprzód i naprzód, a potem jest zonk, ale w sumie taki jakiś oczekiwany i radosny, a przecież są takie gry, że żałujemy, że się już skończyly. "
Hydrophobia" jest grą, która kończy się w przewidywalny albo i nie, sposób, ale chyba tak będzie z wieloma grami. To taki pilot serialu. Lara Croft ma mieć darmowy dodatek, jeden, kolejne już mają być płatne,
"StarCraft 2" zresztą też, choć na konsolę to on się nie nadaje, ale za to już wkrótce na konsoli, może tylko na konsoli, pojawi się kolejne
"Fable", na które czekam od dawna, zauroczony serią. Dla tej serii chociaż warto mieć konslolę Xbox360, (na PlayStona taki exclusivem jest
God of War), nawet jeśli konto trzeba będzie zarejestrować na Wyspach.
Ale co tam, a dodatki, nim pojawią się w sprzedaży, dużo wcześniej zaciągniemy przez net, tak jak Larę, którą skończyłem na xboxie nim pojawiła się (drożej i w zubożonej wersji) na PC na
Steamie.
Shanka, który na PC jeszcze nie wyszedł, że o
Hydrophobii nie wspomnę, a wszystko w cenie o dużo niższej niż. większośc gier.
1200 microsoftowych punktów za grę, a czasem nawet mniej, to jakieś
45 ZŁ, na
Steamie to samo za ok
60 ZŁ. Jeśli punkty będą w cenie microsoftowej, gra będzie nas kosztować ponad
60 ZŁ, czyli jakieś
25 % drożej. To bolesne, bo gry wcale nie są tanie i to mnie wkurza i zniechęca do naszego
Live.
A co mają powiedzieć ci, którzy zarejestrowali sobie np.
F1 na polskim profilu i o grze przez net mogą, aż do odpalenia naszego
Live, zapomnieć, choć mają PC? Poczekają, do 10 Listopada, a nas czeka rewolucja. Z pewnością. Ale jakoś wcale za nią już nie tęsknię.
Trzeba było kupić ps3, tam mają tradycję i szacunek dla klijenta. Poczekajmy jeszcze do tej premiery może coś się zmieni. Szok