
Czas pędzi nieubłaganie, wiem coś o tym,
prawo Moora też już zostało złamane wiele razy, e-sport wciąż w naszym kraju nie jest sportem, jak i w wielu innych krajach świata. Włodarze różnych organizacji i multigamingów, działacze i entuzjaści, oraz żurnaliści i pismacy różnej maści wielokrotnie już postulowali potrzebę powstania polskiego związku graczy komuterowych, sportów elektronicznych i innych, nie mniej dumnie brzmiących.
Powstanie polskiego G7 to temat legenda, ponoć rozpadł się szybciej nim powstała idea jego założenia, a członkowie założyciele już na starcie pokłócili się o władzę. Nawet cybersport miał swego czasu organ, którego istnienie nieraz odbija się mu czkawką, jak i piszącemu te słowa, bowiem, pomijając kilka działań, niewiele z jego istnienia i spłodzenia wynikło, niestety, choć założenia były szczytne, ale piekło ponoć jest wybrukowane dobrymi chęciami. Na związek z prawdziwego zdarzenia też pewnie przyjdzie nam poczekać i to długo, ale tymczasem, tak ni stąd ni zowąd, a może ni z gruszki ni z pietruszki już jakiś czas temu, czego chyba nikt nie zauważył,
Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej ogłosiło zaktualizowaną listę zawodów, a w niej, oprócz takich pozycji jak mystery shopper, trendsetter i 385 innych pojawił się zawód:
342102 - czyli gracz komputerowy.
I co w związku z tym? W teorii nic, ale z drugiej strony pojawiła mi się szalona myśl, by zacząć wszystko od drugiego końca. Mamy zawód, trza teraz powołać związek zawodowy, punkt podparcia już mamy i to bez pomocy posła Biernackiego, czas teraz poruszyć ziemię. Widzicie już te marmury i siedzibę, co tam polskie G7, zjazdy i walne zgromadzenia w
hali Oliwia, albo innym spodku, gorzała i szampan, uginające się stoły, garnitury i krawaty i spocone twarze działaczy, koterie i stronnictwa, limuzyny i te drugie...? A potem... Niech się dzieje wola nieba z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Dla wścibskich pełna lista nowych zawodów
tutaj