Zamknięcie Voodoo oznacza zamknięcie pewnego etapu w budowaniu krajowego cybersportu.
Jak już powszechnie wiadomo, Voodoo Gaming znane także pod nazwą BVGbyGIGABYTE czy też Betsson Voodoo Gaming, wraz z początkiem obecnego tygodnia zakończyło swoją działalność, przechodząc w stan hibernacji. Osobom słabiej poinformowanym chciałym tutaj oznajmić, iż wiąże się to automatycznie z zaprzestaniem egzystowania najdłużej działającej (tj. bez jakiejkolwiek przerwy) organizacji sportów elektronicznych w Polsce. Nie jest to jednak rzecz najważniejsza. Oto bowiem wraz z "końcem" Voodoo zakończył się pewien bardzo ważny etap w tworzeniu polskiej sceny e-sportowej.
Zanim przejdę do dalszej części tekstu, wpierw się przedstawię, bo nie wszyscy muszą znać moją twarz czy też kojarzyć mój pseudonim. Do Voodoo dołączyłem w wakcje 2006 roku jako redaktor dywizji W: Enemy Territory, mojej rodzimej sceny, od której faktycznie rozpocząłem swoją przygodę ze sportem elektronicznym. Przez długi czas zajmowałem się wyłącznie pisaniem newsów/wywiadów/relacji (za pieniądze), z czasem jednak, kiedy to "rozwijałem" się i zdobywałem coraz to więcej doświadczenia i znajomości, stawałem się kimś więcej - głównie dzięki temu, iż brakowało ludzi do pracy, a Ja zdobywałem zaufanie Radosława "Norad" Górniaka, właściciela marki Voodoo. Po licznych perturbacjach, koniec końców, przez spory okres czasu funkcjonowałem jako samozwańczy redaktor naczelny (samozwańczy, ponieważ byłem jedynym redaktorem w redakcji, a co za tym idzie - sam byłem sobie panem i władcą ;d), by ostatecznie przejść do roli szarej eminencji, osoby robiącej wszystko i wszędzie.
Wielu z was błędnie rozpoznaje we mnie jednak tylko zwykłego "redaktorzynę" bądź "poplecznika" Norada, gdyż nie posiadałem oficjalnej rangi menadżera czy też członka zarządu. Ale mówiąc szczerze - nigdy mi na tym nie zależało, bo wiedziałem, że i tak robie swoje niezależnie od tego jak widnieje na stronie. Muszę jednak przyznać, że cholernie szkoda, iż nie miałem swojego obecnego wieku i doświadczenia/znajomości dwa lata temu, kiedy to BVG było klubem o niezwykłych jak na tamte czasy możliwościach rozwoju. Bo możliwe, że wszystko potoczyłoby się inaczej, i nie oplakiwalibyśmy porażki "laleczek", lecz jakiś ich sukces. Bo sami sobie zgotowaliśmy obecny los.
BVG można otóż w pewnym stopniu nazwać polskim Meet Your Makers. Nie myśląc o konsekwencjach i o przyszłości zespołu, nasi zawodnicy zarabiali dużo, za dużo jak na polskie standardy, a my chcąc mieć same gwiazdy w drużynie i posiadając nieustanne wsparcie firmy Betsson nie liczyliśmy się z kosztami. Paladyn, TeRRoR, Draco czy HoT to tylko część tych graczy BVG, którzy pochłaniali tyle, ile wynosi budżet kilku, jak nie kilkunastu przeciętnych polskich organizacji. MYM miało o tyle lepiej, że byli nieco bardziej - w przeciwieństwie do nas - medialni. Zawsze zauważałem to, że nie wykorzystywaliśmy potencjału tych graczy, którzy wtedy nas reprezentowali. A trzeba przyznać, że jeden głupi regulamin mógłby sprawić, iż pieniądze wydawane przez nas na wypłaty dla naszych podopiecznych mogłby się zwracać. A My stać się niepodważalnym liderem na polskiej scenie. Jednak to jest tylko jeden z nielicznych błędów, które zdołaliśmy popełnić, i o których wspomina Radek w swoim blogu na dawnej
prasówce Voodoo.
Większość tych uchybień zdołaliśmy w ostatecznym rozrachunku wyłapać, i zaczeliśmy pracę od nowa. Stało się to jednak dopiero wtedy, kiedy straciliśmy tak cenne wsparcie firmy Betsson. Początkowo rozbici, pomocną dłoń w naszą stronę wyciągnęły marki GIGABYTE oraz paysafecard, które jednak nie mogły zapewnić nam takiego wsparcia finansowego, które umożliwiłoby nam pracę na poziomie. Norad szukał sponsorów dalej, i jak mi ostatnio wyjawił - wysłał ponad 400 mailów do firm z propozycją współpracy. Zainteresowanie wykazało zaledwie kilka z nich, co potwierdza tylko to, co polskie firmy myślą o inwestycjach w e-sport. I nie, nie wysyłał by on bynajmniej tej osławionej prezentacji, którą tak dokładnie opisał warlike. Mając w tym pewne doświadczenie, i wiedząc, że wysyłanie prezentacji zostałoby oznaczone jako spam, Norad wysyłał zwykłe maile z ofertą współpracy. Pierwszą poważniejszą propozycję dostaliśmy od pewnej firmy zajmującej się dostawą Internetu. Byli wstępnie zainteresowani finansowaniem nas, jednak ostatecznym testem miałybyć polskie finały Electronic Sports World Cup. Niestety, jak wiadomo LAN ten się nie odbył, a my - patrząc się z obecnej perspektywy - najprawdopodobniej ostatecznie straciliśmy możliwość odbicia się od dna, gdyż inwestor ten stracił zainteresowanie (no bo co moglibyśmy im dać, to LANy świadczą o popularności i materiały z nich, a nie turnieje online). Na tym oczywiście walka nasza się nie zakończyła, i już wkrótce zostałem poinformowany przez Norada, że ten dostał poważną ofertę od dwóch firm, i wkrótce wyjedzie do Warszawy by wszystko uzgodnić. Jak powiedział tak też i zrobił, i wróciwszy z naszej kochanej stolicy oznajmił mi, że wszystko idzie dobrą drogą, gdyż jest "po słowie" z tymi firmami, i niedługo dostanie od nich reszte materiałów - umowę, oświadczenia, etc. Ja zadowolony z obrotu spraw, napisałem "osławiony" wpis na naszym profilu facebook, iż szykują się wielkie zmiany w BVG. Później, gdy nic z tego nie wyszło, musiałem się tłumaczyć biurokracją, bo podejście tych przedsiębiorstw okazało się być na tyle amatorskie i nieodpowiedzialne, że nasza wspólna kooperacja zakończyła się szybciej, niż się rozpoczęła (co tylko dodatkowo obrazuje, w jaki sposób sponsorzy odnoszą się do e-sportu w naszym kraju).
Zmęczony i pozbawiony motywacji Radosław, który już rok wcześniej rozmawiał ze mną na temat odejścia z Voodoo na emeryturę (co ostatecznie nie doszło do skutku z racji tego, że jego dzieło było zarazem jego życiem) począł rozmyslać o zamknięciu ekipy lalek. Akcja ta rozegrała się jakiś miesiąc temu, więc po raz kolejny muszę obalić niedawno powstały mit, że to właśnie jeden z organizator Universal Soldiers, Piotr Tokarczyk, sprawił, że zakończyliśmy działalność BVG. Do tej pory nie mogę zresztą uwierzyć, jak człowiek, który nic nie zrobił dla rozwoju e-sportu w Polsce, potrafi zebrać tylu jemu podobnym, i uprawiając czarny pijar oczerniać twory, które przez lata starały wypracować swój wizerunek. Wracając, wtedy też Norad wysłał wiadomość do GIGABYTE, która to traktowała o zaciśnieciu współpracy, a co za tym idzie - zwiększeniem budżetu. Mail ten został przez niego wysłany tuż przed tym, jak wyjechał na wakacje, i mi powierzył zadanie, abym opublikował wiadomość o zamknięciu BVG w przypadku, gdyby GIGA się nie zgodziło. A GIGA rzeczywiście się nie zgodziło. W tym samym czasie napisał do mnie jednak powszechnie znany Tomasz "TeRRoR" Pilipiuk, z którym już kiedyś rozmawialiśmy o tym, aby to stał się Marketing Managerem w Voodoo. Napisał do mnie z propozycją, na którą przystałem, automatycznie oddalając prośbę Radka.
Chciał on od nowa rozpocząć budowanie marki Voodoo Gaming wraz ze mną, Kamykiem (innym organizatorem BVG, byłym zarządcą UCP eSports Club) i Noradem, który ograniczyłby się jednak wyłącznie do znajdowania sponsorów. Przez kilka dni, w czasie, kiedy Norad był jeszcze na wakacjach uzgodniliśmy główne zmiany, które powinniśmy zrobić. Zamknąć stronę, podziękować za współpracę tym graczom, którzy nie występowali by w naszych barwach bez pensji, odpalić nowego fejsbuka i ogólnie przygotować wszystko do czasu polskich finałów World Cyber Games. Ostatecznie wczoraj, po odbyciu prywatnej rozmowy telefonicznej z Radkiem, właścicielem marki, który ponownie wybrał się na wakacje, by odpocząć od e-sportowego zgiełku i niedawno zakończonej sesji, poproszono mnie, bym opublikował oświadczenie i ujawnił jego blog, o którym to wspominałem powyżej. Poprosił, abym oficjalnie zakończył działanie Voodoo Gaming po ponad 8-letnim istnieniu.
Wielu z was na pewno informacja ta nie wzrusza, nie jest to dla was nic zaskakującego. Dla mnie, i dla kilku innych osób jest to jednak zamknięcie pewnego bardzo ważnego rozdziału w życiu. Wielu powie - przecież to tylko Internet, wyjdź na dwór. Uwierzcie, wychodzę. Ale sport elektroniczny to dla mnie obecnie hobby, jedna z wielu pasji, której się oddaje, a gdyby nie VD zapewne nigdy bym się tym głębiej nie zainteresował, tylko żył jako casual, grający na FFA, bądź półprofesjonalny gracz, który z e-sportem stykałby się wyłącznie na turniejach czy w organizacjach, które w danym momencie by reprezentował. Dzięki Voodoo poznałem wielu naprawdę wartościowych ludzi, mam znajomych w całej Polsce, ba - sporą część kraju dane mi było zwiedzić, w wielu miejscach wypić ten przysłowiowy soczek. Wielu osobom mam też za co dziękować. Zresztą, hibernacja ex BVG to nie tylko strata dla nas, pojedynczych jednostek, które włożyły sporo czasu i energii w budowanie czegokolwiek. Jest to także strata dla całej polskiej sceny cybersportowej. Bądź co bądź ze świata żywych zniknął organ, który przez lata organizował mnóstwo turniejów dla fanów i zawodników, a tych ostatnich utrzymywał i wysyłał na różnorakie LANy, dając im możliwość dalszego rozwoju swoich umiejętności. I choć różne plotki krążyły o NASZEJ organizacji, to jednak muszę was zapewnić - ze wszystkiego staraliśmy się wywiązać na czas, a w przypadku jakiś problemów jak najszybciej załatwić sprawę tak, aby dobrze nas zapamiętano. Wiele osób nas również oszukało i szkalowało. Im, choć również dobrze życzę, radzę, aby zastanowili się teraz nad swoim dotychczasowym zachowaniem, i przemyśleli to, czy ich postępowanie aby na pewno było stosowne. Sam nie wiem co teraz pocznę, najpewniej powrócę do aktywnego pisania na cybersport.pl, gdzie sporadycznie publikowałem ostatnio swoje teksty, przez co nie raz oberwało mi się od viba.
Tych, którym udało się przebrnąć przez cały tekst, a nie mieli jeszcze okazji przeczytać
blogu Norada, zachęcam, aby to uczynili. Warto, nawet nie wiem, czy aby nie bardziej, niż czytać mój. Na zakończenie godzi się jeszcze dodać, iż możliwe, że "laleczki voodoo" powrócą kiedyś, w nieco lepszych dla e-sportu czasach, aby ponownie siać spustoszenie w szeregach wroga. Może nawet szybciej, niż nam, wam się zdaje.
Sua sponte!
ps. Do tych, którzy wygrali niedawno koszulki VD w zorganizowanym przez nas konkursie: pamiętam o was, i jeżeli tylko wyremontujemy naszą łajbę, to pierwsza partia nowych strojów pójdzie prosto w wasze ręce. My gramy fair.