Czy może być coś nudniejszego, kiedy od początku do końca znamy rezultat, wynik danej czynności? Czy kiedy nauczyciel matematyki kreślił na tablicy 2+2, z niepokojeniem i z rozdziawioną gębą czekaliście na sumę dodawania, a cała klasa wydawała z siebie głębokie westchnienie, kiedy kreda w końcu przestała ścierać się na tablicy? To są przykłady pytań retorycznych. Od jakiegoś czasu obserwatorzy i znawcy e-sportowej sceny w Polsce, kibice, a co gorsza nawet organizatorzy kwalifikacji do Electronic Sports World Cup zaczęli podświadomie przedstawiać właścicieli biletów do Francji. Wszyscy w stu procentach pewni przewidują zwycięzców poszczególnych turniejów. Wszyscy zapomnieli na czym naprawdę sport polega.
Kiedy na oficjalne stronie kwalifikacji czytam, że Paladyn jest głównym pretendentem do zdominowania rozgrywek Warcrafta, albo na eSports.pl, serwisie sprawującym patronat medialny nad imprezą, że Av3k jest poza zasięgiem, i każdy inny wynik niż osiągnięcie pierwszego miejsca, będzie ogromnym zaskoczeniem to wprawia mnie to w jakiś ambiwalentny stan uczuć, po czym wzdryguję się i mam ochotę z zamkniętymi oczyma śledzić tego rodzaju maraton faworytów.
Doskonale zdaję sobie sprawę, z tego, iż fakty mówią same za siebie, ale do k#*@y nędzy skoro na wiele dni przed rozpoczęciem ścisłych eliminacji znamy naszych reprezentantów w Paryżu, to po ki diabeł nam te całe kwalifikacje?! Ano, dlatego, że już nie raz, nie dwa faworyci zawodzili na całej linii. Lista czynników oddziaływujących na psychikę gracza i jego formę w dniu trwania turnieju jest tak duża, że równie prawdopodobne jest, że żaden z domniemanych faworytów 5-8 lipca nie opuści Polski, jak i to, że wszyscy akurat będą przebywali poza granicą. Chłodna kalkulacja bukmacherska wskazywała by na obie możliwości mniej więcej w stosunku 1 do 3. No, dobra, najwyżej 1 do 6.
Historia naszpikowana jest wręcz dowodami, które wskazują, że pokładanie nadziei w ulubionym zespole nie zawsze przynosi wymierne korzyści. I bynajmniej, nie o obstawianiu zakładów tu mowa. Rywalizacja poszczególnych zawodników, częstokroć w finałach prestiżowych imprez takich jak WCG czy CPL, niejednokrotnie pokazywała, że faworyci w sporcie nie istnieją. Oczywiście, nie oznacza to, że nie mają w ogóle prawa bytu. Piękno mistrzostw w dowolnej dyscyplinie polega prawie zawsze na tym, że pewien pan/pani po raz enty sięga po trofeum w swojej kategorii, bądź ów champion zostaje zdetronizowany na oczach całego świata, przez niemal kompletnie nikomu nieznanego zawodnika. Pewne przykłady pokazują, że właściwie nigdy nie powinniśmy spodziewać się powtórek z przeszłości. Bez tego zresztą świat byłby nudny jak flaki z olejem.
Na przykład weźmy takie WuCeGie. Przyznam się bez bicia, że odkąd Samsung porzucił i na dobre pożegnał się z Quake 3: Arena, nie śledziłem uważnie wyników kolejnych cyberolimpiad. Dlatego, jako przykład podam rok 2002. Kwalifikacje w Stanach Zjednoczonych. Główni faworyci: przede wszystkim fatal1ty (mistrz inauguracyjnego WCG, tylko dla zaproszonych, w roku 2000), Cha0ticz, ReebHimself vel Socrates_, Daler. ZeRo4 dostał przepustkę za pierwsze miejsce w 2001. Kto poleciał do Korei? ZeRo4, Socrates, Daler, Cha0ticz. Kogoś pominąłem? Nie. Fatal1ty był o wolniejszy od tego ostatniego o jakiś ułamek sekundy. Dosłownie. Jeden strzał z railguna zadecydował o zwrocie w jego karierze. Nowy Jork przez kilka najbliższych lat kojarzył się Johnathanowi z porażką. To bym jeden z kilku ostatnich oficjalnych meczy Wendela w Quake 3. Na drugiej półkuli w podobnym terminie odbywały się kwalifikacje do WCG w Moskwie. LeXeR, wicemistrz WCG sprzed roku nie podołał oczekiwaniom i nie wspiął się na podium. Na sam szczycie stanęła nowa czerwona gwiazda - Cooller. Co się wydarzyło pod koniec roku w Daejeon pamiętają chyba wszyscy fani Q3. W finale Rosjanin spotkał się z Hiszpanem. Mieszkaniec Moskwy, uNkind pokonał w oszałamiającym stylu Akilesa. ZeRo4 nie wyszedł nawet ze swojej grupy. Wiadomość nieco z innej bajki: nikomu nie znane M19 wygrywa ze wszystkimi w CS'a, a Blackman zajmuje trzecie miejsce w turnieju Starcrafta. Kto by się spodziewał?
Zanim pytania odnośnie zwycięzców ESWC_pl staną się rzeczywiście retoryczne, warto zadać sobie kilka, palących mą jaźń.
Dlaczego do Poznania zostali zaproszeni Matr0x i Av3k, a nie Matr0x i Cs3? Jakie względy kierowały nominacją Avka, skoro do tej pory nie brał udziału w ESWC. W moim odczuciu wstawienie Avka w miejsce Cs3 jest trochę... nie na miejscu.
Dokonania wyżej wymienionych znam niemal na pamięć, niemniej nie przyjmuję do świadomości, dlaczego zwycięstwo w turnieju Creative na PGA (choćby tam był i Toxic) ma być traktowane jako przepustka do ścisłych rozgrywek eliminacyjnych do Paryża. W pamięci utkwił mi pewien moment z zeszłorocznego kwalifikacji, kiedy to w finał rozgrywany był w okolicach północy, mimo, iż był on planowany na znacznie wcześniejszą godzinę. Zresztą zmiana terminu do dziś nie została chyba oficjalnie wyjaśniona. Część ludzi wywiało, zostali sami Quake-owi zapaleńcy, i garstka "zainteresowanych". Dla Cs3 to były decydujące chwile, bo niespodziewanie wychodził z drabinki wygranych i wystarczyła by mu wygrana jednej serii z matr0xem. Nie udało się, bywa, jak to w sporcie i życiu. Po turnieju podniosły się spekulacje na ten temat. Szybko jednak ucichły, bo to w końcu matr0x. Na następnych turniejach przecież i tak udowodnił, kto jest górą.
Jako kilkuletni redaktor wyrażam niepokój i podaje w wątpliwość wszelkie przewidywania kolegów po fachu studzące sportowe emocje. Po cichu marzę, aby ujrzeć jak wszystkim zgromadzonym w hali MTP wyjdą gały na wierzch, kiedy Pentagram G-Shock przegra choć jeden mecz. Dobrze, że przynajmniej nikt nie ma bladego pojęcia kto wygra turniej TrackManii Nations ESWC. Inaczej całe wydarzenie zamieniło by się w widowisko pojedynczych aktorów na cmentarzu. Bo śmiertelnie nudne byłoby to widowisko faworytów.
Powyższy tekst jest subiektywną opinią autora i nie jest oficjalnym stanowiskiem serwisu Cybersport.pl.
po prostu polska scena mnie nudzi, nie pasjonuje sie kolejnymi zmianami w lineupach (bo w zasadzie tylko to jest jakis powod, zeby cokolwiek pisac o naszych klanach - pzdr. Fomfny :P ), wiesci o nowych sponsorach typu "dali nam 2 serwery gier, podkladki i bilet na lana do koziej wolki" tez mnie mierza (wiecej wydaje na fajki niz sponsorzy daja na klany)
wiec tak naprawde jedyna rzecza, ktora jest mnie wstanie poderwac to wlasnie "historyczna" porazka Pentosow
tylko dotycza one tego iz na niektorych mapach wprowadzona jest zmienna dzieki czemu do danej mapy jest kilka roznych wariantow co czyni gre bardziej ciekawa i dajaca szanse raz jednemu raz drugiemu.
Czy nie uwazalibyscie takiej rozgrywki bardziej pasjonujacej z pkt widzenia kibica?
Ps: Trackmania rządzi
A dodam od siebie i mojego klanu, że gra na takich mapach w tym cup'ie sprawiła nam wiele frajdy i myślę, że u Was też.
Hmm, zobaczmy. Na WSVG w Londynie Cs3 i matr0x nie pokazują nic specjalnego, na ESWC matr0x nie wychodzi nawet z grupy, męcząc się z takimi graczami jak Phantom czy falcuma. Z jednym z nich zresztą przegrał, chyba z Phantomem.
A avek wygrywa m.in. i30 m.in. z foreverem, coollerem i stermym.
I Tobie się to wydaje nie na miejscu?
ps. Ten fragment wpadł mi w oko na samym początku, po jego przeczytaniu dałem sobie spokój z resztą tekstu.
W większości kwalifikacji do ESWC nie ma czegoś takiego jak eliminacje po necie, po prostu przyjeżdża się w dniu trwania narodowych kwalifikacji na miejsce, i każdy ma równe szanse na wyjazd. A my tu mamy do czynienia jeszcze z zaproszeniami na te kwalifikacje. Więc niech będzie albo dla finalistów z poprzedniego roku, albo dla nikogo. Skoro o wyjeździe na finały mają decydować umiejętności, i ma tam pojechać najlepszy, to niech tak będzie, ale nie poprzez dawanie jednym ułatwień, żeby nie powiedzieć, że drugim się rzuca kłody pod nogi, bo wiadomo jakie w Polsce mamy największe bolączki: łącza. Mało tego, jeszcze rozstawia się kilku graczy w drabince, bez uzasadnienia. Potem jeszcze czytam na oficjalnej stronie kwalifikacji, że ten a ten jest pretendentem do pierwszego miejscu. Trochę nie halo, nie wydaje Ci się?
Jakiś punkt zapalny w tekście zresztą musiał się znaleźć :))