Pamiętacie scenę parodiująca polski sejm i polityków z filmu "Dzień Świra"? Ostatnio rodzima scena i jej (domniemani) prominentni członkowie zachowują się podobnie. Co się dzieje kiedy każdy ciągnie w swoją stronę? Nikt nie dostaje tego co tak bardzo pożądał, a po wszystkim pozostaje jedynie wielki niesmak i wzajemne pomówienia. Zwłaszcza, gdy każdy mówi półgębkiem. Cóż począć, w końcu żyjemy w czasach, w których przyznanie się do błędu każdy traktuje jak osobistą porażkę i największy wstyd. A jest się czego wstydzić. Przede wszystkim trzymania gęby na kłódkę.
A tak przy okazji, uwielbiam czasem przyglądać się jak psychika tłumu udziela się wszystkim dookoła. Dla przykładu: niektórzy idąc ulicą starają się omijać złączenia płyt chodnikowych. Ja mam akurat oba odchyły. Z tym, że odnoszę się dosyć ambiwaletnie do blogów z samej definicji. Dlaczego Polacy nie wymiślili na to własnego określenia? Czy naprawdę tak ciężko jest znaleźć jakiś odpowiedni synonim. Żurnal - ładnie, dźwięcznie, z francuskiego, ale mało pompatycznie chyba, albo po prostu dziennik. Bo rzygać mi się kiedy uświadamiam sobie, że cały mój dzienny harmonogram to łażenie do shopa, jazda na uniwerek busem, ślęczenie przed komputerem, napieranie w WoWa, monitorowanie poszczególnych www. Aluzja w tej kwestii zawarta w tym akapicie jasna jak słońce? No, właśnie. Tak to bywa, jak intencje są niezbyt przesiąknięte moralnością. Dziennikarską, złośliwie dodajmy.
Jak odnaleźć się w potoku bzdur? Nie czytać, ignorować, kasować, banować wszelkie przejawy subiektywnego myślenia, błędnego, badź nie? Dopuszczać wszystko jak leci, aż się zrobi bajzel, i każdy w swoim "dzienniczku" będzie skrobał jakieś dyrdymały, a znalezienie przysłowiowej igły (prawdziwej perełki wartej przeczytania, nie przewertowania gałką oczną) w stogu siana okaże się w końcu rzeczą niemożliwą?
Szczerze mówiąc, sam już nie wiem. Aż mi się odechciało cokolwiek wklepywać w klawiaturę...
Co do kneblowania ludzi na ich własnym podwórku to po części jestem za tym, ale są też znaczące przejawy przegięcia pały w drugą stronę ... Dyktatura to chyba odpowiednie określenie