Fomfny Gejming, czyli... rozmowa, której nie było, albo jak Polak z Polakiem, inaczej mówiąc - nieparlamentarnie.
"Fomfny: Kurde, ale się uśmiałem. Wystarczyło kilka komentarzy "Ekspertów" (podkreślam) z szanującego się serwisu o sportach elektronicznych. Haha. Tak, tak. Rzadko tam bywam ale rarytasy na Gadu-Gadu dość często wpadają. Ten ostatni dotyczył ogłoszenia polskich finałów KODE5 Global Gaming Revolution w warszawskim Pałacu Prymasowskim... i redakcyjnego lamentu."
Haya:
Zastanawia mnie Fomfny, czy twoja reakcja na tekst na www.esports.pl jest wymuszona przez tzw. okoliczności zewnętrzne, czyli zdanie góry, czy to twoje własne zdanie? Bez względu na to jak jest, stałeś się, delikatnie mówiąc, największym konformistą tej sceny. Każdy ma prawo mieć własne zdanie, tu spotkałeś się z innym, choć niekoniecznie jedynym i słusznym, również niekoniecznie zgodnym ze zdaniem Fomfnego, szczególnie, że twoje zdanie, zdanie Fomfnego, który stał się chorągiewką na wietrze, przestało być "opiniotwórcze", że tak się wyrażę. Co zresztą widać w komentarzach, również na twojej stronie.
"Fomfny:
Nie wiem co myśleć - niewiedza, zazdrość czy głupota? To naprawdę boli. Czy ludzie na serio myślą, że ESPORT będzie tak popularny jak zwykły sport? Będzie w publicznej telewizji, będą przychodzić na niego setki kibiców? Bo jeśli tak, to Ja Wam coś powiem... puknijcie się w czoło i zejdźcie na ziemię. To nie Korea Południowa czy Chiny."
Haya:
Nie wiem czy przemawia przez ciebie zwykła bezczelność, czy chamstwo, które kiedyś można było tolerować na netgaming, które miało swój własny styl. Nie porównuj Polski z Chinami, czy Koreą, bo zapominasz o kilku faktach, albo dla potrzeb tego bzdurnego tekstu celowo pomijasz ten argument - niemal cała produkcja sprzętu komuterowego powstaje właśnie tam, nie u nas, pomijając, że u nich jest tańsza. Chińczycy mogliby nas czapkami zarzucić, jak się kiedyś mówiło, tyle mają czapek oczywiście, albo inaczej, to co u nich sprzedaje się na tony, u nas liczy się w sztukach. Zaryzykować można wręcz teorię, że w przemyśle elektronicznym pracuje 100x tyle żółtych niż mieszka w Polsce Polaków. Zapominasz również o wielu dzielących nasze kraje cechach, które powodują, że elektronika, w uproszczeniu i zaokrągleniu mówiąc, jest u nich tak popularna, wystarczy popatrzeć chociażby na wypełnione po brzegi salony z automatami hazardowymi w Japonii, co oczywiście nie wiele ma wspólnego z esportem, czy nawet głupie karaoke, protoplasta Guitar Hero.
Podam przykład, podczas pobytu w Korei nasi csowcy przechodzili w pobliżu domu publicznego, znudzone panienki siedziały w drzwiach. Gdy zobaczyły koszulki WCG powitały naszych przyjaźnie i zawołały:
- My też gramy w Starcrafta. - U nas nie tylko, że panienki nie grają, to muszą jeszcze wyprawiać się na czasochłonne tzw. grzybobranie w podmiejskich laskach. Prawie to samo.

"Fomfny:
Osoba (mogłoby się wydawać) dość ogarnięta w temacie próbuje mi jednak wcisnąć, że każda impreza gamingowa ma promować ESPORT/być ESPORTOWA/itd. Przecież to największa brednia jaką słyszałem w tym roku. Kogo obchodzi ten cały ESPORT? Tych samych 40 kibiców na krzesełkach/widowni? To nie publika rzędu meczu Chelsea kontra Manchester. I nie płaczcie. Tak się nigdy nie stanie."
Haya:
Oczywiście, że nie każda impreza musi promować esport. chyba że mówisz o imprezie, której byłeś współorganizatorem, podzielam zatem twoją opinię. Dokładnie to samo dotyczy szczególnie popularnej w Polsce dyscypliny, jaką są skoki narciarskie - uprawia je ok 700 osób, wg oficjalnych danych, co nie przeszkadza wcale widowni, by zapełnić trybuny i entuzjazmować się porażkami Małysza. Posłużę się innym przykładem z mojego podwórka. Odbywały się właśnie Mistrzostwa Polski w Judo. W telewizji tego samego dnia leciała transmisja, na żywo, z turnieju żeńskiego jakiejś 3 ligi. Też w judo. W Tenisa grało kiedyś kilka osób, w tym wrogowie ustroju, na szczęście pojawił sie Fibak i potem wszyscy stali się znawcami tenisa.
"Fomfny:
ESPORT to biznes, to namiastka branży komputerowej. Czy tego chcesz czy nie. Czy Ci się to podoba czy nie. Płacisz 20 koła - masz 50 m2 na hali. Szarpiesz się na 800.000 PLN, stawiają Ci Intel Arenę. Jest wydźwięk. Chcesz kibiców, to są. Nie chcesz? To nie ma. "
Haya:
Chcesz to masz, ale najpierw musisz mieć, potem musisz chcieć, a jeszcze potem musisz wiedzieć jak? ESWC już nie pamiętam, pewnie niczym nie różniło się od innych, za to Intel Arena - była pro i miała swoje wady, że ograniczono dostęp, zepsuto znakomity pomysł, albo inaczej, źle go wykorzystano. Gorzej, jeśli ktoś, przez swoją niekompetencję narzucił taki, a nie inny scenariusz. Z tego co wiem i co wypłynęło w rozmowach, tak właśnie było, dlatego i Allegra, którą ktoś potraktował jak potraktował i Intel Arena w Poznaniu będą pewnie chciały to zrobić całkiem inaczej. W ogólnym rozrachunku nie było tego 40 kibiców jak w BC Kode5 2008, tylko ze 20 tysięcy, niestety, kazano im chodzić innymi drogami, niż chcielibyśmy.
Nie wiem, czy w tym miejscu zapłakać nad logiką twoich argumentów Fomfny, czy śmiać się. Takie upraszczanie tematu, nawet w blogu, trafi może do paru dawnych czytelników netgaming, niestety, obawiam się, że oni już wydorośleli. Problem jest niestety znów dużo szerszy, a takie upraszczanie, przynajmniej tobie, osobie kiedyś ciętej, złośliwej ale znanej z obiektywizmu, nie przystoi, no chyba że wszyscy cię oceniają nietrafnie. Pierwsze - 20 koła w warszawce, ale już 10 koła w Gdańsku, czy Krakowie, za to w Olsztynie może 5, a może nawet 3? Niestety, to warszawka dyktuje warunki, a ci tzw. dziennikarze, którzy mają nam zrobic dobrą reklamę, jak usłyszą, że muszą ruszyć dupsko poza stolyce, chwycą się za głowę i zaczną sapać, połowa z nich się zniechęci dla zasady, druga zawoła zwrotu kosztów podróży a trzecia nas obsmaruje. Pomijając fakt, że nie ma trzech połówek. Z kolejnej strony Wawa ma swoje zalety, bo jest do niej najbliżej z każdej strony naszego państewka, bo ma najlepszy dojazd, bo tu mieszczą się i centrale wielu firm i tu pracują odpowiednie, a nieraz nieodpowiednie, osoby.
Esport to biznes z pewnością i namiastka, ale jeśli już to sportu, nie branży komputerowej. Dalej, to nie część branży komputerowej, tylko rynku gier, a zatem branży "growej". Komputery są dla eportu tylko narzędziem - takim jak dla robotnika polowego jest szpadel, dla dyskobolisty jest dysk, dla judoki judoga, dla tenisisty rakieta tenisowa, dla sprintera zaś najdoskonalsze samonośne szybkobiegi produkowane przez firmę założoną przez Adiego Dasslera, a rozpoznawalne dzięki trzem paskom /// na całym świecie.
Podobną rolę odgrywać zaczynają w esporcie peryferia takie jak podkładki, ślizgacze i różne inne duperele, które nagle okazują się być tak niezbędne jak opaska na głowie Nadala, czy wżynające mu się w tyłek spodenki ze znaczkiem łódki, na punkcie których, zarówno tych pierwszych, jak i drugich dupereli, choruje całkiem spora rzesza fanów, nawet tych, którzy esport i sport uprawiają rekreacyjnie. Ale chciałyby mieć, bo... siła reklamy/będą lepsi (niepotrzebne skreślić).

"Fomfny:
Polska SSIE. U nas każdy turniej czy to kwalifikacje muszą być w super hali, z wyj***ną widownią, przeplataną stoiskami wszystkiego co za swoje miejsce zapłaci. Potem mamy... AlleGra - zepchnięta do rogu i 30 kibiców za sznurkami. Finał ESWC - kosmiczne pustki. Ale co tam! ESPORT pierwsza klasa! Byle dużo... bóg wie czego."
Haya:
Jeden z 2 punktów, w któym mogę się z tobą zgodzić, częściowo. Robimy wszystko na pokaz i na wyrost, ale to nasza cecha narodowa, stąd zresztą wzięło się staropolskie przysłowie "zastaw się a postaw się". Tacy jesteśmy. Z kolejnej strony, w dobie prosperity nikt nie liczył się z kosztami, gdy pieniądze pączkowały jak na drożdżach, a firmy miały budżety reklamowe wielokrotnie przekraczające wartość całego polskiego esportu. Zresztą tak było i będzie nadal na całym świecie, nie tylko u nas, ale to Polska SSIE, więc nie zdziw się, jak usłyszysz kiedyś - wy... stąd, jak ci się nie podoba.
Btw. Ostatnio byłem na Gali MMA w Poznaniu, gdzie było jakieś 1500 osób, które całkiem nieźle się bawiły, nawet lepiej niż ja, choć akurat walczył starszy z moich synów. Ale wcale nie dlatego bawiłem się niezbyt wyśmienicie, że to nie 30 tys ludzi, które możemy zobaczyć na zawodach w Japonii, czy na cyrku wolnoamerykanki w USA, albo dlatego że występował jakiś kolo z Koziej Wólki i zawodził dyskopolowego rapa, a dlatego, że MMA mi się niezbyt podoba, jednak pójść wypadało. I w zasadzie było to coś nowego i było fajnie.
"Fomfny:
Hello? Wake up! Nie wiem czy wy wiecie ale w takiej Rosji, Niemczech czy choćby Francji nie ma takiego cyrku jak u nas. Są normalne turnieje w wynajętych salach lub po prostu gralniach (kafejkach). To co? Oni nie mają ESPORTU? Nie no, lamusy jakieś. Na Extreme Masters III podczas CeBiT 2009 też chyba nie będzie tego naszego ESPORTU."
Haya:
No cóż, na świecie są nawet lany, na które opłaci się przyjeżdżać 5 tysiącom ludzi dla samej zabawy, bo w tych krajach żyje się inaczej i łatwiej, a w ogólnym rozrachunku i życie jest tańsze w odniesieniu do zarobków. Są kraje, które nawet, jak w Rosji, mają jeszcze kafejki internetowe, na których postawienie, nas, Polaków nie stać, bo nie mamy Gazpromu, albo taty w jego zarządzie (E24 i pan K.), a to tylko jeden z naszych problemów - koszty - np. hale magazynowe do wynajęcia tuż za naszą zachodnią granicą potrafią kosztować 5x mniej niż u nas. To dziwne, a jednak. Z kolejnej strony to odmiana wyścigu szczurów. Licytacja i odmiana przysłowia wspomnianego wyżej - postaw się a zastaw się. Najczęściej zaś wymogi narzucone przez sponsora, który chce być lepszy od konkurencji i jeśli ma, nie liczy się z kosztami, a dopiero potem łapie się za głowę. Po co mi było Blue City, jak mogłem to zrobić w remizie.
Jeszcze z innej beczki - Przez dwa lata jeździłem po zachodniej Europie z musicalem "Upiór w Operze", uwierzycie, że te durne Niemce, zamiast siedzieć w chałupie, potrafią chodzić na musicale tysiącami i się na tym bawić?
Wyobrażasz to sobie Fomfny, że za każdym razem, gdy przyjeżdżaliśmy do Zurichu, a było tego ze 20 razy, jedna baba przebierała się za Fantoma i siedziała na każdym spektaklu, jaki był, w pierwszym rzędzie, mało tego, wydając 150 euro za bilet. Ale tak to już jest jeden lubi pączki, a drugi, jak mu nogi śmierdzą.

tak, albo

może jednak tak ?
"Fomfny:
No nie... nie będzie kibiców (grona kibiców!) na KODE5 w Warszawie. To straszne. Ale wiecie co?! Mogę nie promować tego waszego ESPORTU ale jedno jest pewne: zaoszczędzę kasę, nie będę musiał czytać komentarzy zniesmaczonych kibiców a dzięki kilku świetnym osobom, będę mógł poczytać naprawdę z jajem relację z imprezy (nawet jeśli będzie krytyczne).
Promujcie ESPORT, jasne. Tylko czym? Czterema/pięcioma imprezami w ciągu roku? Bo się rozpłacze. Może najpierw sami po promujcie siebie. Bo z bilansem 50,000 unikalnych odwiedzin w miesiącu i 900 ludzi w relacji wideo możecie co najwyżej wypromować szkolny turniej w pasjansa."
Haya:
Cóż prawda jest taka, że jest ciężko, a będzie jeszcze gorzej, szczególnie dlatego, że esport tak naprawdę dopiero raczkuje i z pewnością tenże kryzys wielu położy na łopatki. Może się okazać, że nie będzie nawet tych 4 czy 5 dużych imprez, a będzie jedna. Zniknie ESWC, WCG(to tylko przykłady) i parę innych, znikać zaczną loga firm (Nvidia, Komputronik) i sponsorów z koszulek klanów, a w końcu i same klany, czego oczywiście nikomu nie życzę i zaczynać będziemy wszystko od nowa. Przetrwają najsilniejsi i najrozsądniejsi, a kryzys oddzieli ziarno od plew.
I całkiem słusznie, że szefowie polskiego Kode5 postanowili zrobić turniej w formie oszczędnościowej, byleby się odbył, choć sam dobór miejsca również nie uważam za trafiony, ale z pewnością, kolejną zresztą, zrobienie go we własnej stodole jest tańsze niż w trochę lepszej ale strażackiej remizie, za którą trzeba by było zapłacić.
I jeszcze raz bardzo dobrze, że włodarze AdAction są rozsądni, tym bardziej, że boleśnie dowiedzieli się - między innymi od Fomfnego, że na ich imprezie w BC było aż 40 kiboli, z kolejnej strony jeśli prawdą jest, że w tej samej "bazie" mają swoje siedziby tak ważne dla branży i nas samych firmy to kto wie, czy zaproszenie ich, choćby w przerwie śniadaniowej, nie da dużo lepszych efektów końcowych, niż zaciąganie na siłę do świecącego pustkami BC na Kode5 2008.
Czteroma/pięcioma imprezami w ciągu roku nie wypromujemy esportu, nawet w Korei, ale możemy robić wiele różnych imprez, jedne z zadęciem, takie jak... (wypełnić drukowanymi), a inne bez, jak choćby takie jak w Olsztynie. Kropla drąży kamień mówi przysłowie, a ty wiesz co, Fomfny, ty już lepiej rzeczywiście nie promuj tego naszego esportu i zaoszczędź tą nie swoją kasę, a ja ci kupię bilet na Upiora w Operze i najlepiej już daj sobie spokój z esportem, bo w zestawieniu z takim ostatnim tytułem, który nota bene brzmi o tyle dumnie, co wazeliniarsko - "Mój szef o reklamie w grach komputerowych", (mam nadzieje, że znasz każde słowo swojego szefa) twoje blogowe wypociny robią więcej złego niż dobrego. Jest źle, to wiemy wszyscy, ale przestań już smażyć te farmazony, bo to obraża naszą inteligencję, obraża również masę ludzi, którzy wiele robią dla tej sceny, zwanej e-sportem. W sumie to obraża również Ciebie samego. To niemal tak, jakbyś popatrzył w lustro - swoją przeszłość i na nie splunął.
Wszystkie wypowiedzi umieszczone w cudzysłowie zaczerpnąłem z blogu Fomfnego "ESPORT, damn ale fail", który ukazał się już jakiś czas temu na stronie klanu Frag-eXecutors
w tym miejscu.
albo wie
A tak na poważnie to tak jak vib napisał, Fomfny od jakiegoś czasu zupełnie nie wie co robi (albo faktycznie wie) i się zagubił. Jego zachowania, teksty i wypowiedzi są żenujące, ale można podsumować to bardzo krótko i treściwie: Jego podwórko, jego zasady.
Cieszę się, że ktoś (a szczególnie tak szanowana osoba [jak nie przez Was, to bynajmniej przeze mnie] jak Hayabusa) o tym napisał. Wielki plus i w stu procentach zgadzam się ze zdaniem autora.
Aha - czas publikacji tekstu też należy do ważnych rzeczy w tej "branży", a FOMFNY należy/należał (nie mnie to oceniać) do grona najszybszych.
Dobry tekst, wiele mi uświadomił.
Prawda jest taka, że fomfon to emo.
szkoda ze ich nie masz :X
no juz dawno :\ zobacz sobie na eslu, czy tam sk ; d
"Musisz odpowiedzieć sobie na jedno za...iście, ale to za...iście ważne pytanie. Co lubisz robić? A potem zacznij to robić."
mozna "robic" esport i przy okazji zarabiac
mozna tez zarabiac i przy okazji "robic" esport
#33 Niestety tak ;( :P.