.................................................................................................................................................................................
Muszę koniecznie napisać o tym, jak Musashi (czyt. chomiczka syryjska długowłosa) zeżarła mi torebkę. No szlag mnie trafił, jak się zorientowałam, że znowu nie domknęłam szafy. Od razu wiedziałam, że chomik już pęchci coś w środku, i że czeka mnie jakaś przykra niespodzianka. W duchu mówiłam sobie: "byle nie turkusowa.. byle nie turkusowa..!!!". Dzikim fartem padło na czerwoną, lakierowaną, kupioną w ubiegłym zdaje się roku na wyprzedaży w Reserved. Nie zmienia to faktu, że lubiłam tę torebkę (może nie nosić, ale na pewno mieć), nie mówiąc już o tym, że Mushi nadgryzła i jeansy. Na szczęście tym oberwało się tylko na końcówkach, także idzie przeboleć. Prawdę powiedziawszy nie gniewam się na tę puchatą kulkę. Miała bowiem prawo się zemścić.... I tutaj przyznać się muszę, że parę dni temu zdarzył się wypadek. Myślałam, że już nigdy nie wyrządzę żadnemu zwierzakowi krzywdy, tak, jak bywało to częściej, gęściej, jak byłam mała. Rybia dekapitacja, ciąganie papug za ogony czy "Przedziwne zaginięcie świnki morskiej w piaskowym labiryncie" to był chleb powszedni. I wcale się nie chwalę, bo nie ma czym. Po prostu miałam nadzieję, że mam już za sobą te straszne czasy. Niestety i Mushi się oberwało, bo kiedy zrzucałam z siebie dres (;-) a jak), chomiś bezszelestnie wkradł się gdzieś między nogawki, a ja, przestępując z nogi na nogę, nagle, ku MEGAprzerażeniu poczułam pod stopą coś podejrzanie mięciutkiego, rozpłaszczającego się pod MEGAciężarem. I to uczucie.. jak zdepnięcie ślimaka bez skorupki, albo zgniłego jabłka. I ten dźwięk! Co to był za dźwięk! Obrzydliwe wyciskanie resztek powietrza z malutkich płucek :-(. Teraz cieszę się, że nie było żadnego "chrup"... No więc podniosłam stopę, a tam rozpłaszczona Musashi Kubska. Od razu, niczym latający dywan, posunęła pod szafę. Spanikowana odbyłam krótką rozmowę telefoniczną z Emilem pt. "Co robić?! Co robić?!?!". Bałam się, że Mushi wypłynęło oko, albo wyszły flaki. Tego widoku bym nie zniosła, nie mówiąc już o ciężarze na sercu, okropnie jest przecież zamordować własne, ukochane zwierzątko. Znalazłam w sobie w końcu dość odwagi i zajrzałam za szafę. Co to była za ulga, jak zobaczyłam, że Mushi jest cała i zdrowa! Jedyne co, to kapkę pokrzywiona. Po chwili pokuśtykała do klatki, a ja, dręczona wyrzutami sumienia, poleciałam jej do kuchni po jakieś przysmaczki. Nauczona doświadczeniem byłam dobrej myśli, więc skończyło się na wnikliwej obserwacji gryzonia i dogadzaniu jej przez dni parę. W końcu kiedyś nosiłam dumnie chomika Teodora na ramieniu, do momentu, kiedy mu się spadło - i też przeżył (chociaż kilka godzin siedział z oczami jak 5 zł, jakby mu ktoś kij od szczotki w tyłek wsadził... eee... no dobra, zapałkę). Morał jest taki - uważajcie na swoje zwierzaki, bo nie znacie dnia ani godziny, a im mniejsze żyjątko, tym chyba gorzej! Tymi słowy kończę mrożącą krew w żyłach opowieść pt. "Chomik > torebka".
za długie jak na piątek w godzinach 23
- error i drama 1 - na naszym osiedlu wymieniali rury, cale podworko rozkopane, leza stosy rur na ktorych przesiadujemy:
kumpel wyprowadza na spacer chomiczka; siedzimy sobie na piramidce stalowych rur, chomis biega wokolo; nagle ktos nieostroznie siadl i piramidka sie rozjechala; stalowe rury zaczely spadac i sie turlac; na drodze takiej kilkaset kilogramowej stalowej rury turlajacej sie pojawia sie chomis; efekt ? morka plama :)
- erros i drama 2 - siedzimy u kumpla na chacie i ogladamyu filmy video - wtedy, na poczatku lat 80-tych to byl bajer, ktos mial video
moral: chomisie to maja przeje%$*$@ne
Ale zdanie "siedział z oczami jak 5 zł, jakby mu ktoś kij od szczotki w tyłek wsadził" wymiata hahha :)