Najpierw na horyzoncie pojawiła się kolejna gra z serii Battlefield zatytułowana Battlefield: Bad Company 2. Wszyscy fani starego, dobrego BF'a 2 z niecierpliwością czekali na kolejny tytuł, który powtórzy sukces swojego poprzednika z 2005 roku. Nie ma co się oszukiwać - oczekiwania były spore. Gra wydana w marcu od samego początku przyciągnęła bardzo dużą ilość graczy. Wystarczy przypomnieć sobie ostatnie dni stycznia, kiedy to wystartowały otwarte betatesty. Ktoś mógł czuć się szczęściarzem, jeżeli przez pierwsze dwa dni udało mu się, choćby na chwilę, połączyć z serwerem. To świadczy o tym, jak dużo osób koniecznie chciało wypróbować nowy tytuł studia DICE. Popularność BC2 trwała nieprzerwanie aż do czerwca, kiedy to ludzie zaczęli wyjeżdżać na wakacje, co spowodowało znacznie ograniczoną aktywność na serwerach. Później okazało się, że to kluczowy moment dla gry, ponieważ od tamtej pory wszystko zaczęło iść w dół. Coraz mniej klanów zapisywało się do turniejów lub lig, znalezienie CW na ircu graniczyło z cudem. Jedyną rzeczą, która trzymała graczy BC2 w Polsce był turniej „LANowy” zorganizowany przez Cybersport w listopadzie w warszawskich Złotych Tarasach. Nie trzeba chyba mówić co stało się potem. Gra upadła i teraz można w niej zaobserwować tylko znikomą aktywność Polaków. A szkoda, gdyż nowy BF miał szansę stać się bardzo dobrą grą na wieczorne mecze klanowe.

Nie można zaprzeczyć, że ogromna liczba osób, które kochają FPSy czekała na nowego CoD'a. Po wielkim sukcesie, który odniosła czwarta odsłona gry, weterani Call of Duty oraz wszyscy inni "sieciowi żołnierze" odliczali czas do premiery Black Ops, zaplanowanej na 9 listopada. Zamiast oklasków, zachwytu i pisków kobiet było... wielkie rozczarowanie, klawiatury zniszczone przez wściekłych graczy oraz smutek, że tak udana seria doczekała bolesnej w skutkach porażki. Co prawda nie było podobnej sytuacji jak z Bad Company 2, gdzie serwery były przeciążone, ale i tak wszyscy, którzy wydali pieniądze na grę mogli czuć się zawiedzeni. Niewykluczone, że gdyby nie jedna, bardzo negatywna cecha studia Treyarch, nowy CoD do dzisiaj cieszyłby się wielką popularnością na poziomie świetniej poprzedniej części z 2007 roku. Mowa tu o zachłanności panów producentów na kasę. Wiadomo było, że bardzo duża część ludzi, którzy grali w poprzednie części, kupi nową. Nie trzeba chyba mówić, że gra osiągnęła wielki sukces finansowy, a przez kolejne tygodnie nie schodziła z pozycji nr. 1 na liście gier, które zarobiły najwięcej od czasu premiery.

Główną wadą gry była optymalizacja. Jeżeli ktoś skarżył się na to, że na komputerze wartym 3000zł Grand Theft Auto IV chodziło tylko na 20 klatkach, to chyba nie grał w Black Ops. Tam było jeszcze gorzej. Co z tego, że ilość klatek na sekundę dochodziła nie raz do 100, jeżeli momentalnie spadała do 30-40 lub mniej. Oczywiście od czego są fani gier. Ci, którym najbardziej zależało na, zaczęli wymyślać coraz to nowe sposoby na uzyskanie stabilnych 100fps, począwszy od configów a skończywszy na sterownikach do kart graficznych. Na nic to się zdało, gdyż gra była odporna na wszelkie zabiegi powiększające ilość klatek. Kolejno wydawane patche dawały nadzieję, że twórcy zrozumieli co zrobili źle i starają się to naprawić. Niezbyt dobrze im to wyszło, bo po którejś z kolei łatce gra działała jeszcze mniej płynnie. Ja od siebie mogę dodać, że komputer który posiadam od 3 lat, ani razu nie „zakrztusił się” przy jakiejkolwiek grze. Call of Duty Black Ops był pierwszym tytułem, w który nie mogłem swobodnie grać.
Niestety, te czynniki które wymieniłem stanowczo wpłynęły na popularność gry. Nie można jednak powiedzieć że gra nie ma swoich fanów oraz że nie są organizowane nowe turnieje czy ligi, ale też nie ma podstaw porównywać popularności siódmej części CoD chociażby do CS'a 1.6 czy CoD4. Tytuł, który mógł zamieszać na scenie esportowej, w ogólnym rozrachunku wyszedł bardzo blado i nie pozostaje nam nic innego jak tylko czekać do listopada na kolejną grę z serii, tym razem bardziej dopracowaną (oby - dopisek redakcji 1stCav).
W celu podsumowania roku 2010 dodam jeszcze, że powstało kilka gier z gatunku sieciowych strzelanek, jednak żadna z nich nie wpłynęła na zmianę lidera w MMOFPS jakim jest Counter-Strike 1.6 do spółki z Call of Duty 4.
To już za nami, teraz jest nowy rok i nowe nadzieję. Tym razem możemy być pewni, że powstanie więcej tytułów które będą bardziej lub mniej sprzyjać rozgrywkom zespołowym. Mowa tu chociażby o Red Orchestra 2, BRINK, Call of Duty 8 czy też Homefront. To właśnie tej ostatniej grze poświęcam ten blog, który ma na celu wypromować nową grę twórców innego FPS'a - Frontlines: Fuel of War.
Przepraszam za baaaardzo długi wstęp, ale musiałem jakość zacząć ;). Teraz jednak przejdę do sedna.
Homefront to nowa gra studia KAOS. Za opracowanie pecetowej wersji odpowiada Digital Extremes. Nie będę tu opisywał fabuły single playera, skupię się za to na rozgrywce sieciowej.
To, czym gra przyciągnęła moją uwagę już przy pierwszym kontakcie, jest setting. Nie jest to ani druga wojna światowa, ani odległa przyszłość tylko czasy niemalże współczesne (około roku 2018). Głównym tematem gry jest konflikt pomiędzy USA a Zjednoczoną Koreą, czyli coś w miarę oryginalnego (podkreślam - w miarę). Mając to na uwadze, z niecierpliwością czekałem na kolejny informacje na temat gry, a przy okazji szlifowałem skilla przy CS'ie. W końcu się doczekałem i to co przeczytałem wprawiło mnie w nie mały zachwyt. Na oficjalnej stronie gry opublikowano kilka ważnych kwestii dotyczących wersji PeCetowej. Najważniejsze z nich to:
- dostępne będą serwery dedykowane, zarządzane przez narzędzia administratora oraz RCON;
- za antycheata posłuży skuteczny w tej dziedzinie Valve Anti-cheat;
- będzie dostępny tryb obserwatora;
- system zniszczeń będzie ograniczony do minimum;
- na jednym serwerze maksymalnie zagra 32 graczy;
- narzędzie do modów pojawi się, ale dopiero po premierze;
- nagrywanie spotkań;
- możliwość gry LAN.
Na pierwszy rzut oka nic nowego, czego byśmy wcześniej nie widzieli. Ale biorąc pod uwagę fakt, że w przeciągu kilku lat nie było żadnej gry, która miała chociażby połowę z tego co Homefront, można mieć powody do zadowolenia.
Z czasem twórcy wypuścili pierwszy gameplay, który prawdę mówiąc nie napawał optymizmem. W moim odczuciu wszystko wydawało się trochę zbyt drętwe. Później jednak przekonałem się że nie miałem racji, a kolejny fragmenty z rozgrywki, zwłaszcza MP, mnie w tym utwierdziły.
Godny uwagi jest bardzo charakterystyczny główny tryb rozgrywki – Ground Control. W skrócie można to określić jako połączenie Podboju znanego z serii Battlefield (chociaż lepszy byłby Sector Control z Medal of Honor 2010, gdyż kontrolowanie mapy daje punkty, a nie zmniejsza ilośc odrodzeń wrogiego zespołu) oraz Rusha z Bad Company 2. Głównym celem rozgrywki jest zdobycie kontroli nad trzema rozmieszczonymi w różnych punktach mapy (nie liniowo!) sektorami. Kontrola nad którymkolwiek z tych miejsc dostarcza drużynie punkty, a zespół, który szybciej osiągnie określony limit punktów, wygrywa rundę. I właśnie w tym momencie pojawia się element charakterystyczny dla Rusha – gra się nie kończy, a następna runda trwa dalej na tej samej mapie (lokacje w Homefront są naprawdę duże, porównywalne ze średnimi z serii Battlefield), bez żadnej przerwy! Po prostu kolejne trzy punkty pojawiają się w innym miejscu. Wygrywa strona mająca na koncie dwie wygrane rundy.
Kolejnym istotnym elementem jest balans rozgrywki. Wielbiciele serii Call of Duty (zwłaszcza dwóch ostatnich części) na pewno przyzwyczaili się do różnorodnego uzbrojenia, często ze statystykami przesadzonymi w w różne strony. W Homefroncie tego nie ma. Zarówno Amerykanie jak i Koreańczycy korzystają z tego samego ekwipunku. Do wyboru jest sześć karabinów szturmowych (taka mała dygresja gwoli ścisłości i w celu nadania blogowi walorów edukacyjnych, gdyż wiele osób o tym nie wie, ale w polskiej nomenklaturze M16 i M4 to karabinki, gdyż strzelają amunicją pośrednią, a nie karabinową), dwa karabiny maszynowe, dwa subkarabinki (właściwie jeden to pistolet maszynowy), dwa karabiny snajperskie (jeden samopowtarzalny i jeden powtarzalny), pistolet Beretta M9 oraz strzelba, dostępna tylko jako exclusive. Niewiele? To fakt, ale za to gwarantuje zrównoważenie rozgrywki, a jednocześnie daje graczom możliwość wyboru broni odpowiadającej ich stylowi gry. Dużo jest za to osprzętu (po trzy rodzaje celowników holograficznych, ACOGów i celowników Red Dot, granatników, podwieszana strzelba, tłumik) i perków (18), a więc możliwości rozwoju i doboru ekwipunku wcale nie są tak ograniczone. Dodatkowo są granaty podstawowe i specjalne (tu wliczają się EMP, ładunki C4 i błyskowe), oraz specjalny sprzęt dostępny podczas rozgrywki w zamian za zdobyte Battle Points (o tych za chwilę), taki jak wyrzutnie rakiet, drony (o tych również zaraz napiszę), naloty czy kamizelka kuloodporna. Skoro już mowa o ekwipunku piechoty – nie ma medyków! Jak już ktoś umrze, to na dobre do czasu odrodzenia na respie (tak, spawnów na kolegach również nie przewidziano).
Właśnie, Battle Points – bardzo istotny element rozgrywki. Są to punkty, które gracz zdobywa w zamian za... granie, tj. zabicie, zniszczenie pojazdu, zdobycie lub obronę punktu, asystę etc. Dochód w postaci Battle Points może posłużyć do zakupienia już wyżej wspomnianego sprzętu i akcji wsparcia dostępnych w czasie rzeczywistym, ale także pojazdów, w których gracz zasiądzie bezpośrednio w chwili następnego odrodzenia (nie ma więc podkradania czołgów wrogom i bezmyślnego i nieproduktywnego oczekiwania na śmigłowiec).
Skoro już o wehikułach mowa, to od razu rozwieję wszelkie wątpliwości – ich jednorazowa ilość na serwerze jest ograniczona. Ogólnie dostępny jest HUMVEE, lekki pojazd opancerzony (z armatą napędową i wyrzutnią pocisków przeciwpancernych, mogący przewozić pasażerów), czołg, helikopter zwiadowczy (lekko uzbrojony i z miejscem dla pasażera, dzięki czemu może działać jak UAV) i śmigłowiec szturmowy (skuteczny zarówno w walce powietrze-ziemia jak i powietrze-powietrze dzięki zastosowaniu różnych typów rakiet i obsługiwanej przez strzelca armaty napędowej). Co istotne – nie ma naprawiania pojazdów, a więc drużyna musi z nich umiejętnie korzystać, ponieważ są silnie uzbrojone i dają przewagę taktyczną, ale jednocześnie łatwo jest je w głupi sposób stracić. Obroną kierowców ciężkich pojazdów jest system neutralizowania pocisków rakietowych (automatyczny, ale wymagający aktywacji przez kierowcę) i pancerze z wyznaczonymi strefami zniszczeń (do czołgu dobiera się jak do cytrusa – trzeba wpierw usunąć skórkę, by dostać się do miąższu).
No tak, a czymże są owe drony? Wiecie, jak działa RCXD w najnowszym Call of Duty? Spokojnie, tutaj to nie działa w ten sposób. Zdalnie sterowane roboty to coraz częstszy widok na współczesnym polu bitwy, a ich przeznaczenie jest różnorakie, zależnie od tego, ile Battle Points jesteśmy w stanie wydać. Pierwsze to mały śmigłowiec z funkcją krótkotrwałego oznaczania przeciwników, co daje bez dużą przewagę taktyczną. Druga sonda także lata, ale jest wyposażona w zestaw niewielkich pocisków rakietowych skutecznie uprzykrzających życie piechocie (a zwłaszcza wszelkiej maści kamperom). Następny robot, już na trakcji gąsienicowej, został uzbrojony w karabin maszynowy, zaś jego większy brat służy do walki z pojazdami, gdyż konstruktorzy wyposażyli go w pociski przeciwpancerne. Brzmi strasznie? Spokojnie. W odróżnieniu od RCXD sondy w Homefront neutralizuje się łatwo – kilka strzałów z broni ręcznej wystarczy do zniszczenia maszyny. Limitem jest również bateria, która zużywa się w różnym stopniu w zależności od wykonywanych akcji. Ponadto sam operator jest słabością drony – w chwili użytkowania nie wie, co się dzieje wokół, a więc jest łatwym celem.
Zbliżając się do końca jeszcze kilka ważnych elementów, o których nie da się wiele napisać. Na pochwałę zasługuje HUD – jest przejrzysty i pozwala na szybkie odczytanie informacji, a przy tym nie zajmuje wiele miejsca na ekranie. Rejestracja trafień również spisuje się na medal – hitboxy są tam, gdzie model, trzeba więc celować precyzyjnie. Rozrzut pocisków podczas strzelania nie jest wielki, za to sama broń po naciśnięciu spustu nie pozostaje w jednym punkcie, należy więc strzelać z wyczuciem i korygować celowanie.
Teraz już tylko zacieram ręce i opróżniam skarbonkę, bo za niecały tydzień polska premiera gry. Czuje pewne obawy, że to nie będzie gra na którą czekam, jednak po słabym Black Ops nic mnie już nie zdziwi.
Na koniec dodam, że to co napisałem wyżej ma na celu przyciągnięcie uwagi graczy do Homefront. Uważam że jeżeli twórcy dotrzymają obietnicy odnośnie modów i narzędzi do serwerów, a przy okazji społeczność graczy zainteresuje się grą, to możemy mieć nadzieję, że Homefront na długo zagości na naszych dyskach twardych i przyniesie dużą ilość turniejów, lig, a może nawet imprez LANowych. Tego życzę sobie i wszystkim graczom, którym przejadł się CS i CoD. Homefront to alternatywa właśnie dla Was!
Poniżej kilka ciekawych linków:
http://community.homefront-game.com/blog-post/pc-blog-2-exclusive-pc-features
http://community.homefront-game.com/blog-post/homefront-pc
http://www.esl.eu/eu/#/eu/homefront/news/151421/
Pozdrawiamy, nvk i Slova,
redakcja www.1stcav.pl
Ja osobiścię czekam na BRINK od splash damage twórców moim zdaniem najlepszego FPS w histrori enemy territory.
badcompany2 to fail, tak samo jak blackops
medal of honor kolejny fail robiony dla niedzielnych graczy
bc2 : vietnam, to samo co poprzednik
co do red orchestra 2, ta gra nie jest esportowa, tam trzeba myślec, a gracze tego nie lubia (''
brink czy jakis tam frontlines to tez nie sa gry esportowe
cod8 bedzie robiony na kase jak poprzednicy, wiec wypada z esportu
ta gra, moze ciekawa (ciekawy pakiet przy wydaniu) ale bedzie nie wypalem, miedzy innymi ze ma VAC ...
ogolnie w tym roku nic sie nie zmieni, nadal najlepszymi fps beda cod4 i cs (moze cs:s sie umocni :)
bardziej mnie zastanawia, co takie gry jak crossfire czy jakis tam special forces robia na wcg ... ech te pieniazki od studiow dla organizatorow
moze się nawet udać zjednoczyć scene cod2/cod4/bo-cs/css-bc/bcv + darmowych shoterów typu mmo, wtedy to byśmy mogli naprawdę porządnie rozwinąć esport
No i deweloperzy wyrażają zainteresowanie głosem fanów o community.
Przyzwyczajać się nie muszę, niezbyt mnie to interesuje, każdy gra w to, co lubi, a poza tym wiele osób nie lubi zmian, są też tacy, dla których odkrywanie nowych gier to frajda. Homefront będzie moją trzecią grą odkąd dołączyłem do 1stCav (1 marca zeszłego roku) i mam nadzieję, że zostanę przy niej dłużej. Czas pokaże, czy zatwardziałe trwanie przy CSie będzie na dłuższą metę opłacalne.
A poza tym, jeszcze odnośnie #6, 1stCav eSport Club zrezygnował z prowadzenia drużyn CS1.6 (nie trudno się domyślić dlaczego) i to raczej na zawsze. Osobiście nie uważam, że to strzał w stopę, raczej pozbycie się swego rodzaju kuli u nogi. Tutaj również czas pokaże racjonalność decyzji.
Na koniec jeszcze w temacie: Tak, 1stCav planuje operowanie na platformie Homefront, więcej informacji na ten temat wkrótce (gra jest bardzo popularna, zwłaszcza za oceanem, gdzie ostatnio bije reordy popularności preorderów).
>każdy gra w SC, bo to fajna gierka, można z różnymi ludźmi się bawić, a np. CS to sama nuuuuuda*
*o patrz, przestawiłem literki i hasło całkowicie prawidłowe! I wcale nie kłóci się z Towim, każda scena ma własnąmitologię i każda jest poprawna. W sumie w miejsce CS i SC można w tym zdaniu wstawić dowolne gry, nawet farmville.
tak,
1 nowa gra,
zjednaczyc wszystkie sceny fpsów na swiecie
rozwinac esport
zarabiac na nim pieniadze jak na normalym sporcie
= win
jednak nie sadze zeby tej grze sie to udalo ;ddd
kichac ta gre
Cóż za ironia losu, że twój ignorancki wpis idealnie pasuje do nicka... Normalnie statystyczny Polak.
2. tak wymagajaca grafika nie pozwoli na wysoki poziom esportowy - cs/cod4/ql/sc1/sc2 znosny/cs;s/ prosta grafika i taka ma byc na multiplayer, licza sie umiejetnosci!
3. nie wierze by engine byl tak dobry jak w crysis 2 gdzie to prawie kazdemu gra chodzi plynnie, na 9800gtx+(250zl) gra chodzila idealnie.
4. czekam na RAGE :*
2. Wymagająca? W ZALECANYCH (nie minimalnych) wymaganiach producent podaje radeona HD4850, czyli grafikę sprzed trzech lat! Tu też liczą się umiejętności, jak wszędzie, co do tego ma grafika, skoro można ją zmniejszyć i masz CSa? Ultralow confingi już pod QW były pisane.
3. Engine na pewno jest lepszy od crysisa, bo to UT3, to nie ma prawa komukolwiek źle działać.
4. Przecież RAGE tym bardziej podpada pod punkty 2 i 3...
Od początku był grą bardzo złą a weterani BF'a widzieli, że życie tej gry skończy się wraz z ostatnim turniejem.
Owszem teraz mamy dwa cupy w Vietnama ale gra po nich znowu zdechnie