fot. Esports Performance Center

Sawik: Na razie głośno krzyczymy, a ciężka praca jest tym, co nas czeka

W trakcie prezentacji nowego składu League of Legends grającego pod nazwą Team EPC doszło do ogłoszenia powstania nowej organizacji na polskiej scenie. Za jej sterami zasiądzie m.in. Maciej „Sawik” Sawicki, którego wielu kojarzy jako komentatora i dziennikarza. Postanowiliśmy przepytać go o nowy twór, którego jest CEO, założenia jakimi się kieruje oraz szansami rozwoju.


Mikołaj „rekd” Bryła: Skąd w ogóle ten pomysł? To nie jest tak, że budzisz się i myślisz sobie, że założysz organizację esportową. Musisz mieć plan.

Maciej „Sawik” Sawicki: Propozycja wyszła od Wiktora Wanli już półtora roku temu. Wtedy miało być to prowadzenie Team Kinguin, ale nie interesowało mnie to. Uważałem, że Team Kinguin jako team fabryczny ma swoje określone ograniczenia. Postawiłem jasne warunki, czyli „okej Wiktor, jestem w stanie budować z tobą ten projekt, natomiast ma mieć pełną niezależność, ma być inna nazwa i mam mieć pełną decyzyjność co do składu i personelu”. Długo nie było na to przestrzeni. Przez półtora roku Wiktor robił przegląd swojego portfolio i powiedział w końcu, że to jest ten moment. W międzyczasie okazało się, że TaZ też już planuje kroki po swojej karierze. Uważam, że to jest człowiek o ogromnej wiedzy, ogromnym doświadczeniu i determinacji. Realizowanie takiego projektu to wielkie wyróżnienie. Jest również Esports Performance Center, więc to wszystko zbiegło się w czasie. Wydaje mi się, że jest to takie połączenie, które trzeba spróbować wykorzystać. Jest duże ryzyko, że się nie uda, bo zespół esportowy to ryzykowne przedsięwzięcie, ale nie darowałbym sobie, gdybym nie spróbował. Na pewno jest to duża zmiana w moim życiu, ale chcę sprawdzić co jest za tymi drzwiami.

Zaczynałeś w branży esportowej wiele lat temu, gdy ten esport w Polsce zaczynał dopiero rosnąć. W trakcie zrobiłeś sobie przerwę, pojawiłeś się znowu i określasz siebie dinozaurem esportowym. Dlaczego w ogóle dinozaur? Kiedyś dzieliłeś się swoją pasją ze wszystkimi jako dziennikarz. Czy teraz będąc na czele organizacji esportowej dalej to robisz?

Zaczynając od pierwszego pytania – dinozaur dlatego, że patrzę na esport inaczej niż patrzy się teraz. Wydaje mi się, że teraz osoby, które są blisko tego esportu na najwyższym poziomie mają perspektywę biznesową, a my, czyli ludzie ze sceny CS 1.6, z czasów HS.TV, traktowaliśmy to jako zajawkę. To jest inna perspektywa, to „dinozaurowe” myślenie opiera się na założeniu, że gaming jest przede wszystkim zabawą. To jest troszkę inna mentalność. Teraz wydaje mi się, że te młode osoby wchodzące na scenę takiego przekonania nie mają. Widzą biznes, widzą możliwości – działają. Jeśli chodzi o moją pasję… Nie chcę zabrzmieć jak coach motywacyjny, ale wydaje mi się, że mam bardzo duże szczęście w życiu robić rzeczy, które mnie cieszą. Mam możliwość dokonywania takich wyborów, gdzie kieruję się tym co jest dla mnie ekscytujące, a co nie jest. Absolutnie realizacja tego projektu to dla mnie pasja. W zasadzie wszystkich innych, bo przecież była Misja Esport czy Projekt Esport. To zawsze były przedsięwzięcia, która wydawały mi się ciekawe. Teraz jestem tutaj i sprawdzam co z tego będzie.

Te wszystkie kroki wyglądają tak, jakbyś powolutku dążył do tego, żeby stworzyć coś wielkiego. W tej twojej „nowej erze” zacząłeś jako komentator, później pojawił się Projekt Esport, a teraz pojawia się coś największego, co można mieć w esporcie. Skąd to się wzięło? Dążyłeś do tego od kilku lat, zaplanowałeś to już kiedyś, jako młodsza osoba? 

Nie, wydawało mi się, że nie chcę tego. W dużej mierze dlatego, że to jest duża presja. I powiem szczerze, że się tej presji boję, jak sobie z nią poradzę. Odważyłem się to zrobić, bo uważam, że te możliwości są olbrzymie. Pojawiły się spontanicznie, tak jak wcześniej wspominałem o rzeczach, które się jakoś wokół mnie pojawiły. W tym momencie uznałem, że faktycznie mam jakąś wizję, mam możliwość sprawdzenia jej. Nie wiem czy to, co sobie wyobraziłem, jest słuszne. Jednocześnie bardzo dużo czasu przez ostatnie dwa lata poświęciłem na myślenie co ktoś robi źle lub co można zrobić inaczej. To jest bardzo komfortowa sytuacja. Nagle się okazuje, że masz możliwość wzięcia spraw w swoje ręce i sprawdzenie tego wszystkiego. Wydaje mi się, że jest szereg powodów, dla których może się to udać. To otoczenie biznesowe wokół tego jest bardzo korzystne. Jednocześnie nie chciałbym, żeby postrzegano mnie jako współwłaściciel organizacji i koniec. To jest początek nowej przygody. Tutaj w ramach tej organizacji chcemy robić mnóstwo projektów takich, jak wcześniej wspomniane Projekt Esport, Misja Esport, czy też nowy brand który powstanie, linia odzieżowa albo Esport Forum. Moim zdaniem będąc w tej pozycji, w której jestem, łatwiej będzie robić rzeczy nowe i nieszablonowe. To jest tylko początek nowego etapu.

W pewnym momencie najdzie cię myśl „to nie wychodzi, nie idzie tak, jak miało iść”. Co zrobisz jeśli taki kryzys się pojawi? Będziesz zastanawiał się jak z tego wybrnąć czy jak z tego uciec?

Jakoś skojarzyła mi się ulubiona piosenka mojej narzeczonej wykonywanej przez Sidneya Polaka, gdzie padają słowa „życie jest tylko sumą oddechów”. Ja sobie pomyślałem „życie jest tylko sumą doświadczeń”. Nie widzę opcji na porażkę w tym projekcie. Jeśli on się nie uda ze względów sportowych czy finansowych, to będzie to dla mnie fantastyczna lekcja. Przez ostatnie cztery miesiące robiłem rzeczy, o których nie mogłem marzyć – możliwość zaprojektowania organizacji, która ma zapewnione finansowanie na poziomie kilku milionów złotych rocznie, to jest jakaś fantastyczna przygoda. Oczywiście, to się może nie udać. Na pytanie czy się boję… Sam powiedziałem, że się boję. Jest ten strach, obawa. Wyobraź sobie, że jedziesz gdzieś pociągiem na wakacje. Okazuje się, ze pociąg się psuje, wysiadasz na jakiejś stacji, która nie była miejscem docelowym. Ale to wciąż jakieś miejsce. Wysiadasz po jakiejś fajnej podróży. Dlatego wydaje mi się, że ta opcja porażki nie istnieje. Istnieje opcja, że nie zrealizuję tego planu, ale to już jest zwycięstwo.

Pojawia się w mojej głowie myśl – prowadziłeś ogromny, jak na polską społeczność projekt, w trakcie którego mogłeś zaobserwować jak wiele osób interesuje się esportem i jak wiele chce w nim działać. Czy zamierzasz w ogóle brać ich pod uwagę jako pracowników w nowej organizacji? Chcesz z nimi pracować?

Jak ktoś zacznie łączyć kropki, to zorientuje się, że pewne rzeczy robiłem nieprzypadkowo. Zarówno ta pozycja w mediach i projekt Misja Esport jest bardzo istotna, bo to jest dostęp do ludzi, którzy chcą słuchać. Żeby coś budować, musisz mieć możliwość nagłaśniania pewnych rzeczy. Dostęp do talentów jest szalenie istotny, bo generalnie największym problemem polskich i globalnych firm jest brak utalentowanych ludzi. Ja tych ludzi bardzo dobrze znam i wiem, że będą wkrótce stanowić o sile sportu elektronicznego. Dom produkcyjny to możliwość produkcji contentu, opowiadania historii, czyli takie zaplecze marketingowe. Zdecydowałem się wykorzystać to do budowy drużyny esportowej, ale to od początku nie było planem. Wydaje mi się, że te produkty, które wymieniłem, jestem w stanie wykorzystać do tego, żeby w końcu zbudować drużynę, która będzie sukcesem nie tylko sportowym. Przede wszystkim musi to być sukces biznesowy. Bo jeśli my nie zrobimy organizacji, która będzie odnosić sukces biznesowy, to w życiu nie dogonimy tych teamów, które są teraz w TOP10 rankingu HLTV. To już nie jest kwestia tylko sportowa. Bardzo długo na ten temat rozmawialiśmy z Wiktorem Wanli i Wiktorem Wojtasem. Mamy tę samą wizję. Tutaj sukces sportowy jest już potwornie trudny do odniesienia z przypadku, on pojawia się po ogromnej pracy sztabu, z ogromnej pracy działu marketingu, z jakiejś wizji biznesowej. Jeśli my tego nie dowiedziemy, to absolutnie uważam, że świat nam ucieknie. Czuję ogromną misję w tym co robię, czuję się odpowiedzialny za polski esport.

Jest w tobie część osoby z pasją, część osoby, która chce coś w tym esporcie zrobić, ale część też jest kreacją. Sam mówisz, że każdy kolejny krok po coś był. W tym momencie stajesz na czele jednej z największych czy najlepiej zapowiadających się organizacji.

Tak, powiedzmy, że jeśli chodzi o budżet i zaplecze jesteśmy największą organizacją.

Czujesz, że możesz teraz realnie wpłynąć na esport nie tylko w Polsce, ale i na świecie? Że ludzie za kilka lat będą mówić, że Maciej Sawicki to jest ten gość, który zaczynał od amatorskiej telewizji, a teraz jest jedną z najważniejszych osób w esporcie?

Dziękuję za ten opis, jest to dla mnie bardzo budujące. Czasem trudno jest spojrzeć na siebie z takiej perspektywy i to dostrzec. Najpierw sprawdźmy czy jestem w stanie udźwignąć ten projekt w Polsce. To, że jest dużo entuzjazmu, to zrozumiałe. Wykonaliśmy pewną pracę rozumianą jako zebranie tych zasobów – Esports Performance Center, TaZ, skład Counter-Strike’a, pieniądze i finansowanie, ludzie z rynku tacy jak Szymon Kubiak – spoko, to się stało. Są te zabawki, puzzle czy klocki LEGO. Teraz trzeba udowodnić wartość i sens tego projektu coś z tego układając. Na razie myślę w tych kategoriach. Mam takie przerażające poczucie, że w Polsce nikomu jeszcze nie udało się zbudować dobrej organizacji. Być może jest to AGO, kibicuję Kubie Szumielewiczowi i uważam, że tam jest duża szansa na sukces. Widzimy takie projekty jak PACT czy Illuminar Gaming, w końcu to ciekawy produkt, ale nie możemy powiedzieć, że którekolwiek z tych przedsięwzięć osiągnęły sukces, że jest to stabilna firma, która ma jakiś model biznesowy. Słyszeliśmy o problemach PRIDE, szkoda, to w końcu najstarsza polska organizacja, więc jak widać, ten biznes jest cholernie trudny. Gdybym ja przyszedł i powiedział „ja wiem jak, ja to zrobię”, to byłbym jakimś przerażającym ignorantem i byłoby mi wstyd. Dużo utalentowanych ludzi przede mną podejmowało się tego wyzwania. My jako społeczeństwo mamy taką tendencję, że jesteśmy huraoptymistami względem nowych przedsięwzięć. Wydaje mi się, że musimy mieć dużo dystansu. Dajcie nam czas, pomóżcie nam jako społeczność, jako media, zbudujmy coś razem. Nie mam przeświadczenia, że osiągnęliśmy już jakiś sukces. Na razie głośno krzyczymy, a ciężka praca to jest to, co nas czeka.

Pozwolę sobie pokusić się o stwierdzenie, że ciebie albo się kocha, albo nienawidzi. Według wielu dużo robisz, ale dla niektórych jesteś osobą starającą się znaleźć dobrą posadę dla siebie. Mimo to, dla wielu jesteś też jakimś wzorem,  starasz się pomóc znaleźć drogę młodym osobom. Co byś powiedział takiej osobie, która chce zacząć działać w esporcie? Takiej, która chce wykreować siebie w tej społeczności? 

Jeśli zakładamy, że mówię do osoby utalentowanej, bo niestety nie każdy taki jest, to sprawa jest wyjątkowo prosta – trzeba zacząć robić. Oczywiście, jest szereg osób, która ma ograniczenia intelektualne, może niektórzy nie lubią być osobą publiczną. Wtedy to się pewnie nie uda. Ale jeśli ktoś ma potencjał intelektualny, ma warsztat nad którym może pracować, to po prostu trzeba zacząć. Żyjemy w absolutnie zaskakujących czasach. Wszyscy mamy Twittera czy Facebooka. Możemy działać. Ludzie się boją zacząć działać. Jak jesteś dobry, to przekonasz do siebie ludzi. Mamy w sobie pewną blokadę, że jak widzimy, że jak komuś się udało, to nam się nie uda. To duży banał, ale jak przeanalizujesz kariery ludzi, którzy osiągnęli coś w esporcie – Izak, Pasha, Morgen, to zobaczysz, że oni zaczęli od najmniejszych kroków.

Dziękuję ci za tę rozmowę, mam nadzieję, że wasz projekt spełni oczekiwania i pomoże wprowadzić nowe standardy w polskim esporcie.

Wydaje mi się, że dla całej branży ważne jest, żebyśmy mieli silne organizacje, bo bez nich jest trudno by byli zawodnicy którzy mają perspektywy, pracownicy w organizacjach z perspektywami, a także dziennikarze, bo każdy chce pisać o sukcesach Polaków, a nie o porażkach. Liczę, że kciuki będą trzymane!

Śledź autora wywiadu na Twitterze – Mikołaj Bryła
Tagi: , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Najlepsi gracze 2018 roku wg HLTV – 5. dupreeh

Astralis zdominowało przygotowany przez HLTV ranking najlepszych graczy 2018 roku. Zresztą, nikt chyba nie miał wątpliwości co do tego, że tak się fak...