fot. ESL

Tego dnia… Virtus.pro triumfuje na katowickim Majorze!

W sporcie tradycyjnym często mamy legendarne drużyny, które z rozrzewnieniem wspominamy przez kolejne lata. W przypadku piłki nożnej na pewno są to słynne Orły Górskiego, które w 1974 roku zajęły trzecie miejsce na Mundialu w RFN. Fani siatkówki natomiast ciągle pamiętają o Złotkach, czyli prowadzonych przez Andrzeja Niemczyka dwukrotnych złotych medalistkach Mistrzostw Europy. Jak to natomiast wygląda w przypadku Counter-Strike: Global Offensive? Cóż, tutaj sprawa jest prosta, bo mimo upływu lat niedoścignionym obiektem westchnień i romantycznych rozprawek jest skład Virtus.pro, który na początku 2014 roku okazał się najlepszy podczas pierwszego w historii polskiego Majora, ESL Major Series One Katowice 2014.

Filip „NEO” Kubski i spółka do stolicy Górnego Śląska przybywali zaledwie dwa miesiące po nawiązaniu współpracy z rosyjską organizacją, wcześniej przebijając się zarówno przez online’owe, jak i offline’owe eliminacje. Polacy chcieli też zmazać plamę na honorze, jaką pozostawił ich występ na DreamHack Winter 2013 – wszak tam nie udało im się nawet wyjść z grupy. – Osobiście nie lubię stawiać sobie celów, skupiam się w każdym meczu tak samo. Już nieraz graliśmy przy zdzieranych gardłach przez naszych oddanych kibiców. Pamiętamy mecz finałowy na SEC vs Na`Vi. Nasi polscy wojownicy pod sceną wbili dopingiem Na`Vi w ziemię. Snax? Biały? Presja? Nie w tym życiu – zapewniał Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski w rozmowie z naszym serwisem na kilka dni przed startem zawodów. Nastroje w rodzimej ekipie były więc bojowe, ale trudno było odnieść wrażenia, że los nie był dla niej łaskawy, bo już w fazie grupowej trafiła ona na jednego z głównych faworytów całego EMS One, czyli Titan.

Francusko-belgijski zespół wydawał się być jedynym, który mógł w tamtym momencie jak równy z równym mierzyć się z Ninjas in Pyjamas. Zanim jednak Virtusi trafili na Richarda „shoxa” Papillona i spółkę, przyszło im zmierzyć się z nowym składem HellRaisers, który pod skrzydła formacji trafił na cztery dni przed rozpoczęciem turnieju. Tak czy inaczej, dla NEO i spółki miał to być najpoważniejszy konkurent do walki o drugie miejsce w grupie i rzeczywiście – starcie było niezwykle wyrównane i dopiero po dogrywce VP zatriumfowało 19:16. Przyszła więc pora na wspomniane Titan, które… niespodziewanie okazało się rywalem o wiele łatwiejszym od HR. Polacy cały ten pojedynek zamknęli w zaledwie dwudziestu trzech rundach, szczególnie miażdżąc swoich oponentów po stronie broniącej. Niespodzianka stała się więc faktem, zaś Virtus.pro zakończyło zmagania w grupie A na pierwszym miejscu!

Francuski ślad pojawił się także w pierwszej rundzie play-offów, w której graczom znad Wisły przyszło zmierzyć się z Teamem LDLC.com. Niemniej i to starcie miało gładki przebieg i ani na Mirage’u, ani też na Inferno rodzima drużyna nie musiała się szczególnie napocić, by sięgnąć po zwycięstwo. Dopiero LGB eSports, w którym wówczas brylowali m.in. Olof „olofmeister” Kajbjer i Freddy „KRIMZ” Johansson, było jakkolwiek w stanie postawić się uważanym już wtedy za kandydata do gry w finale Virtus.pro. Jednakże opór ten ograniczył się tylko do jednej z trzech rozegranych ostatecznie map. Na Mirage’u to Szwedzi mogli świętować wygraną, chociaż wydartą dopiero po ciężkim boju i dogrywce, ale była to dla nich jedynie forma pocieszenia. Wcześniej bowiem polegli na Inferno 8:16, zaś w trzecim starciu poradzili sobie jeszcze gorzej i przegrali na Trainie 7:16. Wtedy było już pewne, że na własnym terenie Virtusi zakończą grę w najlepszej dwójce, co samo w sobie było sporym i nieco niespodziewanym osiągnięciem.

Ale to polskiej piątce nie wystarczyło. A przecież w decydującym meczu trafiła ona na Ninjas in Pyjamas, które podobnie jak VP nie poznało jeszcze na EMS One goryczy porażki. Dla Christophera „GeT_RiGhTa” Alesunda i jego kolegów był to zresztą drugi z rzędu finał Majora – podczas wspomnianego DH Winter nie dali oni jednak rady swoim rodakom z Fnatic i dopiero teraz mieli sięgnąć po historyczny dla siebie triumf. I pewnie tak by się stało, gdyby na drodze NiP-u nie stanęli niesieniu rykiem rodzimej publiki NEO i spółka. Polacy już wcześniej udowodnili, że stać ich na godną rywalizację, ale chyba nikt nie oczekiwał, że w aż takim stopniu zdominują oni swojego utytułowanego rywala. Szwedzi momentami wyglądali na serwerze jak zagubieni, a o wyrównanym pojedynku nie mogło być mowy. Reprezentantom gospodarzy nie robiło nawet różnicy czy grają w ataku, czy w obronie, bo po obu stronach radzili sobie fantastycznie. Wszystko zaczęło się na zakończonym wynikiem 16:9 na korzyść VP Mirage’u, a zamknęło na Inferno, gdzie to także Virtusi wygrali, chociaż tym razem 16:10.

Ogromną rolę zarówno w tym, jak i w pozostałych spotkaniach odegrał wspomniany pashaBiceps, który przez serwis HLTV został nagrodzony tytułem MVP. Niemniej w końcowym rozrachunku wszyscy dołożyli swoją cegiełkę do tego ogromnego sukcesu, co, jak wyjaśnił Wiktor „TaZ” Wojtas, było efektem ogromnej pracy, jaką cały zespół włożył w przygotowania do tego niezwykle ważnego turnieju. – Ciężka praca popłaca. Wielu graczy posiada talent, ale tylko naprawdę wytężone treningi mogą wydobyć z ciebie to, co najlepsze. Wydaje mi się, że zyskaliśmy pewność siebie po wygranej z Titan w fazie grupowej i od tego momentu wszystko było już znacznie prostsze. Oczywiście publika bardzo nam pomogła, niezależnie od tego czy wygrywaliśmy, czy przegrywaliśmy, była z nami. To było coś specjalnego – przyznał już po meczu Wiktor „TaZ” Wojtas w wywiadzie z HLTV. A to wszystko rzeczywiście popłaciło, bo dzięki zwycięstwu w EMS One Katowice 2014 Polacy wzbogacili się aż o 100 tysięcy dolarów, co w tamtym czasie jak na CS-owe standardy było naprawdę sporą kwotą.

  Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn


Więcej treści dotyczących triumfu Polaków takich jak ich wypowiedzi, najlepsze akcje czy skrót całego Majora znajdziecie pod tym adresem.

Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

"Trudno mi uwierzyć w to, co wydarzyło się w Katowicach", czyli co mówili Virtusi po historycznym zwycięstwie

Dokładnie pięć lat temu Virtus.pro wzniosło puchar za triumf w ESL Major Series One Katowice 2014. Wygrana naszych rodaków w legendarnym Spodku wciąż...