fot. Ultraliga/Radosław Makuch

Pątko w piątki: Ultraliga i devils.one – nowy, lepszy rozdział polskiej sceny LoL-a

Pierwszy sezon Ultraligi zakończył się niesamowitą serią Bo5 pomiędzy Rogue Esports Club oraz devils.one, którą większość ekspertów uznała za najlepszy mecz w historii polskiej sceny League of Legends. Obydwie formacje prezentują niesamowitą, jak na krajowe standardy, dyspozycję i myślę, że nadużyciem nie będzie stwierdzenie, że na European Masters stawiane one są w roli faworytów. Tymczasem, jeszcze kilka miesięcy temu absolutny dominator polskiej sceny – Illuminar Gaming, nie był w stanie wyjść z grupy tego turnieju.

Ultrarozczarowanie

Polscy fani po sukcesie Illuminar Gaming w postaci drugiej lokaty na pierwszym EU Masters, ze sporymi nadziejami przyglądali się poczynaniom rodzimych formacji podczas drugiej edycji rozgrywek. Po raz kolejny to iHG było tą lepszą polską ekipą, która wcześniej całkowicie zniszczyła swoich rywali podczas 16. sezonu ESL Mistrzostw Polski. W finale ligi wygrała ona 3:0 z Szatą Maga, która była drugim reprezentantem naszego regionu na europejskim turnieju. Co ciekawe, Szata nie była stawiana w roli faworyta fazy play-in, a udało jej się bez większych problemów dostać do głównej części turnieju. Co jeszcze ciekawsze, była to jedyna formacja w gronie wszystkich uczestników EU Masters, która nie była zatrudniona przez organizację.

Od momentu rozpoczęcia fazy grupowej obydwu polskim drużynom „odcięło prąd” i zaprezentowały się one po prostu fatalnie. O ile ekipie Tobiasza „Agresivoo” Ciby kibice byli w stanie wybaczyć porażkę po wspaniałej walce w play-inach, tak Illuminar pozostawiło ogromny niedosyt wśród polskich fanów. Większość z nich spodziewała się powtórki z poprzedniej edycji, tymczasem iHG odpadło już w fazie grupowej po porażkach z Ninjas in Pyjamas oraz Outplayed. Była to zdecydowanie jedna z największych przegranych w historii polskiej sceny i szczerze mówiąc, lekko zwątpiłem wtedy w rodzime League of Legends.

Nowe rozgrywki

Po zakończeniu EU Masters drużyny powróciły do gry w ESL Mistrzostwach Polski oraz Polskiej Lidze Esportowej. W trakcie sezonu jednak ogłoszono nową ligę, która miała od razu rozpocząć się kolejką rozgrywaną offline. Oczywiście mowa o Ultralidze, czyli nowym projekcie Polsat Games. W zasadzie nikt nie spodziewał się trzeciego gracza, jeśli chodzi o organizację rozgrywek w Ligę Legend, tymczasem Polsat wkroczył do gry z wysokiego C. Ogromną zaletą powstającej ligi było profesjonalne studio, w którym bez żadnych problemów można było zorganizować całe jej zaplecze. W zasadzie jedyną wadą tego obiektu jest to, że nie zmieści on prawie żadnej publiczności, w przeciwieństwie do ESL Areny czy studia LEC w Berlinie.

Zerowy sezon Ultraligi nie przyniósł nam ogromnego wzrostu poziomu, jednakże według statystyk organizatorów liczba widzów była nieco większa w stosunku do innych rozgrywek. Nie możemy jednak tego rzetelnie sprawdzić, ponieważ część fanów prawdopodobnie śledziła rozgrywki w telewizji. Nie należy jednak Polsatowi odmówić profesjonalizmu, ponieważ do organizacji Ultraligi zostali zatrudnieni eksperci najwyższych lotów. Gdy ligą zajmują się osoby z Frenzy, a ekipę dopełniają wcześniej znani z ESL MP komentator Tomasz „TheFakeOne” Milaniuk i admin Łukasz „Krazas” Kocjan, to od razu wiadomo, że rozgrywki będą zorganizowane na poziomie najlepszych lig regionalnych w Europie. Technicznie zmagania nie odstawały poziomem od LVP SuperLigi Orange czy Premier Tour, jednak nadal brakowało dobrych graczy i drużyn. Do czasu…

Franczyza w LEC, zmiany w Polsce

Końcówka poprzedniego roku przyniosła nam ogromne zmiany nie tylko w League of Legends European Championship, ale także w Polsce. Jak się okazało, oficjalne partnerstwo z Riot Games powędrowało w ręce Polsatu. Od tamtej pory tylko ta stacja mogła transmitować rozgrywki najlepszej europejskiej ligi, ale co najważniejsze, Ultraliga stała się jedynymi oficjalnymi rozgrywkami w Polsce wspieranymi przez twórców gry. W obliczu wprowadzonej miesiąc wcześniej franczyzy w najlepszych europejskich formacjach, każda formacja biorąca udział w LEC musiała założyć akademię mającą grać w którejś z regionalnych lig. Jak się później okazało, druga drużyna Rogue trafiła do Ultraligi.

Jej głównym rywalem miało być devils.one, znane wtedy jeszcze jako Esports Performance Center. Adrian „hatchy” Widera zebrał piątkę zawodników, która na początku była kandydatem do zajęcia maksymalnie drugiej lokaty. Większość ekspertów traktowała Rogue Esports Club jako stuprocentowego faworyta do wygranej, a Diabły i Illuminar Gaming mieli bić się o awans na European Masters. Sezon zasadniczy i druga runda play-offów potwierdziły te przypuszczenia i eksperci byli praktycznie pewni, że REC zdoła bez większych problemów zwyciężyć w finale. Pierwsze dwie mapy bez większych kłopotów powędrowały na konto ekipy Vandera, jednakże w trzeciej rozgrywce fantastyczna dyspozycja Agresivoo pozwoliła jego drużynie się przełamać. Jak się później okazało, devils.one walczyło aż do 46. minuty piątej mapy, w której to Rogue ostatecznie triufmowało. Tamten mecz udowodnił nam, że sytuacja na polskiej scenie jest bardziej wyrównana niż mogliśmy się spodziewać.

Projekt devils.one

Warto zatrzymać się na moment na tej drużynie. Wszyscy wiemy, że Rogue Esports Club jest najmocniejsze i teoretycznie to właśnie akademia formacji z LEC powinna zgarnąć więcej słów uznania, jednakże postawa Diabłów była zaskakująco dobra. Nie będzie kłamstwem stwierdzenie, że indywidualnie gracze Rogue przerastali swoich rywali na znacznej większości pozycji. Mimo wszystko, jakimś cudem doprowadziła ona do piątej mapy. Zresztą, nie powinienem używać słowa „cud”, bo tak naprawdę to zasługa ciężkiej pracy i fenomenalnego zaplecza.

Dyspozycja devils.one z tego sezonu pokazuje, jak ważny w formacji jest duch drużyny, praca z psychologiem i trening bez innych obowiązków na głowie. Mieszkanie w jednym budynku i ciągła praca ze swoimi kolegami z drużyny na pewno w znaczącym stopniu pomogła formacji w osiągnięciu tak ogromnego sukcesu. Być może ten występ devils.one rozpocznie nowy rozdział polskiej sceny, w którym więcej organizacji zacznie inwestować w ekipy, które będą ze sobą bezustannie trenowały w gaming house’ach. Aż strach pomyśleć na jaki poziom wzniosłoby się Rogue, gdyby miało możliwość grać w jednym budynku przez cały czas.


Był to kolejny tekst z serii Pątko w piątki. Pojawiają się one co tydzień w godzinach popołudniowych. Autora możecie śledzić na Facebooku oraz Twitterze.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

devils.one poznało rywali w fazie grupowej ESL Pro League Season 9

Wielkimi krokami zbliża się dziewiąty sezon ESL Pro League. W ligowej elicie po raz kolejny dane nam będzie oglądać rodzimą formację, gdyż miejsce AGO...