fot. DreamHack/Adela Sznajder

TaZ: Dziś trudno byłoby odtworzyć styl Virtus.pro

Krótko po zwycięstwie w ESL Mistrzostwach Polski gracze Aristocracy udali się do Szwecji, by tam wziąć udział w DreamHack Open Summer 2019. Tak krótka przerwa nie przeszkodziła im jednak w zanotowaniu fantastycznego występu – dość powiedzieć, że polska drużyna już teraz jest pewna udziału w półfinale.

Pierwszego dnia imprezy zawodnicy Arcy pokonali zarówno Tricked Esport, jak i AVANGAR, w międzyczasie jednak znaleźli czas na rozmowę z przedstawicielami mediów. Krótkiego wywiadu serwisowi Fragbite udzielił na przykład lider zespołu z Polski, Wiktor „TaZ” Wojtas. Legendarny zawodnik nie szczędził pochwał swojej ekipie, zauważając jednocześnie, że rodzima scena ma pewne problemy, z którymi musi sobie poradzić.

Sądzę, że ten zespół ma ogromny potencjał – stwierdził 33-latek. – Polskim zawodnikom brakuje jednak cierpliwości i pewności w swojej grze. Musisz potrafić grać cierpliwie, ale jednocześnie musisz być także pewny siebie. Czasami jednak przesadzamy z reakcjami, czasami zabieramy się za odbijanie zbyt szybko. Tak jak mogliście zauważyć podczas tego meczu, my byliśmy bardzo spokojni i zorganizowani, nawet w sytuacjach 4v5 czy 2v4 potrafiliśmy rozbroić bombę. Dobrze, że potrafimy grać z takim spokojem, ale przed nami nadal wiele pracy – dodał. Po chwili pozytywnie odniósł się on także do najświeższego nabytku swojej formacji, Pawła „dychy” Dychy: – Wejście dychy to ogromny powiew świeżego powietrza. Ma on w zanadrzu wiele zagrań, których wcześniej nie widziałem, jest także pewny siebie i posiada ogromne umiejętności. Jest tak dobry, że wielu ludzi mówiło, że cheatuje. Dobrze jest mieć go w drużynie, a dla niego to dobre miejsce, by zacząć karierę – wyznał.

Część rozmowy poświęcono także kwestii poprzedniej drużyny TaZa, Virtus.pro. Zapytany, Wojtas bez wahania przyznał, że dziś nie dałoby się już grać w taki sposób, w jaki on, Filip „NEO” Kubski czy też Jarosław „pashaBiceps” Jarząbkowski grali jeszcze kilka lat temu. – W Virtus.pro wygrywaliśmy wielkie turnieje i posiadaliśmy ogromną pewność siebie. Nasza gra opierała się właśnie na tej pewności, na byciu agresywnym, na tym, by nie zdejmować nogi z gazu. Taki był styl Virtus.pro. Dziś trudno byłoby jednak to odtworzyć, gdyż drużyny są bardziej zorganizowane i w większym stopniu opierają się na grze zespołowej, na lepszym używaniu granatów. Obecnie nie dałoby się grać tak indywidualnie, bo wszyscy są znacznie lepsi niż w przeszłości – zauważył. Co ciekawe, na pytanie o to, czy tęskni on za swoimi dawnymi kolegami z czasów VP, doświadczony gracz odpowiedział krótko: – Nie.

Pełny zapis rozmowy z Wiktorem „TaZem” Wojtasem w języku angielskim obejrzeć można pod tym adresem.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Do trzech razy sztuka? Izako Boars powalczy z AVEZ o lanowe finały PLE

Izako Boars spokojnie można nazwać najbardziej pechową drużyną trwającego sezonu Polskiej Ligi Esportowej. Popularne Dziki jak dotąd dwa razy poległy...