fot. ESL/Helena Kristiansson

Skład, któremu dano zbyt mało czasu – brazylijsko-amerykański MIBR

Myślisz MIBR w 2020 roku, co mówisz? Degrengolada, upadek, nieudolne zmiany i papranie się we własnym błocie. Może niektórych z was zaskoczę, ale nie zawsze tak było. Ciśnie się na usta fragment popularnego mema „siadajcie małe kurw**, opowiem wam historię”. Historię najlepszej piątki sygnowanej nazwą legendarnej dla Brazylijczyków marki.

Początek

– Kilka tygodni temu uzmysłowiłem sobie, że nie jestem już szczęśliwy – w taki sposób Epitácio „TACO” de Melo rozpoczął swój pożegnalny wpis informujący o opuszczeniu szeregów SK Gaming. Po dwóch latach i czterech miesiącach drogi Gabriela „FalleNa” Toledo, Marcelo „coldzery” Davida, Fernando „fera” Alvarengi oraz TACO oficjalnie się rozeszły. Razem osiągnęli wszystko, co było możliwe i przez długi czas nie mieli sobie równych. Niemniej wyniki formacji w 2018 roku w znacznym stopniu odbiegały od oczekiwań, więc samo wydarzenie nie było szokiem.

Szczególnie że kilka godzin wcześniej świat obiegły doniesienia na temat romansu SK z dwoma graczami Natus Vincere – Oleksandrem „s1mplem” Kostylievem oraz Egorem „flamiem” Vasilevem. Oprócz TACO na wylocie z drużyny miał być również Ricardo „boltz” Prass. Strzelec niewątpliwie utalentowany, któremu wytykano jednak zbyt zachowawczą grę oraz brak boskiego pierwiastka na serwerze. Najmocniejszym w tamtym momencie argumentem boltza była subordynacja, bo w przeciwieństwie do João „felpsa” Vasconcellosa nie wybrzydzał i brał na swoje barki wszystko, czego nie chcieli robić inni. W dodatku był tylko wypożyczony z Immortals.

Miało być dwóch, wyszedł jeden

Prass zachował swój fotel, ale tylko dlatego, że FalleNowi i spółce skończyły się opcje. A trzeba powiedzieć, że SK kontaktowało się z kilkoma najlepszymi zawodnikami na świecie. Jeszcze przed s1mplem oraz flamiem rozważane były następujące duety: Nikola „NiKo” Kovač + Richard „shox” Papillon, NiKo + Håvard „rain” Nygaard oraz s1mple + Freddy „KRIMZ” Johansson. W każdym z przypadków na drodze do sfinalizowania transakcji stawał przynajmniej jeden gracz lub ich pracodawca. Nie inaczej było również z Ukraińcem oraz Rosjaninem. Na`Vi krzyknęło sobie za ich usługi 1,2 miliona dolarów, odpowiednio 700 tysięcy za wykup Kostylieva oraz kolejne pół miliona za Vasileva. Wycena Kostylieva była dla włodarzy niemieckiej organizacji dosyć uczciwa, natomiast ci chcieli negocjować warunki pozyskania flamiego.

Zamiast pół miliona woleli zapłacić dwa razy mniejszą sumę i dorzucić sto tysięcy w bonusach. Ukraiński klub nie zamierzał ugiąć się w najmniejszym stopniu, stąd padł pomysł, aby dopiąć tylko transfer snajpera. Ten również skończył się fiaskiem, bo po dłuższym zastanowieniu gwiazdor uznał, że jego misja w obecnej formacji nie dobiegła jeszcze końca. To postawiło SK Gaming pod ścianą. Na samym końcu pojawiły się kandydatury dwóch reprezentantów Cloud9, Jake’a „Stewiego2k” Yipa, a także Timothy’ego „autimatica” Ta. Znowu ta sama historia – autimatic nie chciał zmienić barw klubowych. Zmęczona ciągłym całowaniem klamki drużyna zrozumiała, że ściągnięcie dwóch solidnych graczy w pakiecie to marzenie ściętej głowy.

Jak po grudzie

I stanęło na samym Stewiem2k, który na początku roku świętował z Chmurkami pierwsze mistrzostwo Majora dla północnoamerykańskiej sceny. Ostatnią rzeczą, o której moglibyśmy pomyśleć po sukcesie tej skali, jest transfer do innej ekipy. Notabene nie nazwałbym tego transferem, ponieważ Yip miał być wyłącznie testowany jako piąte ogniwo składu. Problemy jak ręką odjął? Lekarze go nienawidzą? Otóż nie. Ledwie wywalczony awans na finały 7. sezonu ESL Pro League, szybko zakończone wycieczki do Marsylii (DreamHack Masters) oraz Sydney (Intel Extreme Masters). SK Gaming dosłownie gasło w oczach, a temat wymiany kolejnego członka drużyny wracał jak bumerang. Wtedy zaczęły pojawiać się nieśmiałe promyczki nadziei, że dominatorzy z ubiegłych lat, już komunikując się po angielsku, mogą stanąć na nogi.


fot. twitter.com/FalleNCS

Triumfy na Adrenaline Cyber League 2018 i Moche XL Esports 2018 traktowano z przymrużeniem oka. Oba turnieje średnio obsadzone, generalnie SK nie miało z kim przegrać. Na Moche XL Esports ekipa przynajmniej spotkała się z portugalskimi fanami, taki z tego pożytek. Dużo więcej na temat dyspozycji sportowej brazylijsko-amerykańskiego zestawienia mówiły takie imprezy jak finały 7. sezonu ESL Pro League, StarSeries i-League Season 5 oraz ESL One Belo Horizonte 2018. Było widać progres, mały, ale wciąż. Nie było już spektakularnych wywrotek i za każdym razem udawało się dochodzić do fazy pucharowej. Żaden to sukces dla tak utytułowanych osobistości, natomiast od czegoś trzeba było zacząć i strategią małych kroków odbudowywać pewność siebie.

Made in Brazil?

Na początku czerwca właściciel Made in Brazil, Paulo Velloso, przyznał, że prowadzi rozmowy z Immortals w sprawie sprzedaży praw do tego szyldu. Słowa Velloso były jedynie potwierdzeniem plotek krążących od dobrych kilku miesięcy. Jeszcze w tym samym miesiącu strony zawarły porozumienie i powrót MIBR stał się faktem. Zgodnie z oczekiwaniami do formacji dołączyli byli członkowie SK Gaming, których kontrakty z niemiecką organizacją wygasały dokładnie 1 lipca. Warto zaznaczyć, że na tym etapie nie doszło do żadnej zmiany kadrowej, choć niektórzy czynili podobne aluzje. W końcu rozwinięciem skrótu MIBR jest Made in BRAZIL, więc z jakiej racji niemalże świętą koszulkę ma zakładać zawodnik ze Stanów Zjednoczonych?!?! Co poniektórzy pewnie zapomnieli, że dekadę wcześniej w mibr występowali Norwegowie Ola „elemeNt” Moum oraz Jonas „bsl” Alsaker Vikan, a trenerem był Szwed Johan „vesslan” Ryman.


fot. MIBR

Na fali wszechogarniającego hype’u drużyna przyleciała na Stary Kontynent, aby udowodnić zwyżkową formę podczas ESL One Cologne. Play-offy były celem minimum, a nawet tego nie udało się zrealizować. W perspektywie FACEIT Major w Londynie za dwa miesiące i patrzący na ręce fani, rozliczający za każdą rundę. Formacji nie pozostawało nic innego, jak poszukać nowych rozwiązań. Kto siedzi na gorącym krześle? Po kogo sięgnąć – Brazylijczyka, a może kogoś z zagranicy? Pytań pojawiało się co niemiara, a odpowiedź przyszła ekspresowo. Wybór MIBR padł na Tarika „tarika” Celika, czyli byłego kompana Stewiego2k z czasów Cloud9. Odsunięcie boltza nie było przypadkowe. Pomijając kwestie czysto sportowe, były reprezentant Immortals borykał się z problemami w kwestii języka angielskiego.

Na chwilę oddam głos menadżerowi ekipy, Ricardo „deadowi” Sinigagli. – tarik to bardzo fajny gość. Nie był wprawdzie tym, czego chcieliśmy na początku roku, ale widzieliśmy, że sytuacja była tak zła, nawet dla boltza, że sprowadzenie tarika było lepsze niż to, co mieliśmy – komentował rok temu jeden z właścicieli Yeah Gaming. – Nie myśleliśmy o nikim innym. Byliśmy tak zdruzgotani tym, co wydarzyło się z s1mplem i pozostałymi kandydatami, którzy nam odmawiali. Pomyśleliśmy sobie: „ten facet chce przyjść, a jego wykup jest w porządku”. tarik wygrał Majora, a jego klauzula był niższa niż niektórych Brazylijczyków – wyjaśniał dead.

Wynik lepszy od gry

Major w Londynie był oczywiście głównym punktem w kalendarzu ekipy na drugą część roku. Po drodze MIBR musiał odwiedzić jeszcze trzy przystanki – ELEAGUE Premier (5-6. miejsce), światowe finały ZOTAC Cup Masters (pierwsze miejsce, zwycięstwo nad Teamem Kinguin w finale) oraz DreamHack Masters Stockholm (ćwierćfinał). W tak zwanym międzyczasie formacja zatrudniła trenera, którego de facto nie miała od dwóch lat (ostatnim na tym stanowisku był Wilton „zews” Prado). Do tej pory to FalleN był sterem, żeglarzem i okrętem taktycznym, co zmieniło się wraz z przybyciem Janko „YNk” Paunovicia. Uznanego eksperta, analityka, komentatora, ale bez żadnego doświadczenia w pracy szkoleniowej. Dokonano eksperymentu na żywym organizmie.


fot. DreamHack/Adela Sznajder

Przechodząc już do głównego indykatora jakim był Major, zafundowano nam prawdziwą huśtawkę nastrojów wypełniających całą skalę. Były wysokie triumfy (mousesports, G2), nieoczekiwane porażki (TYLOO), wylany został nawet kubeł zimnej wody (0:16 z Astralis). Rzutem na taśmę udało się zakwalifikować do najważniejszej fazy, gdzie MIBR został połączony z compLexity Gaming. Skład Petera „stanislawa” Jarguza był sensacją poprzedniego etapu, nie zaznając w nim smaku porażki (trzy wygrane mecze BO1), ale… był obiektywnie najsłabszym z ośmiu uczestników fazy pucharowej. MIBR bez straty mapy przebrnął do półfinału i otrzymał solidny cios na twarz od Natus Vincere. Summa summarum, niby skończyło się na 3-4. miejscu, natomiast do euforii i oblewania sukcesu było daleko, bo styl pozostawiał wiele do życzenia.

Słodko, gorzko, znów słodko

Tydzień po zakończeniu zmagań na brytyjskiej ziemi ekipa wzięła udział w BLAST Pro Series Istanbul. Po fazie grupowej do finału awansowały Astralis oraz MIBR. Światowa jedynka wygrała ten turniej, ale po zaciekłej, trzymapowej walce (16:14 na decydującym Inferno). Zalążek powstawania czegoś dużego? Skądże. Kolejne dwa miesiące bez błysku, upokarzające 0-5 podczas BLASTA w Kopenhadze. Z szarej rzeczywistości udało się wyjść na przełomie listopada/grudnia, gdy zbliżały się turnieje finałowe dwóch najważniejszych lig – ESL Pro League oraz Esports Championship Series. Uprzednio brazylijsko-amerykańska piątka przejechała walcem po zasadniczym sezonie EPL, wygrywając 19 gier na 22 możliwych. W ECS statystyka wyglądała gorzej, bo było to 12 zwycięstw oraz 6 porażek.

Na pierwszy ogień poszły finały ECS – MIBR trafił do grupy z Astralis, Cloud9 oraz mousesports. O dziwo wyszedł z niej z pierwszego miejsca, pokonując Astralis w serii BO3. Wydarzenie bez precedensu, ponieważ ekipy, którym w 2018 roku udało się ograć Astralis, możemy policzyć na palcach jednej ręki. Duńczycy mogli odgryźć się na rywalach z Ameryki w wielkim finale… mówią, że czas leczy rany, niemniej ten pojedynek boli mnie właściwie do dzisiaj. Gonisz wynik na Inferno od stanu 7:13, brakuje ci jednego punktu do dogrywki, przeciwnicy korzystają z resztek wyposażenia, a wtedy robisz to.

Druga mapa to jeszcze większy cyrk, bo MIBR prowadził już 15:11, otworzył furtkę do powrotu dla rywali i poległ w dodatkowych rundach. Gdyby nie dwie czy trzy błędnie podjęte decyzje, MIBR miałby swoje pierwsze poważne trofeum w gablocie. Dwa tygodnie później piątka była już skoncentrowana na finałach ESL Pro League, gdzie do pewnego momentu wszystko szło według planu. Ekipa sięgnęła po komplet zwycięstw w fazie grupowej, dzięki czemu od razu zameldowała się w półfinale. Team Liquid z TACO oraz zewsem był jednak zbyt wysokim progiem dla zawodników prowadzonych przez YNk. Do końca roku MIBR miał pojawić się jeszcze na jednej imprezie, BLAST Pro Series Lisbon.

Różne wizje

Miało być już całkiem spokojnie, tymczasem za kulisami toczyły się kluczowe rozmowy na temat przyszłości MIBR. Optymistyczna końcówka roku okazała się zbyt słabym argumentem, aby kontynuować grę w niezmienionym składzie. FalleN i fer chcieli wrócić do korzeni, rozmawiać po portugalsku i obcować z osobami z tego samego kręgu kulturowego. coldzera stanął po drugiej stronie barykady, proponując wymianę tarika na TACO, przy zachowaniu Stewiego2k. Najlepszy gracz 2016 i 2017 roku według HLTV został jednak przegłosowany, wobec czego to wizja jego dwóch brazylijskich kompanów miała doczekać się realizacji. Czy słusznie? Moim zdaniem pospieszono się z decyzjami kadrowymi.


fot. ESL/Bart Oerbekke

Przyjrzyjmy się wypowiedzi fera z listopada. – Myślę, że styl gry jest elementem, przez który czasami cierpimy, ponieważ Amerykanie mają zupełnie inny styl od nas. Próbujemy dopasować się do ich stylu, a oni do naszego. Czasami chcą szybko zaatakować, a my jesteśmy przyzwyczajeni do cierpliwej gry. To powoduje, że czasami nasze style się zderzają – objaśnił. – Nie mamy prawdziwego lurkera, w przeszłości mieliśmy fnx-a, czasami tę rolę pełnił boltz. Byliśmy przyzwyczajeni do posiadania pełnoprawnego lurkera, a teraz go nie mamy. W tym składzie każdy jest zdolny do lurkowania, ale nie jest to ustalona rola – dodał.

Najwięcej uwagi powinniśmy poświęcić zdaniu „czasami chcą szybko zaatakować, a my jesteśmy przyzwyczajeni do cierpliwej gry” . To nie zdawaliście sobie sprawy, jaki styl preferuje Stewie2k? Brzmi jak wymówka nastoletniego dziecka. Nie od wczoraj wiadomo, że Stewie2k to gracz, którego trudno okiełznać i trzymać w taktycznych ryzach. Wariat na każdej mapie, szuka ryzyka, unikalny w przechodzeniu przez granaty dymne (stąd doczekał się pseudonimu Smoke Criminal). Uważam, że warto mieć u swojego boku takiego świra, nawet jeśli jego poruszanie się po mapie gryzie się z tym, do czego przez lata przyzwyczaił się trzon zespołu.

Konkluzja

Dynamika MIBR w dwóch ostatnich miesiącach z Amerykanami na pokładzie wyglądała naprawdę dobrze. Drużyna była w czołowej piątce rankingu, stawiała się najlepszym, w tym nawet gigantom z Astralis. Wskoczenie na szczyt w erze Duńczyków nie było osiągalne dla nikogo, ale w następnym roku podopieczni Danny’ego „zonica” Sørensena nie mieli statusu nietykalnych. Problemy Astralis stworzyły okienko dla Liquid, ENCE, Vitality, Fnatic czy Evil Geniuses. W tej grupie potencjalnie mógł być uwzględniony także MIBR, ale postawił krzyżyk na międzynarodowym projekcie. Nie miałem nic przeciwko ponownemu ściągnięciu TACO, a nawet zewsa. Tylko w życiu nie dopuściłbym do oddania Stewiego2k, który pozwalał zachować dywersyfikację taktyczną i do dzisiaj identyfikuje się ze środowiskiem.

Czy powrót do brazylijskiego składu opłacił się? Niespecjalnie. Skład FalleN – fer – coldzera – Stewie2k – tarik powinien dostać więcej czasu (przyznał to sam dead, obecnie „trener” MIBR). Nie wtyka się palców w zestawienie, które zaczyna wchodzić na wysokie obroty. Mam o to zasadny żal do włodarzy organizacji i samych zawodników. Zrezygnowali z kadry, która z perspektywy czasu była najbardziej udaną w całej najnowszej historii MIBR.

Tagi: , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Zmiana w aktywnym składzie Astralis! gla1ve na urlopie zdrowotnym

Gdy kilka dni temu Astralis potwierdziło angaż Jakoba „JUGiego” Hansena, mało kto spodziewał się, że 23-latek tak szybko zostanie wezwany na serwer. M...