fot. Maciej Kołek / maciejkolek.com

Rito: Ban Michiego definitywnie nam zawadzał

Dla sporej części esportowej społeczności był postacią nieznaną, wielu natomiast kojarzyło go z działalności na YouTubie. We wrześniu ubiegłego roku zdecydował się na postawienie kolejnego kroku w pielęgnowaniu swojej pasji. Tak powstało SEAL Esports, które obecnie znają już chyba wszyscy fani rodzimej sceny. O samej organizacji, ale również początkach w esportowym świecie porozmawialiśmy z Piotrem „Rito” Machałą, który pojawił się u boku swojej drużyny podczas Ecenter Copernicup. Zapraszamy do lektury!


Twój poważniejszy kontakt z esportem rozpoczął się tak naprawdę dość nietypowo, bo od YouTube’a, na którym zresztą prężnie działasz. Skąd wziął się pomysł na założenie SEAL Esports?

Będąc całkowicie szczerym, jest to inicjatywa, którą zaproponował mi mój kolega, a w którą ja bardzo, ale to bardzo się zaangażowałem. Od razu wiedziałem – tak, chcę to robić, chcę mieć taką organizację jak Izako Boars, jak Pompa Team, gdzie youtuberzy siedzą „z tyłu” i pomagają w kwestii zaplecza medialnego. Postanowiłem, że będzie to moja droga. Strasznie lubię esport, a organizacja jest dla mnie spełnieniem. Prowadzenie jej – jeszcze bardziej.

Nie bałeś się, że z braku doświadczenia projekt może zakończyć się niepowodzeniem? Zakładam, że zainwestowałeś w to wszystko niemałe pieniądze.

Zdawałem sobie sprawę, że zainwestowałem w to spore środki i wszystko to może zakończyć się niewypałem. Przeważyła jednak ta część, która mówiła mi: „Piotrek, kochasz to i dąż do sukcesu z organizacją”. Postanowiłem, że nawet jeśli stracę pieniądze, to nie będę tego żałował i po prostu kochał to co robię, czyli działał w esporcie.

Konsultowałeś się z kimś z branży w trakcie procesu tworzenia całego projektu?

Tak, bardzo często rozmawiałem z innymi organizacjami, w tym między innymi z Piotrem Lipskim, który pomógł mi w paru aspektach. Wsparcie osób trzecich było oczywiście potrzebne, ponieważ na samym początku byłem laikiem. W tym momencie jestem niesamowicie szczęśliwy z tego jak to wyszło.

Na start zdecydowaliście się na przyjęcie zespołu Piotra „peeta” Ćwiklińskiego, czyli znanych na polskim podwórku nazwisk.

Z góry wiedzieliśmy, że zdecydujemy się właśnie na ówczesne attackiereN, chociaż w gronie kandydatów przewijał się jeszcze jeden inny zespół, którego nazwy już nie pamiętam. Zobaczyliśmy Piotrka, zobaczyliśmy resztę graczy i zdaliśmy sobie sprawę, że to jest drużyna, którą chcemy. Mając dobre zaplecze medialne, zakontraktowanie takich graczy było dobrym posunięciem.

Dużo mówiło się o tym, że przyjęcie pod swoje skrzydła Michiego, który miał przecież bana od Valve, było nie do końca rozsądnym posunięciem. Jak ty się na to zapatrywałeś?

Byłem oczywiście tego świadomy. Jego ban definitywnie nam zawadzał, natomiast wyszło jak wyszło. Michi był bardzo w porządku jako człowiek, ale ostatecznie podjęliśmy decyzję o odsunięciu go z głównego składu. Postanowiliśmy, że na jego miejsce wskoczy p1jo.

Czyli roszada w składzie wynikała głównie z tego, że był on pewnym ograniczeniem?

Po części tak, nie mogę zdradzić więcej szczegółów.

Jak sam wspomniałeś, zdecydowaliście się na zakontraktowanie p1jo. Byli inni kandydaci na to miejsce?

Tak, było ich paru, ale mimo wszystko nie wiem czy mogę o tym mówić otwarcie i wymieniać nicki, gdyż nie wiem jak do końca działa kodeks. Końcowa decyzja padła na p1jo, gracza, który jest ode mnie tylko rok starszy. Jest niezwykle utalentowanym zawodnikiem i zdążył już udowodnić nawet tu, w Toruniu, że radzi sobie świetnie również na turniejach offline.

Przed wyjazdem do Torunia sporo czasu spędziliście na bootcampie w Poznaniu. Wszystko po to, by potrenować na Copernicup?

Boootcamp był mimo wszystko przygotowany z zamiarem treningów do kwalifikacji do IEM Katowice, z których niestety dość szybko odpadliśmy ze względu na problemy z internetem, które występowały w miejscu, w którym przebywaliśmy. Całe przygotowania trwały od 23 stycznia do 2 lutego. Jeszcze tego samego dnia przyjechaliśmy do Torunia. Ogólnie rzecz biorąc było bardzo fajnie, był on dużo bardziej medialny niż ten w Katowicach, wrzuciłem sporo materiałów na swój kanał. Definitywnie bym go powtórzył.

Gdzie zobaczymy w akcji SEAL po Copernicupie?

Na pewno pojawimy się na paru turniejach offline, o których nie mogę jeszcze mówić. Będzie też mnóstwo kwalifikacji online – najpierw te do V4 w Budapeszcie, potem do Pucharu Polski Cybersport. Generalnie luty będzie dość intensywny i jest szansa, że zagramy na dużo większym turnieju niż Copernicup.

Śledź autora wywiadu na Twitterze.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
PUBG

W styczniu zbanowano ponad milion graczy PUBG!

Oszuści to zmora każdej gry sieciowej. Nie inaczej jest w przypadku PlayerUnknown's Battleground, gdzie co i rusz jesteśmy bombardowani kolejnymi licz...