fot. Riot Games

Get Rekd: Co zrobić, gdy król straci swoją koronę?

Za nami dwie kolejki wiosennego splitu League of Legends European Championship. Wielu z nas jest zaskoczonych, jak dobrze wyglądają odmienione europejskie rozgrywki. Każdy zespół miał już cztery spotkania, aby przekonać nas do siebie, a także niejako nakreślić styl, w jakim będzie walczyć o mistrzostwo Europy. Niestety nie wszyscy pokazali się z takiej strony, jak moglibyśmy tego oczekiwać. Największym zawodem jest oczywiście Fnatic, legendarny zespół, który od początku sezonu miał walczyć o pierwszą pozycję w lidze.

Nie najlepszy początek (prawie) najlepszego składu

Ta podróż nie zaczyna się najlepiej dla zawodników tej formacji. Na inaugurację wiosennego splitu mistrzowie Europy przegrali z SK Gaming. Doskonale pamiętamy, że sytuacja tamtego dnia wcale nie była taka kolorowa. Wielu naśmiewa się wręcz z tamtego spotkania, gdyż doszło do powtórzenia starcia przez błąd gry, mówiąc, że Fnatic przegrało z reprezentantami niemieckiej organizacji dwukrotnie. Bohaterem SK był wtedy Oskar “Selfmade” Boderek, polski leśnik, który zadebiutował właśnie w tamtym spotkaniu. Następnego dnia Fnatic uległo także Origen, kolejnej powracającej do najwyższej klasy rozgrywkowej drużynie. Później było tylko gorzej, gdyż na drodze wicemistrzów świata stanęli bezpośredni rywale w walce o mistrzostwo, Team Vitality oraz Schalke 04.

I wcale nie jest tak, że Fnatic grało fatalnie, może poza spotkaniem z Schalke. Wręcz przeciwnie, mistrzowie Europy to wciąż ta sama drużyna, którą mogliśmy obserwować na Mistrzostwach Świata… I być może to właśnie to jest powodem, dla którego tak słabo radzili sobie w trakcie ostatnich dwóch tygodni. Ciągle świeżym wspomnieniem jest bardzo szybka seria w finale Worldsów przeciwko Invictus Gaming, gdzie najbardziej utytułowana organizacja w Europie nie mogła powiedzieć ani jednego słowa. Ten moment musiał bardzo mocno wpłynąć na psychikę graczy, gdyż nie codziennie europejskie formacje mają okazję rywalizować o najważniejszy tytuł w roku.

Zdiagnozować problem

O problemach mentalnych mówił chociażby leśnik zespołu, Mads „Broxah” Brock-Pedersen, w wywiadzie dla portalu TheShotcaller.gg:

Budząc się rano byłem pełny nadziei. Mówiłem sobie, że to jest ten moment, aby przełamać tę klątwę. Nie jestem pewien co się dzieje, może to stres, może to jakaś rutyna, do której musimy się przyzwyczaić. Wszystko się po prostu wali.

Mimo to wydaje się, że kłopoty Fnatic nie ograniczają się tylko do blokady mentalnej. Mam wrażenie, że drużyna nie dokonała żadnych zmian w swoim stylu gry, nie próbowała odnaleźć na nowo swojego charakteru. A przecież doszło do bardzo ważnej, kluczowej wręcz zmiany w składzie. W miejsce Ramsusa „Capsa” Winthera, najlepszego zawodnika poprzedniego sezonu w Europie, pojawił się Tim „Nemesis” Lipovšek, który reprezentował ostatnio MAD Lions. Mimo to, Fnatic stara się wciąż grać tak, jak robiło to do tej pory z Duńczykiem, na którym opierała się większość taktyki. Brak synergii Słoweńca z resztą drużyny jest widoczny, choć nie jest aż tak źle, jak można było przypuszczać. Sztab szkoleniowy i fani formacji na pewno pokładają w nim ogromne nadzieje, a przecież doskonale wiemy, że kto jak kto, ale Fnatic potrafi wychować zawodnika tak, żeby stał się jednym z najlepszych na świecie. Czy Nemesisowi dużo brakuje do poziomu Capsa? Niestety, ale aż za dużo. Obecny gracz G2 Esports nie na darmo nazywany był najlepszym zawodnikiem w Europie, gdyż nawet teraz pokazuje, że jest wart wszelkich pieniędzy i poświęceń, aby mieć go w składzie.

fot. Riot Games

Tylko czy jego brak powinien mieć aż taki wpływ na zespół? Z jednej strony Fnatic straciło jednego z wicemistrzów świata. Gracza, który swoją pewnością siebie zaraził dziesiątki tysięcy kibiców na całym globie. Z drugiej jednak strony w drużynie wciąż obecni są czterej pozostali gracze, którzy także stanowili o sile Fnatic w ostatnich miesiącach. Tylko że oni wydają się być tacy sami, jak kilka tygodni temu, gdy przegrywali z iG. Nie zrobili postępu, gdy konkurencja odjechała im na kilometry. A nie o to przecież chodzi. Martin “Rekkles” Larssen, uważany za jednego z najlepszych strzelców na świecie, został całkowicie zmiażdżony przez Eliasa “Upseta” Lippa, który ma być głównym rywalem Szweda w Europie. Luka “Perkz” Perkovic także coraz lepiej prezentuje się jako gracz dolnej alei. Czy to jest ten moment, gdy Rekkles musi zadać sobie po raz kolejny pytanie czy warto dalej tkwić w tym samym środowisku? Jeszcze nie, ale poprzedni sezon pokazał, że sztab szkoleniowy Fnatic jest w stanie posadzić go na ławce, zastąpić innym zawodnikiem. I chociaż wiadomo, że obecnie nie ma bezpośredniego rywala w walce o skład, gdyż w akademii gra Matthew “xMatty” Coombs, który poza epizodem we Francji, nie wyróżnił się żadnymi specyficznymi umiejętnościami.

Napisać nowy rozdział

O obecność w pierwszym składzie nikt nie powinien się martwić. Co zatem powinno się zmienić, aby Fnatic znów grało tak, jak się tego oczekuje od drużyny, która dopiero co grała (i to jak!) na Mistrzostwach Świata? Przede wszystkim nastawienie. To, że większość drużyny może z dumą mówić, że zajęła drugie miejsce na Worldsach to jedno, fakt, że trzeba wziąć się w garść, schować dumę do kieszeni i zacząć grać to drugie. Ta pewność siebie na pewno jest temperowana przez trenerów, jednak doskonale wiemy, że ten medal ma też drugą stronę. Oczekiwania wobec Rekklesa i spółki wzrosły, z każdym kolejnym oddanym zabójstwem narasta presja, a przegranie aż czterech gier, gdy w ciągu ostatniego półtora roku tylko raz zdarzyło się, żeby przez cały split było tych porażek więcej, nie pomaga. Brzmi to jak najprostszy banał, ale trzeba zacisnąć zęby, zapomnieć o ostatnich spotkaniach i zacząć od nowa.

Na pewno dużo musi zmienić się też w stylu, w jakim Fnatic rozgrywa swoje spotkania. Tak jak wspominałem wcześniej, gdy inne zespoły robiły postępy, mistrzowie Europy pozostali w tym samym miejscu, cofając się nawet o kilka kroków przez transfer Nemesisa. Bez Capsa trzeba odnaleźć nowy charakter, zbudować nowe fundamenty, które pozwolą na ponowne podniesienie trofeum. Nawet jeśli na wiosnę miałoby nie udać się wywalczyć wyjazdu na Mid-Season Invitational, to wszyscy doskonale wiemy, że letnie zmagania wydają się być o wiele ważniejsze w kwestii zdobycia biletów na Mistrzostwa Świata. A tam Fnatic nie może przecież zabraknąć. Poświęcenie tego splitu na zbudowanie silnej, zgranej drużyny jest warte ponownego włączenia się do światowej czołówki i nawiązania walki z najlepszymi.

Fnatic w obecnej formie nie jest warte tego, aby stawiać na tę formację jakiekolwiek pieniądze. Bałbym się nawet powiedzieć, że zespół Nemesisa skończy split w pierwszej trójce. Mimo to, jako wierny widz i fan europejskich rozgrywek, będę mocno trzymać kciuki za to, żeby problemy Fnatic zostały odpowiednio zdiagnozowane, przeanalizowane i wyeliminowane. Zarówno liga, jak i zespoły w niej grające, potrzebują tej drużyny w jak najlepszej formie.

Widowisko jakie zapewniał nam mistrz Europy przez ostatnie miesiące już się zakończyło, czas więc zacząć nowe, które dla wielu może okazać się znacznie lepsze. Czy Fnatic sprzed tygodni kiedykolwiek powróci? Niestety, ale nie. Jestem jednak pewien, że zakończenie tej historii rozpocznie nową, być może z jeszcze lepszym zakończeniem.

Śledź autora na Twitterze – Mikołaj Bryła
Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
byali virtus.pro

Zaledwie dwie rundy Virtus.pro w meczu z Vitality

Zwycięstwo nad AGO Esports mogło rozpalić nadzieje związane z nowym składem Virtus.pro, ale dzisiejszy mecz z Teamem Vitality okazał się dla Polaków z...