fot. Polsat Games

Tabasko: Gracze w większości żyją chwilą, zarabiają sporo i myślą, że to będzie trwało wiecznie

Pierwszy sezon organizowanej przez Polsat Games Ultraligi jest już historią. Minionej niedzieli wyłoniono triumfatora rozgrywek, którym ostatecznie okazało się Rogue Esports Club. Podczas finałów najbardziej prestiżowych rozgrywek League of Legends naszego kraju mieliśmy okazję porozmawiać z jedną z osób odpowiedzialnych za realizację całego produktu. Mowa tutaj oczywiście o byłym zawodniku takich formacji, jak Team Kinguin czy Illuminar Gaming, a obecnie project managerze w Polsat Games, czyli Wojciechu „Tabasko” Kruzie.


Daniel Kasprzycki: Jeszcze rok temu rozmawialiśmy na linii redaktor – profesjonalny gracz. Teraz trochę się pozmieniało. Czym dokładnie zajmuje się Wojciech „Tabasko” Kruza w Polsat Games?

Wojciech „Tabasko” Kruza: Teraz tak naprawdę jestem project managerem Ultraligi. Jestem zatrudniony w Polsat Games ogólnie jako project manager, ale zajmuje się głównie League of Legends. Dbam o to, żeby wszystko, co zaplanowaliśmy od strony operacyjnej, się wydarzyło. Staram się, żeby oprawa całych rozgrywek wyglądała dobrze. Jestem swego rodzaju łącznikiem pomiędzy wszystkimi działami. Dogaduję wszystkie szczegóły pomiędzy poszczególnymi zespołami i pilnuję tego, aby wszystko powstało w danym terminie. Oprócz tego jestem także odpowiedzialny za kontakt ze wszystkimi uczestniczącymi drużynami. W dużym skrócie tak wygląda moja praca.

W Polsat Games jesteś w zasadzie od początku. Czy wcześniej miałeś także wpływ na to, co pojawia się na kanale w telewizji?

W sezonie zerowym Ultraligi miałem na to wpływ. Wtedy panował jeszcze tak zwany młyn i nie wiedzieliśmy za bardzo jak to wszystko dokładnie robić. Wówczas byłem jeszcze w pewnym stopniu odpowiedzialny za cały content pojawiający się na kanale Polsat Games. W tym momencie mamy osobną redakcję zajmującą się contentem. Oczywiście jeśli wpadnie mi do głowy jakiś pomysł, to podrzucam go odpowiedzialnym za realizację osobom, ale zazwyczaj są to małe rzeczy. Można zatem powiedzieć, że teraz nie mam już ogromnego wpływu na to, co tam się pojawia, ale dla przykładu Zagadki Avahira to w pełni inicjatywa Michała, sam to wymyślił. Trudno jest mi teraz przypomnieć sobie wszystkie nasze pomysły, bo dużo takich rzeczy pojawiało się w tym sezonie. Mimo wszystko głównie tym wszystkim zajmuje się oddzielny dział, a ja dbam o całą oprawę. W tym sezonie zdecydowaliśmy się wprowadzić nowy wygląd champion selectu, co było moim pomysłem, bo podpatrzyłem to trochę na ubiegłorocznym All-Star i bardzo spodobał mi się ten wygląd. A gdy tylko dowiedziałem się, że możemy to zrobić, to od razu zdecydowałem, że to robimy, bo to naprawdę ładnie wygląda.

Czyli można powiedzieć, że starasz się wyłapywać to, co najlepsze w innych turniejach i ligach i to udoskonalasz, dopasowując wszystko do ogólnego wyglądu Ultraligi?

Tak. I też nie chodzi o samo League of Legends, bo jestem też wielkim fanem Overwatch League i oglądam sporo transmisji. Spodobało mi się naprawdę sporo rzeczy z OWL. W UK mieliśmy tak, że kiedy zawodnik zaprezentuje jakieś dobre zagranie, to z dołu ekranu pojawiała się specjalna belka z animowaną cieszynką danego gracza. Oprócz tego inspirujemy się jeszcze paroma innymi ligami, ale to też nie jest tak, że nie wprowadzamy swoich własnych innowacji.

Przeglądając social media Ultraligi można odnieść wrażenie, że organizatorzy rozgrywek są dobrymi znajomymi wszystkich graczy. Wszystko dlatego, że w waszych mediach społecznościowych nie ma miejsca na sztywne podejście, a większość postów to specyficzne żarty. Miałeś jakiś wpływ na to, jak będą prowadzone te kanały?

Wydaje mi się, że troszeczkę miałem wpływ na to, jak to wygląda w tym momencie. Przez to, że znam wszystkich graczy, wiedziałem, że jeśli tylko jakiś żart przekroczy pewną granicę, to od razu mi to zakomunikują. Każdy gracz zdaje sobie sprawę z tego, że my na pewno nie chcemy się z nikogo naśmiewać, ani wstawiać niczego ofensywnego, tylko są to po prostu zabawne posty. Nasz dział social media najzwyczajniej dał się ponieść swojej wyobraźni i poleciał z tematem. My jako produkcja zrobiliśmy mały żart o taczkach, a nasz dział SM od razu to podłapał i zaczął tworzyć i wrzucać kolejne żarty na ten temat. Pomimo tego, że główna osoba odpowiedzialna za sociale Ultraligi absolutnie nie była wcześniej związana z LoL-em, to bardzo szybko załapała o co w tym wszystkim chodzi. Najbardziej bawią mnie sytuacje, gdy przykładowo Puki streamuje, a potem na Twitterze Ultraligi pojawia się jakaś grafika z nim związana lub jakieś krótkie wideo z kolejnej zepsutej taczki.

Będąc profesjonalnym graczem nie miałeś okazji sprawdzić się w innej roli. W zasadzie poza krótkim epizodem w Teamie Kinguin nie miałeś okazji pracować w żadnej firmie. Czy przychodząc do Polsat Games nie bałeś się, że sobie nie poradzisz, że będziesz miał jakieś braki? Jakie trudności napotykasz w codziennej pracy?

Głównie zauważyłem braki w umiejętności komunikacji z ludźmi. Mimo że byłem w wielu drużynach i dobra komunikacja zawsze była najważniejsza, to jednak gdy tutaj przyszedłem i dostałem pierwsze zadanie, aby mniej więcej zbudować oprawę Ultraligi, to bałem się do niektórych ludzi zagadać tylko dlatego, że ich nie znałem. Miałem też spore problemy z wdrożeniem się w ten świat. Przez pierwsze cztery miesiące potrzebowałem naprawdę dużo pomocy i ludzie pomagali mi praktycznie w każdym aspekcie, ale starałem się robić wszystko jak najlepiej. W tym momencie jest tych rzeczy coraz mniej, mam coraz mniej braków i granie mi w tym na pewno pomogło. Niektóre aspekty z mojej kariery esportowej pomogły mi w tej pracy, szczególnie w komunikacji po jakimś czasie, bo jak już poznałem te wszystkie osoby, to później było mi łatwiej się ze wszystkimi efektywnie komunikować.

Ja też jestem trochę perfekcjonistą i kiedy grałem, to zawsze chciałem być najlepszym z najlepszych, ale nigdy mi się to nie udało. Może dlatego też zrezygnowałem, bo widziałem, że nie jestem w stanie tego dokonać. I pracując przy Ultralidze również chcę, żeby to było perfekcyjne. W zerowym sezonie miałem taki zły nawyk, że widząc jedną literówkę na finałach, byłem w stanie stwierdzić, że te finały były po prostu beznadziejne. Tylko przez tę jedną, małą literówkę. Potrafiłem do wszystkiego podchodzić aż nazbyt krytycznie. W końcu zostałem za to opieprzony (śmiech). W tym sezonie jestem jednak strasznie dumny z tego, jak to wszystko wyszło, mimo że były jakieś błędy i niedopatrzenia. Jakbyśmy mieli nagrania z backstage’u, to wszyscy widzieliby ile rzeczy nie poszło po naszej myśli i jak wiele po prostu się nie zadziało. Na szczęście ekipa, która tutaj pracuje, jest w stanie błyskawicznie naprawiać tego typu problemy i mało kiedy widzowie zauważają te błędy.

Czy są jeszcze jakieś doświadczenia z czasów profesjonalnej gry, które pomagają ci teraz w pracy? 

Tak. Na początku zostałem zatrudniony tutaj bardziej w roli pomocy merytorycznej. Kiedy studio było jeszcze w fazie przygotowań, to na początku słabo było widać graczy, więc chciano zamontować lampy na dole. Posiedziałem pięć minut przy stanowisku i stwierdziłem, że tak się nie da grać, bo zaczynała mnie boleć głowa po tak krótkim czasie. I nadal mimo tego, że nie gram już od roku, to doskonale wiem jak będą reagować gracze na poszczególne rzeczy. Muszą być ogrzewacze do rąk, światło nie może im przeszkadzać w grze itd. Wiem z perspektywy gracza czego oni potrzebują do gry i na co zazwyczaj narzekają. I to doświadczenie strasznie pomaga zarówno mnie, jak i Ultralidze, bo jestem w stanie przewidzieć co gracze powiedzą na dany temat i wiem jacy są. Jeśli powiem zawodnikowi, że od 14 do 17 nie może grać, bo będziemy przeprowadzać próby, to wiem dokładnie, jak oni zareagują. Zgodzą się, ale będą zdenerwowani i przez jakiś czas będą marudzić. Dzięki doświadczeniu wiem jak to wszystko zbalansować i mówię produkcji w jaki sposób podejść do poszczególnych tematów, żeby gracze byli zadowoleni i nie musieli się irytować. Te cztery czy pięć lat grania pozwala mi udoskonalić Ultraligę tak, aby zawodnicy byli zadowoleni z tego produktu i przyjeżdżali do nas, wiedząc że wszystko będzie w porządku. A nawet jeśli coś jest nie tak, to wiem doskonale, że mi o tym od razu powiedzą i będziemy mogli jak najszybciej to naprawić.

fot. ESL/Kelly Kline

Teraz widzisz graczy z perspektywy organizatora i możesz jedynie przyglądać się ich emocjom podczas spotkań. Nie brakuje ci tych emocji i profesjonalnej gry?

Brakuje mi tego. Teraz startują ESL Mistrzostwa Polski i Polish Open i naprawdę myślałem, żeby w wolnym czasie pograć, wbić Diament 1 na weście i poszukać jakiejś drużyny. Raczej nie chodziło mi o wracanie do profesjonalnej rywalizacji, ale o grę dla zabawy. Myślę, że to też pomogłoby mi przekonać się na własnej skórze czy coś się zmieniło i może poznałbym też niektórych nowych graczy. Jest tylko jeden problem… jestem za słaby, to na pewno (śmiech). I jak oglądam Ultraligę, to sam chcę tutaj grać, ale potem przychodzę do domu, rozgrywam jakieś solo queue i widzę, że to nie jest już ten poziom. Jedyną opcją, żebym mógł wrócić do profesjonalnej gry, byłoby rzucenie pracy i granie cały czas. Tylko, że nawet wtedy mój ewentualny sukces byłby niczym rzut monetą. Mamy teraz tylu utalentowanych graczy. W top 3 polskich rozgrywek mamy Crazy’ego, Cinkrofa i Inspireda i ja nie widzę tego, żebym za trzy miesiące miał być lepszy od tej trójki. Oni przez te trzy miesiące będą cały czas udoskonalali swoje i tak już świetne umiejętności, a ja będę przez ten czas próbował nadrabiać moje braki. Jeżeli oni zrobiliby sobie przerwę, to może udałoby mi się ich dogonić, ale w tym momencie nie jestem w stanie tego zrobić, więc rzucenie pracy i powrót do aktywnej gry byłoby naprawdę głupim i ryzykownym posunięciem. W tym momencie wiem, że mój czas już minął i nie będę już w stanie nagle wrócić i zacząć grać. Okej, może zagram sobie od czasu do czasu jakiś turniej z Overpowem czy coś, ale nie mam już szans na powrót do profesjonalnej rywalizacji. To już po prostu nie moja liga. Chciałbym, ale to nieosiągalne. Zabawne jest to, że kiedy jeszcze byłem profesjonalnym graczem, to w przypadku meczów pokazowych zawsze brałem jakiegoś Yasuo i trollowałem dla zabawy, bo cały czas grałem pod presją na scenie. A teraz? Teraz chcę jakiś showmatch, żeby wejść do tej dżungli i zagrać czymś na poważnie, bo jednak mi tego brakuje.

Nadal śledzisz nie tylko polskie, ale i zagraniczne rozgrywki, przez co twoja wiedza o grze wciąż pozostaje na wysokim poziomie. Do niedawna mogliśmy cię jeszcze widywać w roli eksperta lub komentatora. Nie myślałeś o podążeniu tą ścieżką na poważnie?

Mogłem to zrobić i nawet na początku sezonu zerowego było takie założenie, tylko w pewnym momencie po prostu zabrakło na to czasu. Musiałbym za długo pracować, bo pewnego dnia musiałem przejąć jeden z obowiązków w reżyserce i często musiałem siedzieć tam i pomagać od strony merytorycznej. Byłbym za bardzo zabiegany. W sezonie zerowym, podczas pierwszego półfinału ktoś źle się poczuł i musiałem wskoczyć za tę osobę. Był taki moment, że byłem na analizie, nadchodził draft i kamera przechodziła na komentatorów, a ja musiałem od razu biec do reżyserki i robić swoje. Kiedy tylko skończyła się mapa, to znów musiałem biec na analizę i w międzyczasie przygotowywać różne rzeczy. Byłem tak zabiegany, że rozchorowałem się następnego dnia, więc przy tych obowiązkach, które mam teraz, nie byłbym w stanie dodatkowo występować w roli eksperta.

Gdybym jednak miał jeszcze raz podjąć decyzję o tym, czy pracować jako project manager lub jako ekspert, bo mogłem to zrobić na samym początku, to i tak wybrałbym to samo. Myślę, że to jest bardziej przyszłościowe. Bycie ekspertem czy komentatorem nie jest do końca dla mnie, bo chociaż znam się na grze, to moja wada wymowy i fakt, że nie wypadam najlepiej przed kamerą raczej są wystarczającymi powodami, by tego nie robić. Wolę robić to, co robię teraz. Wiem, że esport się nie skończy, ale zdaję sobie sprawę z tego, że League of Legends kiedyś się skończy. I ja w innej grze raczej bym się nie odnalazł tak, jak w Lidze Legend. Natomiast pracując na takim stanowisku po trzech lub czterech latach, jeśli coś złego się stanie, to ja będę w stanie odnaleźć się na rynku pracy. Myślę teraz bardziej przyszłościowo o tym wszystkim, a nie jakby to była jakaś chwilowa zajawka.

To jest chyba też ogólny problem graczy. Niektórzy rzucają szkołę w młodym wieku, nie będąc absolutnie pewnym swojej sytuacji. 

Właśnie to jest ogromny problem. Brakuje takiego podmiotu lub kogoś, kto mógłby ich uświadamiać. Chciałbym, żebyśmy my takie coś kiedyś wprowadzili. Ja jestem troszeczkę idealnym przykładem w tej sytuacji. Grałem w Kinguin, Illuminar i zarabiałem naprawdę dobre pieniądze, ale co z tego, jeżeli ostatecznie nie zaoszczędziłem tak dużo, jak mogłem. Gracze w większości żyją chwilą, zarabiają sporo i myślą, że to będzie trwało wiecznie. To jest fajne i ja też tak myślałem. Pojechaliśmy na V4, wygraliśmy fajne pieniądze i myślałem, że to jest super, a dodatkowo zaraz mamy jechać na EU Masters. Problem w tym, że jak wróciłem z V4, to okazało się, że ja już nie gram. I dużo graczy będzie miało taki moment, gdzie obudzi się z ręką w nocniku.

Mamy teraz devils.one i Rogue Esports Club w finale Ultraligi i weźmy na przykład takiego Woolite’a. On często miał problemy z nadgarstkiem i nigdy nie wiadomo, nagle może okazać się, że już nigdy nie będzie mógł normalnie grać. Trzeba myśleć o swojej przyszłości, odkładać pieniądze i przede wszystkim zdawać sobie sprawę z tego, że kariera esportowca nie będzie trwała wiecznie. Trzeba przygotowywać się na jakąś zmianę, nawet na bycie ekspertem, komentatorem. Veggie jest tutaj złym przykładem, bo to jest człowiek, który zawsze miał swoją normalną pracę i nieważne co by się stało w esporcie, on ma do czego wrócić. W przypadku graczy, 90% z nich nie ma do czego wracać, jeśli esport się skończy. Oczywiście sporo osób też mówi o tym, że są jeszcze studia, ale co jest po tych studiach? Ja rozumiem, studia są ważne, ale trzeba mieć jakąś konkretną zajawkę, a nie iść na jakieś wojskoznawstwo i myśleć, że coś się dzięki temu zmieni. Lepiej w przypadku gracza będzie wykorzystać to, że jest się w tej branży przez te parę lat i po prostu zakręcić się gdzieś i ewentualnie później znaleźć pracę. Mi się udało pozostać w esporcie po tym, jak zakończyłem karierę gracza, ale to jest jeden przykład z niewielu tak naprawdę.

Jest sporo graczy, którzy kończą karierę i świat o nich kompletnie zapomina po paru miesiącach.

Tak. Najlepszy przykład, o którym zawsze będę wspominać to Creaton. Dwieście pięćdziesiąt tysięcy subskrypcji na chyba trzech filmikach na YouTube, kariera taka, że wydawało się, że to jeden z najlepszych AD Carry w Europie, a teraz? Nikt o nim nie słyszy. Z tego, co wiem, to jeszcze rok temu pracował w jakiejś korporacji. Wydaje mi się, że teraz tak samo pracuje gdzieś za granicą. I to jest tak, jak z piłkarzami i koszykarzami. Są tacy sportowcy, którzy później potrafią się utrzymać, ale ile razy słyszeliśmy o koszykarzach z NBA, którzy teraz mają jakieś ogromne długi? Zarabiasz potężne pieniądze, wydajesz je na drogie mieszkania i inne rzeczy, nagle kończy się kariera i nie masz zarobków. Wtedy zaczynasz sprzedawać wszystko, co masz, ze względu na długi, bo przecież nic nie odłożyłeś, żyjąc chwilą. I to trzeba uświadomić polskim i nie tylko polskim graczom, bo według mnie świadomość jest na naprawdę niskim poziomie. Mało osób w ogóle mówi na ten temat i wydaje mi się, że w sporcie jest podobnie. Słyszałem też o tym, że w niektórych klubach sportowych proponuje się kontrakty, w których są zapisy, że otrzymujesz 60% swojej pensji do ręki, a 40% jest odkładane na konto oszczędnościowe. I w takim przypadku w momencie, gdy skończy się kontrakt, dostajesz te odłożone pieniądze w banku. Gdyby tylko coś takiego pojawiło się w esporcie, to naprawdę pomogłoby to graczom, bo przecież po zakończeniu umowy dostaliby spore pieniądze, które mogliby zainwestować w siebie. Brakuje czegoś takiego w esporcie i boje się, że za dwa lub trzy lata będziemy mieć sporo osób, które po prostu nie będą wiedziały co ze sobą zrobić.

Przejdźmy jeszcze na koniec do stanu polskiej sceny League of Legends. Jesteśmy na finałach Ultraligi, w wielkim finale mamy devils.one i Rogue Esports Club. Myślisz, że te ekipy to dobry materiał na zawojowanie European Masters?

Myślę, że Rogue Esports Club może wygrać całe European Masters, bo jak słyszałem o ich scrimach i jak widziałem ich styl gry, to jest to naprawdę drużyna, która mogłaby powalczyć w LEC o te miejsca 6-7. Wydaje mi się, że mogliby rywalizować z Misfits o jakieś top 7. REC to solidny zespół, gdzie każdy z zawodników jest utalentowany. Oczywiście Woolite i Inspired muszą to jeszcze udowodnić, ale Vander i Finn już to pokazali, no i mamy jeszcze Larssena, o którym cały czas się mówi. W przypadku devils.one nie jest to jednak już takie proste. Diabły zaczną od fazy play-in, a wiemy doskonale, że to jest niesamowicie trudny etap. Ostatnio mieliśmy tam Szatę Maga, której nikt nie dawał najmniejszych szans, a jednak udało jej się awansować do turnieju głównego. Nikt się tego nie spodziewał. Teraz mamy devils.one, ale od tej drużyny oczekuje się o wiele więcej z tego, co zauważyłem. Boje się, że wszystkie ekipy z fazy play-in będą się o wiele bardziej przygotowywać pod devils.one, bo wszyscy bez przerwy mówią o naszych drużynach w kategoriach jednych z najsilniejszych w Europie. Przez to devils.one będzie miało o wiele trudniejsze zadanie niż Szata Maga, którą wówczas pewnie zlekceważono. I nie jestem tego pewny, ale czuję, że grając na drugie najlepsze formacje z pozostałych krajów devils.one ma mniejsze szanse na wyjście do fazy grupowej niż Rogue na awans chociażby do półfinałów.

Wspominałeś też o ESL Mistrzostwach Polski i Polish Open. Co z perspektywy osoby pracującej nad Ultraligą możesz powiedzieć na temat tych inicjatyw?

To fenomenalne. Strasznie się cieszę, bo myślałem, że przez te dwa miesiące nic się nie będzie działo. I to jest tak dobre, że ani ESL, ani Fantasy Expo nie wycofały się z League of Legends i będziemy mieć te turnieje. Cieszy mnie też to, że to nie będą ligi, tylko turnieje. W Ultralidze będzie teraz przerwa, ale mamy inne turnieje i gracze będą mieli gdzie grać przez cały rok, nie będzie tych przerw. Dzięki temu w końcu będziemy mieli stabilność na tej scenie, bo o wiele więcej organizacji będzie chciało mieć swoją drużynę LoL-a, skoro będą miały możliwość grania i pokazywania się praktycznie przez cały rok aż do listopada lub grudnia, gdzie mamy koniec sezonu w zasadzie na całym świecie. Może dzięki temu polska scena LoL-a ustabilizuje się na tyle, że będziemy mieć te osiem lub niebawem może dziesięć organizacji. I bardzo mi się to podoba, cieszę się, że ESL i Fantasy zostały przy LoL-u, wspieram te produkty i będę starał się to reklamować i pompować, żeby jak najwięcej ludzi to oglądało.

Dziękuję za rozmowę i również mam nadzieję, że polska scena nadal będzie się rozwijać.

Dzięki!

Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

dafran ponownie kończy karierę – Duńczyk nowym streamerem Atlanta Reign

W listopadzie ubiegłego roku, jeszcze przed startem drugiego sezonu Overwatch League, Daniel "dafran" Francesca niespodziewanie ogłosił zakończenie ka...