STS

Zdaniem Suskiego: Siła social mediów

Kanały w mediach społecznościowych stały się bezsprzecznie najszybszym źródłem informacji. Codziennie spędzamy przecież godziny odświeżając Facebooka, Twittera czy Instagrama po to, by być na bieżąco z tym, co nas ciekawi. Robimy to w drodze do pracy czy szkoły, za pośrednictwem naszego smartfona czy korzystając z laptopa lub komputera stacjonarnego w domu. Prawdziwą misją osób odpowiedzialnych […]

Kanały w mediach społecznościowych stały się bezsprzecznie najszybszym źródłem informacji. Codziennie spędzamy przecież godziny odświeżając Facebooka, Twittera czy Instagrama po to, by być na bieżąco z tym, co nas ciekawi. Robimy to w drodze do pracy czy szkoły, za pośrednictwem naszego smartfona czy korzystając z laptopa lub komputera stacjonarnego w domu. Prawdziwą misją osób odpowiedzialnych za profile w social mediach jest jednak przekazanie nam istotnych wiadomości w sposób jak najbardziej przystępny, a do tego przyciągający uwagę odbiorców.

W esporcie media społecznościowe odgrywają bez wątpienia jeszcze większą rolę, wszakże cała branża kręci się wokół internetu, kontaktu niekoniecznie twarzą w twarz, a za pośrednictwem komunikatorów. Dlatego też nie ulega wątpliwości, że sposób prowadzenia profili organizacji, jak i stron należących bezpośrednio do zawodników jest czymś szalenie istotnym i ma ogromny wpływ na to, jak postrzegają dany podmiot fani. Odpowiedni kontakt z kibicami uzupełniony ciekawym, niebagatelnym contentem ma więc swoje odzwierciedlenie w popularności. Popularności, której nie definiują jedynie wyniki osiągane na serwerze.

Na polskim podwórku zaznacza się kilka dość wyraźnych tendencji w tym sektorze. Przede wszystkim nadal najpopularniejszym środkiem przekazu informacji jest Facebook, co może o tyle dziwić, że w wielu zachodnich krajach medium to „wymarło śmiercią naturalną”. Zagraniczne media skupiają się głównie wokół Twittera i nie może dziwić, że przedstawiciele rodzimych organizacji kładą na to narzędzie coraz mocniejszy nacisk. O krok do przodu w tym przypadku jest środowisko League of Legends, które w znacznej przewadze koncentruje się  przy TT.

Wiedzą coś o tym włodarze piratesports, którzy w ciągu kilku dni swojego istnienia podbili serca kibiców zgromadzonych właśnie przy popularnym „ćwierkaczu”. Zatrudnienie osoby, która nie tylko dobrze zna się na SM od strony teoretycznej, ale także doskonale zna środowisko esportowe i wie, jak dotrzeć do tej niewątpliwie specyficznej grupy społecznej, przyniosło znakomite rezultaty – profil na Twitterze szybko osiągnął liczbę obserwujących zbliżoną do tysiąca. A to na polskie warunki jest naprawdę niezłym wynikiem, zwłaszcza że mówimy tu o zupełnie nowym tworze na scenie i to posiadającym pod swoimi skrzydłami w większości zawodników, którzy nie wyrobili sobie jeszcze wystarczającej renomy.

A wszystko to z uwagi na przedstawienie odbiorcom czegoś ponadprzeciętnego, daleko wykraczającego poza ramy sztampowej grafiki z wynikiem meczu. I tak, mam tu na myśli memy czy żartobliwe docinki w stronę innych zespołów. „Wygrywacie social media” – pisali podekscytowani fani, gdy widzieli niewinną internetową wojenkę pomiędzy wspomnianym piratesports a devils.one, która na dobre przeszła do historii esportowych mediów społecznościowych. I nie trzeba było ani umiejętności aktorskich, ani czasochłonnych przygotowań. Krótkie, podchodzące czasem pod cringe, ale jakże doskonałe filmiki sprawiały, że na ustach oglądających je kibiców pojawiał się uśmiech od ucha do ucha. Wystarczył jedynie oryginalny pomysł i byliśmy świadkami znakomitego przykładu real time marketingu i świetnego wykorzystania wizerunku samych graczy czy osób związanych z organizacjami.

Kojarzycie może workoplecaki stworzone przez devils.one? Jeśli tak, to pewnie znacie też poniższy filmik zachęcający do ich zakupu:

Co jak co, ale ten sposób reklamy przypadł najwidoczniej fanom do gustu, sądząc po zamieszczanych pod filmikiem komentarzach i po tym, że organizacja poszła w zaparte i niedługo pojawiły się kolejne odsłony tejże nietypowej produkcji. I popatrzcie, jak czasem nieskomplikowaną drogą można osiągnąć zamierzony cel. Przesiąknięte ironią materiały, których stworzenie pewnie nie zajęło więcej niż 30 minut łącznie z montażem, pozwoliły skraść serce i wprowadzić w dobry humor niejednego odbiorcę.

Cieszy więc fakt, że organizacje przestały zaniedbywać media społecznościowe. Do prowadzenia profili bierze się już ludzi z doświadczeniem, ale przede wszystkim tych zakochanych po uszy w esporcie, bo tacy są z pewnością cenniejsi niż wykwalifikowany, aczkolwiek niezwiązany z branżą pracownik. Budowanie wizerunku drużyny dawno wyszło poza granice samego prezentowania się w meczach. Współczesny kibic chce być z drużyną na co dzień, a działania podejmowane przez włodarzy mają doprowadzić do tego, by fani czuli aktywny udział w całym projekcie. I odnoszę wrażenie, że w tym aspekcie w niczym nie odbiegamy od europejskich standardów.

GJ social media ninjowie.


To kolejny felieton z cyklu Zdaniem Suskiego. Wszystkie dotychczasowe możecie znaleźć pod tym linkiem. Następne ukazywać będą się cyklicznie co tydzień, w każdy wtorek.

Śledź autora na Twitterze – Adam Suski

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Kolejne zmiany w AVEZ. bucu powraca na polskie salony

Zaledwie dwie godziny pozostały do rozpoczęcia meczu AVEZ Esport z Illuminar Gaming w ramach Ultraligi, a dopiero teraz oficjalnie potwierdzono, że na...