fot. Blizzard/Helena Kristiansson

A83650: Przekonam każdego, że wejście na scenę Hearthstone’a jest dobrym biznesem

Hearthstone w Polsce bez wątpienia nie należy do najpopularniejszych tytułów esportowych. Mimo to w naszym kraju nie brak utalentowanych karciarzy. Jednym z najbardziej rozpoznawalnych z nich jest Kacper „A83650” Kwieciński, który wraz z początkiem bieżącego miesiąca został wolnym agentem i właśnie rozpoczyna intensywne poszukiwania nowej organizacji. Końcówka roku to więc dobry czas na rozliczenie przedsezonowych celów, podsumowanie pobytu pod skrzydłami zagranicznej drużyny, zastanowienie się nad esportową przyszłością, a także przeanalizowanie ruchów producenta gry i kroków podejmowanych przez konkurencję. To i wiele więcej w poniższym wywiadzie.


Adam Suski: Na początek porozmawiajmy o ostatnich siedmiu miesiącach, które spędziłeś w Teamie Genji. Jak przebiegała wasza współpraca i jak podsumowałbyś ten czas?

Kacper „A83650” Kwieciński: Jestem bardzo zadowolony z tego okresu. Genji to według rankingów z 2018 roku najlepsza organizacja na scenie Hearthstone’a, ponieważ wygrała ona dość prestiżowy ranking drużynowy. Na pewno obecność w tym zespole spowodowała, że zyskałem dużo doświadczenia. Początkowo uważałem, że nie mogę się już wiele nauczyć się, to jednak okazało się, że było zupełnie inaczej. Miałem także okazję współpracować z wieloma świetnymi zagranicznymi zawodnikami, dlatego minione siedem miesięcy mogę z całą pewnością zaliczyć do udanych.

Jak warunki, które zapewniło ci Genji, różniły się od standardów, jakich mogłeś oczekiwać za czasów Illuminar Gaming?

Nie będę ukrywać, że głównym powodem, dla którego zdecydowałem się opuścić Illuminar, nie przedłużając mojego kontraktu, były oczywiście warunki finansowe. Genji jest organizacją amerykańską, a zatem operuje w dolarach, a nie w złotówkach. Przez to, naturalnie, mogłem liczyć na wyższe wynagrodzenie.

Na korzyść iHG przemawiała atmosfera wewnątrz organizacji. Tam po prostu czułem się jak w rodzinie. Miało to dość oczywiste podłoże – wszyscy gracze czy ludzie z zarządu pochodzili z Polski, a co za tym idzie dosyć często mieliśmy okazje spotkać się w okolicznościach innych niż te stricte turniejowe. W Genji moimi zespołowymi kolegami były osoby z trzech różnych kontynentów: Europy, Ameryki Północnej i Ameryki Południowej. Siłą rzeczy mogliśmy się spotykać tylko na turniejach.

Właśnie, to hasło, że Illuminar to jedna wielka rodzina przewija się dość często. Twój przykład, jak rozumiem, jest potwierdzeniem tej tezy.

Tak, ja się z tym stwierdzeniem jak najbardziej zgadzam. Z iHG wyniosłem wiele pozytywnych wspomnień, wiele też pod skrzydłami tej organizacji i od ludzi ją tworzących mogłem się nauczyć, a przecież byłem w Illuminar jeszcze w 2016 roku, a więc na początku mojej kariery. Pracują tam wspaniali ludzie, a wszystkim drużynom reprezentującym te barwy kibicuje do dziś – czy to w League of Legends, czy w Counter-Strike’u – życzę im jak najlepiej z całego serca.

a83650
fot. Blizzard

Gdybyś może te siedem miesięcy temu wiedział o tych dalekosiężnych planach Illuminar zaprezentowanych niedawno przy okazji świętowania czwartych urodzin organizacji, to jeszcze raz przemyślałbyś kwestię zostania „w domu”?

Ciężko mi teraz wyrokować, jaki miałoby to wpływ na moją decyzję, bo zapadła ona ponad pół roku temu. W tamtym momencie oferta od Genji, szczególnie pod względem finansowym, była znacznie korzystniejsza.

Wiedziałem również, że dalsze losy mojej kariery będą w głównej mierze zależeć od występu na Mistrzostwach Świata, które były w kwietniu. Ten turniej nie poszedł jednak do końca po mojej myśli, bo odpadłem w fazie grupowej. Gdyby udało mi się zajść dalej, to bez wahania stwierdziłbym, że transfer do drużyny zagranicznej był trafną decyzją.

Mimo wszystko o wyborze pracodawcy decyduje wiele zmiennych, więc trudno jest mi ponownie postawić się przed taką decyzją i ocenić ją zero-jedynkowo. Natomiast, tak jak już wspomniałem, prywatnie nadal jestem fanem Illuminar i taka perspektywa mi jak najbardziej odpowiada.

Fakty są jednak takie, że twój kontrakt z Genji dobiegł końca. Co zaważyło, że wasza współpraca nie została przedłużona. Była to twoja osobista decyzja, czy może włodarzy organizacji?

Nie dogadaliśmy się w sprawie warunków przedłużenia umowy. Inna sprawa, że dużo w świecie Hearthstone’a zależy od wydawcy gry. Niektóre ruchy wykonywane przez Blizzarda są mocno niekorzystne dla organizacji esportowych – liczby widzów czy pieniądze przeznaczane na turnieje mimo wszystko spadają – dlatego też dla Genji przedłużenie kontraktu z każdym z sześciu zawodników dywizji HS-a było po prostu zbyt ryzykowne. Musiało dojść do odchudzenia składu i selekcji jego członków.

Z drugiej strony, jeśli mówimy o przyszłości Hearthstone’a, to spodziewam się dużej konkurencji ze strony nowej karcianki od Riot Games, a to, w mojej opinii, będzie dużym impulsem do działania dla Blizzarda.

Do tematu innych karcianek jeszcze wrócimy, ale chciałbym jeszcze usłyszeć od ciebie swego rodzaju podsumowanie minionego sezonu – rozmawialiśmy już o Mistrzostwach Świata, ale były też inne turnieje, jak chociażby te z cyklu Masters Tour.

Patrząc na przebieg całego sezonu, to jestem z niego naprawdę zadowolony, wyłączając z tego Mistrzostwa Świata, z którymi pożegnałem się już po fazie grupowej. To była rzecz jasna impreza docelowa i śmiało mogę powiedzieć, że wypadłem na niej najgorzej. Zdecydowanie lepiej było na pozostałych turniejach – Masters Tour w Las Vegas, Seulu i Bukareszcie. Pierwszy z nich zakończyłem z wynikiem 9-3, drugi 7-5, a trzeci 7-2. I to na pewno są wyniki, które mnie zadowalają, bo widać w nich stabilność. Stabilność, do której jako gracz dążę i na niej mi zależy. Jeśli uda mi się utrzymać równy poziom, to mogę liczyć na stałe, wysokie nagrody z turniejów, a to oczywiście bardzo mnie motywuje do dalszej pracy.

Skoro już o motywacji, to sam wyjazd do Tajwanu i możliwość wystąpienia na najważniejszych zawodach w roku, był dla ciebie takim kopem?

Jak najbardziej. Marzeniem każdego profesjonalnego gracza Hearthstone’a jest zagranie na Mistrzostwach Świata. Mnie się to udało i cieszę się, że mogłem pojawić się na nich nie jako widz, ale jako uczestnik. Nawet mimo przegranej w fazie grupowej, będę miło wspominał ten turniej. Trafiłem wówczas do naprawdę trudnego koszyka, zostałem wyeliminowany przez późniejszego zwycięzcę całych zawodów. Gdybym trafił do innej grupy, albo same mecze ułożyły się inaczej, to prawdopodobnie zaszedłbym znacznie dalej. Do tego sam udział w MŚ to pamiątka na całe życie, coś, czego nie da się zapomnieć.

Rozumiem, że dało się wyczuć atmosferę esportowego święta?

Zdecydowanie tak. Liczba mediów, które pojawiły się na wydarzeniu, jest nieporównywalnie większa od liczby dziennikarzy na pozostałych eventach. Ucieszyło mnie również, że będąc na dalekim Tajwanie, spotkałem dwóch redaktorów z Polski i miałem możliwość udzielić wywiadów również w ojczystym języku. To bardzo miłe, że ludzie specjalnie lecieli po 13 godzin, żeby oglądać moje występy na żywo.

Z jednej strony gra na Mistrzostwach Świata, a z drugiej także występy na polskim podwórku – we wrześniu wziąłeś udział w Hearthstone Polish Cup, gdzie, ku powszechnemu zdziwieniu, zająłeś miejsce daleko poza podium. Jak to jest, że tak doświadczony zawodnik nie może zdominować krajowego turnieju?

W moim przypadku motywacja rośnie wraz z rangą turnieju. Czuje się lepiej, gdy gram z jakimś znanym przeciwnikiem, a przy okazji o niemałe pieniądze. Paradoksalnie, kiedy presja jest większa, to mi idzie lepiej. To wyróżnia mnie spośród większości graczy, którzy bardzo często sięgają po chociażby pomoc psychologa. Z tego powodu ciesze się z każdej możliwości zagrania na jakiejś dużej imprezie, z kolei polskie wydarzenia traktuję trochę bardziej casualowo. Nie przygotowuje się do nich jakoś szczególnie, lecz po prostu uznaje je za dobrą okazję do spotkania ze znajomymi, stąd rezultat na takim turnieju jest sprawą drugorzędną.

Swoją drogą, możemy jeszcze mówić o czymś takim jak polska scena Hearthstone’a?

Myślę, że jak najbardziej. W 2019 roku mieliśmy te wspomniane trzy turnieje zaliczane do Masters Tour, z których dwa odbywały się poza Europą – i to właśnie w nich brało udział 4 lub 5 Polaków, co jest według mnie naprawdę niezłym wynikiem. Jeśli zaś spojrzymy na ostatni event, który miał miejsce w Bukareszcie, to tam mieliśmy aż 13 zawodników z naszego kraju. To pokazuje, że gracze znad Wisły chcą grać w Hearthstone’a, brać udział w kwalifikacjach i uczestniczyć w najważniejszych turniejach.

Za karcianką ze stajni Blizzarda ciągnie się łatka losowości, która została przypisana temu tytułowi już chyba na zawsze. Czy tobie zdarzały się w minionym czasie spotkania, w których najzwyczajniej przegrałeś przez brak szczęścia?

Tu na myśl znów przychodzą mi te pamiętne Mistrzostwa Świata, w których w meczu decydującym o wyjściu z grupy prowadziłem z Hunteracem już 2:0. Do końcowej wygranej potrzebowałem, by przeszła mi ostatnia talia. Tak się jednak nie stało i ostatecznie przegrałem w stosunku 2:3. Nie uważam, że przegrałem wówczas z mojej winy, tylko faktycznie brakowało mi szczęścia. Ale cóż… pozostaje się tylko z tym pogodzić, bo czasu przecież nie cofniemy.

W wywiadzie udzielonym portalowi Weszło Esport w kwietniu mówiłeś, że dołączyłeś do zagranicznej organizacji, by zyskać nieco rozpoznawalności poza granicami kraju. Udało się ten cel zrealizować?

Tak, uważam, że ten cel został spełniony. Dołączając do Genji, otworzyłem sobie furtkę na wiele możliwości, które wcześniej były dla mnie niedostępne. Jak już wcześniej mówiłem, bardzo istotna była możliwość trenowania i rozgrywania gier kontrolnych z zawodnikami z całego świata. Z tego powodu inne osoby ze środowiska HS-a zaczęły patrzeć na mnie poważniej. Biorąc to wszystko pod uwagę, stwierdzam, że był to dla mnie bardzo korzystny ruch.

Jednocześnie odczułeś spadek zainteresowania twoimi poczynaniami przez kibiców w Polsce?

Nie, chyba nic takiego nie nastąpiło. Staram się regularnie prowadzić mój fanpage w języku polskim i patrząc na liczbę komentarzy czy samych like’ów, to zainteresowanie jest całkiem duże. Często otrzymuje od fanów prywatne wiadomości ze słowami wsparcia, przez co widzę, że mam grono naprawdę oddanych kibiców, co oczywiście mnie wyjątkowo cieszy.

W czołowych polskich organizacjach raczej na próżno szukać graczy Hearthstone’a. Myślisz, że ten trend może się jeszcze zmienić?

Faktycznie, na ten moment jedynie Piraci mają pod swoimi skrzydłami dawido. Chciałbym rzecz jasna, żeby się to zmieniło, zwłaszcza że sam przecież szukam organizacji. Jeśli ktoś będzie rozważał inwestycję w HS-a, to chętnie z taką osobą porozmawiam i postaram się uargumentować, dlaczego taki wejście na tę scenę jest dobrym pomysłem. Nie uważam, że gra się kończy. Jeszcze przez jakiś czas może być to dobry biznes. Nie ukrywam, że ucieszyłby mnie powrót polskich organizacji do stawiania na Hearthstone’a, bo przecież swego czasu taką dywizję posiadały poza Illuminar jeszcze AGO czy Pompa.

Rozumiem, że w takim wypadku powrotu na rodzime podwórko nie wykluczasz?

Oczywiście, że nie. Jestem otwarty na wszystkie propozycje, czy to zagraniczne, czy krajowe. Ucieszę się i odpowiem na każde próby kontaktu ze mną w tej sprawie.

A czy w związku z grą dla amerykańskiego zespołu twoje aktualne oczekiwania wobec potencjalnego pracodawcy z Polski są teraz wyższe?

Ciężko powiedzieć. Nie chodzi tutaj tylko o kwestie finansowe. Liczy się to, co dana organizacja jest w stanie mi zaoferować w celu szeroko rozumianego rozwoju mojej kariery. Genji dało mi możliwość kontaktu z wieloma zawodnikami. Polskie marki mogłyby z kolei zapewnić mi sporą rozpoznawalność – jestem w końcu w tej branży już trochę czasu i zakładam, że można wokół mnie budować swój wizerunek. Jeśli tylko dostałbym konkretne argumenty przemawiające na korzyść rodzimych zespołów, to zdecydowałbym się na taki ruch nawet kosztem mniejszego wynagrodzenia.

W trakcie trwania kontraktu z Genji otrzymałeś może jakieś oferty od innych organizacji?

W niemal każdej umowie jest zapisek mówiący o tym, że w trakcie jej trwania nie należy podejmować żadnych rozmów i negocjować z innymi organizacjami. Jeśli ktoś pytał o mnie, to zawsze odpowiadałem, że na tę chwilę jestem objęty kontraktem i dopiero w momencie jego wygaśnięcia możemy przystąpić do jakiejś dyskusji.

Jaki jest więc najbardziej prawdopodobny kierunek, który obierzesz w najbliższym czasie?

Trudno stwierdzić. Teraz pozostaje mi czekać na oferty i to od nich będzie zależała moja przyszłość. Nie mogę powiedzieć, jaki będzie to kierunek, bo po prostu sam tego nie wiem.

a83650
fot. Blizzard/Helena Kristiansson

Obiecałem ci na początku rozmowy, że wrócimy do tematu samej gry i jej ewentualnych konkurencji i właśnie naszła na to pora. Mówiłeś już, że Hearthstone jest daleki od wymarcia – mogę przez to rozumieć, że widzisz pozytywną przyszłość esportową dla twojego tytułu?

System esportowy, który na tego początku roku zaproponował nam Blizzard, był strasznie kontrowersyjny i spotkał się z dużą krytą społeczności. Od mniej więcej połowy 2019 dużo się w tej kwestii zmieniło, bo plany na 2020 przedstawione przez wydawcę gry są coraz bardziej pozytywne. Moim zdaniem Blizzard rozumie sytuację, w jakiej się znajduje, wyciąga wnioski i stara się naprawiać popełniane błędy. Jeśli tylko deweloper będzie słuchał głosu graczy, to możemy się spodziewać, że HS esportowo pójdzie jeszcze w dobrym kierunku.

Jeśli mówimy o Blizzardzie, to nie unikniemy tematu dość kontrowersyjnego, a mianowicie zbanowania jednego z graczy Hearthstone’a popierającego protesty w Hongkongu. Takie wydarzenia oddziałują na całe środowisko?

Oddziałują, oczywiście. Liczba portali, nie tylko esportowych, które zainteresowały się tą sprawą, była olbrzymia. Sam temat jest bardzo trudny i spokojnie nadawałby się na kilkugodzinną debatę. Jeśli chodzi o moje stanowisko, to nie chciałbym się dzielić się nim publicznie i oceniać, czy Blizzard postąpił słusznie, czy nie – mimo wszystko jakaś decyzja musiała zostać podjęta. A czy taka była właściwa? To niech każdy sobie sam zinterpretuje, jak chce.

Pod koniec ubiegłego roku swoją karciankę wydało Valve – mowa tu o Artifactcie, który tak szybko, jak się pojawił, tak szybko zniknął z esportowej mapy. Jako ekspert w dziedzinie tego typu gier jesteś w stanie wytłumaczyć, dlaczego ta gra okazała się takim niewypałem?

Z mojej perspektywy gra była całkiem niezła, jeśli chodzi o sam gameplay. Upadek Artifactu spowodowały w moim odczuciu trzy czynniki. Po pierwsze musieliśmy jednocześnie panować nad trzema stołami, co na pewno nie było łatwym zadaniem. Do tego gra była trudna do zrozumienia, a przede wszystkim do oglądania dla osoby, która nie miała z nią wcześniej styczności. I na koniec – nie była w modelu free2play, tylko trzeba było ją kupić na Steamie. To wszystko sprawiło, że ten projekt w zasadzie nie mógł wypalić. Valve popełniło za dużo błędów i ma teraz nauczkę na przyszłość.

Swoją karciankę planuje wydać także Riot Games i zakładam, że przyglądałeś się już temu projektowi. Jakie są twoje wrażenia?

Ten pomysł jest znacznie bardziej obiecujący niż Artifact z kilku względów. Riot jest o tyle mądrzejszy, że zna już błędy, jakie popełniło Valve i jakie popełnia Blizzard, przez co dąży do stworzenia swojego idealnego produktu. Nowa karcianka ma być połączeniem Magic: The Gathering oraz właśnie Hearthstone’a. Główną zaletą HS-a jest jego prostota – nie musisz grać nie wiadomo ile, żeby opanować najważniejsze zagadnienia. Poza tym sama grafika jest bardzo przyjemna dla oka i jeśli popatrzymy na Legends of Runeterra, to okazuje się, że jest ona dość podobna. W Hearthstonie narzeka się jednak nieco na samą mechanikę gry, czego raczej nie doświadczymy w przypadku MTG i to właśnie z tej gry chce czerpać je Riot Games. Kolejna sprawa – Riot jest wydawcą, który raczej nie podda się tak szybko jak Valve.

Zbierając to wszystko w jedno, uważam, że nowa karcianka jest w stanie wyprzedzić popularnością najbliższy mojemu sercu tytuł. Ale z drugiej strony należy się cieszyć, że w końcu możemy doczekać się realnej konkurencji dla Hearthstone’a, co może zmotywować Blizzarda do pracy.

Nowy tytuł na rynku byłby dla ciebie jakąś esportową alternatywą?

Jak najbardziej. Jeśli tylko będę kontynuował karierę profesjonalnego gracza karcianek, to oczywiście przerzucenie się na Legends of Runeterra również wchodzi w grę.

Pełna wersja gry, jeśli dobrze wiem, ma wyjść w okolicach połowy 2020 roku. Kolejny early access wychodzi jednak już w tym tygodniu, w związku z czym nie mogę doczekać się następnego kontaktu z tym tytułem. Najważniejsze jest oczywiście to, jak ta karcianka będzie wyglądać w finalnej wersji, ale na to przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Na koniec, pomijając poszukiwania organizacji, jak będą wyglądały najbliższe miesiące w twoim życiu?

Do końca roku został już tylko jeden turniej, który będzie całkowicie online – Hearthstone Global Games. Będzie on miał miejsce na przełomie listopada i grudnia i cieszy mnie, że będę mógł zagrać go z domu, bo jednak mam już pewien przesyt wyjazdów. Pierwszy turniej lanowy zaplanowany jest pod koniec stycznia w Teksasie. Do czasu rozpoczęcia przygotowań przed tymi zawodami zamierzam zrobić sobie przerwę od gry. Sezon był bardzo długi, a kolejny zapowiada się nie mniej obficie, dlatego wakacje na pewno się przydadzą. Do tego już niedługo święta, więc naturalnie chcę poświęcić ten czas dla rodziny.

Śledź autora wywiadu na Twitterze – Adam Suski
Śledź rozmówcę na Facebooku – Kacper „A83650” Kwieciński

Zainteresowani współpracą z Kacprem „A83650” Kwiecińskim proszeni są o kontakt mailowy: kwiecinski.kacper@gmail.com.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Niszczycielska siła na polskiej scenie LoL-a? Wysek i Czekolad tworzą nowy zespół

Wczoraj informowaliśmy o tym, że piratesports skompletowało już piątkę zawodników, która niebawem wystąpi w Polskiej Lidze Esportowej. Mimo wszystko n...