Wykorzystano zdjęcia należące do x-kom AGO

Elazer: Mamy zapowiedziane turnieje na trzy lata, więc wreszcie można organizować sobie życie

Choć przełom lutego i marca i zmagania w katowickim Spodku kojarzą się polskim kibicom przede wszystkim z Counter-Strikiem, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w ostatnich latach pierwszoplanowe role w przypadku graczy z naszego kraju odgrywają raczej przedstawiciele innych tytułów. Przed rokiem na ustach wszystkich znalazł się Michał „Nisha” Jankowski, który wraz z kolegami sięgnął po mistrzostwo ESL One Katowice. Teraz narodowym bohaterem może zostać Mikołaj „Elazer” Ogonowski, wszak ten przed kilkoma dniami wywalczył awans do fazy grupowej Intel Extreme Masters Katowice w StarCrafta II. To właśnie o kwalifikacji na zawody, przygotowaniach do turnieju, jak i przeszłych wydarzeniach porozmawialiśmy z zawodnikiem x-kom AGO.


Na IEM Katowice drugi z rzędu nie będzie polskiej drużyny CS:GO. Będziesz natomiast ty. Satysfakcja duża?

Jest, ale nie jakaś szczególna. Ja przede wszystkim cieszę się, że zagram w ogóle na tym turnieju, a fakt, że będę potencjalnie jedynym Polakiem w Katowicach, to tylko dodatek. Nie przywiązuje do tego szczególnej wagi.

Myślisz, że w związku z tym powiększy ci się widownia podczas imprezy?

Bez wątpienia może to zadziałać w tej kwestii na moją korzyść. Jeśli faktycznie będę jedynym polskim graczem, to jest to gigantyczne wyróżnienie jak na taką imprezę. Nie znam na tyle sytuacji w różnych grach, by móc stwierdzić, że na sto procent tak będzie.

Powiem ci, że w Katowicach zobaczymy też Avka, który zagra na finałach drugiego etapu Quake Pro League.

Fajna wiadomość, choć, tak czy siak, na moich barkach będzie spoczywać duża presja – w końcu gram w swoim kraju.

Mimo że turniej się jeszcze nie zaczął, to już wiemy, że będzie lepiej niż w ubiegłym roku – mamy Polaka w fazie grupowej, a więc wśród 24 najlepszych graczy. Polski StarCraft poszedł do przodu, czy to tylko Elazer zrobił progres?

Wydaje mi się, że polska scena SC2 jest cały czas w tym samym miejscu – i jest to dość dobra pozycja, szczególnie w Europie. Wiadomo, że od zawsze byliśmy solidną nacją, jednak nadużyciem byłoby stwierdzenie, że poszliśmy do przodu. Może tak to jest odbierane z uwagi na moją formę, ale gdy popatrzymy na to wszystko z nieco szerszej perspektywy, to trudno mówić o jakimś nadzwyczajnym progresie.

Bezpośredni awans do top 24 oznacza również, że unikniesz przeprawy przez kwalifikacje offline rozgrywane w ESL Arenie. To spora ulga dla ciebie?

Od początku istniało duże prawdopodobieństwo, że będę musiał jechać na te kwalifikacje lanowe. Trzeba było się z tym liczyć, bo przecież w internecie na Europę przypadały tylko trzy miejsca premiowane bezpośrednim awansem do fazy grupowej turnieju. Szanse nie były więc duże, dlatego tym bardziej jestem zadowolony, że mi się to udało.

Kwalifikacje na miejscu, w Katowicach, są strasznie trudne. Sam zresztą nigdy przez nie nie potrafiłem przebrnąć. Jeśli już grałem w fazie grupowej IEM-a, to tylko dzięki przepustce zdobytej online.

Masz wobec tego jakieś obiekcje co do systemu kwalifikacyjnego? Zmieniłbyś coś w nim?

Nie, to jest po prostu turniej, na który bardzo trudno się dostać. O jego prestiżu świadczy fakt, że do rywalizacji przystępują gracze z całego świata, a miejsc jest bardzo mało. Mimo to kwalifikacje w obecnym formacie mi się podobają, cały system jest naprawdę w porządku. Nie mam zastrzeżeń.

Warto też zaznaczyć, że każda porażka podczas kwalifikacji oznacza spadek do dolnej drabinki, a w niej ścieżka do awansu jest już wyjątkowo wyboista.

To jest to, o czym mówię – na głównych zawodach jest bardzo mało miejsc, przez co zakwalifikować się jest bardzo ciężko.

W decydującym o awansie pojedynku było już 2:1 dla twojego rywala, ale ostatecznie to ty sięgnąłeś po zwycięstwo 3:2. Konieczny był reset psychiczny?

Nie no, już od pierwszej mapy czułem, że gram lepiej niż SpeCial. Podczas inauguracyjnej gry miałem delikatną przewagę, ale ją wypuściłem. Mimo przegranej na start miałem świadomość, że jeśli dostatecznie się skupię, to wygram całą serię. Byłem na tyle pewny siebie, że nie załamała mnie ani pierwsza, ani druga oddana gra. To była kwestia wyeliminowania kilku małych błędów.

Właśnie, eliminowanie błędów… W tak dynamicznej grze jak StarCraft jest w ogóle na to czas?

Pomiędzy mapami. To jedyna możliwość, bo w trakcie rozgrywki nie ma przerw – nie licząc tych związanych z problemami technicznymi. Czasami zdarza się, że musisz zagrać 30, a nawet 40-minutowy pojedynek bez żadnej pauzy. To na pewno jest coś, co wyróżnia SC2 na tle innych gier – tak jak w CS-ie co rundę masz kilkanaście sekund odpoczynku, czy w LoL-u po śmierci przez chwilę jesteś bezrobotny, tak w StarCrafcie czasem brakuje chwili, by sięgnąć po łyk wody. To na pewno jest wyczerpujące i wymaga dobrego przygotowania. Ale już między kolejnymi grami zawsze tych kilka minut na złapanie oddechu czy pójście do toalety jest.

Gdy patrzysz ogólnie na te kwalifikacje, to odnosisz wrażenie, że miałeś nieco szczęścia? Nie trafiłeś na przykład do tej części drabinki, w której był Serral, a więc przeciwnik, z którym ostatnio ci nie idzie.

Oczywiście, trochę szczęścia w tym wszystkim było. Serral faktycznie był najlepszym zawodnikiem w tych kwalifikacjach, więc fajnie, że uniknąłem spotkania z nim. Ważną rolę odegrało w tym wszystkim rozstawienie, gdyż ja, o ile się nie mylę, przystępowałem do rywalizacji jako numer 3, podczas gdy Serral miał pierwszy seed. To sprawiło, że znaleźliśmy się w dwóch różnych częściach bracketu.

fot. StarLadder

Jak mniemam, pod koniec lutego będziesz chciał udowodnić wszystkim, że przypadkiem się w tym miejscu nie znalazłeś.

Mam wielką nadzieję, że jakoś to pójdzie. Gdy ostatnim razem grałem w fazie grupowej, to było bardzo źle [Elazer w 2018 roku zakończył zmagania z bilansem 0-5 – przyp. red.]. Tym razem postaram się zaprezentować na odpowiednim poziomie, żeby nie zawieść fanów.

A tak zupełnie szczerze – uważasz, że któryś z Polaków będzie w stanie dołączyć do ciebie w fazie grupowej?

Szansa jest zawsze… No ale obiektywnie patrząc, to będzie niezwykle ciężko. Tylko 12 graczy przejdzie przez te kwalifikacje, a przecież do Katowic przyleci pewnie ze 20 Koreańczyków. A to zresztą nie koniec, bo także i w Europie czy Ameryce jest wielu zawodników, którzy również mają chrapkę na awans.

Jeśli miałbym wskazać najpoważniejszych kandydatów z Polski, to byliby to na pewno souL i MaNa. Bądźmy jednak realistami – szanse są niewielkie, ale gdyby któremuś z nich faktycznie się udało, to byłyby to pewnie jeszcze większy sukces niż ten mój. Mimo wszystko mam nadzieję, że dadzą radę.

Trzymamy kciuki. Swoją drogą, z tego miejsca musimy nieco ostudzić emocje kibiców, z których spora część wysłała cię już do Spodka. Dobrze wiesz, że do tego jeszcze daleka droga prowadząca przez Audytorium w MCK.

Właśnie.

Biorąc pod uwagę twoje możliwości, uważasz, że ten Spodek jest w zasięgu?

Żeby w nim zagrać, muszę znaleźć się w półfinale, a więc w najlepszej czwórce…

Słuchaj, do IEM Katowice jest jeszcze prawie 40 dni. Mogę zapewnić, że będę bardzo ciężko pracował przed tą imprezą i jeśli faktycznie będę dobrze przygotowany, to taka szansa z pewnością jest. Wszystko to jednak zależy także nie tylko od mojej dyspozycji, ale i od drabinki, szczęścia i formy dnia.

To ostatnie jest kluczowe zwłaszcza z uwagi na fakt, że zmagania w grupie rozgrywane są w ciągu jednego dnia.

No właśnie. Jeśli przegrasz pierwszą serię, to mogą pojawić się problemy z mentalnością. Potem przegrywasz drugą i w zasadzie jest już po zawodach. Ten turniej nie wybacza błędów.
Pamiętam zresztą, że gdy grałem na tym etapie dwa lata temu, to zmagałem się z problemami zdrowotnymi i to błyskawicznie odbiło się na moich wynikach. Mam nadzieję, że tym razem wszystko będzie w porządku i pozostanie skupić się na grze.

Wspomniałeś o przygotowaniach. Jak konkretnie będą one wyglądać?

Będę po prostu dużo grać (śmiech). Prawdopodobnie skorzystam też z pomocy analityków, by nieco dokładniej przyjrzeć się moim meczom, wyłapać najdrobniejsze błędy i skupić się na doszlifowaniu wszystkich elementów rozgrywki. Poza tym nie planuję niczego specjalnego, oprócz jeszcze częstszych treningów.

Będziesz analizował swoją grę. A co z przeciwnikami?

Na ten moment trudno jest przygotowywać się pod konkretnych rywali, szczególnie że znam ich na razie tylko 11, a będzie ich łącznie 23. Do tego nie wiem, z którymi przyjdzie mi grać. Taką analizę oczywiście zrobię, ale dopiero jak będę znał moją grupę. Czyli będzie to dosłownie na ostatnie dni przed rywalizacją.

Tegoroczny IEM będzie pierwszym przystankiem ogłoszonego niedawno ESL Pro Touru – będzie to cykl, który zastąpi WCS-a. Podoba ci się ta zmiana?

Sam pomysł jest naprawdę dobry, choć trudno mi na razie wyrokować, jak będzie wyglądało to w praktyce. Muszę przyznać, że IEM-y zawsze bardziej podobały mi się od większości turniejów WCS, były fajnie zorganizowane i dobrze je wspominam.

IEM Katowice 2021 będzie z kolei zwieńczeniem całego sezonu w StarCrafcie.

Wiadomo, będzie to coś nowego, a zatem fajnie odejść od tej rutyny, z jaką musieliśmy mierzyć się w minionych sezonach.

Cieszę się też, że mamy zapowiedziane turnieje na najbliższe trzy lata. Wreszcie można na poważnie organizować sobie życie! (śmiech) To ogromny plus, bo dotychczas pod koniec każdego roku żaden z nas nie wiedział, co przyniesie przyszłość. Zawsze towarzyszył nam strach, że StarCraft może się nagle skończyć. Choć było to mało prawdopodobne, to nie byliśmy w stanie tego wykluczyć.

Teraz jest inaczej, bo wiemy, kiedy i gdzie są turnieje, można planować urlop. To daje również ogromną przewagę w negocjacjach kontraktowych z organizacjami – wreszcie można przedstawić konkrety i poważnie rozmawiać. Wcześniej zespoły esportowe same bały się po prostu wejść w SC2, bo było za dużo niewiadomych. Teraz turnieje są zaplanowane na przynajmniej trzy lata do przodu, więc warto w to inwestować.

Myślę, że z podobnym problemem mierzy bądź mierzyło się wiele gier Blizzarda. Mając w pamięci, jak potraktowano scenę esportową chociażby w Heroes of the Storm, na pewno czujecie teraz ulgę.

No dokładnie. Fakt faktem, że my, czołowi gracze, mamy kontakt z osobami wysoko postawionymi w Blizzardzie, które zapewniały nas, że turnieje będą. Niemniej trudno mi wszystkiemu temu w stu procentach ufać, bo takie same obietnice składane były zawodnikom ze wspomnianego przez ciebie HotS-a. Dlatego też zawsze towarzyszył nam jakiś strach, że kiedyś to wszystko może się skończyć. Teraz na szczęście mamy pewną informację, więc można spać spokojnie.

Nie wykluczam, że z uwagi na to wielu byłych graczy, jak również samych drużyn, wróci do tego tytułu. To bardzo dobra wiadomość dla całego StarCrafta.

Czeka nas odrodzenie tej legendarnej gry?

Bez przesady (śmiech). Ale na sto procent będą to najlepsze lata StarCrafta od dawna.

Zmieniając temat… Proszę o zwięzłą odpowiedź. Czy rok 2019 był dla ciebie udany?

Powiedziałbym, że taki na styk. Nie jakoś szczególnie udany, ale też nie beznadziejny. Było okej.

Który rok ustawiłbyś zatem najwyżej w hierarchii?

Na pewno byłyby to okres, w którym wygrałem np. WCS Valencia [2017 rok – przyp. red]. Zdaje się, że byłem wtedy jeszcze dwa razy w najlepszej czwórce na zawodach z tej serii, dlatego naprawdę dobrze wspominam tamten czas.

Gdyby jednak ktoś powiedział, że w minionych dwunastu miesiącach mało osiągnąłeś, byłoby to spore nadużycie. I choć sam dość krytycznie oceniasz swoje wyniki, to jakby nie patrzeć powodów do radości było całkiem sporo. Mnie przede wszystkim zapadł w pamięci turniej GSL vs the World, przed którym na łamach Weszło Esport mówiłeś: „Jeśli mamy pokonać Koreańczyków to teraz”. No i rzeczywiście, w finale zmagań znalazło się dwóch Europejczyków – ty oraz Serral – a po drodze udało ci się przecież wyeliminować darka.

Faktycznie, dość zabawnie wyszło, że akurat razem dotarliśmy do finału turnieju. Tak naprawdę w StarCrafcie dużo zależy od rasy, jaką grasz, a do tego w każdym regionie świata wygląda to nieco inaczej. Przykładowo, w Korei Zergi nie są tak silne, więc ja mogę tam bez problemu konkurować ze wszystkimi przedstawicielami tej rasy. Mam za to spore problemy grając z koreańskimi Terranami.

Podsumowując: jasne, my możemy walczyć z Koreańczykami, ale wszystko zależy od poszczególnych graczy.

Twój udział w tych zawodach nie byłby możliwy, gdyby nie ogromne wsparcie fanów, dzięki którym pokonałeś konkurentów w głosowaniu i ostatecznie poleciałeś do Seulu. Dotarcie do finału to chyba przyzwoity sposób na odwdzięczenie się za ich pomoc?

Tak, na szczęście się to udało. To był bardzo dobry turniej i bez wątpienia najlepsze moje osiągnięcie w 2019 roku. Gdyby nie ten sukces, to cały sezon musiałbym uznać za dość przeciętny. Wprawdzie dostałem się jeszcze na Blizzcon, ale ja zawsze stawiam sobie dość wysokie wymagania i dlatego dotarcie do najlepszej ósemki na danym turnieju nie sprawia mi gigantycznej radości. Moje oczekiwania to za każdym razem minimum półfinał, przy dobrych wiatrach finał. W tym roku zdecydowanie za często kończyłem zawody na ćwierćfinałach – i to jest właśnie taki wynik okej – niby jesteś w czołówce, ale niedosyt pozostaje.

Na wspomnianym przez ciebie Blizzconie po triumf sięgnął dark, a w top 8 znalazło się łącznie aż 6 Koreańczyków. I choć mówiłeś, że możecie z nimi rywalizować, to trudno powiedzieć, że jest to równorzędna walka.

Jest bliżej, niż było kiedykolwiek. Prawda oczywiście jest taka, że Koreańczycy jako nacja są nadal zdecydowanie najlepsi. Można zaryzykować stwierdzenie, że Serral jest w tym momencie numerem jeden na świecie, ale to tylko jednostka. A, no i Reynor jest teraz piekielnie mocny. Ale patrząc ogólnie, to czołówka jest zdominowana przez Azjatów.

Rozumiem, że różnica się zmniejsza?

Nie wiem. Trudno powiedzieć, czy jeszcze się zmniejsza. Teraz doszliśmy do takiego momentu, że na świecie jest, załóżmy, siedmiu niekoreańskich graczy, którzy są w stanie przynajmniej podjąć walkę z każdym. Nawet gdy popatrzymy na IEM Katowice, to wszystkie dotychczasowe edycje wygrywał któryś Koreańczyk. W tym roku dawałbym jakieś 40% szans, że po puchar sięgnie ktoś z pozostałych regionów. Może i ja mam parę procent, żeby wygrać? (śmiech)

fot. StarLadder

W listopadzie minęła twoja pierwsza rocznica dołączenia do AGO. Jestem przekonany, że tego ruchu nie żałujesz.

Jasne, że nie. x-kom AGO fajnie się teraz rozwija, miło na to patrzeć. Ja zresztą strasznie jaram się innymi grami, chętnie oglądam mecze w wykonaniu naszej drużyny Counter-Strike’a i muszę przyznać, że mamy teraz naprawdę fajny skład. Wkrótce także debiut zespołu LoL-a. Dla mnie śledzenie poczynań wszystkich graczy to świetna rozrywka.

Z uwagi na grę dla polskiej organizacji czujesz jakąś lepszą więź z rodzimymi fanami?

Trochę tak. Mimo wszystko ja nie udzielam się nadmiernie w social mediach, przez to ten kontakt może jest nieco mniejszy. Niemniej często, gdy x-kom AGO postuje o mnie, to widać, że są całkiem fajne zasięgi. Zdarza się, że nie zwrócę uwagi na wpis na mój temat, a tu nagle moi znajomi ze StarCrafta piszą, że widzieli jakieś tam moje zabawne zdjęcie… i potem sobie ze mnie żartują (śmiech). Ale to dobrze, bo fani chcą, by organizacje dostarczały tego typu content, bo czują dzięki temu lepszą więź.

Sam zaobserwowałem, że na wizerunek x-kom AGO wpływasz bardzo korzystnie.

Dobrze wiedzieć!

Myślisz, że więcej polskich organizacji mogłoby zainteresować się StarCraftem?

Powinno. Są tacy zawodnicy jak chociażby souL, który gra teraz dla włoskiej drużyny i aż dziwne, że żadna rodzima marka nie chce wyciągnąć w jego stronę ręki. Wiadomo, takiego MaNę reprezentującego Team Liquid pewnie trudno byłoby namówić, ale na przykład Nerchio jest teraz bez organizacji.

Jeśli polskie zespoły są faktycznie zainteresowane SC2, to teraz jest najlepszy czas na inwestycję. Scena się ukształtowała, mamy turnieje zapowiedziane na trzy lata. To naprawdę dobry moment na taki ruch.

Kogoś poza Jastrzębiami w Polsce stać, by zaoferować warunki na miarę światowych standardów?

Trudno mi jednoznacznie stwierdzić, bo nie wiem, na jaką pensję może za oceanem liczyć np. MaNa. Na pewno spora część ekip z zagranicy ma większe możliwości, ale granie dla polskiej organizacji ma spore plusy, które warto rozważyć. Najpierw jednak muszą przyjść jakieś oferty, bo prawda jest taka, że ja poza AGO żadnej innej propozycji z Polski nie otrzymałem.

A może x-kom AGO mogłoby ściągnąć dla ciebie kolegę do zespołu?

Na pewno byłoby zabawnie, ale to nie pytanie do mnie. Myślę, że ja im na razie w zupełności wystarczam, choć oczywiście fajnie byłoby mieć kogoś ze StarCrafta u boku. Już nawet nie mówię tylko o graczu, ale i o jakimś trenerze.

Mówiłeś, że interesujesz się pozostałymi sekcjami esportowymi w AGO. Oglądałeś kwalifikacje do IEM Katowice w wykonaniu składu CS:GO?

Tak, oglądałem chyba wszystkie mecze w zamkniętych kwalifikacjach. Podoba mi się to jak mhL teraz kosi, Furlan także od czasu do czasu coś od siebie dorzuci. Przyjemnie się na to patrzy. Sam gram czasami w CS-a dla zabawy i często proszę chłopaków o jakieś wskazówki. Z tych wszystkich esportowych tytułów najmniej czasu spędziłem w LoL-u, muszę się jeszcze sporo nauczyć. Ale kto wie, może się wciągnę, kiedy nasza drużyna zacznie grę w Ultralidze.

Będziesz w stanie w pojedynkę zadowolić kibiców Jastrzębi w Katowicach?

Mam nadzieję, że nasi fani wpadną mi pokibicować. Wierzę, że nawet jeśli ktoś nie interesuje się zbytnio StarCraftem, to będzie mnie wspierał, szczególnie jeśli udałoby się pokazać z dobrej strony. Nie mówiąc już o awansie do Spodka, bo wtedy to byłby już kosmos.

Zapytałem wcześniej o CS-a nie bez powodu. Ostatnio miNir0x, a więc trener zespołu, zachwalał współpracę z Sebastianem Krzepotą. Ty również często korzystasz z jego doświadczenia i pomocy?

Teraz nie współpracujemy już tak ściśle, ale wcześniej naprawdę poświęcił mi sporo czasu. Było oczywiście dużo pytań, rozmawialiśmy o tym, jak trenuję, jak zarządzam czasem, również na temat mentalności. To było bardzo pomocne, choć ja jestem takim typem człowieka, który lubi samemu się edukować. Przeczytałem sporo artykułów i obejrzałem wiele filmów dotyczących chociażby właściwej diety, treningów, właściwego podejścia mentalnego. Mogę więc powiedzieć, że sporo informacji przyswoiłem sam, jednak fajnie mieć kogoś takiego jak Sebastian – osobę z tak gigantyczną wiedzą, skłonną do udzielenia odpowiedzi na każde moje pytanie.

Wzorem Furlana i spółki bierzesz również udział w przygotowaniu fizycznym?

Często chodzę na siłownie razem z CS-owcami, choć przede wszystkim pracuję we własnym zakresie. Staram się uprawiać różne aktywności fizyczne jak na przykład bieganie, a że uczęszczam na tę samą siłkę co chłopaki z CS-a, to po prostu co chwilę się spotykamy.

Też byłeś poddawany testom Esports LAB?

Tak, choć nie wiem, czy wyglądały one dokładnie tak samo jak w przypadku składu CS:GO.

Uważasz, że to sportowe podejście AGO to naturalny kierunek dla organizacji esportowych?

Na sto procent. Jestem pewien, że za kilka lat wszystkie czołowe drużyny esportowe będą właśnie tak wyglądać. Jeśli nie chcesz tak robić, to idziesz w przeciwnym kierunku. Czyli co? Nie dbasz o zdrowie, dyspozycję fizyczną? Tak się na dłuższą metę nie da grać. Na szczęście coraz więcej zawodników ma świadomość, że bez prawidłowego odżywiania i ruchu zostaniesz w tyle za najlepszymi.

Śledź autora wywiadu na Twitterze – Adam Suski
Śledź rozmówcę na Twitterze – Mikołaj „Elazer” Ogonowski
Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

System Legend Majora, którego potrzebowaliśmy i na jaki zasługujemy

Prośby, modły i groźby wreszcie zostały wysłuchane, a Valve postanowiło zabrać się za skostniały system Legend, który w obecnych realiach był kompletn...

>