fot. ESL/Adam Łakomy

Kashtelan: Jak każdy inny gracz mam trochę zaoszczędzonych pieniędzy i boli mnie to, że rocznie biednieję o 3%

Nie da się ukryć, że w trwającym aktualnie trzecim sezonie Ultraligi mamy kilka naprawdę solidnych zespołów, w składach których nie brakuje najlepszych polskich graczy League of Legends. Miejsca w żadnej z drużyn nie znalazł dla siebie jednak Gaweł „Kashtelan” Paprzycki, który był przecież jednym z głównych filarów dobrych rezultatów Illuminar Gaming w play-offach poprzedniej odsłony zmagań od Polsat Games. Od niedawna były midlaner iHG reprezentuje ŠAIM SE, czyli jedną z najmocniejszych formacji w Esports Balkan League – rozgrywkach przeznaczonych dla zawodników z Półwyspu Bałkańskiego. Postanowiliśmy wobec tego porozmawiać z Kashtelanem między innymi na temat problemów w Illuminar, łączenia studiów z karierą profesjonalnego gracza oraz przygody z bałkańską ligą.


Daniel Kasprzycki: Zacznijmy tę rozmowę od nieco odległego tematu. Pod koniec 2018 roku do Pompa Teamu dołączyłeś w zasadzie po to, by pograć w polskich turniejach w przerwie między sezonami. Rozważałeś wtedy jeszcze powrót za granicę, czy definitywnie stwierdziłeś, że zostajesz w Polsce?

Gaweł „Kashtelan” Paprzycki: Nigdy nie mówiłem nigdy, ale już wtedy wiedziałem, że jeśli nie dostanę konkretnej oferty z LEC, to będę chciał kontynuować karierę profesjonalnego gracza, łącząc ją ze studiowaniem. Takie warunki w tamtym momencie w zasadzie dawała mi polska scena, więc wybór był całkiem prosty. Nie chciałem wtedy rzucać studiów, ale oczywiście, gdybym otrzymał propozycję gry w Ameryce lub w innym ważnym regionie świata, to po prostu bym ją przyjął. Zresztą wiesz, jak jest – czasami pojawiają się wręcz nieprawdopodobnie lukratywne oferty z Turcji, obok których głupio jest przejść obojętnie. Być może gdybym został zauważony przez takie ekipy, to przemyślałbym moją decyzję jeszcze raz. Świetnym przykładem tego, że nawet z regionalnej ligi w Europie można znaleźć się za oceanem, jest Eika, który z LDLC przeszedł do Immortals.

W grę wchodziła więc wyłącznie polska scena?

Może nie chodzi tylko o polską scenę, ale raczej o to, żebym mógł rywalizować bez konieczności przenoszenia się do gaming house’u. Dodatkowo musiałem znaleźć też drużynę, która nie będzie mnie zmuszała do częstych i dalekich wyjazdów, bo to mocno ingerowałoby w moje studia, a nie mogłem sobie na to pozwolić. Ultraliga z mojej perspektywy jest zatem najlepszym wyborem, bo wszelkie dni medialne lub ewentualne play-offy mają miejsce w Warszawie, gdzie mieszkam. W takim przypadku nie marnowałbym czasu na rzeczy niezwiązane z graniem lub studiami.

Skoro już rozmawiamy o Pompie i potencjalnych ofertach z najważniejszej europejskiej ligi, to zarówno Inspired, jak i Mystiques, z którymi wówczas grałeś, dostali się do akademii LEC. Ty również miałeś jakiekolwiek ciekawsze opcje, które mogłyby cię zbliżyć do gry na najwyższym szczeblu?

Szczerze mówiąc, to sam spieprzyłem swoją sytuację i to dwukrotnie. Po pierwsze, nie wyobrażałem sobie, że w inauguracyjnym sezonie LEC zobaczymy aż tyle nowych twarzy na środkowej alejce. Nie myślałem, że to w ogóle możliwe, bo nigdy wcześniej coś takiego nie miało miejsca. I gdybym wiedział wcześniej, że europejskie zespoły zaczną inwestować w młodych zawodników, to pewnie wziąłbym sobie dodatkowy rok przerwy od studiów, żeby zrobić wszystko, aby dostać się do LEC. I to jest pierwsza sprawa, którą spieprzyłem, a jeśli chodzi o drugą, to w pewnym momencie poinformowałem na Twitterze, że zamierzam skupić się na studiach. Mogłem wprost powiedzieć, że szukam nowych wyzwań i może pojawiłoby się wtedy coś naprawdę interesującego, ale sam zablokowałem sobie tę możliwość. Co prawda otrzymałem wtedy oferty z trzeciej lub czwartej najlepszej ekipy z Niemiec oraz Hiszpanii, ale nawet nie były dla mnie wystarczająco atrakcyjne. Nie były to propozycje od organizacji z najwyższej półki.

Ostatecznie padło więc na Illuminar, które nieprzerwanie dominowało w Polsce od paru lat. W tamtym okresie zaczęły pojawiać się także inne mocne zespoły takie jak devils.one czy REC. Zastanawiałeś się wtedy w ogóle, czy dołączenie do iHG to dobry ruch? Co zachęciło cię do podpisania kontraktu?

Prawda jest taka, że nie miałem żadnej alternatywy, która byłaby w jakimś stopniu zbliżona do tego, co oferowano mi wówczas w Illuminar Gaming. Z czystym sercem mogę więc powiedzieć, że ten wybór był dobry. Otrzymałem dobre warunki kontraktowe, najlepszy dostępny skład i tak jak wspominałem – dla mnie liczyła się też wygoda, a tą gwarantowało mi granie w Ultralidze w Warszawie.

Nie było żadnej presji związanej z reprezentowaniem tak uznanej marki, której fani oczekują samych sukcesów?

W swojej karierze miałem okazje reprezentować największe organizacje poszczególnych krajów, więc można powiedzieć, że zdążyłem się już do tego przyzwyczaić. Grałem w trykocie EURONICS Gaming, które w tamtym czasie było największą niemiecką marką, a trochę później występowałem w barwach Giants, które także było bardzo rozpoznawalne w Hiszpanii. Do Giants dołączyłem zresztą w momencie, gdy cały poprzedni skład został przeniesiony do EU LCS, dlatego fani naturalnie oczekiwali od nas przynajmniej porównywalnego poziomu. Kiedy podpisywałem kontrakt z Illuminar, to byłem już na tyle doświadczonym graczem, żeby nie przejmować się presją społeczności. Wiem też, że fani Illuminar zdawali sobie sprawę z tego, że nowy skład ich ulubionej organizacji będzie gorszy niż poprzedni i nie powinni oczekiwać od niego tych samych wyników. Podsumowując, nie czułem żadnej presji związanej z wymaganiami fanów.

Przez dwa sezony Ultraligi pracowaliście w pocie czoła, jeździliście na bootcampy i próbowaliście przeróżnych strategii. Mimo to ani razu nie udało wam się awansować na EU Masters. Te porażki w decydujących o awansie starciach bolały najbardziej, czy były inne problemy, które cię trapiły?

W pierwszym splicie zostaliśmy zmiażdżeni przez devils.one w meczu o awans na EU Masters. W tamtym okresie sporo rzeczy nie działało wewnątrz zespołu tak, jak powinno i pojawiało się naprawdę dużo sprzeczek. Problemy komunikacyjne w drużynie sprawiały, że efektywność naszych treningów była niska, bo nie potrafiliśmy się ze sobą dogadać. Dlatego też ta porażka 0:3 z devils.one nie była dla mnie szczególnie zaskakująca. Wiedziałem, że skoro męczyliśmy się z Wisłą Płock, to na pewno ogranie o wiele mocniejszego devils.one będzie graniczyło z cudem. W drugiej ubiegłorocznej odsłonie Ultraligi dogadywaliśmy się już o wiele lepiej i nie mieliśmy problemów, które niwelowałyby jakość naszych treningów. Naturalnie mieliśmy więc nadzieję na to, że faktycznie tym razem uda się awansować. Dlatego też porażka z devils.one zwłaszcza po pięciu mapach była dla nasdruzgocąca. Najgorzej przegrywa się takie serie, gdzie po dwóch niepowodzeniach wygrywasz dwie mapy i nagle na nowo odzyskujesz straconą nadzieję na ostateczne zwycięstwo, a na koniec w decydującym starciu i tak doznajesz porażki. Taki schemat przegranej jest moim zdaniem najbardziej bolesny ta graczy.

Nie mieliście wtedy żadnej pomocy psychologa? O ile dobrze się orientuje, to Ula Klimczak współpracowała niegdyś z Illuminar.

Ula została zatrudniona przez Illuminar mniej więcej od połowy drugiego sezonu Ultraligi, czyli od naszego bootcampu, do końca play-offów. Psycholog w Illuminar pojawiła się głównie po to, by pomóc Rybsonowi, który stresował się zarówno oficjalnymi meczami, jak i tym, co ludzie napiszą na jego temat po spotkaniach. Artur zawsze się tym przejmował i przez to prezentował się nieco słabiej, niż potrafił. Jeśli jednak chodzi o samą Ulę i to, czy faktycznie nam pomogła, to myślę, że trochę tak. Nie mam żadnych negatywnych wspomnień w kwestii naszej współpracy. Jednakże wydaje mi się, że aspekt współpracy psychologa z drużynami ma nadal duże pole do rozwoju.

Co do Rybsona, to na pewno znany był ze swojego temperamentu i sporych problemów z utrzymaniem nerwów na wodzy. Jaki był podczas gry? Potrafiłeś nad nim zapanować? Co było jego główną bolączką, która blokowała jego dalszy rozwój?

To też nie jest tak, że trzeba było nad nim zapanować, by przestał coś robić. Problemem Rybsona było to, że nie wierzył w swoje umiejętności, nie był odważny i bał się samodzielnie podjąć decyzję, nie czekając na cudzą akceptację. Jeśli tylko grałby tak, jak na scrimach, gdzie był po prostu agresywny i pewny siebie, to wydaje mi się, że byłoby dużo lepiej. Sporo młodych graczy przez to przechodzi. Z drugiej strony nie uważam, że my jako drużyna stworzyliśmy Rybsonowi dogodne warunki do radzenia sobie z tą narastającą presją. Z perspektywy czasu wiem, że kilka rzeczy zrobiłbym inaczej i może wtedy Artur stresowałby się mniej w trakcie oficjalnych gier.

Czego w takim razie zabrakło?

Moim zdaniem w zespole powinno być trochę więcej otuchy. Mam też wrażenie, że zarówno na Crazym, jak i Rybsonie wywierana była presja nie tylko ze strony społeczności, ale też samej drużyny. Mam tutaj na myśli to, że zawodnicy czasami wymagali od dżunglera, aby o każdej porze pojawiał się na wszystkich liniach i pomagał każdemu. Po pierwsze było to niewykonalne, a po drugie Rybson był niedoświadczony i tak bardzo szanował resztę graczy, że w żaden sposób nie kwestionował tego roszczeniowego podejścia względem dżunglera. Zaprzyjaźnił się z tym faktem, że oczekuje się od niego rzeczy, których nawet nie powinien robić. Wydaje mi się, że w pewnym momencie wpadł w takie błędne koło, bo przecież nie był w stanie sprostać oczekiwaniom, które były nieodpowiednio dostosowane. Rybson chciał być wszędzie i robić wszystko najlepiej, ale przez to, że nie mógł dorównać wygórowanym wymaganiom, tracił pewność siebie i gorzej grał.

W Illuminar miałeś okazję grać u boku dwóch różnych dżunglerów. Z którym z nich współpracowało ci się lepiej?

Kiedy w Illuminar dżunglerem był Crazy, to moim zdaniem drużyna miała za dużo sprzeczek i nieporozumień, przez to mój pryzmat współpracy z Adamem został trochę zaburzony. Dodatkowo Crazy miał wtedy sporo obowiązków związanych z edukacją, bo przygotowywał się do matury. Rybson z drugiej strony zajmował się wyłącznie profesjonalnym graniem. Dodatkowo w drugim sezonie Ultraligi miałem o wiele więcej wolnego czasu, bo byłem już po sesji i mogłem w pełni skupić się na grze. Wobec tego lepsze rezultaty osiągałem, współpracując z Rybsonem.

fot. ESL/Adam Łakomy

Rybson i Konektiv mieli okazać się remedium na problemy iHG, ale tak się nie stało. Co według ciebie nie działało wewnątrz Illuminar w ostatnim sezonie UL?

Myślę, że ten skład nie był zły. Osobiście prezentowałem słabą formę w całej fazie zasadniczej, ale w play-offach pokazałem zupełnie inne oblicze i zagrałem bardzo dobrze. Jeśli byłbym stabilny w rozgrywkach ligowych tak, jak w fazie pucharowej, to pewnie zajęlibyśmy drugie miejsce, a drużyna mogłaby nauczyć się grać również wokół mnie, a nie tylko pod Pukiego. Niestety w fazie zasadniczej nie byłem w najlepszej formie, więc polegaliśmy głównie na Pukim i to on musiał carry’ować gry. Pod koniec ligowych zmagań oraz w play-offach pokazywałem się jednak o wiele lepiej, ale nie nauczyliśmy się opierać naszej gry na midzie, więc przewagi, które miałem praktycznie w każdej grze, były indywidualne.

Poza tym często sami sobie utrudnialiśmy zadanie, przesadnie kombinując w draftach. Z perspektywy czasu wiem, że moglibyśmy grać trochę prostszymi kompozycjami, szczególnie na topie, i tu nie chodzi tylko o indywidualny poziom, który prezentuje na określonej postaci. Tankami również da się carry’ować, lecz w trochę inny sposób niż innymi bohaterami, a Karol bardzo dobrze się tego wyuczył w Pompa Teamie i z tego co widzę teraz też gra tankami. Tego moim zdaniem brakowało w Illuminar. Często na topa wybieraliśmy postacie pokroju Akali, których potencjału po prostu nie umieliśmy wykorzystać.

Delord wspominał w wywiadzie, że być może z innym typem dżunglera moglibyście osiągnąć więcej. To prawda? Co gdybyś mógł grać z kimś, kto prezentuje zbliżony styl do Inspireda?

Tak naprawdę potrzebowaliśmy dżunglera, który oprócz tego, że ma challengera i jest dobry mechanicznie, dodatkowo jest jeszcze niedoświadczony. Wtedy taki zawodnik czuje się pewnie na agresywnych postaciach i podejmuje dużo bardziej odważne decyzje. Brakowało nam momentami takiego gracza, który wierzy w swoje umiejętności na tyle, by wybierać mniej drużnowych bohaterów i po prostu opierać walki na swojej wybitnej mechanice. Niestety kiedy byłem w Illuminar, to panująca w grze meta niespecjalnie pozwalała nam na podejmowanie tego typu czempionów, więc musieliśmy się dostosować do tego, co ewidentnie działało w danym patchu. Wobec tego poniekąd zmuszaliśmy Rybsona do grania bohaterami typu Jarvan, Sejuani czy Skarner i wydaje mi się, że to drużyna stworzyła taki obraz Rybsona. To nie był prawdziwy Artur – on robił to, co uznaliśmy za dobre. Dlatego też nie zgadzam się z tym, co powiedział delord. Nie uważam, że notowalibyśmy lepsze wyniki, jeśli mielibyśmy w zespole dżunglera prezentującego inny styl, zakładając oczywiście, że ta osoba byłaby na tym samym poziomie, co Rybson. Brakowało nam dżunglera, który umie powiedzieć “nie zgadzam się” lub “nie masz racji, gadasz głupoty”.

Paweł wspomniał również o twoim konflikcie z Konektivem polegającym na ciągłej walce o bycie przodującą postacią w grze. Faktycznie rywalizowaliście na tym poletku?

Zawsze podchodziłem do tego tematu krytycznie i kiedy wiedziałem, że moja forma nie jest najwyższych lotów, to dopasowywałem się do tego, co planowała drużyna. Jednakże, kiedy byłem w dobrej formie, to dla mnie naturalne było, że powinienem otrzymywać dobre matchupy w meczach. Jeśli konsekwentnie potrafiłem wypracować sobie przewagę na środkowej alejce w 80% gier, gdy tylko miałem możliwość wybrania lepszego matchupu, to dla mnie logiczne było, że powinienem dostać ten priorytet w draftach. A patrząc na statystyki, widziałem, że Konektiv po prostu nie był takim graczem, który był w stanie w większości przypadków wygrać linię, a potem w dodatku pociągnąć resztę zespołu do zwycięstwa. Z drugiej strony Karol nie był też zawodnikiem, który w ciężkim matchupie odstawał pod względem złota lub przegrywał linię. Starałem się więc, żebym to ja miał ten przywilej dobrania sobie lepszego bohatera na środkową alejkę, często kosztem Konektiva, ale nie wydaje mi się, żebyśmy mieli z tego powodu jakiś konflikt. Co prawda czasem zdarzały nam się jakieś sprzeczki, ale to chyba zdarza się w każdym zespole. To zwyczajnie zdrowa chęć rywalizacji, skoro każdy czuje się pewny swoich umiejętności i chce pokazać się jak najlepiej. Myślę, że ta nasza mała rywalizacja o to, kto będzie mógł ponieść ekipę do wygranej, nie wpływała źle na drużynę.

Na przestrzeni ostatniego roku mogłeś pracować pod okiem Veggiego oraz VoVa. Jak porównałbyś ich do trenerów europejskiego formatu takich jak chociażby Sharkz? Czy polscy szkoleniowcy mają się czego wstydzić?

Sharkz tak naprawdę był jedynym szkoleniowcem z zagranicy, z którym miałem przyjemność współpracować i z czystym sercem mogę stwierdzić, że był i pewnie nadal jest fantastycznym trenerem. Pracowało mi się z nim bez porównania lepiej, ale to pewnie też jest spowodowane tym, że samo Giants było na wyższym poziomie niż Illuminar. Oprócz tego w tamtym czasie byłem profesjonalnym graczem na pełny etat i trenowaliśmy bez przerwy w gaming housie, więc trudno jest to w ogóle porównywać do iHG. Jednakże ze względu na te wszystkie fakty o wiele lepiej trenowało się pod okiem Sharkza. A co do Veggiego i VoVa, to sam nie wiem, jak mam ich ocenić. Mam wrażenie, że ciężko jest pokazać cały swój kunszt trenerski, skoro nie pracuje się z drużyną w gaming housie i na pełny etat. Na pewno nie da się przekazać aż tylu informacji, ile by się chciało, a cały proces szkoleniowy jest mocno utrudniony, jeśli komunikujemy się tylko za pomocą TeamSpeaka. Aczkolwiek muszę przyznać, że mój aktualny trener – Realistik, który w poprzednim splicie LEC trenował SK – jest po prostu znakomity. Moja perspektywa może być trochę zaburzona, ale myślę, że lepiej pracowało mi się z zagranicznymi trenerami.

Ostatecznie po zajęciu trzeciego miejsca w drugim sezonie UL zostałeś odsunięty od składu. O ile dobrze się orientuje, to gracze nie chcieli tej zmiany, a powodem był brak porozumienia między tobą a organizacją. W czym tak naprawdę się nie zgadzaliście? Chodziło o pieniądze?

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, to oczywiście chodzi o pieniądze i tak samo było w tym przypadku. Illuminar po zakończeniu play-offów Ultraligi chciało, żeby wszyscy gracze podpisali kontrakty od zaraz na warunkach, które zaproponowało. Ta sytuacja miała miejsce gdzieś na początku października, a ja po usłyszeniu tej oferty odpowiedziałem, że nie podpiszę kontraktu na takich warunkach. Byłem pewny, że otrzymam sporo ofert, które są lepsze lub tak samo dobre, jak ta od iHG. Wtedy zarząd stwierdził, że jeśli nie mam zamiaru zgodzić się na zaproponowane warunki, to najprawdopodobniej będą chcieli zaangażować innego midlanera, z którym rozegrają zarówno PLE, jak i następny sezon Ultraligi. I w tym aspekcie wcale im się nie dziwiłem, bo PLE traktowaliśmy jako turniej przygotowawczy do Ultraligi, więc to całkiem normalne, że chcieli wypracować synergię możliwie jak najwcześniej.

Jak bardzo nie zgadzaliście się w tych negocjacjach?

Powiedziałem Illuminar, jakie są moje wymagania, a były o wiele wyższe niż to, co mi zaproponowano. Moim zdaniem wtedy prezentowałem się na tyle dobrze, że naprawdę zasługiwałem na takie, a nie inne warunki. Ostatecznie się nie dogadaliśmy, ale nie było między nami żadnych złych relacji, ani wzajemnego obwiniania się za niepowodzenie przy negocjacjach. Rozstaliśmy się w przyjacielskich stosunkach i nikt do nikogo nie miał żalu. Trzeba przyzwyczaić się do tego, że tak jak w sporcie tradycyjnym również w esporcie można nie dogadać się z organizacją co do warunków i zwyczajnie rozejść się w inne strony.

A co możesz powiedzieć na temat samego Illuminar Gaming jako organizacja? Sam delord przyznał, że w organizacji brakuje ułożonej struktury. Jak sprawy miały się z twojej perspektywy? Niczego ci nie brakowało?

Jako zawodnik, który gra z domu i jedyny kontakt z organizacją ma wtedy, gdy spotykamy się w dni medialne lub nagrywamy jakieś wideo dla sponsorów, nie wiem, czego mogłoby mi potencjalnie zabraknąć. Nie wiem, czego mógłbym oczekiwać od iHG oprócz tego, co mi zagwarantowano. Jeśli chodzi o wypłacalność i dostarczanie sprzętów czy innych rzeczy na czas, to nie mam się do czego przyczepić – Illuminar to dobra organizacja. Aczkolwiek wiem, że Paweł w dużo większym stopniu niż jakikolwiek inny zawodnik pełnił funkcję influencerską, więc on z pewnością miał o wiele większą styczność z organizacją. Nic więc dziwnego, że zarówno on, jak i organizacja wymagali od siebie dużo więcej i to nie tylko pod względem sportowym.

W momencie odejścia z iHG wspominałeś także, iż nadal masz dwa miesiące do końca kontraktu i chcesz jeszcze rozważyć alternatywne rozwiązania. Dodałeś też, że nie tylko esportowe. Co miałeś wtedy na myśli?

Miałem wtedy w głowie inne projekty, które nie do końca byłyby związane z League of Legends. Szczerze mówiąc, trudno jest mi sobie przypomnieć wszystkie pomysły, które wówczas miałem w planach. Pamiętam jednak, że chciałem rozwinąć nieco projekt streamingowy, bo w tamtym czasie aktywnie udzielałem się pod tym względem. Myślałem też nad tym, żeby zwyczajnie bardziej zaangażować się w studia albo założyć kanał matematyczny na YouTube. Wydaje mi się, że to były takie główne alternatywy niezwiązane z esportem, które wtedy poważnie rozważałem. To są rzeczy, w które poszedłbym dopiero wtedy, gdybym rzeczywiście nie otrzymał żadnej konkretnej oferty. Przez te dwa miesiące bez prawdziwej rywalizacji zrozumiałem jednak, jak bardzo tęsknię za tą adrenaliną i profesjonalnym graniem. Piekielnie nudziłem się w tym okresie i nie był to przyjemny czas. Nie czułem się najlepiej z tym, że nie mogę sprawdzić się w poważnym meczu w zasadzie od końca drugiego sezonu Ultraligi do nowego roku.

Ostatecznie nie dołączyłeś do żadnej ekipy z Polski. Nawinęły się w ogóle jakieś propozycje? Dlaczego nie zdecydowałeś się zostać w kraju i walczyć w Ultralidze, skoro pewnie wiedziałeś, jak wysoki poziom będą prezentować drużyny?

Wysokość poziomu ma swoje plusy i minusy. Jeśli jesteś zawodnikiem topowego zespołu, to wtedy masz się z czego cieszyć, ale jeśli grasz w słabszej ekipie, która aspiruje na drugie lub trzecie miejsce, to nie jest już tak kolorowo. Trzeba pamiętać, że jeśli walczysz o drugie miejsce, chcąc przede wszystkim dostać się na EU Masters, to musisz pokonać absolutnie wszystkie zespoły za wyjątkiem jednego. A jeśli cała liga jest bardzo wyrównana i większość formacji prezentuje wysoki poziom, to naprawdę trudno jest zakładać, że awans na EU Masters jest czymś pewnym. Mimo że oczywiście każdy jest ambitny i chce wywalczyć sobie tę przepustkę, to przy wyrównanym poziomie jest to niesamowicie trudne.

Jak najbardziej rozważałem pozostanie w naszym kraju i gdyby nie oferta z Bałkanów, która przebiła wszystkie pozostałe propozycje zarówno z zagranicy, jak i Polski, to pewnie nadal oglądalibyście mnie w Ultralidze.

A jeśli chodzi o Ultraligę, to te oferty pojawiały się z zespołów, które są teraz w środku czy raczej w czubie tabeli?

W Ultralidze tak naprawdę na ten moment liczy się pięć drużyn. Otrzymywałem oferty z tej najlepszej piątki, ale nie chcę wchodzić tutaj w szczegóły.

Nie mogłeś poświęcać się w stu procentach treningom, bo twoje studia ci na to nie pozwalają. Nie myślałeś nigdy, żeby zawiesić naukę na jakiś czas, spróbować zaangażować się w esport i zobaczyć co z tego wyjdzie?

Podjąłem decyzję o pójściu na studia, kiedy byłem w szczytowej formie, bo nie spodziewałem się, że organizacje z LEC zaangażują tylu niedoświadczonych graczy. Zacząłem studia i nadal sporo gram, ale chyba chcę być lojalny temu Gawłowi, który podjął w 2018 roku decyzję o pójściu na studia. W momencie zakończenia współpracy z Giants byłem bliski dostania się do LEC, a teraz z pewnością tak nie jest. Teraz mam dużo niższy próg startowy w kwestii awansu do najważniejszej ligi w Europie i nie wydaje mi się, że zawieszenie studiów na, powiedzmy, rok byłoby rozsądne. Nawet jeśli bym to zrobił, to raczej nie otrzymałbym teraz ofert, które pozwalałyby mi wygrać split w Hiszpanii, Niemczech lub we Francji. Nie ma szans na to, żebym w tym momencie mógł otrzymać propozycję z wyższego poziomu niż ówczesne Giants.

A w drugą stronę? Myślałeś, żeby odpuścić granie definitywnie i zająć się studiami w pełni?

Dopóki mogę łączyć profesjonalne granie z nauką, jest to dla mnie bardzo opłacalne pod względem zarobkowym. Na ten moment nie byłbym w stanie znaleźć sobie pracy, z której miałbym podobny przychód, co z grania. Zwłaszcza że jeśli pracowałbym, równolegle studiując, to nie byłbym zatrudniony na pełny etat, lecz na jakąś część. Poza tym kocham grać, zainwestowałem w to sporo czasu i mam najlepsze wspomnienia związane właśnie z esportem. Trudno byłoby mi teraz powiedzieć stop i zwyczajnie przestać grać.

Przejdźmy zatem do twojej nowej przygody w Esports Balkan League. Było EURONICS, było Vodafone Giants, było Illuminar, a więc topowe organizacje poszczególnych europejskich krajów. Nagle dołączasz do ekipy z bałkańskiej ligi. Nie uważasz, że to swego rodzaju regres?

Jeśli patrzymy z perspektywy samej ligi, to na pewno jest to regres. Jednakże nie tylko jakość samych rozgrywek się liczy, ale też to, które miejsce jestem w stanie zająć wraz ze swoją drużyną oraz, czy mam potencjał na dobry występ na EU Masters. Oprócz tego ważne jest również to, z jakimi ekipami scrimujemy i z kim potrafimy wygrywać. Na tej podstawie absolutnie nie uważam mojej przygody z EBL-em za regres, zwłaszcza w porównaniu do tego, co było w poprzednim roku.

Grając w mniej rozpoznawalnej lidze, mimo wszystko masz szansę trenować na sparingach z mocnymi formacjami z pozostałych regionów Europy?

Nie mamy z tym żadnego problemu, bo naszym trenerem jest Realistik, który w poprzednim splicie rywalizował w LEC z SK Gaming, więc ma spore znajomości nawet na najwyższym szczeblu rozgrywkowym w Europie. Zdarza nam się więc scrimować z zespołami z LEC. Jeśli chodzi o jakość naszych sparingów, to mogę powiedzieć, że zazwyczaj gramy przeciwko lepszym formacjom niż miało to miejsce w Illuminar. Podczas planowania scrimów organizacje oceniają poziom danego zespołu na podstawie tego, kto w nim jest, a nie tego, że rywalizuje on w Serbii. Poza tym aktualnie mamy czyste konto i trudno jest jasno określić nasz poziom wyłącznie na podstawie rezultatów w lidze, bo zarówno zespół delikatnie lepszy od pozostałych, jak i samo G2 nie przegrałyby ani jednego meczu. Na tej podstawie trudno jest wywnioskować, o ile lepsi jesteśmy niż reszta ekip z EBL i dlatego dopiero podczas scrimów inni są w stanie określić, czy jesteśmy dobrym materiałem do kolejnych sparingów.

Satysfakcjonuje cię gra na poziomie ERL, czy jednak nadal marzysz o LEC i jest to cel, do którego dążysz nawet kosztem studiów?

Na pewno nie mam klapek na oczach i nie patrzę na to zero-jedynkowo, myśląc, że albo dostanę ofertę z LEC lub LCS, albo nadal będę łączył studia z grą na drugim szczeblu rozgrywkowym. Gdybym otrzymał ofertę, która rzeczywiście wydawałaby mi się taką trampoliną do LEC i wierzyłbym w to chociaż w 65 procentach, to dałbym z siebie wszystko i zawiesiłbym studia.

Kolejny rok spędzisz, grając z domu i równolegle uczęszczając na uczelnię. Czy takie rozwiązanie daje ci też więcej swobody, jeśli chodzi o wolny czas dla siebie?

W poprzednim roku rywalizowałem w niemalże identycznych warunkach, co teraz i mam wystarczająco czasu na wszystko. Nie trenuję teraz mniej niż w Illuminar, bo staramy się szlifować nasze umiejętności praktycznie przez cały tydzień za wyjątkiem jednego dnia, w którego trakcie mam zajęcia do późna. Trenujemy więc tak często, jak każda inna ekipa. Tak naprawdę nie potrzebuję sporo czasu dla siebie, bo moje pasje to granie i studia, więc jak najbardziej odpowiada mi taki styl życia. Nadal uczę się jak najlepiej rozporządzać swój czas. Zakładając, że człowiek potrzebuje średnio osiem godzin snu dziennie, to te pozostałe szesnaście jest wystarczające, żeby spełniać się w różnych aspektach życia i nie mieć wrażenia, że czas przelatuje między palcami. Oczywiście pod warunkiem, że nie marnuje się tych cennych minut na jakieś zbędne sprawy.

Skoro lepiej organizujesz swój czas, to czy nadal jesteś w stanie kontynuować swój projekt o nazwie Biegaj z Gawłem? I czy wciąż dogłębnie analizujesz giełdę?

Biegaj z Gawłem zostało tymczasowo zawieszone, ale złożyłem sobie obietnicę, że po sesji, która parę dni temu dobiegła końca, wrócę do tego projektu. Jest trochę zimno, dlatego muszę przemyśleć, czy na pewno będzie to Biegaj z Gawłem, czy raczej siłownia z Gawłem. Na pewno nie mogę powiedzieć, że brakuje mi na coś czasu, nawet przy wszystkich obowiązkach i moich hobby. Czasami co prawda zdarzy mi się nawet zaniedbać nieco studia, bo za bardzo wciągnie mnie giełda albo gram do rana, ale to raczej wynika z tego, że nie chce mi się uczyć, a nie z tego, że nie mam na to czasu.

A co tak naprawdę skłoniło cię do zaangażowania się w giełdę?

To chyba perspektywa wykorzystania mojej błyskotliwości i umiejętności inteligentnej analizy, dzięki którym jestem w stanie zarobić trochę dodatkowych pieniędzy. Spora w tym jednak zasługa delorda, który wkręcił mnie w tę zajawkę na giełdę. Był taki okres, kiedy ja sam jeszcze nie grałem, a on i tak pisał do mnie codziennie, tłumacząc mi, co nowego zauważył, co poszło w górę, a co w dół. Pamiętam, że bardzo się tym emocjonował, dlatego też sam postanowiłem dać temu szansę i po jakimś czasie również się strasznie wkręciłem. Ale nie powinno to nikogo dziwić, bo giełda jest atrakcyjna dla ludzi na podobnej zasadzie, jak hazard. Nie potrzeba dużo bodźców, aby dać się wciągnąć.

fot. instagram.com/kashtelanlol

Co tak naprawdę jest celem tego hobby? Te inwestycje to dla ciebie jakiś rodzaj lepszego odkładania pieniędzy, czy raczej czysta zabawa?

Dla mnie głównym powodem grania na giełdzie jest rosnąca w Polsce inflacja. Jak każdy inny gracz mam trochę zaoszczędzonych pieniędzy i boli mnie to, że rocznie biednieję o 3% (śmiech). Na pewno jeśli podchodzi się do giełdy w inteligentny sposób, to jest to całkiem dobra perspektywa na wzbogacenie się. Patrzę na to bardzo długoterminowo i traktuję to również jako naukę, analizę sprawozdań finansowych oraz szansę na zrozumienie świata ekonomii, działania rynku i psychologii tłumu. Giełda zawsze była dla mnie mega interesująca, bo nawet kiedy jeszcze sam nie grałem, to czytałem sporo książek na ten temat. Jednakże, dopiero gdy wkładam w to własne pieniądze, to jestem o wiele bardziej zaangażowany i podchodzę do tego tematu poważniej.

Wróćmy jednak do twojej nowej przygody w EBL. Jak w ogóle oceniasz nową organizację? W końcu założył ją popularny serbski YouTuber, który ma pewne doświadczenie z esportem, ale nigdy wcześniej nie prowadził esportowego klubu, więc jest to dla niego coś nowego. Z drugiej strony miałeś już okazję grać w Pompa Teamie, który był prowadzony przez Isamu i Nitrozyniaka.

Właściciel organizacji przedstawił mi to w ten sposób, że zaczynał swoją karierę na YouTube, tworząc content o League of Legends, nadal lubi tę grę i stać go na utrzymanie drużyny, która będzie deklasowała bałkańskie zespoły. Sprawia mu to mega frajdę, nawet pomimo faktu, że najprawdopodobniej na tym nie zarobi. Z perspektywy gracza jest to jednak świetna okazja do wypromowania się w mediach społecznościowych, bo ten gość jest niesamowicie popularny. Propozycja była więc bardzo atrakcyjna i trudno było przejść obok niej obojętnie. Poza tym obecność zespołu Baka Prase w EBL podniosła oglądalność ligi. Przykładowo nasz mecz przeciwko mistrzom poprzedniego sezonu z Crveny zvezdy oglądało ponad dziesięć tysięcy osób na YouTube, podczas gdy inne mecze oglądają około trzy tysiące fanów. Przez to, że nasz klub został założony przez prawdopodobnie najpopularniejszego YouTubera w Serbii, od razu zyskaliśmy sporą rzeszę fanów. I to jest super.

Przechodziłeś jakieś testy, czy dostałeś się tam z polecenia znajomego zawodnika?

Nie przechodziłem żadnych tryoutów. Znalazłem się tam głównie dlatego, że TasteLess kolegował się z Pukim i to właśnie Łukasz powiedział mu, że jestem bardzo dobry i mnie polecił, za co jestem mu ogromnie wdzięczny. Tak naprawdę nie było żadnych testów na jakąkolwiek pozycję – wszyscy zawodnicy zostali zakontraktowani jakby w ciemno, na podstawie znajomości.

Mimo braku testów oraz sprawdzania zawodników w różnych konfiguracjach i tak idzie wam naprawdę dobrze. Jak współpracuje ci się z nowym zespołem?

Współpraca przebiega dobrze. Wydaje mi się, że jesteśmy drużyną na całkiem dobrym poziomie. Dopełniamy się nawzajem i zgadzamy się w wielu kwestiach, więc nie mam żadnych zastrzeżeń. Jestem zawodnikiem, który lubi grać pierwsze skrzypce i potrafi wziąć na swoje barki odpowiedzialność za wynik zespołu, a reszta składu potrafi i przede wszystkim chce pomagać mi nabrać tempa w początkowym etapie gry. Poza tym wszyscy dopełniamy się charakterami i każdy lubi trzymać się swojej strefy komfortu, co w tym przypadku jest sporym plusem. O ile zawsze mówi się, że lepiej jest wykraczać poza tę strefę komfortu, o tyle w mojej drużynie działa to inaczej. Każdy gra stylem, z jakim czuje się najpewniej, a my mamy takie szczęście, że te style się zgrywają.

Aktualnie jesteście po prostu bezbłędni i pojawiały się już określenia, że jesteś boosterem w Serbii. Patrząc na wasze spotkania oraz statystyki, trudno się z tym nie zgodzić – radzisz sobie tam naprawdę dobrze. Czujesz, że reszta midlanerów w lidze ci nie dorównuje? Jest ktoś, kto sprawia ci problemy?

Szczerze mówiąc, w bałkańskiej lidze jest tylko jeden dość dobry midlaner i jest to Meight z Crveny zvezdy. Nie jest jakoś bardzo znany, ale podczas scrimów oraz solo queue zauważyłem, że jest naprawdę dobry, szczególnie na linii. Oprócz niego w EBL nie ma nikogo, z kim miałbym jakiekolwiek problemy. Niemniej, grając w tej lidze, patrzę raczej dalekosiężnie, czyli na EU Masters oraz mój ogólny rozwój, zamiast skupiać się wyłącznie na EBL-u. I po tych paru tygodniach wiem, że musiałoby się wydarzyć strasznie dużo złych rzeczy, żebyśmy nie wygrali tej ligi.

Łatwiej będzie ci awansować i powalczyć na EU Masters z ŠAIM SE niż w Illuminar Gaming czy innej polskiej ekipie?

Ciężko powiedzieć jakby to było z Illuminar, gdybym koniec końców przedłużył kontrakt. Mimo wstępnego założenia, że organizacja chciała ze wszystkimi przedłużać umowy, ostatecznie po przyjściu Sebekxa w Ultralidze nie gra już nikt z poprzedniego składu. Jednakże na pewno mam większą szansę dostać się na EU Masters, bo gram w lidze, która jest na niższym poziomie niż Ultraliga. Serbia ma dokładnie tyle samo miejsc i taki sam system awansu na ten turniej, jak polskie rozgrywki, czyli zwycięzca splitu otrzymuje miejsce w głównej części EU Masters, a wicemistrz ląduje w etapie wstępnym. Logiczne jest zatem, że dużo prościej jest dostać się na te zawody z bałkańskiej ligi niż z Polski.

W ostatnim czasie miałeś też okazję grać w Twitch Rivals. Dla ciebie był to łatwy sposób na zarobek czy raczej dobra szansa na pokazanie się w Europie u boku Sharkza?

Mam wrażenie, że w Europie pod względem sportowym te rozgrywki nie robią na nikim wrażenia i żadna poważna organizacja nie patrzy na nie z zamiarem szukania utalentowanych zawodników. Będąc profesjonalnym graczem i grając przeciwko niedoświadczonym zawodnikom z niższych lig, wiadome jest, że będę wykręcać tam kapitalne statystyki i ciągnął mój zespół do zwycięstwa. Mimo że Twitch Rivals miało miejsce w trakcie sesji na studiach, to przez tak imponującą pulę nagród, która zresztą jest porównywalna do EU Masters, nie mogłem przejść obok tego obojętnie. Zabawne jest to, że zajmując 3-4. miejsce zarobiliśmy około 8 500 dolarów, dlatego był to mega atrakcyjny turniej pod względem zarobkowym, zwłaszcza że trwał zaledwie trzy dni. Odchodząc jednak od tematu pieniędzy, była to też naprawdę fajna przygoda i cieszyłem się z tego, że mogę zagrać w zawodach, które ogląda sporo osób. Na dodatek miałem tę świadomość, że w każdej grze będę prezentować się dobrze, bo zazwyczaj mierzyłem się z dużo słabszymi graczami.

Swoją drogą udział w Twitch Rivals może być też nieco przygnębiający, jeśli chodzi o pulę nagród. Wszak w Serbii będziesz musiał walczyć przez trzy miesiące i dodatkowo wygrać w play-offach, aby zarobić te same pieniądze.

Zgadza się, ale Twitch Rivals miało trochę inny charakter niż zwykłe zawody esportowe. Rozważając to pod tym kątem, jest to nieco dobijające, lecz z drugiej strony pojawiały się już kiedyś turnieje czysto sportowe, jak V4 Future Sports Festival czy też The Nexus Arabia 2019, gdzie były ogromne pule nagród. I tak naprawdę ciężko określić, czy jest to sprawiedliwe względem zwykłych lig, czy nie. Gracze szukają po prostu jak najlepszych okazji do zarobienia dodatkowych pieniędzy. Dla mnie była to fantastyczna okazja, by sobie dorobić. Zostałem wybrany do zespołu głównie dlatego, że jestem dobrym graczem, a nie ze względu na to, że mam świetne wyniki oglądalności na Twitchu. I właśnie na tej podstawie jest to nieco niesprawiedliwe, bo wybrano mnie tylko dlatego, żeby osiągnąć wynik sportowy, a przecież powinna to być rywalizacja najpopularniejszych streamerów. Ale jeśli ktoś decyduje się wyłożyć pieniądze na taką inicjatywę, to ja nie mam nic przeciwko.

W zasadzie można odnieść wrażenie, że gracze w poszczególnych ligach w Europie nie mają szczególnej motywacji w postaci pieniędzy, patrząc na wysokość puli nagród.

Te pule nagród nie są jakieś wysokie, to prawda, ale każdy gracz ma swoją pensję i to ona powinna być głównym źródłem utrzymania. Dlatego myślę, że pula nagród, którą zresztą trzeba podzielić się też z organizacją, zwyczajnie jest dodatkiem, a nie główną motywacją do profesjonalnej gry. W Polsce kiedyś mieliśmy nieco inną sytuację, bo kiedy mieliśmy aż trzy ważne turnieje – ESL MP, PLE oraz Ultraligę – to wtedy pule nagród miały dość spore znaczenia, ale odkąd Ultraliga zmonopolizowała rynek, raczej nikt już nie zwraca uwagi na nagrodę pieniężną. To nie jest źródło utrzymania zawodników, to wyłącznie pewien rodzaj bonusu, premii, na którą trzeba sobie zapracować.

Chciałbym jeszcze na koniec poruszyć kwestię obecnie panującej mety w LoL-u. Ty jako gracz znany z Corkiego powinieneś poniekąd cieszyć się z ostatnich wzmocnień tego bohatera, ale jednak nie widzieliśmy cię na tej postaci od play-offów Ultraligi. Te zmiany nie były wystarczające?

Mam wrażenie, że Corki zawsze będzie w porządku. Jednakże ostatnio osłabili mu podstawowe obrażenia od ataku, przez co trudno jest wykorzystywać w pełni Trinity Force, bo Sheen zadaje dużo mniej obrażeń. Ostatnio wzmocniono paczki, ale to ma strasznie małe znaczenie, bo ta postać nie polega na wskakiwaniu w pięciu przeciwników i liczeniu na to, że ogień spali rywali. Corki jest marksmanem, który zadaje spore obrażenia magiczne i to jest najważniejsze, więc te zmiany w paczkach nie robią na mnie wrażenia.

A co sądzisz na temat niedawnych zmian w dżungli oraz przyszłych planach wprowadzenia Zeda, Talona itd. do puli bohaterów? Te modyfikacje nie namieszają w scenie competitive?

Sporo tych postaci nie będzie miało prawa bytu w profesjonalnych rozgrywkach. Darius nie jest w stanie dorównać takim bohaterom, jak Elise, Lee Sin, Sejuani czy Jarvan. Ten czempion po prostu nie ma szans, by łatwo czyścić obozy w dżungli. I nawet jeśli wzmocnią te wszystkie postacie, to nadal nie będą one grywalne w lesie, a po prostu mocniejsze na swoich nominalnych liniach, bo będą mogły częściej schodzić do dżungli, aby zgarnąć dodatkowe złoto. Osobiście lubię zmiany i jestem na to gotowy, ale na razie nie chcę wydawać definitywnej oceny tych modyfikacji, bo nie widziałem jeszcze konkretnych liczb.


Śledź autora wywiadu na Twitterze – Daniel Kasprzycki
Śledź rozmówcę na Twitterze – Gaweł „Kashtelan” Paprzycki
Tagi: , , , , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

mhL wraca do wyjściowej piątki x-kom AGO! GruBy wykluczony przez zabieg medyczny

Kilka dni temu byliśmy świadkami niezwykle zaskakujących roszad w składzie CS:GO x-kom AGO. Decyzją sztabu szkoleniowego od wyjściowej piątki odsunięt...