Corsair Dark Core RGB Pro, czyli o tym, jak przekonałem się do bezprzewodowych myszek

Jak zawsze mawiał mój dobry znajomy, który hobbystycznie zajmował się naprawą komputerów: kabel to kabel! Trudno nie oddać mu racji, bo bezpieczeństwo, jakie gwarantuje przewodowe połączenie, trudno uzyskać jakimkolwiek połączeniem bezprzewodowym. Z tego też powodu od zawsze wzbraniałem się przed nieposiadającymi kabli myszkami. Owszem, konieczność plątania się z długim drutem była irytująca, ale przynajmniej nie miałem obaw, że nagle w trakcie pracy gryzoń złośliwie odmówi mi posłuszeństwa. To było jednak dawno i rynek sprzętu, który do funkcjonowania nie potrzebuje tego typu połączeń, poszedł niewątpliwie naprzód. I tutaj wchodzi Corsair Dark Core RGB Pro, całe na czarno, chociaż z podświetleniem, a potem zmienia moje podejście, pokazując mi, że życie bez kabla także istnieje, chociaż nieco kosztuje.

Specyfikacja:

  • Wymiary: 127 × 89 × 43 mm
  • Przyciski: 8 programowalnych
  • Waga: 133 g (bez kabla i akcesoriów)
  • Łączność bezprzewodowa: autorska technologia SLIPSTREAM WIRELESS lub bluetooth
  • Łączność przewodowa: kabel z wtyczką USB 2.0 do komputera oraz USB-C do myszy
  • Kabel: 1,8 m, pleciony
  • Bateria: wbudowana, litowo-polimerowa
  • Sensor optyczny: Pixart PAW3392
  • Częstotliwość próbkowania: do 2000 Hz
  • DPI: 100 – 18 000
  • Podświetlenie: 9-strefowe RGB
  • Kolor: czarny
  • Sugerowana cena: 449 zł (499 zł za wersję SE z ładowaniem indukcyjnym Qi)

Zawartość pudełka

Samemu opakowaniu na pewno nie można odmówić tego, że przyciąga wzrok. Połączenie żółtego oraz czarnego to zawsze dobre połączenie. Na jego tylnej części znajdziemy także krótki opis myszy z wyszczególnieniem kilku punktów specyfikacji technicznej, które dla potencjalnego użytkownika mogą być najważniejsze. A co znajdziemy w środku? Dość standardowe wyposażenie bez żadnych wodotrysków. Lwią część pudełka zajmuje oczywiście gryzoń, który dla bezpieczeństwa (swojego oczywiście) umieszczony został w plastikowej osłonce – dzięki niej tkwi on sztywno w pudełku i nie ma ryzyka, że coś uszkodzi się podczas transportu. W niej znajdziemy też inne elementy wyposażenia, czyli kabel, za którego pośrednictwem możemy połączyć sprzęt z komputerem w celu użytkowania oraz ładowania, odbiornik USB, wymienną nakładkę na prawą stronę myszki oraz typową papierologię w postaci krótkiej instrukcji, dokumentacji technicznej czy też gwarancji.

Budowa i jakość wykonania

Już na starcie muszę zakomunikować, że osoby, które posługują się myszką za pomocą lewej ręki, będą miały problem. Cztery programowalne przyciski znajdują się bowiem z lewej strony – dwa z boku oraz dwa przy jednym z głównych przycisków. Nie ma tu więc mowy o symetryczności znanej z innych produktów na rynku, co dla niektórych może być kwestią mocno zniechęcającą. Abstrahując już od tego, należy zwrócić uwagę, że sam produkt mimo wcale nie tak dużej wagi sprawia solidne wrażenie, a elementy wydają się do siebie odpowiednio dopasowane. Nic nie trzaska ani nie strzela w momentach, w których nie powinno tego robić, chociaż wpływ na taki stan rzeczy ma zapewne fakt, że cała obudowa jest poniekąd umocowana na stałe i sam producent w instrukcji zaleca, by użytkownicy nie próbowali na własną rękę dostać się do akumulatora.

Dark Core RGB Pro zostało w całości wykonane z tworzyw sztucznych, które możemy podzielić na trzy kategorie. Najmniejszą powierzchnię zajmuje błyszczący plastik, który wykorzystano bardzo minimalistycznie tylko po to, by rozdzielić nim oba główne przyciski oraz wykończyć tylną część myszy, na której spoczywa końcówka naszej dłoni. Przyciski oraz boki urządzenia to już plastik matowy, ale nadal gładki. Z kolei na korpusie, na którym kładziemy rękę, umieszczono drobne wypustki, dzięki którym uchwyt jest pewniejszy. Takie same wypustki znajdziemy także z lewej strony gryzonia tuż pod dwoma przyciskami. Co znaczące, mimo że przycisków jest sporo, to szpary pomiędzy nimi nie są wcale tak duże, dzięki czemu nie powinniśmy mieć problemu z brudem zbierającym się w szczelinach. Jedynym elementem, który zawiera w sobie coś więcej niż tylko plastik, jest rolka, tę bowiem pokryto gumą, która podobnie jak grzbiet posiada drobne wypustki, również w celach antypoślizgowych.

O wiele mniej dzieje się na spodzie produktu od Corsair, ale też co może się tam dziać? Co oczywiste, umieszczono tam sensor, zaś dookoła niego znalazło się pięć ślizgaczy. Dwa z nich umiejscowiono wzdłuż, jeden w górnej części, a dwa ostatnie w części dolnej. Ponadto możemy doposażyć się też w ślizgacz szósty, a to dzięki wymiennej osłonce z prawej strony gryzonia. Nic nie stoi na przeszkodzie, by, zamiast zwykłej ścianki, uzyskać podpórkę pod mały palec, a pod nią właśnie wspominaną dodatkową powierzchnię ślizgową. Warto też wspomnieć, że za ową wymienną osłonką znalazła się skrytka, w której możemy przechować odbiornik USB, jeśli akurat nie jest nam potrzebny. Całość dopełnia przełącznik odpowiadający za włączenie urządzenie oraz wybór preferowanego przez nas sposobu łączności.

W modelu Dark Core RGB Pro znajdziemy w sumie osiem przycisków. Najważniejsze są oczywiście dwa główne, które stanowią oddzielne kawałki matowego plastiku przedzielone paskiem plastiku błyszczącego. Tym samym zyskujemy o wiele większe czucie wspomnianych przycisków i nie mamy wrażenia, że naciskając jeden z nich, jednocześnie naciskamy drugi. Dla wielu osób fakt ten może stanowić spory plus. W omawianym egzemplarzu Corsair zastosowało przełączniki Omron, które, jak zapewnia producent, powinny wytrzymać nawet 50 milionów kliknięć, czyli całkiem sporo, jak na niepozornego gryzonia. Zwłaszcza że przełączniki nie są szczególnie głośne i pod tym względem nie odstają od innych myszek, których przyszło mi używać. Pomiędzy głównymi przyciskami znajdziemy przycisk główny, za pomocą którego wybierzemy jeden z trzech progów DPI, oraz diodę informującą na o stanie baterii.

O ile jednak z przycisków jestem zadowolony, tak rolka nieco mnie rozczarowała. Przywykłem do płynności ruchów oraz ciszy, które zapewniało mi moje wysłużone już Zowie FK1. Tymczasem w Dark Core RGB Pro rolka, zwłaszcza przy szybszym przewijaniu, wydaje dość głośne dźwięki. Na dodatek nie obraca się ona płynnie i szczególnie podczas rolowania naprzód czuć „kliknięcia”, pewne progi, po których rolka się porusza, co wielu może zwyczajnie nie przypaść do gustu – mi nie przypadło. Na plus mogę wymienić natomiast wspomnianą gumową powierzchnię, która daje dobre czucie oraz przyczepność nawet podczas długiego użytkowania. Zastrzeżeń nie mam także do klawisza odpowiadającego za zmianę DPI – został umiejscowiony w taki sposób, że nie ma mowy o przypadkowym naciśnięciu, ale nadal też nie będziemy musieli gimnastykować się z palcami, jeśli nawet w trakcie rozgrywki będziemy chcieli zmodyfikować czułość gryzonia.

Poza głównymi przyciskami na wierzchniej części urządzenia dostaliśmy do dyspozycji cztery dodatkowe klawisze. Dwa z nich znalazły się na bocznej części myszy tuż nad kciukiem, dzięki czemu mamy do nich łatwy i szybki dostęp. W wypadku mojej dłoni nie było problemów z tym, by przedni przycisk aktywować za pomocą opuszka palca, a tylny bliższym paliczkiem kciuka. Jednocześnie ani razu nie przydarzyło mi się, bym przypadkowo nacisnął którykolwiek z nich, gdyż przestrzeń między nimi na podkładką pod palec jest na tyle duża, że w większości przypadków kciuk powinien się zmieścić – chyba że ktoś dysponuje naprawdę dużymi dłońmi. W moim wypadku średnio użyteczne wydają się klawisze umiejscowione w bocznej części lewego głównego przycisku. Może to brak odpowiednich przyzwyczajeń, ale korzystanie z nich było dla mnie zwyczajnie niewygodne i mniej intuicyjny niż w wypadku przełączników umiejscowionych z boku.

Sensor

Mysz wyposażono w sensor PAW3392, który stworzony został przez uznaną firmę PixArt. Dzięki niemu uzyskujemy znaczący zakres DPI – od 100 do aż 18 000. Dla porównania model Dark Core RGB, bez końcówki Pro, zatrzymywał się na 16 000. Jeśli jednak miałbym na coś zwrócić uwagę, to na fakt, iż czasami odnosiłem wrażenie, że myszka jest nieco bardziej czuła niż jeszcze przed chwilą. Trudno jednoznacznie określić mi źródło problemu (oraz mieć pewność, że faktycznie on występował). Niemniej po zmianie DPI za pomocą przycisku na myszy i powrocie do pożądanego przeze mnie progu, wszystko znowu było w normie. Podczas testowania gryzonia w różnego rodzaju produkcjach nie odczułem żadnych problemów, które uniemożliwiałyby mi czerpanie przyjemności – nawet jeśli mówimy o produkcjach, w których liczyła się precyzja ruchu.

Bateria

W przeciwieństwie do wielu bezprzewodowych modeli na rynku, w Dark Core RGB Pro Corsair nie zdecydował się postawić na wymienne baterie w formie dobrze znanych nam paluszków. Zamiast tego serce myszki stanowi wbudowany litowo-polimerowy akumulator o pojemności 1 000 mAh. W różnego rodzaju materiałach możemy wyczytać o tym, że bateria ta zapewni nam nawet do 50 godzin grania, chociaż trzeba zaznaczyć, że wynik ten osiągniemy tylko przy połączeniu Bluetooth oraz z wyłączonym oświetleniem RGB. W przeciwnym wypadku żywotność w pełni naładowanego akumulatora wyniesie kilkanaście godzin, po których będziemy musieli naładować go ponownie za pomocą dołączonego w zestawie kabla, który podłączyć możemy do komputera. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by zrezygnować z łączności bezprzewodowej i przejść właśnie na połączenie przez przewód. Warto też dodać, że dzięki temu, iż akumulator jest integralną częścią urządzenia, możemy kontrolować jego stan oraz uruchomić tryb oszczędności energii za pomocą dedykowanej aplikacji.

Oprogramowanie

A skoro już o aplikacji mowa, to przejdźmy do niej. Konfigurację Dark Core RGB Pro Corsair umożliwia program o nazwie iCUE, który znajdziemy na stronie internetowej producenta. Aby go zainstalować, potrzebujemy niespełna 700 MB wolnej przestrzeni na dysku, ale w zamian zyskujemy oprogramowanie, które nie ma negatywnego wpływu na działanie naszego komputera. A przynajmniej ja niczego takiego w trakcie kilku tygodni testowania nie dostrzegłem. Zresztą, jeśli ktoś posiada także inne urządzenia sygnowane marką Corsair, to bez wątpienia ma powód, by go pobrać, bo dzięki niemu będzie mógł w jednym miejscu zarządzać wszystkim.

Dla niektórych minusem iCUE może być brak polskiej wersji językowej, ale zastosowany w oprogramowaniu język powinien być zrozumiały dla każdego, kto choćby w przeciętnym stopniu rozumie język angielski. Tak czy inaczej, po uruchomieniu programu zyskujemy dostęp do kilku zakładek oraz do listy stworzonych przez nas profili. Jeśli chodzi o same sekcje, to otrzymujemy kolejno: Home (czyli stronę startową m.in. z listą naszych urządzeń), Dashboard (gdzie mamy dostęp do danych nie tylko na temat samej myszki, ale też podzespołów naszego komputera), Instant Lightning (gdzie za pomocą jednego kliknięcia możemy zmienić kolor podświetlenia RGB) oraz Settings (czyli, jak sama nazwa wskazuje, ustawienia). W dolnej części okienka znajdziemy natomiast odnośniki kierujące nas do supportu lub też na forum Corsair.

Przede wszystkim program umożliwia nam tworzenie odrębnych profili. Oznacza to, że nawet w sytuacji, gdy wiele osób o różnych preferencjach korzystać będzie z tego samego urządzenia, to nie będzie się to wiązać z koniecznością mozolnego grzebania w ustawieniach w celu przywrócenia pożądanej konfiguracji. W ramach profilu możemy ustawiać swoje własne makro, DPI, ale także i określić preferowane oświetlenie RGB. Jak zostało wspomniane, zakres DPI wynosi od 100 do 18 000 i możemy wybrać dla siebie dowolny wynik na tej skali – nie jesteśmy ograniczeni odgórnie predefiniowanymi poziomami czułości.

W kolejnej zakładce, o nazwie Dashboard, jak zostało wspomniane, otrzymamy wykresy dotyczące chociażby obecnego poziomu energii w akumulatorze naszego gryzonia. Ponadto program poinformuje nas też o temperaturze poszczególnych rdzeni naszego procesora, karty graficznej czy też nawet płyty głównej. Naszym oczom ukazuje się więc podgląd na kwestie, które nierzadko wielu z nas sprawdza za pomocą innych programów.

Jeśli zaś chodzi o Settings, to w tym miejscu będziemy mogli chociażby zaktualizować oprogramowanie myszki do najnowszej wersji oraz zająć się innymi istotnymi kwestiami. Chcesz zmienić częstotliwość odświeżania połączenia między komputerem a gryzoniem? Nie ma problemu. Chcesz ustalić czas, po jakim urządzenie wejdzie w stan uśpienia? Proszę bardzo. A może chciałbyś włączyć tryb oszędzania energii? Jasna sprawa. Brakuje mi jednak w tym wszystkim klarownego, procentowego określenia obecnego stanu baterii. Zamiast tego otrzymujemy dość enigmatyczne określenia w stylu „high” lub „medium”, które tak naprawdę mogą znaczyć wszystko, ale nie mówią nam konkretnie, ile mamy jeszcze czasu nim będziemy musieli przejść do ładowania.

Wrażenia z użytkowania

Po kilku latach korzystania z Zowie FK1 mogę powiedzieć, że przejście na Corsair Dark Core RGB Pro przebiegło zaskakująco bezboleśnie i to nawet nieco innego kształtu obu gryzoni. No, może czasami odnosiłem wrażenie, że sprzęt sygnowany nazwiskiem Filipa „NEO” Kubskiego był bardziej precyzyjny, ale prawdopodobnie była to kwestia zwykłego przyzywczajenia i na dobrą sprawę po kilku dniach korzystania z Dark Core RGB Pro zarówno w pracy, jak i podczas grania problem praktycznie zniknął. O ile przed recenzją byłem przekonany, że powrócę do swojego wcześniejszego urządzenia, teraz już takiej pewności nie mam.

Zwłaszcza że myszka od Corsair bardzo przyjemnie leży w dłoni i, co szczególnie dla mnie istotne, nie męczy jej nawet po długim użytkowaniu. Nawet waga, która dla niektórych może być problemem, w moim wypadku wcale problemem się nie okazał. Zwłaszcza że zakochałem się w stylizowanej, pokrytej antypoślizgowymi wypustkami obudowie, która była miłą odmianą od bardzo prostego w swojej budowie FK1. Ta świetnie wypadała podczas długich sesji w Call of Duty: Warzone oraz Counter-Strike: Global Offensive, podczas których dłoń i myszka pracują niemal bezustannie. Zarówno sprawne poruszanie się po mapie w biegu, jak i celowanie w chaosie walki nie stanowiły dla myszki większego wyzwania i gwarantowało mi doznania porównywalne do tych, jakich doświadczałem korzystając z mojeg poprzedniego gryzonia. Co szczególnie istotne, nie było żadnych sytuacji, w których dostrzegłbym, że kursor ucieka mi sam z siebie albo drży – pozostawał on dokładnie w takim ustawieniu, w jakim go pozostawiłem. Bardzo przypdały mi do gustu dodatkowe boczne przyciski, które są zdecydowanie większe niż te, w FK1, a przez to łatwiej i wygodniej się je naciska. Z kolei dodatkowe przełączniki przy lewym głównym przycisku w moim wypadku były kompletnie bezużyteczne nie tylko dlatego, że ich naciskanie było niewygodne, ale także z powodu nacisku, który trzeba przyłożyć, by w ogóle się wcisnęły – a ten jest znacznie większ niż w głównym przycisku. Rozumiem, że ma to pomóc w uniknięciu przypadkowego kliknięcia, niemniej niesmak pozostaje.

Jeśli chodzi o typową pracę dziennikarską, czyli także związaną z poruszaniem się po edytorze tekstowo-wizualnym czy też operowaniem w programie graficznym, to także nie mam myszce niczego do zarzucenia. Jedynym minusem jest już wspomniana przeze mnie wcześniej rolka. Przyzwyczajony do standardu z Zowie FK1, gdzie ta nie wydawała żadnych dźwięków i gwarantowała mi tylko lekko wyczuwalne skoki, tutaj nie potrafię się przestawić. Klikanie pojawiające się przy każdym obrocie kojarzy mi się nieco z tanimi myszkami, z których korzystałem lata temu, chociaż oczywiście bynajmniej nie mówię tutaj, że Dark Core RGB Pro prezentuje podobną jakość, bo zdecydowanie tak nie jest. A jednak nie potrafię tej rolki przeboleć, zwłaszcza że sam często muszę wertować wiele stron internetowych i nim na dobre te nieprzyjemnie dźwięki zdążą mi zobojętnieć, zdążę się już nieco nadenerwować na to ciągłe „klik, klik, klik”.

Podsumowanie

Dark Core RGB Pro na pewno do najtańszych myszek nie należy. Oczywiście nie mówimy tutaj o sprzęcie wycenionym przez producenta na np. ponad 600 zł, ale nadal za korzystanie z wersji bez ładowania indukcyjnego musimy zapłacić blisko 450 zł, podczas gdy ezgemplarz posiadający taką funkcję kosztować nas będzie o 50 zło więcej. Na pewno nie jest to wydatek na każdą kieszeń, ale mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że produkt jest wart swojej ceny. Przede wszystkim solidny, ale też raczej niezawodny. Pozytywnego wrażenia nie zmieniają nawet pojedyncze mankamenty, o których wspomniałem na przestrzeni powyższej recenzji. Zresztą, wystarczy wspomnieć, że dzięki niemu przekonałem się do bezprzewodowego grania.

Zresztą, zwolennicy kabli nadal mogą z nich korzystać, bo produkt Corsair dopuszcza także i taką możliwość. Niestety nie miałem okazji przetestować, jak wypada łączność Bluetooth, ale warto odnotować, że taka możliwośc istnieje. Tak czy inaczej, jeżeli nie macie gigantycznych dłoni, jesteście skłonni na nieco większy niż zwykle wydatek i interesuje was zarówno funkcjonalność, jak i design, to Dark Core RGB Pro wydaje się być produktem dla was. A, no i przygotujcie się na „klik, klik, klik”.

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Zapowiedziano Rainbow Six Polish Masters, w puli nagród 60 tysięcy złotych

Rainbow Six Masters League to już przeszłość. Po trzech sezonach rozgrywki te znikają ze sceny, ale nie pozostawią po sobie próżni. Ich miejsce zajmie...

>