danye: Scena VALORANTA będzie bogatsza niż całe Overwatch League

Dotychczas w Overwatch League mieliśmy tylko jednego Polaka. Mieliśmy, bowiem Karol „danye” Szcześniak pod koniec ubiegłego roku pożegnał się z Paris Eternal. Co więcej, podążył on drogą obraną już przez innych graczy i porzucił tytuł, z którym był dotychczas związany, by spróbować swoich sił w VALORANCIE, nowej grze Riot Games. Dlaczego przestał czerpać przyjemność z gry w Overwatcha? Dlaczego nie znalazł jeszcze nowej organizacji? I ile daje sobie czasu na rozwój swojej esportowej kariery? O tym i nie tylko opowiedział nam sam zainteresowany. Zapraszamy!


Maciej Petryszyn: W jaki sposób w ogóle cię traktować? Jeszcze jako gracz Overwatcha czy już jako zawodnika VALORANTA?

Karol „danye” Szcześniak: Teraz już raczej jako gracza VALORANTA.

Od twojego odejścia z Paris Eternal minęło już ponad pół roku. Przez ten czas zdążyłeś poukładać sobie w głowie to, mimo wszystko, niepowodzenie? Pogodziłeś się z nim?

Przez pierwszy miesiąc faktycznie źle się czułem z tym, że nie dano mi kontraktu na kolejny rok. Potem jednak już się z tym pogodziłem. Wziąłem nawet udział w kilku try-outach do zespołów z Overwatch League i Overwatch Contenders, ale jednocześnie zacząłem tracić przyjemność z samego grania w Overwatcha, więc nawet jakoś specjalnie mnie nie ruszyło, że ostatecznie nie dostałem się do OWL. Pieniądze oczywiście byłyby bardzo przyjemne, ale nie miałbym na pewno specjalnej radości z samej gry.

Tuż po zmianie trenera w Eternal byłeś przez jakiś czas podstawowym graczem i raz zdobyłeś nawet tytuł MVP. Co więc sprawiło, że z czasem straciłeś miejsce w składzie, bo pod koniec sezonu 2019 przecież już nie grałeś, i ostatecznie nie otrzymałeś nowego kontraktu?

W czwartym etapie ligi już nie grałem, bo sztab szkoleniowy uznał, iż inny skład będzie prezentować się lepiej. Wydaje mi się, że powinienem był wtedy grać, ale to tylko moja opinia. A dlaczego nie dostałem kontraktu na kolejny rok? Powodem może być fakt, że jako gracz nie jestem specjalnie znany w porównaniu z innymi ludźmi na scenie. Tymczasem zmienił się cały nasz sztab, zmienił się generalny menadżer – wszyscy zostali zmienieni. A nowe osoby, które przyszły, nie wiedziały o mnie zbyt wiele. Może po prostu uznano, że jestem jakimś no-namem, że nie jestem zbyt dobry, bo właściwe grałem tylko w trakcie jednego etapu? I po prostu nie dostałem żadnej oferty.

Mówisz, że nie jesteś specjalnie znany, niemniej już podczas Overwatch World Cup 2018 oficjalna strona OWL umieściła cię na liście najbardziej wyróżniających się graczy paryskich eliminacji. Czyli jednak ktoś cię już wtedy zauważył.

Podczas OWWC przede wszystkim dużo grałem. Nie pełniłem roli rezerwowego, bo nasz skład był wówczas sześcio- czy też siedmioosobowy. Do tego tamta meta jakby bardziej do mnie pasowała. Gdy trafiłem już do Overwatch League, to przez 3/4 sezonu funkcjonowała meta GOATS, czyli trzech tanków i trzy supporty. Przed OWL-em mogłem grać DPS-ami – jako McCree, Trupia Wdowa, Fara czy Genji. Byłem znany z grania właśnie tymi postaciami. A potem zaczął się sezon i okazało się, że nikt w naszej drużynie nie miał wcześniej okazji grać mety GOATS. Dodatkowo mieliśmy w składzie wielu znanych graczy, jakich jak chociażby SoOn z Francji czy ShaDowBurn z Rosji. Oni obaj byli bardzo znani, w przeciwieństwie do mnie. A jak wiesz, w takich sytuacjach popularność ma znaczenie. Zdarza się, że czasami trenerzy mają z tyłu głowy przeświadczenie, że gracze bardziej znani są jednocześnie lepsi.

Sądzisz więc, że o tym, iż nie grałeś, po części zadecydowały nie tylko umiejętności, ale także fakt, że nie miałeś wyrobionego nazwiska?

Powiedzmy, że po prostu nie zdążyłem sobie tego nazwiska wyrobić, bo, jak mówiłem, grałem tylko w trakcie jednego etapu. Gdybym otrzymywał szansę non stop przez trzy etapy, to miałbym czas, by pokazać się ludziom. A tymczasem ja grałem krótko i do tego jeszcze jako Zaria, która w trakcie mojej kariery w Overwatchu nigdy nie była jedną z moich najlepszych postaci. Nie miałem więc okazji, by zaprezentować, co potrafię przy pomocy naturalnych dla mnie bohaterów.

Temat nowej umowy dla ciebie w żadnym momencie się więc nie pojawił?

Gdy podpisujesz kontrakt w Overwatch League, to otrzymujesz umowę 1+1 – o ile pamiętam, to właśnie tak się to nazywa. Polega ona na tym, że pierwszy rok występów w OWL masz zagwarantowany i możesz dostać też rok drugi, pod warunkiem jednak, że drużyna będzie cię chcieć. Jeśli tak, to nie masz na to wpływu – po prostu zostajesz. A jeśli nie, to odchodzisz. I tak właśnie było ze mną.

Rozmawiałeś z kimś z Eternal, by wytłumaczono ci powody tej decyzji?

Nie. Jak już mówiłem, całkowicie wymieniono sztab szkoleniowy i dostałem po prostu informację, że zespół nie skorzysta z opcji przedłużenia mojego kontraktu.

Wspomniałeś wcześniej o try-outach do innych drużyn z ligi. Gdzie próbowałeś się dostać po odejściu z Eternal?

Na pewno brałem udział w testach do Los Angeles Gladiators i Boston Uprising. Niemniej ostatecznie nigdzie nie udało mi się zostać na dłużej.

I faktycznie rozważałeś grę w Overwatch Contenders? Pamiętam, gdy rozmawialiśmy na początku ubiegłego roku – dość negatywnie wypowiadałeś się wtedy o Contenders. Wiadomo zresztą jak ta liga była wówczas organizowana, a wydaje mi się, że od tego czasu to wszystko popsuło się jeszcze bardziej.

Pod koniec sezonu w Overwatch League pojawiły się u mnie myśli, że może gra w Contenders nie byłaby wcale taka zła. W OWL grałem krótko i nie miałem okazji się pokazać, a tymczasem tam mogłem liczyć na o wiele więcej okazji do występów. Stwierdziłem więc, że nawet jak nie zostanę w OWL i wrócę do Contenders, to nic strasznego się nie stanie, bo dzięki temu będę mógł regularniej grać i to postaciami innymi niż Zaria, dzięki czemu pokażę, na co naprawdę nie stać.

Ale gdy zacząłem scrimować po OWL-u, to moje podejście zmieniło się diametralnie. Nowa meta była jeszcze nudniejsza, jeszcze gorsza niż GOATS. Uznałem więc, że jeśli gra w Contenders miałaby dawać mi jeszcze mniej przyjemności niż występy w OWL-u i do tego jeszcze za mniejsze lub nawet żadne pieniądze, to to zwyczajnie nie ma sensu. Zamiast więc grać bez radości, nie zarabiając przy tym niczego, wolałem powiedzieć po prostu „dziękuję, to koniec”.

I to wszystko, o czym opowiadasz, czyli brak przyjemności z gry, kwestia mety, która ci nie odpowiadała itd., złożyło się na fakt, że postanowiłeś porzucić Overwatcha na rzecz VALORANTA?

Dokładnie tak. Z Overwatchem skończyłem praktycznie pod koniec grudnia, ale już na początku tamtego miesiąca podjąłem decyzję. Niemniej opóźniłem nieco publikację tweeta, który to ogłaszał. Nie miałem szczególnie wielkich planów co do VALORANTA, bo nie wiedziałem nawet, kiedy ta gra się ukaże. Planowałem w międzyczasie uczyć się programowania i próbować swoich sił w VALORANCIE, gdy już wyjdzie – a myślałem, że beta pojawił się może np. w lipcu. Do tego czasu miałem się więc uczyć, ale z racji tego, że ostatecznie gra została wydana tak szybko i już trochę w nią pograłem, to myślę, że być może uda mi się w niej coś osiągnąć. Teraz towarzyszą mi podobne uczucia, jak na początku mojej przygody z Overwatchem – że jestem dobry i mam szansę na choćby małą karierę esportową.

Gdy pod koniec ubiegłego roku pisałeś na Twitterze, że porzucasz Overwatcha na rzecz VALORANTA, użyłeś słowa „break”, czyli przerwa. Czy to oznacza, że nie żegnasz się z OW definitywnie i być może jeszcze kiedyś wrócisz do gry? Czy to może już całkowicie zamknięty rozdział?

Stwierdzenie o przerwie było bardziej pewnego rodzaju zagrywką. Chodziło o to, że gdyby jakimś cudem, jakimś zrządzeniem losu pojawiłaby się ekipa z Overwatch League lub też jakiś naprawdę topowy zespół z Contenders z odpowiednim poziomem wynagrodzeń, jak np. Envy, która chciałaby mnie do składu, to wtedy nie kończyłbym kariery, tylko właśnie miał przerwę. Ale bodajże dwa tygodnie temu dodałem kolejny wpis, w którym przyznałem, że po tym, jak spróbowałem VALORANTA, to chyba definitywny koniec z Overwatchem.

Po tym grudniowym wpisie faktycznie ktoś się odezwał, czy też nie było żadnego odzewu?

Pojawiły się propozycje z Contenders. Ale praktycznie wszystkie z nich zignorowałem, bo sam wiesz, jak w tym momencie wygląda sytuacja w tej lidze.

Od kilku miesięcy pozostajesz bez organizacji, jak więc radzisz sobie finansowo? Poszedłeś do zwykłej pracy czy utrzymujesz się z tego, co zostało ci po Overwatch League?

Korzystam z pieniędzy zarobionych w Overwatch League. Do tego jeszcze mieszkam z rodziną, więc na pewno jest pod tym względem łatwiej.

fot. twitter.com/ParisEternal

Przeglądając internet, zwłaszcza w Polsce, często widzę, że informacje o innych zawodnikach, którzy przechodzą do VALORANTA, spotyka się z krytyką albo niemiłymi komentarzami. Budzi negatywne emocje. A gdy ty ogłosiłeś, że odchodzić z Overwatcha na rzecz gry Riotu, to z jakimi reakcjami się spotkałeś?

Raczej głównie z pozytywnymi reakcjami. Lub przynajmniej neutralnymi.

Podobną do ciebie decyzję o zaangażowaniu się w VALORANTA podjęło już kilku innych graczy Overwatch League i jest szansa, że ich lista będzie się tylko wydłużać. Z czego wynika, że porzucają oni pewne przynajmniej do końca sezonu pieniądze na rzecz niepewnego bytu, jakim jest VALORANT?

Są dwa powody. Po pierwsze chodzi o przyjemność z gry. Overwatch naprawdę zmienił się w coś nieprzyjemnego i frustrującego, w co trudno jest grać i się tym jednocześnie cieszyć. Przez wszystkie wprowadzone zmiany, przez wszystkie dodane do gry postacie, przez nieudolny bilans Blizzarda, przez blokadę 2-2-2 i wszystkie inne podjęte decyzje OW zaczęło zwyczajnie powodować frustrację. Dlatego też ci wszyscy gracze, tacy jak sinatraa, który wygrał ostatni sezon Overwatch League, zdobył tytuł MVP i sięgnął też po mistrzostwo świata, opuszczają grę, bo nie daje im już ona żadnej przyjemności, a tylko wzbudza negatywne odczucia.

Druga kwestia to esportowa scena, która według mnie będzie bogatsza i większa niż całe Overwatch League. W końcu za VALORANTA odpowiada Riot Games, które wyrobiło sobie już renomę na scenie League of Legends, która jest olbrzymia i niesamowicie bogata. Poza tym VALORANT będzie też o wiele łatwiejszy do oglądania i przede wszystkim do zrozumienia dla niedzielnego widza. W Overwatcha nie dość, że gra się szybko i dużo dzieje się na ekranie, to do tego pojawia się w nim wiele nieintuicyjnych rzeczy, takich jak np. popełnianie samobójstwa. Gdy widzisz, że przegrywasz walkę, to decydujesz się zabić sam siebie, by nie pomóc przeciwnikom w ładowaniu umiejętności specjalnej. I gdy widzi to casualowy odbiorca, który nie zna się na grze, to myśli: o co tu chodzi? Dlaczego on się zabija? Przecież to nie ma sensu, dlaczego zabijanie siebie samego miałoby mieć jakikolwiek sens? Pod tym względem VALORANT wydaje się być o wiele bardziej intuicyjny. Po prostu zabijasz, podkładasz bombę i tyle. Zupełnie jak w CS:GO, chociaż z większą liczbą umiejętności.

Można więc powiedzieć, że Overwatch League umiera, czy jeszcze za wcześnie na tak kategoryczne stwierdzenia?

Jednocześnie umiera zarówno Overwatch League, jak i Overwatch w ogóle. Nie jestem ekspertem, ale widać coraz mniejszą liczbę widzów na streamach na YouTube, coraz mniejszą liczbę graczy. Blizzard trochę sobie sam na to wszystko zapracował, a powiedziałbym nawet, że sobie na to zasłużył. I jeśli nic z tym nie zrobi, to to umieranie będzie tylko postępować.

Wspomniałeś o umiejętnościach postaci. Z ich powodu w sieci trwa dyskusja, czy VALORANT faktycznie będzie konkurencją dla Counter-Strike’a z uwagi na gameplay, czy też właśnie z powodu tych umiejętności bardziej zaszkodzi Overwatchowi. Jak ty, jako osoba wywodząca się ze sceny OW, na to patrzysz?

Powiedziałbym, że będzie to konkurencja zarówno dla Counter-Strike’a, jak i dla Overwatcha. Dla CS-a, bo to dwie podobne gry polegające praktycznie na tym samym, chociaż z małymi różnicami. Z kolei jeśli chodzi o Overwatcha, to jest on po prostu ohydną grą i wszyscy gracze będą chcieli grać w coś, co jest lepsze. No, może nie wszyscy, ale na pewno bardzo wiele osób przejdzie do VALORANTA, bo OW jest nieprzyjemne.

Miałeś dostęp do VALORANTA juz wcześniej, czy dostałeś go dopiero przy okazji zamkniętej bety?

Dostałem dostęp dopiero, gdy wystartowała zamknięta beta.

Masz więc już za sobą kilka tygodni testów. Jak twoje odczucia względem gry? Zakładam, że są w niej zapewne rzeczy, które nie do końca ci się podobają?

Jeśli chodzi o gameplay, to na samym początku nie podobała mi się Raze, która miała dwa granaty itd. Generalnie w tej grze miało chodzić o to, a przynajmniej tak zapewniał Riot, że umiejętności miały tylko pomagać w tworzeniu sobie sytuacji, w których możesz kogoś wyeliminować bronią, a nie same służyć zabijaniu. Z kolei Raze jako jedyna postać może zabijać przeciwników każdą ze swoich umiejętności. Jednym granatem potrafi wyeliminować kilka osób równocześnie, jeśli odpowiednio on upadnie. Ale po nerfie i gdy sam pograłem nią trochę więcej, to wydaje mi się, że w tym momencie nie jest już taka mocna.

A jej umiejętność specjalna? Gdy inne postacie używają ultów, masz jednak pewien czas na ucieczkę, a w przypadku Raze, gdy ta wyceluje w ciebie z wyrzutni rakiet, to twoje szanse na przeżycie są praktycznie żadne.

Powiedzmy, że jej ult też jest trochę denerwujący, ale nie jest aż tak źle. Mnie jako postać bardziej irytowała wcześniej niż teraz. Ogólnie podczas scrimów 5v5, gdy dwie drużyny grają przeciwko sobie, to Raze nie wydaje się być wcale aż tak dobra. Wciąż może być trochę denerwująca, ale to tyle. Jeśli zaś chodzi o rzeczy spoza rozgrywki, to na pewno w VALORANCIE denerwują mnie kwestie związane z samą betą, takie jak np. spadki FPS-ów. Ale to tyle.

W Overwatchu byłeś kojarzony m.in. z Farą i Genjim, czyli postaciami bardzo dynamicznymi, mobilnymi. Czy to oznacza, że w VALORANCIE jedną z twoich ulubionych postaci jest równoe ruchliwa Jett?

Co do tego, że kojarzę się z Farą i Genjim – różni ludzie mają o mnie różne opinie i kojarzą mnie z innymi postaciami. Niektórzy łączą mnie właśnie z Genjim i Farą, z kolei inni bardziej z hitscanami, takimi jak Trupia Wdowa czy McCree. A czy Jett jest moją ulubioną postacią? Nie. Zresztą, trudno w ogóle powiedzieć, kto nią obecnie jest. Na ten moment gram w VALORANTA tak samo, jak zaczynałem w Overwatchu, czyli testuję wszystkie postacie po kolei, by sprawdzić, która będzie dla mnie najprzyjemniejsza. Przez ostatnie trzy dni najczęściej korzystałem z Cyphera, a przedtem sporo grałem Brimstonem.

CZYTAJ TEŻ:
Poznajcie pierwszego polskiego prosa VALORANTA. „Legendy sceny CS-a zaczynały w drużynie, w której zaczynam ja”

Jak sam dobrze wiesz, Overwatch nigdy nie zyskał w Polsce zbyt dużej popularności. Sądzisz, że z VALORANTEM będzie inaczej i że za jakiś czas w naszym kraju wykształci się esportowa scena?

Myślę, że tak. Z jednej strony mamy Riot Games, czyli twórców niesamowicie popularnego w Polsce League of Legend. Z drugiej zaś jest rozgrywka w stylu Counter-Strike’a, czyli drugiej najpopularniejszej gry w naszym kraju. VALORANT jest więc kombinacją firmy od LoL-a oraz gameplayu CS:GO. Wydaje mi się więc, że ta gra będzie w Polsce bardzo duża, zwłaszcza że jest za darmo.

Od czasu, gdy ogłosiłeś swoje zaangażowanie w VALORANTA, nie udało ci się znaleźć żadnej drużyny na stałe, a przecież minęło już kilka miesięcy. Jakieś organizacje w ogóle kontaktowały się z tobą w sprawie współpracy?

Są dwa rodzaje organizacji, które tak wcześniej, jeszcze w trakcie bety, biorą graczy. Z jednej strony mamy duże organizacje, takie jak Sentinels, które niedawno zatrudniło zespół sinatry. Takie formacje biorą tylko najlepszych, najpopularniejszych zawodników z innych gier, a ja nigdy taką osobą w Overwatch nie byłem. Jedyne, co udało mi się tam wypracować, to angaż w Overwatch League, ale to tyle – nie byłem żadnym super popularnym graczem, więc raczej żadna duża organizacja się ze mną nie skontaktuje. A inne ekipy, małe organizacje… Podpisywanie z nimi kontraktów tak wcześnie za jakieś małe pieniądze albo w ogóle za rzeczy typu „Hej, kolego, zasponsorujemy ci wyjazd na lana” to dla mnie trochę głupota.

Miałeś tego typu oferty?

Jeszcze nie. Na razie jedyne rozmowy, jakie miałem, dotyczyły try-outów. Kontaktowały się ze mną dwie mniejsze organizacje, ale nawet, gdyby któraś z nich zechciałaby mi dać kontrakt na tak wczesnym etapie gry, to prawdopodobnie i tak bym go nie podpisał.

Nastawiasz się tylko na szukanie czegoś międzynarodowo, czy gdyby ktoś w Polsce postanowił zbudować skład i odezwałby się do ciebie, to wszedłbyś w to?

Szczerze to nastawiam się na cokolwiek, naprawdę. Mogę grać w polskim składzie, mogę grać w zagranicznym składzie. Ważne jest po prostu, by sama drużyna była jak najlepsza.

Czyli planujesz po prostu scrimować, grać rankedy i czekać na swoją szansę?

Scrimowanie z różnymi drużynami, by uczyć się gry. Stawać się lepszym indywidualnie. Patrzeć i uczyć się tego, co działa, a co nie. Podpatrywać, jak grają inne zespoły. Po prostu stawać się coraz lepszym i coraz lepiej rozumieć grę. Jeśli kontrakt w końcu przyjdzie, to w porządku. Nie mam jeszcze specjalnie wielkich planów co do kariery esportowej w VALORANCIE – na razie po prostu gram. Możliwe, że będzie tak przez maksymalnie rok i jeśli nie uda się załapać żadnej dobrej umowy, to po prostu przestanę grać esportowo, wrócę do szkoły albo do nauki programowania. Albo może jeszcze coś innego, kto wie.

Śledź zawodnika na Twitterze – Karol „danye” Szcześniak

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Bez polskich drużyn, ale z polskimi graczami. Trwają play-offy LOOT.BET Season 6

Szósty sezon rozgrywek CS:GO organizowanych przez LOOT.BET nie poszedł po myśli polskich drużyn. Zarówno x-kom AGO, jak i Illuminar Gaming szybko poże...