fot. ESL

Superpuchar Europy w League of Legends? A po co to komu?

Nieco ponad tydzień temu Riot Games ogłosiło Mid-Season Cup, turniej zastępczy dla anulowanego ze względu na pandemię koronawirusa Mid-Season Invitational. Społeczność League of Legends ciepło przyjęła inicjatywę, bo ta pozwoli przecież na emocjonowanie się rywalizacją czterech najlepszych formacji wiosennego splitu z Korei Południowej oraz Chin. Dzisiaj nie będziemy jednak mówić na temat Mid-Season Cup samego w sobie, a o czymś zupełnie innym, o czymś bliższym sercom miłośników europejskiego League of Legends.

W oficjalnym oświadczeniu odnośnie do ogłoszenia Mid-Season Cup Riot Games wspomniało, że to nie jedyne wydarzenie, które w najbliższym czasie zrealizuje. – Mid-Season Cup, podobnie jak wydarzenia, które wkrótce zostaną ujawnione, będzie transmitowany na watch.lolesports.com – mogliśmy przeczytać na oficjalnej stronie LoL Esports. Ten krótki fragment sprawił, że zacząłem zastanawiać się nad podobnymi inicjatywami, które Riot mógłby zrealizować w dobie koronawirusowych obostrzeń i rozgrywek przeniesionych w pełni do internetu. Co ciekawego mogliby przygotować twórcy League of Legends oprócz MSC? Co przyciągnęłoby sporo entuzjastów profesjonalnego LoL-a przed ekrany monitorów i telewizorów?

MSC w Azji, a co z Europą?

Z logistycznych powodów w tym momencie Riot nie byłby w stanie stworzyć kolejnego turnieju pokroju Rift Rivals, w którym zobaczylibyśmy walkę czołowych drużyn Europy oraz Ameryki Północnej. Jeżeli zaś chodzi o inne rywalizacje na świecie pokroju Rosja kontra Turcja, to raczej nie miałyby one najmniejszego sensu ze względu na znikome zainteresowanie fanów, wszak brakuje im jakiegokolwiek kontekstu historycznego, a nazwiska graczy nie przyciągają widzów spoza tych regionów. Odrzucając kolejne możliwości zorganizowania podobnej do Mid-Season Cup inicjatywy, wpadłem na pewien pomysł. Dlaczego twórcy LoL-a nie spróbowali jeszcze skonfrontować najlepszych drużyn European Masters z reprezentantami League of Legends European Championship?

Zastanówmy się nad tym przez chwilę. Kwestie techniczne? Wszyscy gracze mogliby bez najmniejszego problemu rozgrywać cały turniej wprost z domu, bo przecież ping w Europie, zwłaszcza przy pomocy dodatkowego zewnętrznego oprogramowania (Riot korzysta z takowego w przypadku Mid-Season Cup), raczej nie przekraczałby 30-40 ms. Produkcja mogłaby z łatwością dodać do tego wszystkiego wywiady z zawodnikami po meczach. Wydaje się zatem, że pod względem technicznym nie ma tutaj wielu przeszkód, szczególnie że wszyscy przyzwyczaili się już do internetowych zmagań i niższej jakości produkcji. Uskutecznienie tego typu rozgrywek nie powinno zatem należeć do najbardziej wymagających pod względem finansowym.

Kolejną kwestią jest również niedosyt, jaki można odczuwać po zakończeniu European Masters. W czołówce prestiżowych zawodów dla ekip z drugiego szczebla rozgrywkowego mieliśmy przecież kilka naprawdę solidnie grających zespołów, które z pewnością wielu z nas chciałoby znów zobaczyć w akcji. Mam wrażenie, że odkąd z mapy LoL-a na Starym Kontynencie zniknęło Challenger Series, zwyczajnie brakuje porządnej weryfikacji umiejętności drużyn i zawodników z „drugiej ligi”. Domyślam się, że jest sporo osób, które – podobnie jak ja – chciałyby sprawdzić i przekonać się, czy formacja pokroju LDLC OL czy K1CK Neosurf byłaby w stanie urwać mapę takiemu Fnatic, MAD Lions lub G2 Esports.

Korzyści?

No dobrze, ale co dałoby to poszczególnym stronom? Dla zawodników reprezentujących grupę European Masters bez dwóch zdań byłaby to fantastyczna wręcz okazja do zaprezentowania się przed większą publicznością oraz, co najważniejsze, pokazania się w jeszcze ważniejszych meczach niż dotychczas przed rozglądającymi się za nowymi nabytkami organizacjami. Podejrzewam, że wiele osób w tym miejscu pomyśli, że dla graczy z LEC taki turniej nie miałby sensu, bo mogliby się skompromitować, jeśli przegraliby z teoretycznie gorszym zespołem spoza najważniejszej ligi. Niemniej, ze względu na brak MSI wszyscy rywalizujący w LEC zawodnicy mają obecnie przerwę i przygotowują się głównie za pomocą solo queue. Podejrzewam, że formacje rozpoczęły już potocznie nazywane scrimami sparingi, jednakże sprawdzenie się w poważnym starciu byłoby o wiele lepszym treningiem przed letnim splitem. W końcu żaden gracz z LEC nie chciałby przegrać z „gorszą” drużyną, która na co dzień gra na poziomie ERL, dlatego też z pewnością starałby się bardziej niż zwykle na meczach sparingowych.

Czy taki turniej przyciągnąłby fanów? Według mnie tak. W końcu na transmisjach pojawiliby się kibice poszczególnych drużyn z LEC, ekip z drugiej klasy rozgrywkowej, a także entuzjaści regionalnych lig samych w sobie. Który polski, francuski czy też hiszpański fan LoL-a opuściłby spotkanie formacji reprezentującej jego kraj z drużyną na co dzień rywalizującą w LEC? Tego typu zawody z nutką „jajcarskiej” produkcji rodem z LEC mogłyby wygenerować spore liczby na transmisjach w wielu językach i wcale nie musiałby trwać szczególnie długo, czego przykładem jest nadchodzące Mid-Season Cup.

Wiem, że i tak jest już na to za późno, bo letni split LEC rozpoczyna się już w połowie czerwca, i raczej nie zobaczymy tego typu zawodów w najbliższym czasie, ale osobiście oglądałbym Superpuchar Europy w League of Legends z zapartym tchem.

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

A83650 kończy karierę profesjonalnego gracza!

Dzisiejsze oświadczenie opublikowane przez Kacpra "A83650" Kwiecińskiego z pewnością zasmuciło wielu polskich fanów elektronicznych gier karcianych. J...

>