fot. Entropiq

MOLSI: W VALORANCIE trzeba zapieprzać tak samo jak w CS-ie

Przez wiele lat Michał „MOLSI” Łącki związany był z rodzimą sceną Counter-Strike’a, reprezentując barwy takich formacji, jak tomorrow.gg, Actina PACT czy też AVEZ Esport. Jednakże kilka tygodni temu 23-latek postanowił porzucić dobrze sobie znany tytuł, by śladem innych graczy spróbować szczęścia w VALORANCIE. Dlaczego w AVEZ nie dogadywał się z trenerem? Czy odejście paTiTka do G2 Esports skomplikowało budowę nowego składu? I czy nie będzie dla niego problemem komunikacja w języku angielskim? O tym, ale nie tylko porozmawialiśmy właśnie z MOLSIM, który zasilił niedawno szeregi czeskiej organizacji Entropiq. Zapraszamy!


Maciej Petryszyn: Zacznijmy od kwestii twojego zdrowia. Jak obecnie wygląda sytuacja – wszystko już w porządku, jeśli chodzi o ciebie i twoje samopoczucie?

Michał „MOLSI” Łącki: Nie chcę mówić, że sprawa mojego zdrowia jest już zakończona, bo pozostały mi jeszcze ślady choroby. Ale po wakacjach moje ciało powinno być już zdrowe. Moja choroba dotyczy skóry, mam wysypkę, która jest traktowana jako oparzenie. Generalnie ze zdrowiem jest git, ale muszę się zająć jeszcze swoją wagą. Pracuję nad nią praktycznie od tygodnia, codziennie robię po 15 kilometrów na rowerze, więc jest dobrze.

Zazdroszczę samozaparcia. 

To jest inna sprawa. Całe życie byłem sportowcem, przez dwanaście lat grałem w piłkę nożną, cztery lata chodziłem na siłownię. W 2015 roku, gdy zacząłem grać w CS-a, rozleniwiłem się. Pojawiały się pierwsze pieniądze z wypłat, zaczęło się pyszne.pl i tak to się właśnie kończy.

Gdy w maju wspomniałeś, że trafiłeś do szpitala, to z zewnątrz mogło to wyglądać poważnie. Otrzymałeś wtedy dużo głosów wsparcia, jeśli chodzi o fanów czy kolegów z serwera?

Wiele osób pisało do mnie na Facebooku czy Twitterze i życzyło zdrowia. Zawodnicy AVEZ i paru innych profesjonalistów również życzyło mi szybkiego powrotu na serwer.

A czy ustępując na chwilę ze składu ze względu na swoje problemy wiedziałeś, że już nigdy nie zagrasz w AVEZ?

Pamiętam, że gdy leżałem w szpitalu i AVEZ zaczęło grać z byalim, to moja mama mówiła, że jeszcze mnie wygryzie. A ja sobie powtarzałem, że nie będzie pieniędzy na niego. Wmawiałem sobie, że to się tak nie skończy, ale stało się, co się stało.

Patrząc z boku można odnieść wrażenie, że twoja niedyspozycja była pretekstem, by się z tobą pożegnać.

Można było przeczytać w wywiadach, że było to planowane od dłuższego czasu. Pojawiła się możliwość, żeby spróbować grać z kimś innym i zobaczyć jak to jest. Bądźmy szczerzy, grając w drużynie, poznajesz wszystkie osoby, ich najgorsze strony, co dobrze i źle robią w grze, jakie mają charaktery. Zagrali ze świeżą osobą, a z ich wypowiedzi wynika, że prędzej czy później musiało dojść do zmiany. Już od pewnego czasu byłem na liście do obserwacji. Poczuli świeżość i zdecydowali, że to zrobią, a ja nie miałem zbyt dużo do gadania. Moja rozmowa na ten temat po powrocie ze szpitala trwała maksymalnie pięć minut.

Kylar przyznał, że rozstanie z tobą było rozważane już od dłuższego czasu. To jest o tyle ciekawe, że patrząc z zewnątrz nie było widać, żeby w waszym zespole były jakieś kwasy. Okazuje się, że było inaczej. 

Zależy co rozumiesz przez słowo kwasy. Generalnie nie mieliśmy żadnej spiny w zespole, byliśmy jak normalna drużyna. Jedyne spięcie, jakie było to między mną a bogdanem, bo nie pasował mi jako trener i coś sobie czasami powiedzieliśmy. Co do wyników, wydaje mi się, że nie było najlepiej pod tym względem, ale nie było żadnego kwasu w drużynie, jeśli o to chodzi. Może było jakieś obgadywanie za plecami i o tym nie wiedziałem.

Wspominałeś, że od początku z Kylarem się nie dogadywaliście.

Mieliśmy problem na początku gry, nie mogliśmy grać razem na BS-ach, chociaż to się potem ustatkowało. To nie był problem różnicy charakterów, tylko raczej innej wizji gry. Każdy z nas miał coś w głowie i nie zgadzaliśmy się ze sobą.

Ale tak było od początku? Bo przecież ten skład, z którym ty grałeś, trafił do AVEZ na stałe dopiero później i wcześniej był testowany. Problemy tego typu nie wyszły już wcześniej?

Ale to nie jest jakiś duży problem. Po prostu rozstawisz zawodników po innych BS-ach i tyle. Nie było takich nieporozumień od początku gry z Markosiem. Nie sądzę, żeby było to coś złego. Dalej uważam, że Kylar jest jednym z najbardziej pracowitych graczy, jakich poznałem, więc to nic nie zmienia.

Żeby nie było, że próbuje wyciągnąć jakieś nieistniejące historie – to jest cytat z ciebie: „Od początku tego składu czułem, że Kylar ma do mnie jakiś problem”. 

Z tego co pamiętam, to były podteksty rzucane podczas gry. Chodzi mi o to, że najwięcej zostało zrzucone na moje barki. Źle się czułem z tym, że ja muszę pracować, a dwie inne osoby nie, bo robią po trzydzieści fragów co mecz i z tego powodu są zwolnione z obowiązków. Na mnie schodziło wszystko, miałem oglądać dema. Robili to jeszcze nawrot i Kylar; nawrot jako lider dużo oglądał, a Kylar dla samego siebie, dlatego będę uważał go za najbardziej pracowitą osobę, jaką poznałem. Tego tytułu nie zabierze mu nawet toksyczność i kwas, który on wylał.

Jeśli chodzi o ten nierówny podział obowiązków, to wraz z przyjściem trenera nic się pod tym względem nie zmieniło?

Właśnie mówiłem o ostatnich trzech miesiącach, gdy już mieliśmy trenera. Wcześniej graliśmy stricte na heady.

Takie miksowe granie. 

Nie za dużo, nie za mało. Głównie był grany freestyle i heady, dopiero po czasie zaczęliśmy pracować nad mapami, jeszcze przed przyjściem bogdana.

Co do bogdana, to czemu konkretnie się z nim nie dogadywałeś? Nie pasował Ci sposób, w jaki pracuje, czy to wynikało właśnie z kwestii charakteru, czy miało związek z jeszcze czymś innym?

Wydaje mi się, że tutaj pojawiła się zbyt duża różnica charakterów. Często nie przyjmowałem jego krytyki, miałem z tym problem. I jeszcze bolał mnie ten nierówny podział obowiązków, bo ja powtarzałem „czemu ja mam coś robić, jeśli inni tego nie robią”. Była to głupia wymówka na niskim poziomie, ale nie ukrywam tego.

Jeśli chodzi o wasz wcześniejszy sposób grania, to w tym okresie bez trenera mieliście dobre wyniki, w pewnym momencie nawet uważano was za najlepszą drużynę w Polsce, bo inne ekipy grały totalny piach. Przyszedł bogdan i można było oczekiwać skoku jakościowego. Dotarliście do jakiegoś sufitu, pojawił się trener, który miał pomóc wam ten sufit przebić, a mimo to poziom pozostał ten sam. 

Mieliśmy taki wewnętrzny żart, mem w drużynie, że odkąd bogdan przyszedł, to zaczęliśmy przegrywać. Na pewno bogdan dużo robił, nie można mu tego odebrać, tak jak to robią niektórzy. Musiał uzupełniać braki, bo nie miał tak bogatej wiedzy CS-owej, wcześniej tylko komentował mecze. Rozmawiałem ostatnio z innym graczem i również powiedział, że trudno być trenerem, jeśli nie pograłeś chociaż trochę na zawodowej scenie. bogdan był osobą, która sporo pracowała, ale nie nadawaliśmy na tych samych falach.

To twoje podejście, o którym mówisz, ten problem z przyjmowaniem krytyki, to jest coś, co zaczęło ci doskwierać dopiero w AVEZ? Czy może miałeś z tym problem już od dawna, w poprzednich drużynach?

Nie będę ukrywał, że taki sam problem miałem też w PACT. Dlatego właśnie uważam, że lunAtic jest jednym z najlepszych liderów w kraju, bo jest bardzo spokojną osobą. Jest w stanie wytrzymać wszystko, co mu się powie. Czasami nawet jak rzuci się do niego coś ostrzej, to nie będzie na ciebie zły, tylko nadal będzie starał się coś ci wytłumaczyć. Myślę, że to mi w jakiś sposób pomagało i skłaniało do tego, by starać się nad sobą popracować. Ale jak mówię, nie chcę ukrywać, że nie radziłem sobie z przyjmowaniem krytyki, z akceptowaniem własnych błędów. Wszystko widziałem po prostu po swojemu. Nawet gdy siedzieliśmy na TS-ie i trzy osoby mówiły mi, że coś źle zrobiłem, to ja twierdziłem, że zrobiłem dobrze i tłumaczyłem dlaczego.

Mam znajomego, który zachowuje się podobnie i takie dyskusje zwykle nie kończą się dobrze.

Wydaje mi się, że to jest po prostu coś, co siedzi w głowie i nie daje spokoju.

W czasach, gdy grałeś w PACT, mieliście chyba psychologa?

Tak, był to Mateusz Salwa, który ostatnio współpracował przez jakiś czas chyba z Izako Boars. Wcześniej był też psychologiem w Legii Warszawa i gdy graliśmy w PACT, to pomagał nam.

Pomagał też pod kątem twojego problemu z przyjmowaniem krytyki?

Nie, bo w tamtym czasie miałem też inny problem. Często zjadał mnie stres. Zresztą moja choroba mogła wynikać właśnie z tego, że często się stresowałem i w końcu organizm się zbuntował. Po prostu nadmiar stresu.

Twoja kariera w CS-ie załamała się właśnie w momencie, gdy opuściłeś PACT. Nigdzie nie mogłeś zagrzać miejsca, potem pojawiło się AVEZ, gdzie już grałeś nieco dłużej, ale było w tym czasie też nieco przestojów.

Musisz pamiętać, że ja nie jestem nie wiadomo jaką gwiazdą. Wydaje mi się, że jestem po prostu osobą, która potrafi grać drużynowo i od czasu do czasu zrobi jakąś fajną akcję. A ludzie w tych czasach patrzą głównie na statystyki i na opinię innych. Sam często słyszałem od ludzi ze środowiska, że jakiś gracz jest na przykład toksyczny, a potem grałem z nim trochę w jednej drużynie i nie było z jego strony żadnych toksycznych zachowań. Wydaje mi się, że powinniśmy mniej patrzeć na przypięte łatki i na ratingi. Ale tak, zgadzam się, że po odejściu z PACTU nie było kolorowo. Zresztą decyzja o opuszczeniu drużyny była moim zdaniem najgorszą decyzją, jaką podjąłem w ostatnich latach mojej kariery.

Można powiedzieć, że zaważyło to na wszystkim, co wydarzyło się później. Z PACTEM docierałeś przecież dwa razy na podium ESL Mistrzostw Polski, a potem doszło do sytuacji, w której nikt cię tak naprawdę nie chciał.

Tak, zgadzam się. Wydaje mi się, że lunAtic jest taką osobą, do której zawsze bym wrócił, niezależnie od tego, co by się między nami stało. Uważam, że w drużynie jest on mega przyjacielem. To znaczy, mimo że jest liderem, to potrafi właśnie też zachowywać się jak przyjaciel. Nie tiltuje się i pod tym względem jest kimś idealnym, jeśli chodzi o wspólną grę.

Od momentu twojego odejścia w PACT doszło do kilku zmian. Były długie okresy, w których ty też nie miałeś zespołu. Nie pojawił się nigdy temat twojego powrotu do składu?

Wiesz, był jeszcze jeden problem. Co prawda to ja podjąłem decyzję o odejściu z PACTU, ale generalnie mieliśmy problem z tym, że ja i darko mieliśmy na pieńku. Były pewne spięcia i wydaje mi się, że darko niezbyt chciałby mojego powrotu. Nawet jeżeli zdarzyło mi się pisać do lunAtica, że mógłbym wrócić, to było to bardziej żartobliwie, bo w tamtym momencie nie sądzę, by darko chciał ze mną grać.

A gdy wiosną odpalono cię z AVEZ, to od razu pojawiła się w Twojej głowie myśl, że dość tego, że rzucasz Counter-Strike’a?

W sumie nie wiem, czy pojawiła się myśl o porzuceniu CS-a, czy też tylko o zrobieniu sobie przerwy. Po prostu chciałem wrócić do League of Legends, bo właśnie tam zaczynałem esportową karierę. Pamiętam na przykład Puchar Cybersportu w LoL-u w 2014 roku, gdy udało nam się nawet pokonać Reason Gaming. Grałem wtedy w jednym zespole ze Snoowerem.

A jeśli chodzi o to, o co pytasz, to po wyjściu ze szpitala zacząłem właśnie pogrywać sobie w LoL-a i wtedy też pojawiła się opcja, żebym grał w 2. dywizji Ultraligi. Miałem już wszystko praktycznie dogadane. Ale po pewnym czasie napisali do mnie paTiTek i NEEX z pytaniem, czy nie chciałbym spróbować w VALORANCIE, że mają wszystko dogadane itd. No to mówię im „dobra, walimy na heady. Nowa scena, nowe możliwości, psycha czysta, więc możemy grać”. No i graliśmy ostatnimi czasy. Od momentu, gdy gra wyszła, graliśmy i przez cały ten czas testowaliśmy ludzi, nawet po tym, jak paTiTek już odszedł.

fot. AVEZ Esport/Kamil Zieliński

Czyli gdyby Sebastian i Patryk do Ciebie nie napisali, to prawdopodobnie skończyłbyś na zapleczu Ultraligi.

Tak, tak by było. Miałem już wszystko ustalone z moim kolegą, Marcinem Malczyńskim. Miałem dołączyć do akademii H34T Esports.

Niemniej wasz angaż w organizacji w VALORANCIE ogłoszono dopiero teraz, gdy 2. Ultraliga zakończyła już rozgrywki. Biorąc pod uwagę, że wcześniej nie miałeś żadnych zobowiązań, nie dałoby się połączyć gry w akademii i grindowania w VALORANCIE?

Nie sądzę. To znaczy, nie wydaje mi się, bym mógł pogodzić występy w LoL-u i występy w VALORANCIE. Bym mógł jednocześnie grać PCW i scrimować. Zwyczajnie nie byłoby na to czasu, nawet biorąc pod uwagę, że już się wszystko skończyło. To nie mogłoby zadziałać. Po prostu trzeba skupić się na jednej rzeczy, a nie łapać dwie sroki za ogon.

Z jednej strony robisz sobie przerwę od CS-a, z drugiej idziesz do VALORANTA. A obie te gry, jeśli chodzi o pewne kwestie, np. mechaniczne, są do siebie bardzo podobne. Nie jest to więc w twoim wypadku jakaś szczególnie drastyczna zmiana.

Powiem ci, że jak miałem przerwę między 2016 a 2017 rokiem, bo miałem wtedy bana na CEVO, to pogrywałem sobie trochę w Overwatcha. Wbiłem tam nawet dość wysoką rangę i chciałem spróbować swoich sił na zawodowej scenie. Ale w Overwatchu było o tyle ciężko, że tam naprawdę trzeba grać długo i wszystko perfekcyjne ogarniać. A na dodatek nie było za bardzo rozwiniętej sceny.

Zwłaszcza w Polsce jej nie było.

Wystarczy wspomnieć, że mieliśmy jednego z najlepszych supportów, IMD, który teraz jest trenerem Illuminar. Sam fakt, że wrócił on do CS-a, pokazuje, jak wyglądała scena w Polsce. Tak czy inaczej, w VALORANCIE podoba mi się, że to jest trochę tak, jakbyś odpalił CS-a, wszedł na serwer, wybrał z listy modów „Overwatch”. I wtedy wyskakuje ci VALORANT – tak ja o tym mówię. Dosłownie wydaje mi się, że ta gra to lepszy Overwatch. Aim jest ten sam, strzelasz tak samo, trzeba tylko nauczyć się recoila w poszczególnych broniach. Tutaj też trzeba reagować na ulta. Ogólnie masz więcej rzeczy, na które musisz zwracać uwagę, bo przecież możesz fragować też skillami. A w CS-ie masz tylko smoke’i, flashe i nade’y.

Czyli rozumiem, że jeśli chodzi o umiejętności, to nie jesteś jednym z tych graczy, którzy narzekają, że postacie zamiast klasycznych granatów mają czary itp.? Tobie to nie przeszkadza.

Nie, w żadnym wypadku. Po co Riot ma robić kopię CS-a, tylko animowaną, skoro może zrobić coś po swojemu? Takie połączenie LoL-a i CS-a. Mają swoją grę, LoL-a, więc zrobili z niego FPS-a i wyszedł im VALORANT. Więc nie, nie narzekam. Chociaż ta Killjoy… Na początku myślałem, że będzie robić więcej, a teraz grałem przeciwko niej przez kilka dni, odkąd wyszła i jest w porządku, ale tylko tyle.

O ile kojarzę, to grasz w VALORANTA jeszcze od czasów zamkniętej bety, prawda?

Grałem w zamkniętej becie, ale to nie było tak, że grałem codziennie. Odpaliłem sobie po prostu od czasu do czasu. Chociaż było przez jakiś czas tak, że odkąd wyszła beta i każdy dostał klucz, to cała scena CS-a próbowała – każdego dnia grane były miksy pięciu na pięciu. Brała w tym udział połowa, a może nawet cała polska scena. Ale ja sam nie próbowałem aż tak często. Wydaje mi się, że zacząłem odpalać grę częściej już pod koniec bety po tym, jak wyrzucili mnie z AVEZ. Wtedy właśnie grałem też w VALORANTA, ale głównie w LoL-a.

Ale mimo wszystko na pewno zdążyłeś wyrobić sobie pogląd na pewne sprawy. A pytam o to, bo ciekawi mnie twoja opinia na temat kierunku, w którym podąża Riot np. pod kątem nowych postaci. Gdy do gry weszła najpierw Reyna, a potem Killjoy, ludzie z miejsca zaczęli narzekać, że agentki są OP, że Riot psuje grę i w ogóle zabawa ma coraz mniej sensu.

Wydaje mi się jednak, że ludzie przesadzają. Są oczywiście rzeczy, które trzeba naprawić, bo pewne kwestie są zbugowane. Dziś np. odkryłem, że jak rzucasz na mida strzałę Sovy, to wieżyczkę Killjoy widać przez ścianę. Nie wiem, czy tak to miało być, czy to jakiś błąd. Jest więc co naprawiać, ale widać, że Riot cały czas pracuje nad tym. Starają się usuwać wszystkie pixelwalki, chociaż są jeszcze dwa, których chyba nie usunęli. Wydaje mi się, że na razie wszystko idzie w dobrą stronę.

Generalnie trzeba też zwrócić uwagę na to, że chociaż Reyna weszła do gry, to na profesjonalnej scenie nikt nią nie gra. Na dobrą sprawę tylko ScreaM z niej korzysta i jest z nią kojarzony, ale gdy gramy PCW, to raczej Reyny się tam nie widuje. Z kolei Killjoy jest teraz grana praktycznie codziennie, ale też dopiero wyszła. Nie wiem jak to wyglądało, gdy pojawiła się Reyna, bo możliwe, że wtedy było podobnie. I chociaż po pierwszych filmikach byłem zniechęcony do Killjoy, bo wydawała się za mocna., to teraz widzę, że np. jej wieżyczka w ogóle nie zadaje obrażeń i jest bardziej taką wieżyczką alarmową, którą szybko da się zniszczyć.

Często chyba jest tak, że gdy przygotowuje się filmy promujące nową postać, to wydaje się ona przepotężna, a potem na serwerze dopiero widać, że jest inaczej.

Sądzę, że Riot bierze pod uwagę feedback z komentarzy nawet pod takimi zapowiadającymi filmami. Ludzie z Riotu reagują na to, co się dzieje, i pod wpływem jakichś wpisów mogą postać poprawić. Bo jeżeli nie będą słuchać społeczności, to skończą jak Valve, które gdyby nie VALORANT to pewnie nie wypuszczałoby patcha co dwa tygodnie, tak jak robi to od czasu, jak VALORANT wyszedł.

Słuchanie społeczności to ciekawa kwestia. Wspomniałeś wcześniej o Overwatchu, który dziś na dobrą sprawę jest w stanie agonalnym. I właśnie w OW pojawiło się sporo zarzutów, że Blizzard balansował grę pod prosów, nie przejmując się przy tym casualowymi graczami, którzy mają przecież inne oczekiwania. Sądzisz, że coś takiego może też spotkać VALORANTA? Nie mówię, że już jutro, ale np. za rok czy półtora, gdy postaci w grze będzie z trzydzieści?

Wydaje mi się, że Riot ma już dokładnie ustalone, ile postaci ukaże się w najbliższym czasie. Co akt ma być jakiś bohater, co oznacza, że w tym roku będą trzej nowi agenci – są już Reyna i Killjoy. Fajną opcją byłoby dodanie po czasie, gdy tych postaci będzie już dużo, możliwości ich banowania, chociaż mogę tak sądzić, bo jestem z LoL-a. Wiesz, gdy w grze będzie 50 bohaterów, to trudno będzie to ogarnąć, na pewno nie wszystkie z nich będą zbalansowane. Teraz np. Riot nerfi tę biedną Sage, która moim zdaniem nie jest wcale taka OP. Nie wiem, może jej ult powinien kosztować więcej kulek. Ale co do tego, o czym mówiłeś – cóż, Blizzard ma swoją politykę. Zresztą nawet ludzie z WoW-a wyzywają dziś Blizzard za to, co robi.

A kto dziś nie wyzywa Blizzarda.

No tak. Sądzę, że Riot jest na lepszej pozycji. Jeżeli będą nadal rozwijać grę w tym kierunku, w którym ją rozwijają, to będzie wszystko dobrze. Ale kto wie, może kiedyś, tak jak w Blizzardzie, coś zmieni się w składzie ludzi odpowiedzialnych za grę i coś komuś odwali, ale to się może źle skończyć.

Generalnie chyba gra w VALORANTA, gdzie Riot co chwilę coś poprawia, gdzie mamy naprzód zapowiedziane nowe postacie i mapy, to miła odmiana? Odmiana w stosunku do CS-a, gdzie jednak niewiele się zmienia. Ot raz na rok czy dwa któraś mapa dostanie rework, Valve zmieni nieco balans broni, ale to tyle. CS jest potwornie statyczny jeśli chodzi o to, jak wygląda rozgrywka.

Różnica między CS-em a VALORANTEM polega na tym, że w VALORANCIE masz więcej opcji. W CS-ie ograniczasz się tylko do smoke’ów, flashy i Mołotowa. No i nade’ów, ale w terro i tak częściej kupujesz dwa flashe, więc nawet ich nie liczę. W VALORANCIE możliwości są inne, a dzięki temu możesz w fajny sposób przygotować jakieś wejścia na BS itp. Niektórzy mówią, że CS to gra dla dorosłych, bo modele postaci są rzeczywiste, otoczka poważna itd. A z drugiej strony mamy VALORANTA, który jest pewną odmianą – jest rysowany, kolorowy, animowany. Wydaje mi się, że VALORANT może być odskocznią od CS-a.

Nie podoba mi się jednak, że w grze nie ma możliwości zrobienia własnego serwera. Nie ma wglądu do listy serwerów innych ludzi. W CS-ie, gdy chcesz wejść na KZ, to po prostu wchodzisz na KZ i tyle. Jeżeli więc VALORANT popadnie w stagnację, bo nie będzie możliwości zrobienia np. własnej mapy, to sporo osób może odejść. W Counter-Strike’u masz przecież wszystko, czego chcesz – KZ, surfy, hide and seek. Jest ogromna różnorodność. A w VALORANCIE masz Spike Rusha, który polega na strzelaniu, masz Deathmatch, o którym lepiej nie rozmawiajmy, bo tam rozgrzać to się może casual, nie pros. Profesjonalny gracz potrzebuje czasu, a tutaj co chwilę wchodząc i wychodząc musiałby zagrać z 10 czy 15 takich sesji DM-a i nie podoba mi się to. W grze brakuje więc serwerów społeczności, ale nie wiem, czy kiedykolwiek coś takiego powstanie.

Czyli potrzeba typowego warsztatu, który ma np. Steam.

Tak, właśnie tym mówię. Bardzo tego brakuje. A teraz jest tak, że my nie możemy niczego zmieniać w grze poza zwykłymi ustawieniami – robi to tylko Riot. Mam więc nadzieję, że w przyszłości coś takiego się pojawi, może o tym pomyślą. Chociaż wątpię.

Patrząc na LoL-a i to, jak tam społeczność jest angażowana pod kątem robienia contentu, to szanse nie wyglądają na zbyt wysokie.

Trudno powiedzieć. Ale spójrz, ludzie zrobili w Docie Auto Chessa, więc i Riot zrobił swojego. To nie jest tak, że ten Riot jest taki zły, tym bardziej że LoL to jednak inna gra. Masz tam jakieś ARAMY i inne tryby. Nie jest to co prawda coś, co może zrobić sobie randomowy gracz, ale mimo wszystko ludzie bawią się też na customowych gierkach i np. mają dziwne gierki typu granie jako Mundo i obrzucanie się tasakami. Niemniej liczę, że w VALORANCIE Riot sprawi, by można było tworzyć własną treść.

Wróćmy do tego, o czym wspomniałeś już wcześniej, czyli do formowania zespołu z paTiTkiem i NEEXEM. Mówiłeś, że testowaliście graczy – od razu celowaliście w zawodników z zagranicy czy na początku była koncepcja zbudowania polskiego składu?

Pierwszy miesiąc czy tam półtora to były testy polskich zawodników. Dopiero po czasie stwierdziliśmy, że to jeszcze nie pora. Potrzebni nam byli ludzie, którzy ogarniają grę w miarę, czyli najlepiej, by byli to byli CS-owcy, którzy nie mają słabych reakcji czy czegoś w tym stylu. No i nie było osób, które mogłyby nam zagwarantować odpowiedni poziom zadowolenia, chociaż oczywiście pojawili się gracze, którzy imponowali swoją grą.

W Polsce VALORANT to nie tylko CS-owcy, ale też Fortnite’owcy i ludzie z Zuli.

Właśnie, jest np. Baddy, którego sprawdzaliśmy. Fajny chłopak, młody, skillowy, ale czegoś mu jednak brakowało. Baddy to, nawiasem mówiąc, były CS-owiec, który dopiero po czasie przeniósł się na Zulę. Ale jak mówię, u niektórych graczy brakowało CS-owego instynktu, a żeby być najlepszym, nie można tracić czasu na naukę innych. Dlatego teoretycznie teraz mamy najlepszy skład spośród wszystkich, które testowaliśmy.

A odejście paTiTka nie skomplikowało wam wszystkiego? To znaczy, na jakim etapie budowy zespołu byliście, gdy Patryk przeniósł się do G2?

Wydaje mi się, że nie byliśmy na żadnym etapie. Nie mieliśmy jeszcze żadnych dogadanych osób – jedna różnica była taka, że od tamtego momentu trzeba było szukać trzech osób zamiast dwóch.

fot. Entropiq

Swoją drogą, na początku mówiono o zespole NEEXA i paTiTka. Ciebie jednak w tym kontekście nie wymieniano.

Byłem w tym projekcie od samego początku testów. Byłem trzecim graczem już wtedy, gdy ogłoszono, że NEEX i paTiTek wspólnie robią drużynę. W sumie to nie wiem, dlaczego byłem trochę „niewidzialny” i wcześniej moja obecność nie wyszła. Tak czy inaczej, od początku brałem w tym udział i razem z nimi sprawdzałem zawodników.

To dlaczego dopiero niedawno ogłosiłeś, że zawieszasz karierę w CS:GO na rzecz VALORANTA?

Ty, no nie wiem. Podpisałem sobie kontrakt i stwierdziłem, że coś napiszę (śmiech). Chyba było to na takiej zasadzie – dobra, to odpowiedni moment, by coś napisać. Możliwe, że ten post pojawił się już jakiś czas po podpisaniu kontraktu. Po prostu zwlekałem z tym, ale nie wiem, na co w sumie czekałem. Z jakiegoś powodu nie chciałem wcześniej o tym pisać, nie miałem tego w głowie. Chciałem poczekać i zobaczyć, co przyniesie czas, a gdy byłem już zakontraktowany, to stwierdziłem, że ok, to odpowiednia pora.

Właśnie, wasza organizacja. Trudno powiedzieć, by jej nazwa mówiła cokolwiek przeciętnemu kibicowi. Ty kojarzyłeś w ogóle Entropiq nim was zatrudniono?

Generalnie to chłopaki były od początku dogadane z organizacją w kontekście tryoutów. Mieliśmy organizację i chodziło tylko o to, byśmy przetestowali ludzi. I chociaż wcześniej faktycznie o nich nie słyszałem, to podoba mi się sposób, w jaki działają i jakie mają do tego podejście. Tam w zarządzie, z którym zawsze rozmawiamy na Zoomie przez kamerki, jest gość, Mozilla, który grał w LoL-a profesjonalnie i występował w LCS-ach w 2. sezonie. I to właśnie z nim spędzamy większość czasu na rozmowach. Podoba mi się ich wizja, podoba mi się to, jak funkcjonują. Wydaje mi się, że to wszystko fajnie się zapowiada.

Czyli gdy ty przyszedłeś do zespołu, to z Czechami wszystko już było ugadane? Można powiedzieć, że przyszedłeś na gotowe.

Gdy pojawiłem się w składzie, to NEEX i paTiTek byli już ugadani. A ja dopiero, gdy Patryk odszedł, miałem pierwszą rozmowę z organizacją. Myślę, że dogadaliśmy się gdzieś mniej więcej w połowie trwania testów.

A gdy Patryk odszedł, to nie było ryzyka, że cały ten deal upadnie, a Czesi się wycofają?

Cóż, ryzyko jest zawsze. Ale NEEX i paTiTek pogadali z organizacją. Wydaje mi się, że NEEX wszystko dobrze załatwił, dogadał to, co trzeba.

Jak długo w ogóle trwały te testy nim wyklarowała się obecna piątka?

Zaczęliśmy testować tydzień po tym, jak miała miejsce oficjalna premiera VALORANTA.

I jak wielu graczy przewinęło się przez ten czas przez wasz zespół?

Miałem gdzieś dokument z tymi nickami, ale ktoś go usunął. To była długa, długa lista. Zapisywałem w arkuszu w Google naprawdę każde PCW – każdy wynik i z kim graliśmy. Było sporo osób z Polski. Ale potem pojawił się arch, a gdzieś w trzeciej czy czwartej rotacji doszli też Duno i chiwawa.

Swoją drogą arch grał z nimi już wcześniej w Worst Players m.in. podczas Absolute Masters.

Tak, faktycznie grali ze sobą, ale w pewnym momencie ich skład się rozpadł. I wtedy pojawił się pomysł, by porozmawiać z nimi na temat dołączenia do naszego projektu.

Niemniej w CS-ie grałeś tylko w polskich składach, teraz zaś jesteś częścią składu międzynarodowego, co oznacza, że będziecie się komunikować po angielsku. Dla wielu graczy z Polski jest to nie do coś nie do przeskoczenia, a jak to wygląda w twoim wypadku?

Mój angielski zawsze znajdował się na takim poziomie, że mogłem dogadywać się z osobami z zagranicy. Nawet w CS-ie grałem w różnych ligach, np. w FPL-C czy ESEA Rank S i nie było problemów, chociaż wiadomo, że czasami język się zaplącze. Nawet teraz potrafi się zaplątać, chociaż ogólnie wydaje mi się, że jest ok.

Zawsze stroniłem od międzynarodowych składów. Pamiętam wywiad wideo podczas PLE, w którym zapytano mnie o to, jaki jest mój wymarzony europejski zespół. Wtedy odpowiedziałem, że nie chcę grać w zagranicznych drużynach, bo nie lubię rozmawiać po angielsku.

To ważne, żeby każdy w składzie rozumiał angielski. W Rosji nie jest tak, że nauka angielskiego jest przymusowa. Mamy w składzie Duno, który ma angielski na niskim poziomie, ale raczej rozumie wszystko, a jeśli nie, to dogaduje się po rosyjsku z pozostałą dwójką. arch, pomimo tego, że jest z Ukrainy, to normalnie rozmawia po rosyjsku i jest naszym IGL-em, więc to on wszystko ustawia. W razie potrzeby może wytłumaczyć jakieś zagrania właśnie po rosyjsku. Jeżeli zostaję z NEEXEM sam na placu boju, to możemy rozmawiać po polsku, gdy oni zostaną we trójkę, to tak samo mogą przerzucić się na rosyjski.

Miałem w przeszłości oferty od europejskich drużyn, ale jakoś nie chciałem z nich skorzystać, wolałem trzymać się z Polakami. Teraz widzę, że nie było się czego bać, trzeba było korzystać z propozycji.

Ale też pewnie jest wam łatwiej z uwagi na to, że żaden z was nie jest native speakerem. Dla żadnego z was angielski nie jest ojczystym językiem i nie macie go opanowanego do perfekcji. Wydaje mi się, że dzięki temu łatwiej można uczyć się komunikacji. 

Nikt nie siedzi z żadnym tłumaczem, bo nie mówimy nie wiadomo jakim urzędowym angielskim, tylko prostym językiem, dzięki czemu łatwo jest się nam zrozumieć. To też dobrze działa na człowieka, żeby nie zapominał języka, co może stać się jeśli nie używasz go na co dzień. Moja mama znała rosyjski, a teraz nie pamięta już nic.

A jak to wyglądało podczas Mandatory Cup? Mecz to zawsze emocje, możesz mówić szybciej, niezrozumiale. Jak w praniu wygląda komunikacja podczas oficjalnych gier?

U nas problemem nie jest sama komunikacja, tylko reagowanie w grze, odpowiadanie na to, co się dzieje na mapie. Po wygraniu z fish123 i FABRIKEN w trzecim meczu już sobie nie radziliśmy przeciwko Turkom i było to spowodowane tym, że nie strzelaliśmy headów.

Mimo wszystko top 8 chyba można uznać za sukces w pierwszym turnieju?

Chciałem rozwalić paTiTka. Napisałem mu dzień przed meczem, że jutro mu nawalę, a po przegranej dodałem, że dzisiaj jednak może spać spokojnie.

I co powiedział? 

Nic, bo wtedy akurat grali jakiś mecz. Wracając do turnieju, ja z NEEXEM raczej nie jesteśmy zadowoleni, chcieliśmy przynajmniej spróbować zmierzyć się z G2.

W końcu to obecnie najlepszy zespół w Europie. 

Zdecydowanie. Nie mieliśmy jeszcze okazji zagrać z nimi żadnego PCW.

Europejska scena rozwija się strasznie wolno w porównaniu do amerykańskiej. Poza G2 i NiP-em chyba żadna duża organizacja nie weszła w VALORANTA już teraz. 

Nie kojarzę dużych organizacji. Są plotki o tym, że fish123, w którym gra ScreaM, ma dołączyć do Teamu Liquid (ruch został już sfinalizowany – dop.red.). Ostatnio rozpadł się zespół ANGE1A, bo nie znalazł żadnej organizacji, to samo stało się z FABRIKEN. Scena VALORANTA to stąpanie po cienkim lodzie. Wiele osób może się poddać, przez to, że nie będzie miało dochodów z gry.

Pewnie ma na to wpływ koronawirus i fakt, że tych sensowniejszych turniejów poza IGNITION Series jest niewiele. 

Przez koronawirusa nie ma lanów, a gdzieś pojawiały się informacje od Riotu, że pierwszy tego typu turniej miał odbyć się w Katowicach.

Nie budzi twojego niepokoju, że to się tak powoli rozwija, że ostatecznie może się w ogóle nie rozwinąć, a wy zostaniecie na lodzie?

Często jak grywałem z NEEXEM, to sobie żartowałem, czy nawet mówiłem na serio „kiedy ta gra umrze?”, bo czekało się na mecz godzinę. Mieliśmy wysoki ranking i bardzo długo to trwało.

Mam czasami obawy, że gra może umrzeć, ale z drugiej strony widzę Riot Games, profesjonalną markę. Nie oszukujmy się, VALORANT na ten moment nie ma fundamentów, żeby przebić CS-a, lecz widzę w przyszłości potencjał na grę organizowaną w stylu LoL-a. Będą takie rozgrywki jak LCS w VALORANCIE, już powoli się o tym mówi. Na razie nie mamy się o co martwić i trzeba żyć tym, co jest teraz.

Jeżeli skończy się VALORANT, to przynajmniej NEEX spokojnie znajdzie dla siebie coś w CS-ie. Ja nawet nie wiem, czy będę o tym myślał, bo gram w CS-a od 2005 roku i tytuł mi trochę zbrzydł. Choć nie ukrywam, że jeśli nie wyjdzie mi w VALORANCIE, to chciałbym wrócić do CS-a.

Czyli nie zamykasz sobie drzwi w kwestii ewentualnego powrotu?

Nie, myślę, że NEEX również nie zamyka drzwi. Gdyby z VALORANTEM coś się stało, to zawsze możemy wrócić.

Za wami pierwszy turniej z cyklu IGNITION Series, niedługo kolejny. Macie jakieś konkretne założenia, jeśli chodzi o nadchodzące imprezy czy na razie przyjmujecie to, co jest? e

Trudno stwierdzić, bo te kolejne turnieje są zapowiadane zazwyczaj po zakończeniu poprzedniego. Czy będą zapowiedziane nowe? Tego na teraz nie wiemy, ale jak będą, to na pewno będziemy grać. Niezależnie od tego, czy są imprezy, czy ich nie ma, gramy PCW, trenujemy, bo chcemy stać się najlepsi.

Bierzecie pod uwagę pójście śladem innych drużyn i zatrudnienie trenera? Bo przecież, mimo że VALORANT to młoda gra, trenerzy już teraz w niej funkcjonują.

Tak, trenerzy funkcjonują i nie mogą grać PCW. Gdy wchodzisz na custom game, to nie masz miejsca dla szkoleniowca, więc ci trenerzy są na chwilę obecną bezużyteczni, tym bardziej że większość drużyn nie zgadza się, aby grać z trenerem. Dlatego też teraz o tym nie myślimy.

Na dobrą sprawę wśród komentujących kibiców można wyczuć, że kontrowersje budzi dla nich fakt, że obecnie scenę VALORANTA w dużej mierze tworzą byli CS-owcy. Przez to VALORANT zyskał trochę łatkę gry drugiej kategorii dla tych, którym nie wyszło w CS-ie.

Nigdy nie zwróciłem na to uwagi. Nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś powiedział mi, że jestem CS-owcem, który próbuje dać sobie drugie życie i wybić się na VALORANCIE. Nie zauważyłem takich komentarzy. To znaczy, pewnie gdzieś się faktycznie pojawiają, ale po co w ogóle brać je pod uwagę? Wydaje mi się, że nie ma to sensu, a jeżeli dla kogoś takie rzeczy mają znaczenie, to musi mieć słabą psychikę. Jeżeli ktoś w ogóle uważa, że przejście z CS-a na VALORANTA, by wejść sobie na świeżą scenę i zgarnąć hajs, jest łatwe, to się myli, bo tutaj trzeba tak samo zapieprzać jak w CS-ie.

Teraz próbujesz swoich sił w VALORANCIE. Ustaliliśmy też, że nie zamykasz sobie drzwi w CS-ie. A co z LoL-em? To też jest jakaś ewentualna opcja na przyszłość?

Mam jakąś tam rangę, ale wydaje mi się, że na LoL-a jest już za późno, by móc myśleć o byciu tam najlepszym. Bardziej wierzyłbym, że jeszcze w CS-ie mi się uda.

Albo np. będziesz najlepszy w VALORANCIE.

Obecnie zarówno ja, jak i inni ludzie z mojej drużyny jesteśmy skupieni na VALORANCIE. Nie zwracamy uwagi na to, czy jest akurat jakiś turniej CS-a czy LoL-a. Obecnie liczy się tylko VALORANT i nawet gdyby ta gra miała kiedyś umrzeć, to wcześniej trzeba pokazać się z jak najlepszej strony. Zawsze będą to jakieś nawiązane kontakty, jacyś poznani ludzie.

A na koniec chciałbym też pozdrowić moją mamę, która wspiera mnie codziennie i pomaga w byciu najlepszym.

My zatem także pozdrawiamy mamę!

Polub rozmówcę na Facebooku – Michał „MOLSI” Łącki

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Wicemistrzowie Europy poza play-offami letniego splitu? Dziś ostatni dzień fazy zasadniczej LEC

Dziś ostatnie mecze fazy zasadniczej letniego splitu League of Legends European Championship 2020. Dla niektórych mecze naprawdę istotne, bo trzy form...