fot. Polska Liga Esportowa

Zespół paTiTka w końcu pokonany. Ale w tych okolicznościach to nic dziwnego

G2 Esports weszło na scenę VALORANTA niczym burza. Zatrudniony przez organizację międzynarodowy skład z większą lub mniejszą łatwością ogrywał kolejnych rywali i do wczoraj pozostawał niepokonany. A piszemy „do wczoraj” nieprzypadkowo, bo właśnie w środę stan ten uległ zmianie, ale biorąc pod uwagę późniejsze wydarzenia trudno być zaskoczonym.

Zespół Patryka „paTiTka” Fabrowskiego pojedynek z FunPlus Phoenix w ramach Allied Esports Odyssey zaczął od porażki 10:13 na mapie Split. Nie był to jednak jeszcze powód do zmartwień, bo przecież Polak i jego koledzy nadal mogli odwrócić losy rywalizacji na swoją korzyść – wystarczyło wygrać dwie kolejne potyczki, a G2 na pewno było do tego zdolne. Potem oba składy przeniosły się na Ascent, gdzie bardzo długo oglądaliśmy walkę niemal punkt za punkt. I tak aż do dziewiętnastej rundy, gdy tablica wyników wskazywała 10:9 na korzyść FPX. Od tego momentu bowiem ekipa paTiTka nie zdobyła już ani jednego oczka i poległa finalnie 9:13, ale nie mogło być inaczej, skoro musiała radzić sobie we czwórkę.

W 20. rundzie z serwera zniknął bowiem David „Davidp” Prins, którego Sage aż do końca meczu pozostała nieaktywna na respie. Początkowo nie było jasne, czy Belg miał jakieś problemy z internetem, czy też jego absencja wynikała z czegoś innego. Ostatecznie okazało się, że 25-latek miał naprawdę ważny powód, by zniknąć:

Na ten moment nie ma pewności, czy w tych okolicznościach Prins będzie dalej uczestniczyć w turnieju. Przypomnijmy, że przed G2 jeszcze trzy mecze w ramach fazy grupowej Allied Esports Odyssey – dziś z Ninjas in Pyjamas, a w kolejnych dniach z Vodafone Giants oraz Teamem Liquid.

Tagi: , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

BLAST pod naciskiem społeczności kończy współpracę z NEOMEM*

Krytyka społeczności czyni cuda. Najpierw za jej sprawą League of Legends European Championship po zaledwie kilku godzinach zakończyło współpracę z NE...