STS
terp BeContender 2021
fot. BeChampions/Maciej Kołek

terp przed nowym sezonem VEU: Polska od początku była dla Riotu rynkiem strategicznym

VALORANT East: United to pierwsza furtka dla zawodników, którzy pragną zaistnieć na scenie w FPS-ie Riot Games. Już jutro startuje druga edycja, a Polska Liga Esportowa daje nam do zrozumienia: idą zmiany. Te nastąpią w samym formacie i nagrodach. Valorant Regional Circuit przyciągnął w Stage 1 dużo chętnych i pokazał, że nasz region jest żyznym gruntem dla rozwoju tego produktu. Co nas czeka od 2 maja? Postanowiliśmy porozmawiać o tym z osobą najbardziej kompetentną, jeśli chodzi o polskiego VALORANTA, tak więc zapraszamy na przewodnik z Lead Project Managerem PLE – Krystianem „terpem” Terpińskim.

Pierwsza edycja East: United została zamknięta zwycięstwem polskiego ownage. W finale Szymon „kenobi” Łabędzki wraz z kolegami pokonali czeskie Enterprise Esports w trzymapowym pojedynku. Nagrodą było przeskoczenie szczebel wyżej w rozgrywkach, czyli do VALORANT Regional League East: Surge, które daje możliwość promocji do VCT Challengers. Pozostałe ekipy z podium musiały walczyć o awans na drodze eliminacji i… także się dostały.

Stage 1 wyszło lepiej niż zakładałem. Najbardziej cieszy mnie jednak właśnie wynik sportowy. Zakładano, że nie będziemy faworytem w turnieju promocyjnym do VRL-a, a wpuściliśmy jedną drużynę bezpośrednio przez awans, a dwie przez turnieje promocyjne – nie skrywa radości terp. – Ja jestem dumny, community też powinno być dumne. Mam wrażenie, że jest. Oba zespoły znalazły też organizacje, więc to jest dla mnie niesamowita przyjemność, że ta historia się tak potoczyła – dodaje.

Nauka na błędach i uproszczenie formatu

W zapowiedziach nowego sezonu VALORANT East: United PLE bije się w pierś. Spotykamy się z otwartym przyznaniem się do kilku błędów, które w Stage 2 mają zostać naprawione za sprawą zmian. – Rozmawiałem z graczami z wielu krajów i wniosek, jaki nasunął się, jest taki: rywalizacja tylko we własnym regionie jest nudna. To był podział na regiony, gdzie w jednym klastrze były cztery kraje i w jednym na przykład siedem polskich drużyn i jedna estońska. Brakowało drużyny litewskiej i łotewskiej. Byli pojedynczy gracze, ale nie przekładało się to na udział w turnieju danych państw. Nasze rozwiązanie jest proste. Aby utrzymać wśród graczy motor napędowy do rozwoju i zainteresować kibiców rywalizacją w East: United, musimy połączyć to w całość – tłumaczy Terpiński.

Modyfikacje formatu zostaną przeprowadzone na prośby samych graczy. Oprócz usunięcia podziału na regiony bardzo ważnym elementem będzie też pozbycie się ciruit points, które wprowadzały sporo zamieszania. Problemy z kalkulacją punktów, drużyny skarżące się na niejasności i zmiany w drabinkach doprowadziły do konsensusu pomiędzy graczami i organizatorem. – Uznaliśmy, że to nie ma sensu. Uproszczamy więc to do minimum. Wygrywasz weekly cup? Awansujesz do monthly cup. Będziemy mieć oczywiście ukryte punkty, bez tego się nie obejdziemy – mówi Lead Project Manager.

Polska VALORANTEM stoi?

Z postawioną we wstępie tezą o ogromnym potencjale dla VALORANTA w naszym kraju Terp zgadza się w stu procentach. – Polska od początku była rynkiem strategicznym dla Riotu. Trudno, żeby było inaczej z taką historią w LoL-u, TFT czy też LoR. Polacy w tych grach radzili sobie świetnie, później w grudniu jeszcze okazało się, że mamy mistrzów świata w VALORANCIE. Ta gra byłaby teraz u nas na absolutnym topie popularności, jeśli mielibyśmy też jakiś polski zespół, który by grał w VCT Challengers. We wczesnym etapie życia VALORANTA mieliśmy Ballistę i już wtedy zainteresowanie było potężne – wspomina.

I między innymi tym właśnie zadaniem ma zająć się VALORANT East: United. To najniższy regionalny szczebel, jeśli chodzi o rywalizację w VALORANTA. Budować trzeba jednak właśnie od podstaw, a zainteresowanie premierowym sezonem było całkiem duże. Jak podaje PLE, w pierwszej edycji turnieju udział brało 5 tysięcy zawodników i 100 drużyn z 20 krajów. Otuchą dla polskich fanów może być fakt, że rozgrywki te są w dużej mierze zdominowane przez naszych rodaków. – Według naszych estymacji na próbie statystycznej aż 75 procent graczy w solo i drużynowych HUB-ach w East: United to Polacy. To wynika przede wszystkim z tego, że nasz kraj to ogromny player base i coraz więcej naszych rodaków gra w VALORANTA – wyjaśnia terp. Polacy nie tylko chcą oglądać swoich rodaków na szczycie, ale sami też garną się do rywalizacji.

Kogo mieć na oku?

I wcale nie musimy mieć kompleksów. – Pod kątem VRC myślę, że jesteśmy mocni. Talent pool tutaj jest naprawdę ogromny. Pod kątem poziomu sportowego jesteśmy lepsi niż Niemcy. Nasze drużyny spokojnie też łyknęły zespoły z ligi hiszpańskiej – przekonuje rozmówca. Kogo w takim razie powinniśmy mieć na oku w nadchodzącej edycji? – Warto będzie obserwować przede wszystkim „kontenciarzy”, czyli dumnie brzmiący Majtkomat. Chłopaki gwarantują dużo dobrej zabawy i VALORANTA atrakcyjnego do oglądania. Potrafią przywiązać do siebie widza. Jest też ekipa Incognito. Ma swój fanbase, wokół którego powstało dużo kontrowersji. To drużyna założona przez człowieka, który zrobił dla polskiego VALORANTA tyle, co nikt inny. Lufa inwestuje w chłopaków i to się spłaci – opowiada terp.

fot. BeChampions/Maciej Kołek

Finały turnieju mają natomiast zakończyć się widowiskowo, bo lanem w Gdyni. W trakcie PGE Superpucharu PLE spotkają się najlepsze formacje z East: United i powalczą o 7,7 tysiąca dolarów. Do takiego wydarzenia, w którym zawodnicy mieli spotkać się oko w oko, miało już dojść podczas pierwszej edycji. Sprawę skomplikowały jednak pandemia i sytuacja w Ukrainie.

„Meta wywróci się do góry nogami”

Nadchodzące zawody czeka jeszcze inna zmiana. Odbędą się bowiem na najnowszej aktualizacji z numerem 4.08, w której sporymi nerfami oberwali tacy agenci, jak Jett oraz Sova. Mało tego – w najbliższych dniach będziemy mogli też oglądać w akcji najnowszą agentkę. Co do Fade Terpiński nie ma żadnych wątpliwości. – Będziemy nagradzać tych, którzy najszybciej się adaptują. Meta zmienia się co miesiąc lub dwa. A teraz na pewno wywróci się do góry nogami. Jett i Sova nie znikną, ale Fade będzie game changerem – podkreśla.

Turniej to świetna okazja do rywalizacji dla każdego. Z drużyną czy bez, wszyscy mogą wziąć udział w walce o pieniądze, sprzęt i własny rozwój. – Jeśli chcecie poczuć te emocje i rywalizować z innymi, zapraszam. Czekają na was HUB-y i system drużynowy. Udział może wziąć każdy, bez względu na rangę. Tworzymy przestrzeń dla wszystkich – przekonuje Terp. HUB-y i zapisy startują już 2 maja pod tym adresem.

Harmonogram rozgrywek VALORANT EAST: UNITED:

  • #1 Weekly Cup: 8 maja
  • #2 Weekly Cup: 15 maja
  • #3 Weekly Cup: 22 maja
  • #1 Monthly Cup: 28-29 maja
  • #4 Weekly Cup: 5 czerwca
  • #5 Weekly Cup: 12 czerwca
  • #6 Weekly Cup: 19 czerwca
  • #2 Monthly Cup: 25-26 czerwca
  • Last Chance Qualifier: 2-3 lipca
  • Finały sezonu: 8-9 lipca (LAN)
Tagi: , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
BLAST Premier Fall Finals 2021

BLAST wraca do Kopenhagi. Jesienne finały cyklu w stolicy Danii

Stolica Danii znowu ugości BLAST Premier W minionych latach Kopenhaga wielokrotnie gościła już imprezy spod szyldu BLASTA i teraz stanie tak ponownie...