STS
Inspired, Jankos
fot. Riot Games/Lance Skundrich i Riot Games/Michał Konkol

Starcie polskich leśników o pierwsze miejsce w grupie. Przedstawiamy zbiór C na MSI

Już jutro rozpocznie się wielkie widowisko w ramach Mid-Season Invitational 2022. Dziś natomiast pokażemy wam, czego można spodziewać się po grupie C tego wydarzenia. Już na samym starcie zbiór ten różni się od pozostałych, bowiem w jego skład wchodzą jedynie trzy zespoły. Wszystko z uwagi na to, że w League of Legends Continental League anulowano cały split, toteż żadna z drużyn nie będzie reprezentować tego regionu.

ORDER nie ma czego tutaj szukać

Dlatego też szanse na awans w czystej teorii powinny być dużo łatwiejsze dla poszczególnych zespołów. Wszak tylko jeden z uczestników zbioru C nie dostąpi zaszczytu przejścia do kolejnej części turnieju. I z pewnością byłyby to okoliczności sprzyjające ORDER, czyli tegorocznemu reprezentantowi LoL Circuit Oceania, gdyby nie fakt, iż pozostałe drużyny są znacznie lepsze od wspomnianego kolektywu. Nie ma co ukrywać, że dla przedstawicieli australijskiej organizacji turniej jak szybko się rozpocznie, tak też szybko najprawdopodobniej się skończy. Czemu jednak aż tak bardzo nie wierzymy w jakikolwiek sukces ORD?

Głównie z uwagi na to, że miniony split w rozgrywkach Oceanii był zawrotny, jeśli chodzi o ostateczny jego rezultat. Przecież w fazie zasadniczej mało kto brał w ogóle zespół Brandona „BioPanthera” Alexandera pod uwagę w rozmowach o potencjalnym triumfatorze potyczek. Tym bardziej że na jej sam koniec wyżej z dużo lepszym wynikiem uplasowały się aż trzy drużyny. Wówczas pretendentem do sięgnięcia po puchar Australii i Oceanii było Chiefs Esports Club, które na 21 spotkań poległo jedynie w dwóch z nich. Dla porównania ORDER złapało w tym czasie aż dziesięć przegranych.

BioPanther, Pentanet.GG, MSI 2021
fot. Riot Games

Na czas play-offów jednak w ORDER wstąpiła nowa energia, która została perfekcyjnie wykorzystana przez zawodników formacji. Ci startując z drabinki przegranych rozprawili się kolejno z Dire Wolves, PEACE oraz Pentanet.GG bez straty chociażby jednej gry. Mimo świetnej formy w ówczesnym momencie nadal nie spodziewano się, że BioPanther i jego kompani staną na pierwszym miejscu podium. Tak ostatecznie się natomiast wydarzyło, gdyż ci po pięciomapowym boju pokonali CHF, mogąc cieszyć się dodatkowo jeszcze z biletu na MSI.

Po losowaniu jednak miny zawodników mogły nieco zrzednąć, bowiem do tego samego koszyka zostali przypisani mistrzowie Europy oraz Ameryki Północnej. W zestawieniu z G2 Esports czy Evil Geniuses ORDER wypada po prostu blado, dlatego też szanse na ewentualne przejście do Rumble Stage’u są bliskie zeru. Teraz nie ma już mowy o tym, czy złoci medaliści LCO mają argumenty na awans, lecz czy mają argumenty na chociaż jedną wygraną, bowiem nawet to może okazać się zbyt wysoko zawieszoną poprzeczką.

Nadzieja Ameryki

W zeszłym roku podczas MSI reprezentant League of Legends Championship Series, którym było Cloud9, nie poradził sobie najlepiej. Po grupach wydawało się, że Chmury są w całkiem niezłej formie i kwestia awansu do play-offów nie będzie stanowiła większego problemu. Ostatecznie jednak formacja Luki „Perkza” Perkovicia zaliczyła dość poważną wpadkę, wygrywając zaledwie trzy spotkania na dziesięć rozegranych, co poskutkowało piątym miejscem w Rumble Stage’u, niezapewniającym miejsca w fazie pucharowej.

Tym razem na światowej rangi turnieju nie zobaczymy ani C9, ani Teamu Liquid, ani też 100 Thieves. W minionej edycji amerykańskich rywalizacji najlepszą formacją zostało Evil Geniuses i to ten zespół będzie przedstawicielem NA. Wiadomość ta bez dwóch zdań bardzo zadowoliła polskich kibiców, gdyż dżunglerem drużyny jest Kacper „Inspired” Słoma. Ten miał już oczywiście okazję zagrać na międzynarodowych zawodach, jednak jeszcze w barwach Rogue. Teraz po debiutanckim splicie w LCS-ie będzie mógł ponownie zmierzyć się z najlepszymi ekipami z różnych stron świata, jednak w tym wypadku jako gracz rozgrywek zza oceanu.

Inspired, Rogue, Worlds 2021
fot. Riot Games/Lance Skundrich

Droga EG na szczyt ligi NA wcale nie była natomiast pozbawiona wybojów. Wszak niemal do samego końca etapu zasadniczego drużyna nie miała nawet gwarancji wystąpienia w play-offach. Po wygranej w ostatnim dniu zmagań oraz po triumfie w tiebreakerze Źli Geniusze uplasowali się ostatecznie na czwartej lokacie. Wtedy rozpoczęła się niesamowita historia tego kolektywu. Ekipa Polaka w pierwszej rundzie etapu pucharowego rozprawiła się z FlyQuest po czteromapowym boju. Wydawałoby się, że im dalej w las, tym będzie trudniej. Nic bardziej mylnego. Kolejne potyczki były dla Inspireda i jego kompanów bułką z masłem, czego efektem były trzy wygrane 3:0 kolejno z Cloud9, Teamem Liquid oraz 100 Thieves.

Występ w play-offach przekonał wielu ekspertów do tego, że Ameryka w końcu wysyła na międzynarodowe wody naprawdę silnego reprezentanta. I nie sposób się im dziwić, wszak jeśli tylko EG podtrzyma swoją perfekcyjną dyspozycję z fazy pucharowej LCS, to z pewnością będzie mogło zamieszać. Pierwszy sprawdzian gracze Gabriela „Turtle’a” Peixota będą mieli już w grupie, gdyż przyjdzie im się zmierzyć z G2 Esports. Rodzimi kibice zacierają już ręce na obejrzenie pojedynków Inspireda z Marcinem „Jankosem” Jankowskim.

Jak wyglądać będzie G2 po przerwie?

I właśnie Samuraje zamykają nam zbiór C tegorocznego MSI. Przedstawiciele Starego Kontynentu mogą pochwalić się równie zaskakującą historią co EG. Przed startem wiosennego splitu League of Legends European Championship mało kto dawał jakiekolwiek szanse na wygraną formacji Jankowskiego. Kwestionowano wówczas wybory niektórych zawodników do drużyny, twierdzono, że jest to zespół gdzieś na środek tabeli. Najwięcej mówiono na temat transferu Victora „Flakkeda” Liroli, który był uważany za spore osłabienie po rozstaniu z Martinem „Rekklesem” Larssonem.

Z częścią głosów można się było zgodzić do końca fazy zasadniczej. Wszak G2 finalnie uplasowało się na czwartej pozycji w stawce, potwierdzając wrażenie zespołu całkiem dobrego, ale jeszcze nie na tyle zgranego, aby atakować szczyt. Wszystko oczywiście się zmieniło wraz ze startem play-offów – tego, co tam się wydarzyło, przypominać raczej nie muszę. Dla tych jednak, którzy ostatnie miesiące spędzili pod kamieniem, jedynie napomnę, że Jankos i jego kompani dokonali czegoś nieprawdopodobnego, przechodząc całą dolną drabinkę i wygrywając w finale bez straty mapy.

Jankos, G2 Esports, LEC Spring Split
fot. Riot Games/Michał Konkol

G2 swoją nieprawdopodobną formą i nienaganną postawą skutecznie zamknęło usta hejterom, zdobywając puchar LEC w najmniej spodziewanym momencie. Samuraje dzięki wygranej zyskali jeszcze większe poparcie wśród swoich fanów i zyskali też nowych. Flakked z bycia nieuzasadnionym wyborem stał się gwiazdą końcowych meczów europejskich zmagań. Z takim obrazem gracze Dylana Falco pozostawili nas na koniec wiosennego splitu.

Po miesiącu przerwy drużyna Polaka będzie musiała utrzymać swoją wyśmienitą dyspozycję, udowadniając, że nie był to jedynie chwilowy wybryk. Trzeba jednak mieć na uwadze, że dla niektórych graczy tego kolektywu batalie z zespołami z innych regionów świata będą czymś nowym. Dlatego też G2 ma sporo szczęścia, trafiając do grupy, w której o awans na pewno nie będzie musiało się martwić, pokonując ORDER, ale też dostanie od razu wyzwanie w postaci solidnego EG. Będzie to dobry moment na ponowne rozpędzenie się i wejście w kolejny etap zmagań już po kilku oficjalnych meczach. Trudno jest natomiast stwierdzić, czy przedstawiciele Europy będą w stanie nawiązać walkę z drużynami z Chin czy Korei (oczywiście, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i mistrzowie tych regionów poradzą sobie z wyjściem z grup).


Co o grupie C myślą eksperci?


fot. YouTube/Polsat Games
Podobny kazus co w grupie A podczas zeszłorocznego MSI, a jednak perspektywa o wiele bardziej ekscytująca. Jako niepoprawny entuzjasta LCO muszę jednak przyznać z bólem serca, że wiosna 2022 w tym regionie była po prostu okropna. Nie spodziewam się, żeby ORDER urwało mapę komukolwiek, aczkolwiek na przestrzeni tylu spotkań jest to statystycznie prawdopodobne. Najciekawsze starcia odbędą się, oczywiście, między Stanami Zjednoczonymi a Europą. Myślę, że Ameryka dawno nie wysłała na turniej międzynarodowy takiego obiecującego i dobrze przeszkolonego reprezentanta jak EG. Trudno natomiast oszacować, czy presja prestiżowego występu nie będzie dla tego składu zbyt przytłaczająca. Do tego wszystkiego G2 Esports, które ostatnimi czasy miewa problemy z szybką adaptacją. Spodziewam się, że Ameryka może zwyciężać na starcie, ale Europa odbije się w fazie dogrywkowej.

Michał „myha” Francuz

Przez ostatnie lata Riotowe turnieje międzynarodowe niestety nie dają pełnego obrazu międzynarodowej siły regionów. Tak będzie i tym razem, bo w grupie C zobaczymy tylko trzy formacje. Dodatkowo nie wydaje się, by rywalizacja o wyjście do fazy play-off miała być zacięta. Reprezentanci Australii i Oceanii są przesympatyczni, lecz fanom regionu niestety nie będzie do śmiechu. ORDER to ekipa zdecydowanie najsłabsza i mocno wątpię, by miała walczyć o coś więcej niż tylko urwaną mapę lub dwie.

Walka o pierwsze miejsce to grzejący krew w żyłach pojedynek Europy z Ameryką. G2 Esports wraca na międzynarodowe deski w nowym wydaniu i ze świeżą krwią, lecz naprzeciw stanie Evil Geniuses. Nominalnie to Stary Kontynent cieszy się większym zaufaniem, ale osobiście mam wątpliwości dotyczące nadchodzącej rywalizacji z NA. EG to ekipa solidna ze świetnym junglerem, gotowym, by podjąć bardzo agresywnego Jankosa, ale przede wszystkim Dannym, którego forma powala na kolana. Jeśli chodzi o walki drużynowe, amerykański strzelec jest na tym turnieju zdecydowanie jednym z najlepszych i może być kluczowym elementem dla ewentualnego sukcesu zespołu.

G2 Esports z pewnością cieszy jednak tendencja do mocnych wymian, które podejmuje przeciwny midlaner. Siłą europejskiej formacji w drugiej połowie play-offów była niewątpliwie fenomenalna dyspozycja caPsa, co w połączeniu z genialnym sezonem Jankosa dawało świetne wyniki w najważniejszych seriach BO5. W kontekście G2 Esports wielu automatycznie spogląda w stronę Topfathera… znaczy Brokenblade’a, lecz nie możemy zapominać o jakości Impacta, zwłaszcza na płaszczyźnie neutralizacji rywali. Myślę, że format BO1 może nieco faworyzować Europejczyków ze względu na większą chęć do eksperymentowania w draftach i nietypowe zagrywki Jankosa, który często znajdował niespodziewane okienka na ganki, które niektórzy nazwaliby cheese’em. Mimo wszystko uważam, że rywalizacja między EU a NA będzie wyjątkowo zacięta i wyrównana.

Tomasz „TheFakeOne” Milaniuk


fot. Ultraliga/Radosław Makuch

fot. Ultraliga/Radosław Makuch
Na pewno grupa najbliższa nam, europejskim kibicom. Na dodatek od razu mamy rywalizację NA z EU. Na samym starcie brutalnie przekreślam szanse ORDER, ale gdyby udało się tej ekipie komukolwiek urwać mapę, będę mocno zdziwiony. Powiem też przy okazji coś, co może okazać się niepopularną opinią, ale uważam, że EG może rzucić solidne wyzwanie zawodnikom G2 i pierwsze miejsce europejskiej formacji nie jest tak oczywiste.

Daniel „Rajon” Pastusiak


Wydarzenie startuje już jutro. Pierwsze pojedynki w ramach grupy C zobaczyć będziemy mogli od godziny 12:00. Wówczas do walki o punkty wejdą gracze ORDER oraz G2 Esports. Po tym pojedynku Samuraje pozostaną na serwerze, a ich rywalem będzie Evil Geniuses. Po pełny harmonogram i więcej informacji dotyczących Mid-Season Invitational 2022 zapraszamy do naszej relacji tekstowej:

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
dycha hades ENCE ESL Pro League Season 15

Rozlosowano pary 2. rundy PGL Majora. Outsiders kolejnym rywalem ENCE

Kolejne mecze na belgijskim Majorze Zespół Pawła "dychy" Dychy i Olka "hadesa" Miśkiewicza w swoim pierwszym meczu bez większych problemów rozprawił...