STS

Przyzwoicie, chociaż mogło być lepiej. Recenzja Trust GXT 255+ ONYX

Dotychczas jeżeli chodzi o rejestrowanie dźwięku korzystałem jedynie z wbudowanych mikrofonów, wchodzących w skład używanych przeze mnie słuchawek. Od pewnego czasu jednak nosiłem się ze zmianą tego stanu rzeczy i stało się to w idealnym momencie, bo oto otrzymałem propozycję przetestowania Trust GXT 255+ ONYX. Dwa razy nie trzeba było mnie namawiać.

Specyfikacja

  • Wymiary: 980 × 80 × 70 mm
  • Waga: 400 g
  • Typ mikrofonu: kardioidalny mikrofon pojemnościowy
  • Próbkowanie: 96 kHz / 24 bit
  • Pasmo przenoszenia: 30 ~ 18000 Hz
  • Czułość: 120 -dB/mW
  • Próbkowanie: 96 kHz / 24 bit
  • Połączenie: USB typ. C / Minijack 3,5 mm
  • Kabel: 1,8 m
  • Podświetlenie: LED
  • Sposób mocowania: zacisk biurkowy
  • Inne: Wbudowany filtr pop
  • Sugerowana cena: 899,00 zł

Zawartość pudełka i budowa mikrofonu

Dzięki temu w moje ręce trafiło naprawdę słusznych rozmiarów pudełko, a raczej pudło, które zdecydowanie swoje ważyło. Ale też przestało mnie to dziwić, gdy zajrzałem do środka. Oto bowiem moim oczom ukazał się model GXT 255+ ONYX – jeszcze nie w pełnej okazałości, bo trzeba było przystąpić do jego montażu. Ten przebiegł raczej bezproblemowo i, o ile mnie pamięć nie myli, nie musiałem nawet zaglądać do instrukcji, by połapać się co z czym i do czego. A na sam koniec wystarczyło tylko podpiąć sprzęt do jednego z wejść USB i… nastąpiło pierwsze zaskoczenie. Niestety z gatunku tych negatywnych, bo szczerze mówiąc spodziewałem się, że mikrofon tego typu korzystać będzie ze wsparcia oprogramowania producenta, które pomoże wycisnąć z niego pełnię potencjału. Otóż nie tym razem – mikrofon od Trust żadnego oprogramowania nie posiada.

Ale wróćmy do samego produktu i tego, jak jest zbudowany. Tak więc mikrofon mocujemy do blatu za pomocą dołączonego zacisku biurowego. W tym wypadku nie mam na co narzekać, bo mimo kilku tygodni uścisk nie rozluźnił się i nadal zapewniał stabilne użytkowanie. I to w momencie, gdy mikrofon nie przebywał ciągle w jednej pozycji, bo w momentach, gdy z niego nie korzystałem, był on przeze mnie odsuwany. A to oznacza, że zacisk nie miał wyjścia i musiał nomen omen zacisnąć zęby, by ciągle utrzymywać konstrukcję GXT 255+ ONYX. Konstrukcję, na którą składa się długie, metalowe ramię, możliwe do zaginania w dwóch miejscach – mniej więcej w połowie swojej długości oraz tuż przed mikrofonem. No i właśnie, zwieńczeniem wszystkiego jest właśnie owy mikrofon wyposażony w mocowanie przeciwwstrząsowe.

Co ważne, mikrofon ten łączymy z ramieniem za pomocą krótkiego przewodu zakończonego wtyczką USB, nie ma więc obaw, że przeszkadzać nam będą jakiekolwiek wiszące kable. Na ramieniu znalazły się zresztą dwa wejścia USB, więc drugie możemy wykorzystać wedle naszych potrzeb – ja na ten przykład wtykałem tam odbiornik moich słuchawek. Jeżeli zaś korzystacie ze słuchawek łączących się poprzez wtyczkę minijack, to nawet lepiej, bo po podpięciu się do sprzętu zyskujecie od razu odsłuch tego, co uda wam się zarejestrować. Warto też zwrócić uwagę, że mikrofon pochwalić się może podświetleniem LED w kilku różnych kolorach. Z jednej strony jest to tylko ozdoba, ale z drugiej pełni ona funkcję informacyjną i sygnalizuje, gdy sprzęt jest wyciszony, bo wtedy podświetlenie zmienia kolor na czerwony. A wyciszyć się możemy za pomocą pokrętła regulującego głośność nagrywania.

Wrażenia z użytkowania

Początkowe wrażenia były jak najbardziej pozytywne. Sprzęt od firmy Trust sprawia solidne wrażenie, ale nie może być inaczej, gdy zetkniemy się z aluminiową ramą, która zdaje się zapewniać nam duży spokój, jeżeli chodzi o wytrzymałość. Samo GXT 255+ ONYX służyło mi w dużej mierze do komunikacji podczas gry, aczkolwiek kilkukrotnie wykorzystałem ten produkt także przy okazji przeprowadzania wywiadów. Niby i w jednym, i w drugim przypadku tylko się mówi, ale zupełnie inna jest dynamika i natężenie dźwięku, można więc uznać, że inne są także wyzwania, z którymi w tym wypadku musiał mierzyć się mikrofon. A efekty tych zmagań były różne.

Jeżeli chodzi o trwające kilkadziesiąt minut wywiady, to nie mogę tutaj niczego zarzucić. Dźwięk, który nagrywałem, a potem odsłuchiwałem, był czysty jak na to, czego oczekiwać możemy po sprzęcie łączącym się przez USB. Brak szumów czy większości dźwięków dochodzących z tła – piszę „większości”, bo np. już przejeżdżający nieopodal pociąg i wydawany przez niego dźwięk został pięknie przez mikrofon uchwycony. Ale w tym wypadku nie mam pretensji, bo jest to odgłos na tyle głośny, że prawdopodobnie nawet martwego wyciągnąłby z grobu. Ale tak to jest, gdy wynajmuje się mieszkanie w okolicy ruchliwych torów kolejowych, ech…

Ekhm, wracając do recenzji – jak już wspomniałem, Trust nie zdecydował się zapewnić GXT wsparcia w postaci oprogramowania, co dla osób poszukujących czegoś bardziej profesjonalnego z pewnością będzie dużą wadą. Mi z kolei brakowało możliwości zwykłego wyłączenia mikrofonu. Mogłem go oczywiście wyciszyć, ale wtedy podświetlenie LED nadal wściekle świeciło się na czerwono, wobec czego byłem zmuszony po prostu wypiąć sprzęt z wejścia USB. Przydałby się zwyczajny przycisk ON/OFF, a przynajmniej dla mnie byłoby to rozwiązanie wygodne, szkoda więc, że producent o tym nie pomyślał. Niemniej możliwe, że inni, bardziej obeznani w temacie, nie mają takiego wrażenia.

Tak czy inaczej, największym problemem, z jakim spotkałem się podczas przygody z GXT 255+ ONYX były nagłe spadki jakości dźwięku. Doświadczałem ich w sytuacjach rozmów, trwających np. dwie czy trzy godziny. Po dłuższym czasie zdarzało się, że mikrofon, chociaż pozostawał w jednej pozycji, nagle zaczynał… Trudno to jednoznacznie określić, ale z niewiadomych przyczyn pojawiały się dziwne przestery, które tak jak same z siebie występowały, tak same z siebie nagle znikały. Trudno mi powiedzieć, w jakim stopniu był to problem mikrofonu jako takiego, a w jakim coś gryzło się w konfiguracji Discorda. Niemniej z dziennikarskiego obowiązku z pewnością warto o tym wspomnieć.

Podsumowanie

Dla mnie, jako dla mikrofonowego laika, Trust GXT 255+ ONYX w ogólnym rozrachunku wypadł dobrze. Nie był to z pewnością sprzęt, który wywalił mnie z butów. Jednakże posiadał minimum, którego mógłbym oczekiwać od mikrofonu, który, jak możemy wyczytać na pudełku, przeznaczony jest m.in. dla streamerów. Jeżeli więc nie jesteście audiofilami, którzy kupują tylko sprzęt ze wtykami pokrytymi złotem dla lepszego wrażenia, wydaje się, że GXT 255+ ONYX może być propozycją naprawdę godną rozważenia m.in. z uwagi na wygodną obsługę i zapewnianą jakość dźwięku. Tym bardziej że sprzęt ten spokojnie można już dostać taniej nawet o 300 zł niż wynosi cena sugerowana. Z kolei osoby nastawione w większym stopniu na to, by dźwięk był jak najlepszy, powinny poszukać gdzie indziej. Ale takich ludzi pewnie i tak nie ma tu już od momentu, gdy wspomniałem o podłączeniu za pomocą USB.

Tagi: ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
PFS Austria Stachulec

Walka ośmiu kierowców o zwycięstwo w Grand Prix Austrii w Polish F1 Series

Dominacja Ferrari Kwalifikacje do wyścigu na torze popularnie nazywanym "Monako bez barier" wygrał Konrad Böhm, a obok niego w pierwszym rzędzie usta...