STS
fot. Riot Games/Colin Young-Wolff

Kogo zabraknie w Stambule? Najwięksi nieobecni Champions

Już za kilka tygodni rozpoczną się mistrzostwa świata w VALORANTA. Turniej będzie miał miejsce w Stambule, a wszyscy uczestnicy są nam od niedawna znani. Pora więc przyjrzeć się największym i najlepszym ekipom, których nie zobaczymy w tureckiej stolicy. A dla osób nieobserwujących na bieżąco sceny VALORANTA wyjaśnimy też, w jakich okolicznościach te formacje pożegnały się z marzeniami o największym wydarzeniu w tym roku.

Acend

Zacznijmy od największej bolączki fanów na całym świecie, ale głównie właśnie w Polsce. Mistrzowski skład z 2021 roku powoli rozpadał się w trakcie sezonu, kolejni zawodnicy byli wymieniani, aż w końcu padło też na Aleksandra „zeeka” Zygmunta. Ostatecznie z oryginalnej piątki, która rok temu podniosła puchar Champions, zostali tylko Mehmet „cNed” İpek i Patryk „starxo” Kopczyński. Nasz rodak przejął także rolę IGL-a i w trakcie kwalifikacji ostatniej szansy wszystko wyglądało całkiem obiecująco.

zeek, starxo, Acend, VALORANT Champions 2021
fot. Riot Games/Michał Konkol

Nowe nabytki spełniały się w swoich rolach, a starxo w swoim wybuchowym stylu potrafił wyciągnąć z ekipy całkiem sporo. Niestety Acend mimo dużego potencjału nowego składu nie podołało. Podczas LCQ pokazało wolę walki, jednak to nie było wystarczające. Dwie przegrane serie pogrzebały marzenia starxo o powrocie na mistrzostwa świata.

M3 Champions

No cóż, jeszcze smutniejsza historia dotknęła drugich finalistów zeszłorocznych Champions. Co najciekawsze, M3C utrzymało większość swojego składu, wymieniając tylko jednego zawodnika. Trzeba przyznać, że zmiana bardzo służyła tej ekipie, a Yaroslav „Jady” Nikolaev odnalazł się w nowej drużynie. Zespół ten nabrał wiatru w żagle podczas LCQ i mknął jak burza przez drabinkę wygranych! Najpierw zwycięstwo z Acend, potem z OG LDN UTD i w końcu także z Teamem Liquid. W wielkim finale czegoś jednak zabrakło. Popularne Konie przebudziły się po tamtej porażce i w najważniejszej serii zdołały wygrać z rezultatem 3:1. Dla M3C natomiast był to niezwykle smutny koniec całkiem obiecującego sezonu z nowym strzelcem w składzie.

Guild Esports

Kto był pomyślał, że Guild nie będzie w stanie nawet przejść drugiej rundy? Na pewno nie ja. Jose „koldamenta” Herrero wraz z kolegami wyglądali przecież świetnie podczas ostatniego turnieju z serii Challengers. Później był też całkiem przyzwoity występ w ramach Masters w Kopenhadze… Nic nie wskazywało obniżki formy. Tuż przed LCQ doszło jednak do zmian, a z ekipy odszedł Russel „Russ” Mendes. Za niego wskoczył do składu ponownie Yacine Laghmari. I nagle Guild padło w meczu z Natus Vincere. Później udało się wygrać z BBL Esports, ale OG LDN UTD było już o niebo lepsze. Organizacja Davida Beckhama miała za sobą duży progres i szkoda, że na Masters się skończył.

G2 Esports

Samuraje cały czas biją głową w szklany sufit. Oscar „mixwell” Colocho i spółka już dawno nie pojawili się na światowym turnieju i pewnie w głębi duszy wszyscy wiedzieli, że z Champions inaczej nie będzie. To wielka strata. G2 ma przecież świetne zaplecze, naprawdę wyśmienitych zawodników i doświadczony sztab szkoleniowy.

fot. G2 Esports

Co więc tam nie zagrało? Nie wiadomo, ale pewna jest konieczność przeprowadzenia jakichś zmian. Te najprawdopodobniej ominą Žygimantasa „nukkye” Chmieliauskasa, który bez względu na dzień, zawsze jest najjaśniejszą gwiazdą tej formacji. Wielka szkoda, że na Champions jej nie ujrzymy.

Sentinels

Pora przenieść się za ocean. Tam ogromną popularnością od dawna cieszyło się Sentinels, a po dołączeniu legendy w postaci Michaela „shrouda” Grześka, słupki oglądalności poszybowały do nieba. Mało tego, nowy kontroler SEN pokazywał się z bardzo dobrej strony nie tylko na streamach, ale także i w oficjalnych meczach. Amerykański (a może bardziej kanadyjski?) sen (SEN?) powoli stawał się rzeczywistością. Aż do… drugiej rundy. Tam niestety formacja shrouda trafiła na 100 Thieves, które później miało wygrać całe to wydarzenie. Ewidentnie zespół ten nie był gotowy na zmierzenie się z tak dobrze zgraną ekipą.

FaZe Clan

Pechowe jest to FaZe. Od dwóch lat imponuje eksplozywnym stylem gry i tym, że za każdym razem zmusza rywala do wyciągnięcia wszystkich asów z rękawa. Andrej „babybay” Francisty i spółka nieironicznie jest jedną z najbardziej niedocenianych drużyn w Ameryce Północnej i co turniej wspina się na topowe lokaty. Teraz, podobnie jak podczas Challengers 2, zawodnikom tym udało się zająć miejsce na podium. Podium NA jednak nie wystarczy i chciałbym zobaczyć tę formację na wydarzeniu rangi światowej. Na to niestety przyjdzie mi poczekać przynajmniej kilka miesięcy…

fot. Blizzard/Robert Paul

The Guard

Współczuję też wszystkim graczom The Guard. Widać, że jest to dobra organizacja, która potrafi zlokalizować problemy i uporać się z nimi w miarę upływu czasu. Młodzi zawodnicy po wygraniu Challengers 1 zawiedli na Masters. W trakcie Challengers 2 nie byli też w stanie się przełamać. Ale LCQ? Tutaj wypruwali sobie żyły, żeby mieć okazję zagrać w najważniejszym turnieju tego roku. Widać było determinację, pomysł i dużą ilość młodzieńczej energii. Guard dotarło aż do samego finału kwalifikacji ostatniej szansy. 100T było jednak za dobre na wszystkich uczestników i pokonało przeciwników z wynikiem 3:0.

Northeption

Wyjdźmy jednak z naszej zachodniej bańki, ponieważ na Ameryce Północnej i Europie VALORANT się nie kończy. Northeption na poprzednim Masters w Danii odpadło bardzo szybko, ale zostało wyeliminowane przez późniejszych mistrzów. Teraz jednak nie zobaczymy tej formacji wcale, ponieważ we wschodniej Azji LCQ zwyciężyło EDward Gaming. Northeption przegrało najpierw w finale drabinki wygranych, a potem też w małym finale, kończąc na trzeciej lokacie. No cóż, ewidentnie byli w tej rywalizacji lepsi kandydaci, ale i tak boli, jak szybko nowe siły gasną.

Team Secret

Podobną sentencję można wystosować do Teamu Secret. Formacja ta była przecież prawdziwym fenomenem ostatniej edycji Champions i potrafiła walczyć z o wiele silniejszymi rywalami. Teraz? Teraz LCQ własnego regionu to już zbyt duże wyzwanie dla tych zawodników. Niestety TS nie pokazało nic nadzwyczajnego w tym roku i szybko pożegnało się z tegoroczną edycją VCT.

Keyd Stars

W eliminacjach Ameryki Południowej były dwa miejsca, które zapewniały awans do Champions. Faworytami, zresztą bardzo słusznie, było KRÜ Esports oraz FURIA Esports. No i cóż, ekipy te faktycznie wspięły się na szczyt i wywalczyły sobie miejsce na mistrzostwach świata. Z drugiej strony Keyd Stars, czyli organizacja, która rok temu zapewniła nam ogrom emocji, nie miała większych szans. Zakończyła na czwartym miejscu i już więcej nie pokaże się w tegorocznej odsłonie VCT. Wielka szkoda, bo w tym zespole jest ogromna kumulacja talentów.

Tagi: , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close
Team Vitality, LEC Summer 2022

Team Vitality, czyli niespełnione oczekiwania kolejnego superteamu

Pierwszy split pod znakiem problemów Tak się składa, że miałem już okazję pisać podobny tekst kilka miesięcy temu. Wówczas – po zakończeniu wiosennyc...