Fnatic Rekkles
fot. Riot Games

Dlaczego to Fnatic będzie mistrzem świata?

Finał najważniejszej imprezy League of Legends zbliża się wielkimi krokami. Dla większości występujących graczy będzie to debiut na tak wysokim szczeblu rozgrywek, choć są wyjątki. Jak niektórzy pewnie pamiętają, obecny rezerwowy Fnatic, Paul „sOAZ” Boyer, wystąpił jako gracz against All authority, z którym zdobył wicemistrzostwo świata sezonu pierwszego przegrywając z… Fnatic.

Także Invictus Gaming może pochwalić się posiadaniem finalisty w swoim składzie. Ba, Lee „Duke” Ho-seong, bo o nim mowa, razem z SK telecom T1 ma już na swoim koncie tytuł mistrzowski. Niemniej jednak Duke i sOAZ wydają się być obecnie drugim wyborem dla swoich formacji i nie wiadomo czy w ogóle ujrzymy ich w wielkim finale.

Oczywiście, to nie doświadczenie gra. W League of Legends często coraz młodsi gracze osiągają sukcesy, jednak fakt posiadania weteranów tak wielkiego wydarzania, z pewnością wpłynie pozytywnie na przygotowanie mentalne obu drużyn. Pamiętajmy, że w sobotę obędzie się mecz o MISTRZOSTWO ŚWIATA. Tutaj nie będzie miejsca na stres.

Zaprawieni w bojach

Zacznijmy od stwierdzeń najbardziej oczywistych. Fnatic wygrało swoją grupę, w której było także Invictus Gaming. Choć walka o zwycięstwo toczyła się do samego końca, to drużyna Martina „Rekklesa” Larssona okazała się tą lepszą. Obie ekipy stoczyły ze sobą trzy wyrównane starcia i dwukrotnie zwycięsko wyszło z nich FNC. Wszystko wskazuje więc na to, że drużyna z Europy ma pomysł i zna sposoby na pokonywanie IG. Mam jednak nadzieję, że w rękawie mają jakiegoś asa. Możemy być pewni, że chińska formacja wyciągnęła wnioski z poprzednich spotkań i nie da się złapać po raz kolejny na te same zagrania. Nie zmienia to faktu, że skoro da się kogoś pokonać dwa razy, to da się też to zrobić za trzecim razem, najlepiej tego samego dnia.

Seryjni zabójcy

Fnatic jedzie niczym rozpędzony walec. Wiem, nie ma tutaj nic odkrywczego, ale przyjrzyjmy się ich występom na Worldsach. Do tej pory europejska formacja przegrała zaledwie dwie mapy! Jedną, w fazie grupowej z Invictus Gaming, która nie zmieniła w ostatecznym rozrachunku niczego, drugą podczas ćwierćfinału z Edward Gaming, który ostatecznie wygrała 3:1. A przecież EDG nie jest pierwszym lepszym zespołem – awansował on w końcu z niesamowicie trudnego terenu jakim jest LPL. Fnatic na tych mistrzostwach dosłownie rozjeżdża swoich rywali, czy to słabsze G-Rex czy też pogromców Afreeca Freecs, czyli Cloud9. W dyspozycji jakiej się znalazło, może trochę nieoczekiwanie, ale stało się faworytem w każdym meczu w jakim gra.

Teamwork, teamwork, teamwork

Przyjrzyjmy się w końcu temu co będzie miało największy wpływ na losy starcia. Na to, jak właściwie gra Fnatic. Myślę, że możemy być pewni, że tak jak to było w poprzednich meczach, to Gabriel „Bwipo” Rau wyjdzie w pierwszym składzie. Wiemy więc, czego mniej więcej możemy oczekiwać po grze europejskiej drużyny. Dużym atutem z pewnością jest bardzo silna dolna linia. Rekkles, który jeszcze niedawno był odsunięty od pierwszego składu, dziś jest zupełnie innym graczem. W każdej z dotychczasowych gier silnie dominował swoją linię, a jego Sivir oraz Tristana siały spustoszenie i popłoch w szeregach rywali. Bardzo istotne jest również wsparcie jakie razem ze Zdravetsem „Hylissangiem” Ilievem Galabovem są w stanie dać na środkowej alei. Trzeba też pamiętać o bardzo dobrej synergii z junglerem. Wyraźnie widać, że dolna linia FNC doskonale dogaduje się z Madsem „Broxahem” Brock-Pedersenem, co często mocno wpływa na wynik starć. Sądzę, że to ta współpraca oraz to, jak będzie ona działać w finale, będzie tym co przesądzi o zwycięstwie bądź porażce.

Chińska perfekcja kontra europejska taktyka

Ktoś z pewnością podniesie argument przeciwko moim twierdzeniom dotyczący gry Invictus Gaming. Już widzę te komentarze: „IG ma mocniejsze linie” albo „Fnatic zostanie zmiecione w laning phase”. Rozumiem obawy tych osób. Nie trzeba być specjalnym znawcą tematu, by zauważyć, jak dobrze grają Chińczycy na swoich alejach. Zdecydowanie przemawia to na niekorzyść Fnatic, jednak trzeba spojrzeć szerzej.

Owszem, Song „Rookie” Eui-jin i spółka świetnie znają się na swoim fachu, ale nie takich graczy FNC odsyłało do domu. Ekipa ze Starego Kontynentu potrafi zagrać mądrze, jest niesamowita w macro i zna sposób na presję na liniach wywieraną przez IG. Nawet jeżeli, co miejmy nadzieję się nie wydarzy, Chińczycy zdominują początek, to mało jest tak silnych drużyn podczas teamfightów jak Fnatic. Osobiście jestem zdania, że zgranie oraz doskonała organizacja podczas walk drużynowych pozwolą zniwelować atuty przeciwników i ostatecznie poprowadzić europejski zespół do pierwszego od ponad siedmiu lat zwycięstwa w Mistrzostwach Świata.

Kończąc już swoje wywody. Nie uważam, że w sobotę będzie szybkie 3:0 i po dwóch godzinach zobaczymy Bwipo z pucharem. Uważam jednak, że wśród dwóch najlepszych zespołów świata to Fnatic jest lepsze i to on sięgnie po najważniejsze trofeum w życiu każdego gracza League of Legends. Naprzód Europo!


Finał w którym Fnatic zmierzy się z Invictus Gaming zostanie rozegrany w sobotę, 3 listopada. Transmisja z Worlds 2018 dostępna jest pod tym adresem. Po więcej informacji dotyczących tegorocznych Mistrzostw Świata w League of Legends zapraszamy do naszej relacji tekstowej.

Tagi: , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Przed nami drugi dzień cs_summit 3, Kinguin walczy o życie

Pierwszego dnia dnia cs_summit obyło się raczej bez większych niespodzianek, chociaż polscy kibice nie mają raczej zbyt wielu powodów do zadowolenia....