fot. piratesports

Polender: Esport staje się częścią naszego życia i nie ma co się wstydzić tego, że ktoś jest graczem

Niedawno na rodzimej scenie esportowej wyrosła kolejna organizacja, która otrzymała dźwięczną nazwę piratesports. Za całym projektem stoi Bartosz Polender z firmy Polbit, który w rodzimym esporcie działa już od jakiegoś czasu, jednak dopiero teraz postanowił postawić kolejny krok na drodze biznesowego rozwoju. Skąd pomysł na inwestycję w elektroniczną rywalizację? Jak zaczęła się współpraca z Pogonią Szczeccin i dlaczego ostatecznie nazwa klubu zniknęła z nazwy organizacji? Jak doszło do rozpoczęcia współpracy z Karolem Bedorfem? Odpowiedź na te i inne pytania znajdziecie w poniższym wywiadzie.


Maciej Petryszyn: Szczecin to nie jest raczej miejsce, które kojarzy się z esportem – nie ma tu zbyt wielu głośnych inicjatyw. Coś takiego nie utrudnia działań na tym polu?

Bartosz Polender: Potencjał Szczecina jest niewykorzystywany i to nie tylko pod kątem esportu, ale także koncertów i innych istotnych wydarzeń. Z różnych względów omijają one nasz miasto. Uważam, że najwyższy czas to zmienić, zaczynając właśnie od esportu. To może rozpromować Szczecin i dać przykład innym branżom. Atutem Szczecina jest na pewno położenie – może nie w stosunku do reszty kraju, ale jeśli chodzi o społeczność esportową z Niemiec czy Szwecji, wygląda to naprawdę dobrze.

Czyli to fakt, że Szczecin to swego rodzaju nisza, skłonił pana, by tutaj stworzyć właśnie taką inwestycję?

W Szczecinie się urodziłem i tutaj od samego początku, czyli od przeszło 20 lat, prowadzę firmę. Będąc na miejscu, mogę bezpośrednio nadzorować pracę nad różnymi, nowymi projektami. Ma to przede wszystkim znaczenie, jeżeli są one innowacyjne i wchodzą w niezbadane dotąd tereny.

Sam pan jakoś interesuje się esportem czy to bardziej kwestia zauważenia, że jest to szybko rozwijająca się branża ze sporym potencjałem?

Oczywiście próbowałem grać w różne gry. Jednak zawsze interesowało mnie bardziej jak je tworzyć. Dlatego w moim życiu pojawiła się pasja do programowania i pochłonęła mnie na dłużej. Część szkoły podstawowej, całą szkołę średnią oraz studia doskonaliłem wiedzę w tym zakresie. Nawet stosunkowo niedawno, już jako pasjonat, po wielu latach zostałem współautorem książki, która uczy stawiać pierwsze kroki w programowaniu iPhone’ów. Przez pewne zrządzenie losu związałem się natomiast na dłużej z hardwarem. Moja firma specjalizuje się w sprzedaży używanego sprzętu, głównie na rynku międzynarodowym. Równolegle z działalnością zawsze realizowałem różne, nowatorskie, bardziej lub mniej udane projekty. Kilka lat temu zająłem się dystrybucją produktów marki Fibaro, systemu inteligentnych domów. Dopiero teraz mogę stwierdzić, że był to dobry krok, ponieważ na początku ludzie sceptycznie podchodzili do takich nowości.

Analogicznie w tej chwili jest z esportem. Moja natura i mój nos podpowiadają mi, że w tej dziedzinie ukryty jest duży potencjał, a wielcy gracze jeszcze się nie pojawili. Jest więc szansa, by się rozwinąć, stać się liczącym podmiotem w tej dziedzinie. Jest do dla mnie duże wyzwanie, szczególnie, że osobiście uczestniczę w budowaniu i odkrywaniu tego rynku. Projekt ma dla mnie oczywiście dużą wartość marketingową. Początkowo robiliśmy dużo szumu, organizując różnego rodzaju wydarzenia, propagując esport wszędzie, gdzie się tylko da. Ponieśliśmy spore nakłady finansowe, z drugiej strony zdobyliśmy potrzebne doświadczenie. Teraz jednak chcemy iść dużo dalej i dużo bardziej zdecydowanie, zapewnić organizacji finansowanie i stabilność, dlatego nawiązaliśmy współpracę z profesjonalną agencją emine.pro, która jest ekspertem w takich działaniach. Łącząc wspólnie siły, mamy szansę to osiągnąć. Na tę chwilę mogę powiedzieć, że współpraca przebiega rewelacyjnie, a to dopiero początek.

Pytam o to, bo przecież organizacja to nie jest pierwsza działalność Polbitu w środowisku esportowym. Wcześniej były też turnieje lanowe i to rangi międzynarodowej, bo przyjeżdżały na nie ekipy spoza Polski. W obecnych okolicznościach są plany, by te imprezy nadal się odbywały, czy też wszystkie siły pakujecie w organizację?

Będziemy chcieli nadal organizować te imprezy, nie jest to jednak na tę chwilę naszym priorytetem. Wrócimy do tego za jakiś czas – nie chcę teraz mówić kiedy, bo to zależy od tego, jak szybko ułożymy sobie te rzeczy, na których teraz jesteśmy skupieni. Niemniej na pewno w najbliższym czasie zrobimy kilka turniejów online’owych z bardzo fajnymi nagrodami i być może w przyszłym roku zakończymy je lanową imprezą. Potencjał jest duży, bo wielu firmom ze Szczecina podoba się pomysł zrobienia dużej, esportowej imprezy połączonej z EXPO. Ale to plany na następny rok.

Jak w ogóle zaczęła się wasza współpraca z Pogonią Szczecin? To wy zwróciliście się do klubu z ofertą wspólnego otwarcia organizacji?

Tak, zgłosiliśmy się do Pogoni dość dawno temu, chociaż było to wtedy typowo biznesowe spotkanie, którego celem było poznanie osób, odpowiedzialnych za marketing. Klub od początku był zainteresowany współpracą. Gdy pojawił się pomysł z Ekstraklasa Games, znaliśmy już odpowiednich ludzi i projekt ten można było szybko uruchomić.

Czyli podczas rozmów na temat wspólnej organizacji esportowej nie było większych problemów?

Wyszliśmy z inicjatywą i gdyby w Pogoni nie znaleźli się ludzie, którzy docenili ten potencjał, prawdopodobnie nic by z tego nie wyszło. Na szczęście dostrzeżono korzyści, które daje esport. Dla klubu sportowego, ważna jest również działalność marketingowa. I to właśnie możliwość promocji w bardzo dużym stopniu zaważyła na tym, że Pogoń zdecydowała się na ten ruch.

FIFA to startowy tytuł dla chyba każdego klubu sportowego, który wchodzi w esport.

W kwestii FIFY wszystko potoczyło się po naszej myśli. Zaczęło się od angażu Piko, który pochodzi z okolic Szczecina, a o którym dowiedziałem się od zaprzyjaźnionych redaktorów. No, a potem poszło tak, jak widać – zdobyliśmy mistrzostwo. Działacze z Pogoni śmiali się nawet, że w końcu mają puchar mistrzowski w swojej gablocie.

fot. piratesports

Ciekawi mnie jednak pewna kwestia – jeszcze jako Polbit Pogoń zakontraktowaliście zespół Counter-Strike’a, mimo że mainstreamowo gra ta nie ma dobrego PR-u. Wiadomo, strzelanie, zabijanie itp. W związku z tym niektóre kluby sportowe, które działają w esporcie, mają opory z wejściem konkretnie w ten tytuł. A jak to wyglądało w przypadku Pogoni?

Nie mieliśmy zamiaru pokazywać rzeczy związanych z CS:GO na stadionie. Na stronie internetowej klubu umieszczane są głównie materiały odnośnie FIFY. I to miało być naszym priorytetem. Z CS:GO badaliśmy potencjał i możliwości.

FIFA jest jednak o wiele bardziej naturalnym wyborem dla klubów piłkarskich.

Tak. Są jednak również negatywne komentarze w stosunku do tego tytułu. Czasami ludzie odbierają ogólnie gry komputerowe tylko jako bierne siedzenie przed ekranem. Oczywiście my też nie chcemy promować niezdrowego trybu życia – kwestia, by to wszystko pogodzić i odpowiednio przedstawić. Dlatego też będziemy mocno działać w kwestii promocji esportu w tej płaszczyźnie. Będziemy chcieli uświadamiać młodych ludzi, że aktywność fizyczna jest ważna. W tym Pogoń zadeklarowała nam pomoc i stworzenie odpowiedniego programu aktywności dla esportowców.

W jakim stopniu wy, jako Polbit, byliście autonomiczni, jeśli chodzi o kreowanie kierunku, w którym ma rozwijać się organizacja? Bo zakładam, że ludzie z Pogoni zapewne nie są zbyt zorientowani w tym środowisku.

W Pogoni znalazły się bardzo kompetentne osoby, mocno zaangażowane od samego początku w projekt. Pomimo pierwszej naszej inicjatywy zaczęliśmy uczyć się panujących zasad w esporcie razem. Zaczynając współpracę, mieliśmy świadomość, że będziemy weryfikować i zmieniać reguły na bieżąco, bo nie ma co się oszukiwać – na początku wiele rzeczy było dla nas zagadką. Dlatego tak jak powiedziałem wcześniej, pojawiła się w naszych działaniach agencja marketingowa, która zaczęła nas naprowadzać na właściwe tory.

Skoro tak dobrze wam się z Pogonią współpracowało, to dlaczego koniec końców zniknęła ona z nazwy organizacji?

To było m.in. wynikiem polityki, którą zaproponowało nam emine.pro, wzorując się też na innych, zagranicznych organizacjach, które w podobny sposób współpracują z klubami piłkarskimi. Na pewno nadal będziemy z Pogonią współpracować w zakresie FIFY. Dla nich jest naturalne, że będą mieć organizację, która ich wspiera i współpracuje, ale w turniejach będą występować jako Pogoń Szczecin. Naturalne będzie też, że każdy będzie kojarzył nas jako piratesports właśnie z Pogonią.

Ale te wspólne działania z Pogonią ograniczą się tylko do FIFY?

Tak. To świadome działanie, ale nadal chcemy wiązać ze sobą te marki i będziemy dokonywać ruchów, które będą na to wskazywać. Będziemy z Pogonią związani – może nie nazwą, ale np. innymi kwestiami, jak chociażby akcentami na koszulkach i wzajemnym promowaniem się w social mediach.

A to nie jest też trochę tak, że sam herb czy marka Pogoni mogły nieco ciążyć organizacji i bezpieczniej jest się od tego odciąć? Sam pan wspominał, że nastawienie różnych osób nie zawsze jest przychylne, a przecież w grę wchodzi też podejście kibiców.

W esporcie nie ma takiego problemu z kibicami jak w piłce nożnej. Chodzenie się po innym mieście w koszulce sportowej drużyny przeciwnej może niestety narobić problemów. Oczywiście to nie był aż tak znaczący argument, ale na pewno wizerunkowo jest to dla nas rozwiązanie dające więcej możliwości. W esporcie nie ma przecież kibicowania podzielonego na regiony. Zawodnicy pochodzą z różnych miast i mogą pojawiać się pytania, dlaczego np. gracz niebędący ze Szczecina ma reprezentować Szczecin nawet nigdy w nim się nie pojawiając wcześniej.

W Ekstraklasa Games tak bywało, że zawodnicy grali dla jednego klubu, mimo że np. byli kibicami innego albo po prostu pochodzili z innego miasta.

Otóż to. W piłce nożnej jest tendencja do utożsamiania się drużyny z miejscem pochodzenia. Powoduje to historia klubu, która od początku wiązała się z konkretnym miejsce. W esporcie to zjawisko samoistnie się nie pojawia i nazwy drużyn rzadko mają w nazewnictwie akcent dotyczący miejsca.

Wcześniej była Pogoń, czyli Portowcy. Teraz mamy z kolei piratesports, Piratów. Widzę, że te skojarzenia z morzem są mimo wszystko nieodzowne.

Tak, wartości są zachowane. Zarówno port, jak i pirat mają związki z morzem, więc to wszystko jak najbardziej spójne.

Kiedy w ogóle narodził się pomysł, by przekształcić Polbit Pogoń w coś zupełnie nowego?

Kluczowe było spotkanie z emine.pro w Krakowie. Spotkaliśmy się i już po chwili wiedzieliśmy, że jesteśmy w stanie nawiązać współpracę. Wpływ na to miał też fakt, że mam możliwość podejmować decyzje szybko i jestem w tej kwestii niezależny. To jest istotne w esporcie, bo wiele rzeczy szybko się zmienia. Jeżeli czas decyzji wynosi kwartał, to w ciągu takiego okresu wiele ustaleń może okazać się nieaktualnych.

A jak władze Pogoni zareagowały na zmianę tej formy współpracy i na fakt, że ich klub znika ze świecznika, nie będzie to już w nazwie?

Władze klubu to zrozumiały i zaakceptowały bez problemu. Rozdzielenie nazewnictwa przy jednoczesnym nawiązaniu szerszej współpracy to bardzo dobry kierunek. Nie należy tego odbierać, że nagle jedna ze stron zaczyna działać i chce drugą stronę odstawić – to świadomy wybór obydwu stron. Z Pogonią mamy bardzo dobre relacje i wierzymy, że będzie tak zawsze. Pierwszy pomysł łączący nasze nazwy wydawał się najwłaściwszy, niemniej później życie to zweryfikowało. Dlatego też osoby, które znają się na kreowaniu wizerunku, uznały, że korzystniej będzie to rozdzielić. Reasumując, piratesport nie tworzy swojej sekcji, bo naszą sekcją będzie właśnie Pogoń.

Była też mowa o współpracy z Pogonią na polu akademii esportowej.

Tak, ten projekt na pewno będziemy rozwijać. Nie mogę w tym momencie przedstawić szczegółów, bo ich po prostu jeszcze nie mamy. Nie chcemy robić wszystkiego na raz. Kolejne działania wdrażamy po kolei, zgodnie z planem. Przyjdzie i czas na akademię.

Są w planach jeszcze jakieś inne związki z klubem?

Kluczowa jest budowa nowego stadionu w Szczecinie, który będzie bardzo nowoczesnym obiektem. Bazując na doświadczeniach np. GKS-u Tychy mamy w planach stworzyć na nowym stadionie gaming room z widokiem na stadion. Chcielibyśmy stworzyć tam cały esportowy segment, ale to kwestia co najmniej dwóch lat, w których trakcie ten obiekt jest przebudowywany.

fot. piratesports

Wielu ludzi jest zaangażowanych w projekt?

Na pewno jest duże zaangażowanie z każdej ze stron. W mojej firmie duże siły przerobowe zostały skierowane do organizacji. Sam także dużo swojego czasu, również tego po pracy, spędzam, poznając tajniki esportu. Staram się zobaczyć, jak to wszystko wygląda od podszewki i później to maksymalnie wykorzystywać.

W opublikowanym przez was oświadczeniu była też mowa o tym, że jako Piraci nie zamierzacie zamykać się tylko na esport. Jest pan w stanie powiedzieć, co ten slogan znaczy? Bo to ładnie brzmi, ale jestem ciekawy, co za tym idzie.

Mamy w planach wprowadzenie własnych produktów. Chcemy mieć swoją rozpoznawalną markę. Chcemy, żeby ludzie się z nami identyfikowali. Prowadzimy rozmowy z jedną z firm odzieżowych, wraz z którą zamierzamy zaprojektować i produkować naszą kolekcję odzieży. Ponadto w budowaniu wizerunku będziemy angażować osoby, które nie są bezpośrednio zaangażowane w esport, ale też doceniają i akceptują jego obecność. Chodzi o to, że esport staje się częścią naszego życia, więc nie ma co się wstydzić tego, że ktoś jest graczem i równocześnie sportowcem. Chcemy też prezentować znane osoby i ich poglądy na temat esportu. Niektórzy z nich przecież nawet sami w wolnym czasie grają i obcują w wirtualnym świecie.

Stąd zaangażowanie Karola Bedorfa jako ambasadora marki?

Karol od dawna już współpracuje z Polbitem. Na początku było to dla nas typowo marketingowym chwytem, niemniej później sam Karol mocno się zaangażował w tematy esportowe. Okazało się, że wielu jego znajomych jest związanych ze światem gier. W perspektywie mamy więc bardzo ciekawą model współpracy. Karol to nasz pierwszy ambasador, ale nie będę ukrywał, że bardzo ważny, ponieważ pomaga w nawiązywaniu nowych kontaktów i otwiera nas na świat.

Karol ma smykałkę menadżerską i często zwraca uwagę na niektóre istotne rzeczy, pomaga w kreowaniu wizerunku i odbioru nas, piratów. Jednocześnie widzi i fascynuje go, jak wielką siłą dla świata biznesu jest esport i jakie niesie ze sobą perspektywy. Tak czy inaczej, wybraliśmy jego, bo jest chłopakiem stąd, z okolic Szczecina. To naturalna kolej rzeczy, że chcemy angażować w nasz projekt przede wszystkim społeczność lokalną.

Powiedział pan, że to pierwszy ambasador, czyli to oznacza, że będą kolejni. Też będziecie ich dobierać według tego klucza – by pochodzili z regionu?

Niekoniecznie. Chcemy mieć większe zasięgi i rozpoznawalność. Szczecin oczywiście ma swoje znane osobistości, ale nie chcemy się ograniczać tylko do Szczecina.

A są już inni kandydaci?

Oczywiście, ale nie będę tutaj niczego zdradzał. Tym bardziej że nie wszystkie rozmowy są sfinalizowane, więc nie ma co rozsiewać plotek. Jednak mamy już coś na oku i jeśli to wypali, to będzie spore zaskoczenie dla wielu osób. Oczywiście pozytywne.

Jakie konkretnie wartości wyznaje piratesports? Bo w oświadczeniu padło stwierdzenie o tychże wartościach – ciekawi mnie to.

Nie chcemy wstydzić się naszego pirackiego pochodzenia, a jednocześnie chcemy być współczesnym piratem. A pirat, jak to pirat – żyje po swojemu, łupi to, co się da. Spróbuje? Nie uda się? Spróbuje znowu. Taka jest natura pirata i taka też ma być nasza natura. Oczywiście chcemy zdobyć jak najwięcej. Celujemy wysoko, ale czasami może nam nie wyjść i wtedy zbierzemy siły od nowa. Będziemy ciągle walczyć o swoje i na pewno sukcesy będą.

Przed wami druga połowa roku już jako piratesports. Stawiacie sobie jakieś konkretne cele?

Skupiamy się na drużynie League of Legends. Chcemy awansować do fazy play-off. Poza tym skupiamy się na budowaniu marki, w tym w mediach społecznościowych. Będziemy tam wprowadzać kolejne nowości, które wcześniej nie były stosowane przez organizacje esportowe.

Na razie was chwalą za działalność w social mediach.

Tak, ale, tak jak mówię, to jest dopiero początek. Dopiero się rozkręcamy. Mamy swoje pomysły, ale nie będę ich zdradzał. Mamy sporo asów w rękawie. Będzie śmiesznie, bo luz to element naszego wizerunku. Jesteśmy piratami, jesteśmy młodzi, mamy różne pomysły i chcemy zdobywać świat. Tego się będziemy trzymać.

Co ponadto? Wkrótce więcej uwagi poświęcimy naszej drużynę w Counter-Strike’a. To skład, który jeszcze jako EFBIJAJ zgłosił się do nas, szukając organizacji. To była gotowa drużyna, odnosząca sukcesy i z potencjałem, więc przyjęliśmy propozycję. Teraz robimy pierwsze podsumowania, jesteśmy w trakcie analizowania i poprawiania gry zespołu. Akurat w tej kwestii emine.pro ma spore doświadczenie, więc sprawa ostatecznego wyglądu tej drużyny jest sprawą otwartą. Na razie jednak nasze największe moce przerobowe są skierowane na Ultraligę.

No tak, w końcu Ultraliga to dla was okno wystawowe chociażby z uwagi na sygnowane przez Polsat transmisje.

To na pewno w ogromnym stopniu zbuduje rozpoznawalność naszej marki. Dlatego też skupiamy się teraz właśnie na League of Legends, ale nie można też zapominać o dawido, który jest graczem Hearthstone’a. Co prawda w Las Vegas zbyt dobrze mu nie poszło, ale w tym roku czekają na niego jeszcze turnieje w m.in. w Korei. Jest zdolnym zawodnikiem, fajną osobą i chcemy, by był twarzą naszej organizacji. Jest też FIFA, chociaż w przypadku tego tytułu akurat sezon już się skończył. Poczekamy do premiery FIFA 20 i na pewno powrócimy, chociaż zobaczymy, kto będzie nas reprezentował, bo ta kwestia jest niewiadomą.

Macie gaming house, macie w planach akademię i własną serię produktów – plany bardzo ambitne. A to by wskazywało, że piratesports to projekt dość długofalowy.

Oczywiście, że tak. Są plany, a nawet podjęte działania, aby zbudować gaming house z prawdziwego zdarzenia – z salami treningowymi i całym zapleczem. Będzie on budowany od podstaw, jednocześnie połączymy go z obiektem, który już mamy. Wyciągamy już wnioski na podstawie tego, co przekazują nam nasi gracze. Obecny obiekt już zbiera pozytywne opinie, jednak to obiekt traktowany przez nas jako testowy. Nowe miejsce pozwoli nam przyjąć dwie czy trzy ekipy na raz, a nie tylko jedną, jak ma to miejsce obecnie i oferować usługi na najwyższym poziomie.

Jak tak słucham, to widzę, że jest pan typem zaangażowanego w działalność organizacji właściciela.

Oczywiście. Takie same były początki mojej firmy kilkadziesiąt lat temu. Osobiście zwiedziłem całą Europę, poznając swoich kontrahentów. Spędzałem w samochodzie dziesiątki godzin dziennie. Dzięki temu teraz Polbit to uznana, europejska marka. Tak samo w esporcie chcę wszystko zbadać i zobaczyć samodzielnie, abym wiedział jakie działania będą strzałem w dziesiątkę.

Śledź organizację na Twitterze – piratesports
Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn
Tagi: , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

BLAST Pro Series wraca do Kopenhagi

BLAST Pro Series to cykl, który zapoczątkowany został w 2017 roku w Kopenhadze. Teraz, niemalże dwa lata później, historia zatacza koło, gdyż organiza...