fot. ESL

Trzeci triumf w Intel Grand Slam dla Liquid! Liderzy rankingu ogrywają G2 w finale EPL

To z pewnością nie był najłatwiejszy triumf Teamu Liquid. Ekipa zza oceanu w trakcie finałów ESL Pro League Season 9 przeżywała lepsze i gorsze chwile, niemniej jednak najważniejszy jest efekt końcowy. A ten bez wątpienia jest wyjątkowo satysfakcjonujący dla liderów światowego rankingu. Po pokonaniu G2 Esports w ręce drużyny z Ameryki Północnej trafiło już trzecie trofeum w obecnym sezonie Intel Grand Slam, co oznacza, że Keith „NAF” Markovic i spółka są już o jeden triumf od zgarnięcia miliona dolarów.

G2 Esports 1 : 3 Team Liquid

(ESL Pro League Season 9 – wielki finał)
(0) 15 8 Dust2 7 19 (4)
7 8
3 3 Overpass 12 16
0 4
16 8 Nuke 7 12
8 5
 (7) 22 7 Inferno 8 25 (10)
8 7
Vertigo

Jednym z wyborów G2 był w tym spotkaniu Dust2 i faktycznie od samego startu Francuzi pokazywali, że na piaszczystej mapie są naprawdę dobrze przygotowani, a ich decyzja nie była przypadkowa. Zawodnicy znad Sekwany wygrali pistoletówkę, jednak był to dopiero początek. Reprezentanci gospodarzy nie mieli bowiem żadnych problemów, by już na wczesnym etapie gry zbudować całkiem niezłą zaliczkę – tablica w pewnym momencie wskazywała wynik 7:1. Liquid potrzebowało najwyraźniej nieco więcej czasu na wejście na odpowiedni poziom. Gdy sztuka ta się udała, gracze zza oceanu rzucili się w pościg za rywalem. Jeszcze przed zmianą stron liderzy rankingu tracili do przeciwnika już tylko jedno oczko, a po znakomitym starcie drugiej połowy, sytuacja niemal natychmiast odwróciła się na ich korzyść. Gdy wydawało się, że po początkowych problemach TL pewnie sięgnie po wygraną, kibicom w Montpellier przypomnieli o sobie ich ulubieńcy i mimo sporej różnicy między obiema formacjami koniec końców G2 doprowadziło do dogrywki. W niej francuska piątka nie miała jednak nic do powiedzenia i premierowa mapa padła łupem oponentów.

Na Overpassie znów lepiej wystartowali przedstawiciele niżej notowanego zespołu, bo ci ponownie zgarnęli pistoletówkę, dokładając do tego następną rundę. To jednak byłoby na tyle, jeśli chodzi o dobre wiadomości dla fanów tejże organizacji. Nie minęło bowiem wiele czasu, a Liquid przejęło absolutną kontrolę nad serwerem. Przewaga amerykańsko-kanadyjskiej formacji rosła i rosła, a przeciwnicy w zasadzie tylko przyglądali się serwerowym wydarzeniom. Po stronie Francuzów brakowało ich dotychczasowego lidera – Kenny’ego „kennyS” Schruba. Doświadczony snajper był cieniem zawodnika, który wprowadził tę drużynę do finału imprezy. Jego rodacy również nie błyszczeli, a to sprawiło, że do przerwy ekipa z Ameryki Północnej mogła pochwalić się prowadzeniem 12:3. Na egzekucję nie trzeba było wiele czekać, bo graczom Liquid wystarczyły zaledwie cztery rundy po przerwie, by zamknąć mapę.

Grające z nożem na gardle G2, o zgrozo, znów naprawdę dobrze zaczęło mapę, którą tym razem był wybrany przez Francuzów Nuke. Oczywiście o żadnej dominacji nie było mowy, bo po chwili Jacky „Stewie2K” Yip i partnerzy zacieśnili szyki obronne, przygarniając na swoje konto kilka wartościowych punktów. Ale i faworytów dopadł chwilowy kryzys, który bez chwili zawahania wykorzystał rywal. Niemniej na radość było jeszcze za wcześnie, zwłaszcza że zaraz znów zrobiło się niebezpiecznie, a to z uwagi na skuteczną odpowiedź TL. Niemniej bez wątpienia 8 oczek zdobytych w ataku było niezłym punktem wyjściowym przed drugą połową. Europejczycy prowadzeni bardzo dobrą grą Audrica „JaCkza” Juga po przerwie zaczęli nieco niemrawo, ale w miarę upływu kolejnych minut wrócili na właściwe tory. Liquid stać było tylko na pojedyncze zrywy, które nie przyniosły oczekiwanego skutku, wkrótce bowiem rywal cieszył się z kontaktowego punktu w tej serii.

Porażka na Nuke’u najwyraźniej podrażniła najlepszą piątkę na świecie, bo ta wystartowała do kolejnego pojedynku z wysokiego C. Mimo udanych początkowych fragmentów rywalizacji międzynarodowa formacja szybko straciła jednak animusz i tak oto do odrabiania strat wziął się przeciwnik. I trzeba przyznać, że z tego zadania Francuzi wywiązali się co najmniej poprawnie, bo pierwszą połowę skończyli, tracąc już tylko jeden punkt. Po przejściu do obrony zaczęło pachnieć piątą mapą, wszakże mniej utytułowana drużyna zgarnęła trzy premierowe rundy po zmianie stron i wysforowała się tym samym na prowadzenie. Liquid nie powiedziało jednak jeszcze ostatniego słowa i zaraz doszło do kolejnego obrotu sytuacji o 180 stopni. I gdy tym razem wydawało się, że reprezentanci amerykańskiej organizacji wkrótce zakończą pojedynek, rywal zadał niezwykle bolesny cios i przed ostatnią rundą regulaminowego czasu prowadził 15:14. Bohaterem ostatniej akcji był jednak Russel „Twistzz” Van Dulken, wygrywając clutcha 1 na 3. Tym samym oglądaliśmy dogrywkę, a jak dobrze wiemy dogrywka i Inferno to wyjątkowo gorące połączenie. Nie inaczej było w tym przypadku – sytuacja zmieniała się bowiem jak w kalejdoskopie, a na wyłonienie triumfatora musieliśmy poczekać aż 17 rund. Finalnie heroiczna wygrana stała się udziałem Teamu Liquid, który mógł przystąpić do świętowania!

1. Team Liquid 250 000 $
2. G2 Esports 80 000 $
3-4. mousesports, NRG Esports 40 000 $
5-6. Astralis, FaZe Clan 20 000 $
7-8. Heroic, MIBR 17 000 $
9-12. Cloud9, Fnatic, HellRaisers, North 15 000 $
13-16. DETONA Gaming, Grayhound Gaming, Luminostiy Gaming, TYLOO 14 000 $
Tagi: , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Finały ESL Pro League wracają do Odense

Odense dwukrotnie miało już okazję gościć turniej finałowy ESL Pro League. Dziś wiemy już, że niedługo dokona tego po raz trzeci – ESL potwierdziło bo...