fot. Ultraliga/Radosław Makuch

bucu przed play-offami: Mamy lepsze makro niż 3/4 drużyn w Ultralidze

Po siedmiu tygodniach ciągłych zmagań w ramach fazy zasadniczej drugiego sezonu Ultraligi nareszcie przyszedł czas na play-offy. Już dzisiejszego wieczoru rozpocznie się faza pucharowa najbardziej prestiżowych zmagań League of Legends w Polsce, a na inaugurację zobaczymy spotkanie piratesports z AVEZ Esport. Przed rozpoczęciem play-offów udaliśmy się do gaming house’u drugiej z wymienionych formacji, aby porozmawiać z zawodnikami AVEZ. O rozstaniu z Wisłą Płock, nawiązaniu współpracy z nową organizacją oraz szansach na odniesienie sukcesu w drugim sezonie rozgrywek Polsat Games opowiedział nam Marcin „bucu” Świech.


Daniel Kasprzycki: W kwietniu pożegnałeś się z Wisłą Płock, której byłeś niezmiennym punktem od samego początku jej istnienia w świecie League of Legends. Możesz wyjaśnić nam dlaczego ostatecznie nie znalazłeś się w wyjściowej piątce na drugi sezon Ultraligi?

Marcin „bucu” Świech: Jak się okazało jednak nie byłem aż tak niezmienny (śmiech). Wisła Płock zorganizowała testy po pierwszym sezonie, w których udział w nich wziął także Chosii. Koniec końców drużyna i zarząd zadecydowały, że wolą zakontraktować duet Chosiiego z Benkiem, który już wcześniej ze sobą grał, niż zostawić mnie samego w drużynie. Wiadomo było już, że do zespołu nie dostał się Bolszak, więc organizacja wolała wziąć zgrane duo niż zostać przy mnie i szukać dla mnie dobrze pasującego leśnika. Trzeba też zwrócić uwagę na to, że skoro wcześniej zmienili czterech zawodników i z pierwotnego składu zostałem tylko ja, a w pierwszym sezonie nasza przygoda z Ultraligą skończyła się już na ćwierćfinałach, to zarząd pewnie stwierdził, że może trzeba wymienić również ten ostatni element, czyli mnie. Taką podjęli decyzję i co tutaj dużo mówić, może byłem za słaby?

Co z twojej perspektywy nie współgrało w tamtym składzie Wisły, że skończyliście play-offy już na ćwierćfinałach?

Szczerze mówiąc uważam, że złe podejście albo raczej zły plan na naszą grę miał wtedy nasz główny trener. Ja nienawidzę grać statycznie i przesadnie bezpiecznie i wydaje mi się, że w tej ekipie po prostu brakowało jaj. Każdy miał jakieś cele i zadania, a jeżeli ktoś się tego nie trzymał, to byliśmy z tego rozliczani i dlatego każdy bał się podejmować ryzyko. Moim zdaniem tak nie powinna funkcjonować drużyna. Każdy powinien mieć możliwość własnej decyzji, a nie wyłącznie trzymać się ściśle ustalonego planu. Doskonale wiadomo przecież, że w grze wszystko może potoczyć się zupełnie inaczej niż było to zaplanowane i nie zawsze można wykonać cele zgodnie z założeniami. Nie czułem się wtedy komfortowo i niejednokrotnie zmuszano mnie do wybierania Jayce’a, którego wyciągałem raczej jak asa z rękawa, a w Wiśle musiałem grać nim prawie co mecz. Podsumowując, brakowało cojones i spontaniczności.

Dostałeś później jakieś oferty z polskich lub zagranicznych organizacji?

Miałem dwie propozycje z polskich zespołów przed ESL Mistrzostwami Polski, ale ostatecznie z nich nie skorzystałem. Szkoda, bo później okazało się, że te formacje, które wówczas się utworzyły, zostały niezmienione i grają ze sobą w Ultralidze. A skoro już o Ultralidze mowa, to dostałem też jedną ofertę z drużyny w niej uczestniczącej, ale nie skorzystałem, bo chciałem albo grać z kimś, kogo lubię, albo mierzyć wysoko. Z zagranicy dostałem parę ofert, ale też nie były to jakieś porządne propozycje, więc zdecydowałem, że nie będę wyjeżdżać z kraju tylko po to, żeby grać w jakimś podrzędnym zespole za granicą. To nie byłoby dla mnie dobre. 

Ostatecznie zostałeś bez drużyny na parę miesięcy. Czym zajmowałeś się w tej przerwie? 

Poszedłem do pracy i skupiłem się wyłącznie na solo kolejce. Tak naprawdę to nie śledziłem wcale przebiegu Ultraligi i tego, co tam się działo. Byłem zdeterminowany, żeby zająć się sobą i grać solo queue, dzięki czemu wkrótce wbiłem wysokiego Challengera. Wiedziałem, że prędzej czy później jakieś drużyny z dołu tabeli będą chciały wymienić graczy i na pewno się do mnie odezwą. Ostatecznie taką ekipą było AVEZ. Odezwał się Suk1 i Bolszak, a zaraz później sama organizacja.

Dlaczego w takim razie zdecydowałeś się dołączyć do zespołu, który wówczas posiadał bilans 0-4?

Wcześniej nie znałem Treniego oraz Grk, więc nie wiedziałem naprawdę co ten skład będzie w stanie osiągnąć. Mieli wtedy 0-4, ale spojrzałem na tę piątkę i wiedziałem, że jest w niej Bolszak, czyli dżungler, z którym najlepiej grało mi się w Polsce. Oczywiście pomijając tutaj Penguins, gdzie miałem okazję pograć z Cinkrofem, z którym też dobrze mi szło. Wracając jednak do AVEZ, był Bolszak, z którym świetnie mi się grało, a także Czaru, a więc były midlaner, który na topie będzie najpewniej grał tylko postaciami AP, podczas gdy ja uwielbiam wyciągać na środek bohaterów polegających na AD. Wiedziałem, że może coś z tego wyjść, nie miałem żadnej drużyny, a Ultraliga powoli zbliżała się do półmetka, więc nie pozostało mi nic innego tylko spróbować szczęścia.

Znów występujesz z Bolszakiem. Ta wypracowana wcześniej w Teamie DPD synergia pewnie znacząco wpływa na waszą grę?

Tak, zdecydowanie. Bardzo lubimy się z Bolszakiem w grze i poza nią, bo jest zabawnie i fajnie. Jak już wspominałem, to, czego brakowało Wiśle w poprzednim i chyba też w aktualnym sezonie Ultraligi, to właśnie odwagi, których można powiedzieć, że ja i Bolszak czasami mamy za dużo. Zdarza się, że momentami podejmujemy zbyt duże ryzyko, ale po to się gra. Trzeba czerpać przyjemność z gry, mieć dużo pomysłów i nie zamykać się w jakiejś klatce i wypełniać plan krok po kroku. 

Wcześniej AVEZ grało z Dawidsonkiem, a także musiało mierzyć się z problemami zdrowotnymi Grka. Gdy dołączyłeś do zespołu, który w tabeli widniał na samym dnie, to z pewnością w składzie była ogromna presja na poprawę wyników, prawda?

Jak przyjechałem do siedziby organizacji na rozmowę przed podpisaniem kontraktu, podczas której przedstawiono przede mną założenia i wymagania drużyny, usłyszałem, że AVEZ chciałoby dostać się na play-offy Ultraligi i to był taki główny cel organizacji, zwłaszcza że mieli już wtedy bilans 0-4. Ja od razu stwierdziłem, że mi samo zakwalifikowanie się do fazy pucharowej nie wystarczy. Nie chciałem wchodzić w kolejne play-offy Ultraligi z piątego lub szóstego miejsca w tabeli, przez co trafilibyśmy na mocniejszych przeciwników już na samym początku drabinki. Tak samo miałem w dwóch poprzednich sezonach i przegrywaliśmy wynikiem 2-3. Właśnie dlatego, gdy przyjechałem do AVEZ, to powiedziałem zarządowi, że ja nie wchodzę do tego zespołu po to, by walczyć o play-offy, lecz żeby zająć przynajmniej miejsce w top 4 fazy zasadniczej. Odebrano to z lekkim uśmieszkiem, bo myślano, że nieco przesadzam, ale ja widziałem jak to wszystko wygląda w tabeli i zdawałem sobie sprawę z tego, że drużyny są strasznie ściśnięte, nie ma stabilności w wynikach i wszyscy mocno eksperymentują. Poza tym wiedziałem, że PACT, które przed rozpoczęciem rozgrywek było stawiane na ostatnim miejscu, nagle znajduje się na drugiej lokacie w zestawieniu, a to przecież nie była drużyna z czołówki. Byłem pewny tego, że mogliśmy spokojnie powalczyć o trzecie lub czwarte miejsce.

Co zmieniło się w AVEZ po tym, jak dołączyłeś w szeregi zespołu?

Myślę, że zamknąłem ich stary temat komplikacji wynikających z gry z Dawidsonkiem. Wprowadziłem także sporo świeżości, a ich komunikacja i atmosfera wewnątrz ekipy znacząco się poprawiły, co potwierdzić mogą moi koledzy z zespołu. Tak naprawdę zauważyłem, że chłopaki w końcu nabrali wiary i nareszcie znów byli zmotywowani do wygrywania. Odkąd zaczęliśmy trenować, to zauważyłem, że ta drużyna gra kompletnie od zera i te pierwsze cztery przegrane mapy nie miały dla nich żadnego znaczenia. Widziałem, że każdy chce grać i postarać się o zwycięstwo. Dla Treniego przecież miało to być pierwsze zwycięstwo w karierze w Ultralidze, bo miał aż dwanaście porażek z rzędu. Wiedziałem, że im strasznie zależy na poprawie i widziałem w nich potencjał.

Od momentu twojego dołączenia do AVEZ wygraliście osiem spotkań, przegrywając po drodze tylko dwa razy. Co według ciebie jest aktualnie waszym największym atutem?

Działamy bardzo spontanicznie, nie boimy się grać i wydaje mi się, że mamy podobny styl do G2 Esports, które nie boi się testować limitów i podejmować się czegoś zupełnie nowego. My gramy podobnie na polskim podwórku i to działa. W tym składzie nie ma czegoś takiego, że kiedy tylko nie mamy w danym miejscu warda, to boimy się coś zrobić w tej części mapy. Jeśli tylko widzimy, że coś może się udać, to idziemy po tę akcję i to robimy. Wydaje mi się, że ważne jest tutaj także nasze zgranie. Czaru grał przecież z Bolszakiem przez spory czas, ja tak samo. Co prawda, kiedyś media wypuściły jakieś nieprawdziwe informacje, że ja i Czaru mamy konflikt, ale to nieprawda i nigdy nie było między nami żadnych problemów, a nawet wręcz przeciwnie, bo bardzo się lubimy. Jak się okazuje Trenie i Grk wcale nie muszą grać na bocie pod utrzymanie się na linii, ale mogą także zagrać nieco bardziej ofensywnie, tak jak wychodziło nam na scrimach. Świetnie się wszyscy rozumiemy i na pewno mamy lepsze makro niż 3/4 drużyn w Ultralidze.

Często wyciągasz najbardziej komfortowe dla siebie postacie, czyli assasinów. Wiele osób uważa dlatego, że nie jesteś w stanie rywalizować z najlepszymi na innych bohaterach. Czy to nie jest trochę tak, że Czaru grający głównie AP czempionami poniekąd jest tego powodem?

To wszystko zależy tak naprawdę do naszego planu na grę. Ja mogę zagrać magiem z kontrolą tłumu, ale to znacząco zmienia nasz styl gry. Poza tym ja nie uważam, że assasini nie są w mecie, a nawet powiedziałbym, że są bardziej w mecie niż kiedykolwiek wcześniej. Jest dużo bohaterów, które są po prostu zbyt silne, takie jak Akali, Irelia, Qiyana. To, że ja wyciągam Talona, czy Zeda, którzy moim zdaniem są trochę niedoceniani przez społeczność, nie jest żadnym problemem, bo zagrałem tyle meczów tymi postaciami, że doskonale wiem, co robić w meczu, żeby wycisnąć z nich jak najwięcej. To nie jest też tak, że ja mam ograniczony champion pool, bo można zobaczyć w historii ESL MP czy innych turniejów, że grałem dużo Cassiopeią, Azirem, Corkim i innymi magami. To nie jest tak, że mam ograniczony wachlarz czempionów. Po prostu dopasowuje się do naszego stylu, a w dodatku Czaru dobrze czuje się grając magami z kontrolą tłumu na topie, więc po co mielibyśmy grać inaczej. Wiadomo, graliśmy tak całą Ultraligę i to działało, ale na play-offy przygotowaliśmy więcej niż jedną taktykę w ciemno, o czym przekonacie się już dzisiaj.

Jesteście na bootcampie. Jak według ciebie idą wasze treningi i jak dużo trenowaliście przed ćwierćfinałem z piratesports?

Ostatnio przez trzy dni zagraliśmy osiem bloków scrimów, czyli bardzo dużo jak na taki weekend. Rozegraliśmy sporo spotkań, wyciągnęliśmy sporo wniosków i myślę, że jeszcze bardziej poprawiliśmy naszą komunikację. Ponadto ustaliliśmy także nieco lepiej nasze role w drużynie i szczerze mówiąc jestem nieco zaskoczony, bo podczas scrimów z czołowymi drużynami z Hiszpanii i innych lig szło nam nadzwyczaj dobrze. Myślałem, że w Polsce radzimy sobie świetnie, ale nie będziemy mieć podjazdu do najlepszych drużyn z innych lig w Europie, a tutaj okazuje się, że stompowaliśmy te zespoły. Wiadomo, na scrimach nie chodzi tylko o zwycięstwo, bo każda ekipa sporo testuje i my tak samo to robiliśmy, ale nadal szło nam naprawdę dobrze. Jesteśmy dobrze przygotowani przed meczem z Piratami i jeśli zagramy tak, jak ostatnio na scrimach, to myślę, że będzie szybkie 3-0.

W przypadku Piratów możemy raczej mówić w kategoriach zespołu złożonego w większości z doświadczonych lanowo zawodników. U was z kolei mamy Treniego i Grka, dla których będzie to bodajże drugi lan w życiu. Nie boisz się, że zje ich presja?

Dla mnie coś takiego jak presja na lanie wystepuje tylko u graczy, którzy są ciągle w świetle reflektorów, udzielają się dużo medialnie i są przesadnie pewni siebie. Tacy zawodnicy muszą coś udowodnić, bo inaczej zostanie na nich wylane wiadro pomyj. Trenie i Grk to tacy gracze, którzy wolą siedzieć cicho i wykonywać swoją robotę. Dlatego właśnie jestem pewny, że oni poradzą sobie z tą presją, mimo że to będzie dla nich dopiero drugi lan. Ufam im. Nawet jeżeli zagrają nieco słabiej niż zwykle, to Piraci mają jeszcze słabszy botlane (śmiech). Czaru, Bolszak i ja jesteśmy też na tyle doświadczeni, że będziemy w stanie pomóc naszemu botlane’owi w kryzysowych sytuacjach, bo w końcu jesteśmy drużyną. 

Wspomniałeś wcześniej, że top trzy lub cztery w fazie zasadniczej będzie zadowalające. Ten cel został już spełniony. Co jednak musiałoby się wydarzyć, żebyś ty sam okrzyknął ten rok jako „rok bucu”?

Musielibyśmy awansować na European Masters, żebym nazwał ten rok rokiem bucu. Przynajmniej awans będzie dla mnie dużym sukcesem.


Transmisję z tego, jak i kolejnych spotkań w ramach fazy pucharowej drugiego sezonu Ultraligi można oglądać za pośrednictwem kanału Polsat Games. Po więcej szczegółowych informacji na temat play-offów, a także po wyniki fazy zasadniczej zapraszamy do naszej relacji tekstowej:

Tagi: , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Czarne konie bez szans? Sprawdzamy ofertę STS-u na pierwszą rundę play-offów Ultraligi

Za kilka godzin rozpoczną się play-offy drugiego sezonu Ultraligi, w którym zobaczymy sześć najlepszych polskich ekip League of Legends, które zmierzą...