fot. StarLadder/Igor Bezborodov

QuickScope: BLAST w Moskwie? Ja to kupuję

Zawody spod szyldu BLAST Pro Series nie wywołują nie wiadomo jakiego entuzjazmu wśród społeczności. Dzieje się tak za sprawą wyłaniania niemalże wszystkich uczestników poprzez zaproszenia, jak również niezbyt interesującego formatu, opierającego się w większości na spotkaniach BO1. Sam nie jestem szczególnym fanem całego cyklu, za który odpowiada RFRSH Entertainment, ale nadchodzącemu turniejowi w Moskwie będę przypatrywał się z zapartym tchem.

Początki bywają trudne

Dla przynajmniej dwóch zawodników impreza w Rosji będzie tą, podczas której po raz pierwszy założą trykot nowej drużyny. Chodzi rzecz jasna o Vito „kNg” Giuseppe oraz Miikkę „suNny’ego” Kemppiego, czyli ostatnie nabytki kolejno MIBR-u i ENCE. Okres pomiędzy ogłoszeniem transferu nowego strzelca, a debiutem danego jegomościa na serwerze, jest z perspektywy kibica niezwykle ekscytujący. Już chcielibyśmy zobaczyć na własne oczy, jak drużyny, po mniejszych lub większych korektach kadrowych, prezentują się w oficjalnych pojedynkach, lecz chciałbym przestrzec przed słynnym pompowaniem balonika. Giuseppe oraz Kemppi nie mieli zbyt wiele czasu na przygotowania z nowymi kolegami, stąd ich formacji nie umieściłbym w gronie faworytów. Będzie to po prostu pierwsze przetarcie po zmianach, które może zakończyć się boleśnie.

Oczywiście, czasami odświeżone składy klikają od samego początku i gołym okiem widać, że to jest to. Niemniej jednak w większości przypadków na owoce pracy przemeblowanego zespołu musimy poczekać nieco dłużej, czasem nawet do kolejnych roszad. Nikt jeszcze nie wymyślił jasnego, sprawdzonego przepisu na zbudowanie dobrze funkcjonującej ekipy. Jeśli zatem MIBR lub ENCE zakończą zmagania bez żadnego zwycięstwa, lub też z innym niezbyt korzystnym bilansem, to powstrzymałbym się od wyciągania pochopnych wniosków, a to przecież jedna z przywar osób zasiadających przed ekranami monitorów. BLAST Pro Series w Moskwie nie będzie wystarczającym materiałem do oceny potencjału drużyn.

Ten ostatni weekend

Oprócz debiutujących zawodników w stolicy Rosji warto mieć oko także na jednego weterana, dla którego impreza będzie pożegnaniem nie tylko z aktualnym klubem, ale również z profesjonalnym graniem. Mowa o legendzie Natus Vincere, Danylo „Zeusie” Teslenko, który po blisko dwudziestu latach na scenie zdecydował się usunąć w cień i ustąpić miejsca młodszym graczom. Na odwieszenie myszki na kołek przez dotychczasowego prowadzącego Na`Vi zanosiło się już od końca zeszłego roku, po tym jak sam zainteresowany w jednym z wywiadów wygłosił bardzo odważne słowa: „Na chwilę obecną zamierzam zakończyć moją karierę w 2019 roku”. Odpadnięcie ze StarLadder Major Berlin 2019 już na etapie ćwierćfinału przybiło ostatni stempel pod decyzją 31-latka.

Na co dzień nie kibicuję wschodnioeuropejskiej formacji, ale chciałbym, żeby uniosła ona trofeum w górę właśnie w hołdzie dla Zeusa. Jednokrotny triumfator Majora po prostu zasługuje na zwieńczenie swojej kariery tytułem mistrzowskim. Należy mu się to za jego oddanie, zasługi dla całego regionu i wiele lat spędzonych pod banderą ukraińskiej organizacji. Dostanie się na najwyższy stopień podium nie będzie należało do najtrudniejszych zadań, gdyż Na`Vi będzie jednym z nielicznych uczestników turnieju, który przyleci do Moskwy w stabilnym składzie. Poprzez określenie stabilny rozumiem taki, w którym miała okazję trenować przez dłuższy czas i nie będą to premierowe rozgrywki w danej kompozycji. Gorąco liczę na zwycięstwo rosyjsko-ukraińskiej piątki, nawet jeśli w wielkim finale miałaby ona stanąć naprzeciw Brazylijczykom z MIBR-u.

Zamknąć usta hejterom

AVANGAR napisało w Berlinie kawał pięknej historii, lecz szósta siła świata musi wybudzić się z niemieckiego snu i powrócić do rzeczywistości. Rzeczywistości, w której będzie znajdowała się na oczach wszystkich i na każdym kroku będzie starano się deprecjonować jej ostatnie osiągnięcie. Jak temu przeciwdziałać? Odpowiedź jest prosta – nawiązywać swoimi kolejnymi występami do formy na Majorze i nie zaliczyć efektownego zjazdu pokroju Gambit Esports. Z całą sympatią do podopiecznych Dastana „dastana” Akbaeva, nie spodziewam się, aby byli oni w stanie zawojować światową czołówkę. Podobne sytuacje z przeszłości nauczyły mnie, że zespoły zaskakujące na najważniejszym turnieju półrocza to tak naprawdę kolosy na glinianych nogach.

Nikt nie przekona mnie, że w ciągu dwóch tygodni można przeskoczyć kilka CS-owych lig i nauczyć się grać na zupełnie innym, nieosiągalnym wcześniej poziomie. Ekipa, dla której szczytem możliwości było wygranie zawodów rangi DreamHack Open nie stanie się nagle potentatem na skalę światową. Piąte tegoroczne rozgrywki z cyklu BLAST Pro Series to pierwsza okazja, by zagrać na nosie takim osobom jak ja i udowodnić, że finał imprezy sponsorowanej przez Valve nie był jednorazowym wypadkiem przy pracy.

BLAST Pro Series Moscow 2019 odbędzie się między 13 a 14 września. Sześć zespołów rozdzieli między sobą nagrody z puli 250 tysięcy dolarów, a część z nich będzie miała okazję sięgnąć po kolejne punkty w rywalizacji o wylot na światowe finały serii organizowanej przez RFRSH Entertaiment.


Wszystkie felietony z cyklu „QuickScope” można znaleźć pod tym adresem. Kolejny tekst już w następną środę w godzinach wieczornych.

 Śledź autora tekstu na Twitterze – Tomek Jóźwik
Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Zwycięstwa PACTU i miksu TUDSONA. Ale tylko jedno z nich wywalczone na serwerze

Zdecydowanie wcześniej niż mogliśmy się spodziewać, zakończył się niezbyt intensywny dzień dla Polaków na arenie międzynarodowej. Okazało się bowiem,...