fot. ESL/Helena Kristiansson

MaPet Show: Ale to już było

Po każdym kolejnym Majorze na scenie Counter-Strike’a następuje ogromne trzęsienie ziemi, w którego trakcie ci, którym nie wyszło, próbują znaleźć remedium na swoje problemy. Może nowy trener? Nowy snajper? Albo wymiana całego składu? No ogólnie dużo się dzieje i nie inaczej jest tym razem, chociaż trudno nie odnieść wrażenia, że aż takiej szufli jeszcze nie widzieliśmy. I wszystko fajnie, przecież dzięki temu jest ciekawie, prawda? Przez pierwsze tygodnie będziemy się zastanawiać, jak nowe nabytki zaadaptują się w zespołach, kto przeprowadził dobre ruchy, a kto nie. Tylko… cholera, momentami odnoszę wrażenie, jakby to już było.

Wiadomo oczywiście, że większość z nas to prości ludzie i najbardziej lubimy te melodie, które już raz słyszeliśmy. Pytanie tylko, czy wracanie do tego, co kiedyś przestało się sprawdzać, jest naprawdę dobrym rozwiązaniem? Weźmy takiego Robina „flushę” Rönnquista, przed którym trzecia już przygoda z Fnatic. Pierwsza zakończyła się w sierpniu 2016 roku, druga zaczęła się pół roku później. Ale nie obfitowała ona już w tak duże sukcesy – dość powiedzieć, że podczas swojego drugiego pobytu w ekipie Szwed wygrał zaledwie dwa turnieje w ciągu dziewiętnastu miesięcy. Nie jest to wynik, który zachwyca, dlaczego więc teraz miałoby być lepiej? Do trzech razy sztuka, być może? I o ile rozumiem, że brytyjska organizacja nie za bardzo miała w czym wybierać, bo szwedzka scena targana jest obecnie kryzysem niczym wschodnie wybrzeże Indii tajfunami, tak nie do końca przekonuje mnie pomysł z budowaniem jeszcze raz praktycznie tej samej drużyny. Bo przecież Fnatic A.D. 2019 od Fnatic A.D. 2017 różni obecnie tylko jedno – Ludvig „Brollan” Brolin. No dobra, pozostała czwórka zdążyła także nieco się zestarzeć, nabrać nowych doświadczeń i być może pod pewnymi względami dojrzeć. Niemniej nadal nie widzę argumentów, które pozwalałby wierzyć, że coś, co już raz nie zagrało jakoś fenomenalnie, nagle pomoże zespołowi podnieść się z kolan.

Powiecie zapewne, że jestem malkontentem, ale przyznajcie sami – pewnie spora część z was liczyła, że formacja sięgnie jednak po jakiś młody talent, który, niczym wspomniany Brollan, będzie mógł z jednej strony okrzepnąć przy starych wygach, a który jednocześnie wprowadzi do gry pewną nutkę nieprzewidywalności i młodzieńczej werwy. Bo to wszystko już było. Prowadzenie Maikila „Goldena” Selima, przebłyski geniuszu flushy. To było, ale nie pamiętam, by wznosiło Fnatic do światowego topu, w którym przecież ta drużyna chciałaby się ponownie znaleźć. Co prawda gorzej niż pod wodzą Richarda „Xizta” Landströma pewnie nie będzie, bo i trudno liczyć, że Skandynawowie ponownie pozwolą sobie na nieobecność na Majorze, tylko pytanie, czy taki minimalizm w przypadku tak uznanej marki to na pewno słuszny krok? Skoro ekipa spod znaku żółtego krzyża na niebieskim tle ma się wykaraskać z problemów, to nie zrobi tego, żąglując ciągle tymi samymi ksywkami.

I żeby nie było, że czepiam się tylko Bogu ducha winnych Szwedów – w Natus Vincere także, według ostatnich plotek, zamierzają podążyć drogą nostalgii i wypożyczyć z FaZe Ladislava „GuardiaNa” Kovácsa. Cóż, gdybyśmy mieli rok 2017, to pewnie nawet pochwaliłbym ten pomysł, ale napomknę tylko, że mamy już 2019. A słowacki snajper ostatnimi czasy jest cieniem samego siebie, czego dowód dał podczas niedawnego berlińskiego Majora, gdy wykręcał statystyki słabsze nawet niż prowadzący Filip „NEO” Kubski! Zresztą końcówka jego przygody z Na`Vi także daleka była od ideału, zwłaszcza w obliczu narastających problemów z ustaleniem kto w ogóle powinien mieć pierwszeństwo, jeśli chodzi o grę z AWP. Co oczywiste, padło wówczas na Oleksandra „s1mple’a” Kostylieva, a GuardiaN postanowił szukać szczęścia gdzie indziej. Niemniej teraz mijają dwa lata i okazuje się, że wspólna gra Ukraińca i Słowaka jednak ma być możliwa. Cóż, być może włodarze z Europy Wschodniej liczą, że 28-latek wpadnie do składu i zrobi tak:

Ja chyba byłbym jednak bardziej sceptyczny. Po pierwsze Kovács już od ponad roku miewa okropne wahania formy, które sprawiają, iż nie jest on snajperem, na którym można naprawdę polegać. Oczywiście w momencie, gdy słowacki gracz zaniemoże, za AWP złapie s1mple, ale to chyba nie o to chodzi. Na`Vi po odejściu Danylo „Zeusa” Teslenki potrzebowało nieco świeżej krwi, a tymczasem odgrywa nam stare kawałki, których osłuchaliśmy się już na tyle, że przestały nas bawić. A to nie koniec „pięknych powrotów’, bo takie w ostatnich tygodniach fundowały nam też m.in. Heroic i OpTic Gaming, a na tym wcale nie musi się zakończyć. Tylko czy faktycznie przynoszą one nam cokolwiek poza nostalgią za dawnymi czasami, gdy było lepiej? Wszak dla Fnatic okres współpracy z flushą to także okres największych sukcesów i triumfów na Majorze, tak jak dla Natus Vincere lata działań z GuardiaNem były przepełnione mniejszymi lub większymi sukcesów. Ale to już było i nie wróci więcej – o ile nie jestem raczej fanem dokonań Maryli Rodowicz, tak tutaj zgadzam się z nią w całej rozciągłości.

Cofnijcie się pamięcią i przypomnijcie sobie, ile z takich sentymentalnych powrotów naprawdę przyniosło oczekiwany skutek, a ile z nich było tylko odcinaniem kuponów od wyrobionej lata wcześniej marki? Może, zamiast ciągle oglądać się wstecz, pójdźmy np. wreszcie krok naprzód? Ja wiem, że ryzyko jest spore, ale lepsze ryzyko niż robienie tego samego i oczekiwanie innych rezultatów.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

kiyo: Jeśli deweloperzy zaczną rozmawiać z pro graczami, to w przyszłości Apex mocno się rozwinie