fot. BLAST Pro Series/Stephanie Lindgren

QuickScope: Punkt zwrotny

Pod koniec września zakończyła się jedna z najgorętszych sag transferowych na scenie CS:GO. FaZe Clan i MIBR dobiły wówczas targu co do transferu Marcelo „coldzery” Davida, który wreszcie mógł spełnić swoje marzenie i występować w jednej ekipie z Nikolą „NiKo” Kovačem. Do BLAST Pro Series Copenhagen połączenie dwóch wybitnych strzelców nie przynosiło poprawy w grze formacji – na ESL One New York przegrała ona oba mecze grupowe, a w internecie nie było wiele lepiej, bo FaZe nie wykorzystało żadnej z trzech sposobności do wywalczenia awansu na finały Esports Championship Series Season 8.

Ja od samego początku byłem dosyć sceptycznie nastawiony do obecnej kompozycji FaZe. Nie chodziło mi o sam transfer coldzery czy sięgnięcie po mniej znanego szerszej publiczności Helvijsa „broky’ego” Saukantsa, a obsadę roli prowadzącego. Dowodzenie na serwerze ponownie przypadło w udziale NiKo, czego nie traktowałem jako rozwiązanie długoterminowe. Doskonale przecież pamiętamy, jak skończył się pierwszy epizod Kovača jako IGL-a, po którym Bośniaka z opałów ratować musiał Filip „NEO” Kubski. Pierwszy turniej lanowy w wykonaniu podopiecznych Janko „YNk” Paunovicia tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że 22-latek z Bałkanów nie nadaje się na lidera. W Nowym Jorku trzeci najlepszy zawodnik ubiegłego roku zaliczył bodaj najgorszą pod względem statystyk imprezę offline w karierze.

Pierwszy miesiąc gry w nowym składzie trzeba określić jako nieudany i drużyna bardzo potrzebowała impulsu do działania. Gdyby na BLAST w Kopenhadze FaZe po raz kolejny spisałoby się poniżej oczekiwań, to wcale niewykluczone, że NiKo i spółka zrezygnowaliby z usług broky’ego. Dlaczego właśnie Łotysza? Przede wszystkim nastolatek wylądował w ekipie tylko na okres próbny, a poza tym wyrzucenie kogoś z duetu Håvard „rain” Nygaard – Olof „olofmeister” Kajbjer oznaczałoby utratę miejsca na Majorze. Na szczęście w stolicy Danii międzynarodowy zespół w końcu pokazał światu solidnego Counter-Strike’a i mimo wszystko dość nieoczekiwanie stanął na najwyższym stopniu podium.

Zmagania w Kopenhadze mogą stanowić punkt zwrotny w historii aktualnej piątki FaZe Clanu. Wszystko zagrało jak należy – drużyna gładko poradziła sobie z Astralis, ograła też Natus Vincere czy Ninjas in Pyjamas. NiKo jako prowadzący był najjaśniejszym punktem formacji i pokazał krytykom, że nawet z dodatkowymi obowiązkami jest w stanie poprowadzić kolegów do zwycięstwa. Zresztą wszyscy zawodnicy FaZe na ostatnim turnieju mieli powody do zadowolenia pod kątem indywidualnym, bowiem żaden z nich nie zszedł poniżej stosunku Z/Ś na poziomie 1,00. Powiedziałbym, że to klucz do sukcesów całego składu – pewne mankamenty taktyczne i niedociągnięcia w prowadzeniu Kovača zawsze można przykryć czystymi umiejętnościami strzeleckimi.

Triumf dziewiątej siły świata w Danii cieszy mnie również dlatego, że kibicuję duetowi NiKo – coldzera. Oglądanie tych dwóch Panów po jednej stronie barykady elektryzuje mnie jako sympatyka profesjonalnej sceny, choć samo FaZe nie cieszy się moją szczególną sympatią. Mam wrażenie, że Brazylijczyk stał się ofiarą kwoty, którą wyłożono za jego angaż. Skoro organizacja za transfer Latynosa zapłaciła niemałe pieniądze, to w opinii niektórych powinien on automatycznie zbawić całą ekipę i przywrócić jej dawny blask. To tak nie działa. Kibice mają prawo wymagać od 25-latka przewodzenia w tabeli wyników, ale były reprezentant MIBR-u nie zdziała nic w pojedynkę, co było niekiedy widać w jego poprzednim zespole.

Bośniak i Brazylijczyk są zdolni do wielkich rzeczy, czego pokaz dostaliśmy w spotkaniu finałowym z NiP-em. Dwudziesta ósma runda mapy Dust2, sytuacja 2 na 5, podopiecznym YNk brakuje jednego punktu do zgarnięcia trofeum. Na zegarze pozostaje niecałe 20 sekund, więc powoli można było dopisywać kolejne oczko na konto Szwedów. A zresztą przekonajcie się sami:

Pierwszą odpowiedź na to, czy sukces FaZe był jednorazowym przebłyskiem zespołu, da nam startujący jutro rano Intel Extreme Masters Beijing-Haidian 2019. Potem FaZe sprawdzi się w drugiej fazie 10. sezonu ESL Pro League oraz na finałach tegorocznego cyklu BLAST Pro Series. Mając w pamięci pogłoski, jakoby amerykańska organizacja chciała zawinąć interes i w przyszłym roku zrezygnować z dywizji CS:GO, mam nadzieję, że coldzera i kompani nie poprzestaną wyłącznie na jednym pucharze w gablocie.


Wszystkie felietony z cyklu „QuickScope” można znaleźć pod tym adresem. Kolejny tekst już w następną środę w godzinach wieczornych.

Śledź autora tekstu na Twitterze – Tomek Jóźwik
Tagi: , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Ostatni IEM w tym roku. Kto sięgnie po trofeum w Pekinie?

Po raz ostatni w tym roku dane nam będzie oglądać zawody CS:GO organizowane pod szyldem Intel Extreme Masters. Te przez kolejne dni odbywać się będą w...