Pamiętacie o Operacjach CS:GO? Bo Valve najwyraźniej zapomniało

Był taki czas, gdy Valve regularnie raczyło graczy Counter-Strike’a okresowymi wydarzeniami, które nosiły nazwę Operacji. Operacje te trwały zwykle kilka miesięcy i oferowały graczom wiele zadań do wykonana – zabij określoną liczbę wrogów z danej broni, zdobądź X rund po stronie CT na mapie Y itp. Nic wyszukanego, ale jednocześnie było to na tyle ciekawe, że wiele osób decydowało się płacić za przepustkę, byleby tylko móc wziąć udział w evencie. Dla niektórych było to głupie, dla innych stanowiło interesującą odskocznię od CS-owej codzienności.

I tak przez pierwsze kilka lat, ale z czasem tempo ukazywania się kolejnych Operacji spadło. Nagle w roku kalendarzowym mogliśmy liczyć tylko na jedno tego typu wydarzenie, a przerwa między poprzednim a następnym była coraz dłuższa. Aż wreszcie nadeszła noc z 13 na 14 listopada 2017 roku – to właśnie wtedy na serwerach Steama wylądowała aktualizacja, która, poza kilkoma pomniejszymi zmianami, kończyła także rozpoczętą pod koniec maja Operację Hydra. Wtedy nie wydawało się to nikomu niczym szczególnym. Ot, jeden event się zakończył, by ustąpić miejsca nowemu, który pojawi się za jakiś czas. I tak czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy… i czekamy nadal. A ile konkretnie?

W tym czasie Valve wprowadziło wiele zmian w balansie broni, fundując nam m.in. metę AUG-ów i Kriegów, wprowadzając do gry zupełnie nowy system ekonomii czy też tryb Danger Zone, czyli swoistą (i spóźnioną) wariację na temat gatunku battle royale. Coś się generalnie działo, ale tylko nie w kwestii nowej operacji. Wiele więc wskazuje, że amerykański deweloper zapomniał już kompletnie o tej formie zabawy, która raz na jakiś pozwalała nam rozerwać się, odpocząć po kolejnym przegranym matchmakingu, a przy okazji zdobyć nawet nowe skiny, które przecież wypadały wraz z wykonywaniem kolejnych zadań i ulepszaniem operacyjnego żetonu.

Według niektórych teorii nowych eventów nie ma, bo Gabe Newell i spółka jako nową operację traktują właśnie mającego już niemal rok Danger Zone’a. Problem w tym, że i tam nowości jest jak na lekarstwo, a twórcy zza oceanu nie robią nic, by dodawać tam nową zawartość i przyciągnąć użytkowników szukających zabawy innej niż wspólna gra z graczami z Rosji. Nie ma więc battle royala, nie ma więc operacji. I, jak to mówił kiedyś Krzysztof Kononowicz, nie ma niczego.

Tagi: , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

TusiN żegna się z DragonX. Koreańczyk przeniesie się do Ameryki?

DragonX rozpoczęło już przygotowania do zbliżającego się sezonu 2020 w League of Legends, zaczynając od zatrudnienia byłego szkoleniowca Griffin Kima...