BackBeat PRO 5100, czyli moje pierwsze spotkanie z bezprzewodowymi słuchawkami dousznymi

Odnoszę wrażenie, że kończący się powoli rok 2019 był rokiem przełomowym jeśli chodzi o przebijanie się urządzeń bezprzewodowych do szeroko pojętego mainstreamu. To myszki, to klawiatury, to słuchawki. Ludzie coraz chętniej stawiają na taki właśnie sprzęt, bo i technologia, którą ów urządzenia wykorzystują, się rozwija i jest coraz bardziej pewna.

Sam w tym roku przesiadłem się na słuchawki bezprzewodowe, które z powodzeniem służą mi między innymi w czasie rywalizacji w różnego rodzaju grach. Chciałem jednak pójść o krok dalej i sprawdzić, czy będę również w stanie porzucić przewodowe dokanałowe słuchawki na rzecz tych, które przewodu nie posiadają. Taką właśnie możliwość dała mi firma Plantronics, która dostarczyła mi do testów słuchawki BackBeat PRO 5100, będące pierwszym w pełni bezprzewodowym przedstawicielem uznanej już na rynku serii BackBeat PRO. Czas zatem opisać wrażenia związane z użytkowaniem tego właśnie urządzenia.

Co, gdzie i jak?

Zacznijmy od przyjrzenia się specyfikacji technicznej słuchawek BackBeat PRO 5100:

  • Waga: 5,8 g
  • Waga z casem do ładowania: 38,6 g
  • Kolor: czarny
  • Łączność: Bluetooth 5.0
  • Maksymalny zasięg: 10 m
  • Obudowa słuchaweK: Douszne
  • Częstotliwość: 20 – 20 000 Hz
  • Impedancja 16 Ohm
  • Membrana: 5,8 mm
  • Tryb wyjścia dźwięku: Stereo
  • Odporne na wodę (IPX4) i pot

Słuchawki dotarły do mnie w pudełku niewielkich rozmiarów. Pod “wierzchnim okryciem”, na którym znajdziemy między innymi informacje o specyfikacji BackBeat PRO 5100, znajduje się drugie, zdecydowanie bardziej eleganckie pudełko, w którym skrywane są same słuchawki wraz z innymi akcesoriami. W zestawie otrzymujemy chociażby instrukcję obsługi, case służący do ładowania słuchawek, kabel USB czy dwa zestawy dodatkowych gumek o innych rozmiarach niż te, które zostały domyślnie założone. Całość jest bezpiecznie zapakowana, więc nie musimy się martwić o to, że urządzenie zostanie uszkodzone w transporcie.

Same słuchawki są dość drobne, dlatego bezpieczniej nosić je w case’ie ładującym. Wykonane zostały z wysokiej jakości tworzywa sztucznego, do którego sparowania czy budowy nie sposób się przyczepić. Ich zewnętrzna część jest błyszcząca, co dodaje im elegancji. Pozostałe elementy to matowy plastik, który wykorzystano również do wykończenia pudełka służącego do ładowania baterii. To ma niewielkie wymiary i jest dość lekkie, dzięki czemu łatwo je przetransportować nawet trzymając je w kieszeni.

Użytkowanie

By zacząć używać słuchawki, poza naładowaniem baterii, należy je oczywiście sparować z wybranym urządzeniem. W moim przypadku był to telefon OnePlus 6T. Czy napotkałem jakiekolwiek problemy z tym związane? Nic z tych rzeczy. Proces łączenia obu urządzeń był szybki, łatwy i przyjemny, a od razu po jego zakończeniu mogłem od razu przejść do testowania.

BackBeat PRO 5100 miałem przyjemność testować w kilku różnych miejscach i sytuacjach, między innymi podczas podróży pociągiem, w trakcie spaceru oraz podczas wizyty na siłowni. Sam producent określa je mianem słuchawkami dla aktywnych, więc ostatnia z wymienionych scenerii dla niektórych powinna być szczególnie istotna.

Zacznę od stwierdzenia, że w żadnej z trzech scenerii słuchawki mnie nie zawiodły. Za każdym razem świetnie się sprawdzały i umilały pobyt w danym miejscu, a nie uprzykrzały go. Jeszcze zanim miałem pierwszą styczność z BackBeat PRO 5100, to najbardziej obawiałem się, że przy bardziej gwałtownych ruchach, jedna ze słuchawek może  wypaść z ucha. Osoby, które miały styczność z tego typu i tej klasy sprzętem zaśmieją się pewnie pod nosem, myśląc „głupek!”. No cóż, może i głupek. Ale obawy głupka szybko zostały rozwiane, gdyż do czegoś takiego nigdy, ale to nigdy nie doszło.

Trudno przyczepić się do jakości dźwięku oferowanego przez sprzęt firmy Plantronics. Słuchawki dobrze radzą sobie z muzyką i żadne z tonów nie wyróżniają się jakoś znacząco. Za  ich wadę mogę jednak uznać fakt, że grają dość cicho. Osobiście częściej spotykałem się z tym, że douszne słuchawki były tak głośne, że musiałem ściszać muzykę do około 70%, a w tym przypadku nie zdarzyło mi się, abym zszedł poniżej 90%. I o ile nie jest to wielki problem w przypadku spaceru, tak w pociągu czy na siłowni, gdzie potrafi być naprawdę głośno, bywało to odrobinę irytujące. Z czasem jednak całkowicie do tego przywykłem i przestało mi to przeszkadzać.

Wygoda i komfort użytkowania? Nawet jeśli bym chciał, to nie mam się do czego przyczepić. Bo po co narzekać na siłę? Słuchawki pewnie leżą w uszach (nawet np. podczas ćwiczeń na bieżni!), nie wywołując przy tym żadnego dyskomfortu. Kilkugodzinna podróż pociągiem z BackBeat PRO 5100? Przyjemność! Nie muszę się martwić, że przeciskając się przez kolejne wagony, ktoś przypadkowo zahaczy o kabel i wyrwie mi słuchawki. Przydatna okazała się również funkcja, która wymuszała zatrzymanie odtwarzania materiału w wyniku wyciągnięcia jednej słuchawki z ucha. No cóż, często zdarza się, że w miejscu publicznym ktoś zaczyna coś do nas mówić, widzimy ruch warg tej osoby, następnie wyciągamy jedną słuchawkę z ucha, a np. podcast na Spotify nadal jest odtwarzany, podczas gdy my zaczynamy nawiązywać z ów osobą konwersację. Nie wypada w takim momencie wyciągnąć telefonu, by zatrzymać odtwarzanie. Ze słuchawkami Plantronics nie ma takiej potrzeby – wyciągamy słuchawkę, a podcast przestaje grać automatycznie. Wkładamy ją do ucha – odtwarzanie jest kontynuowane. Bajka! Kolejny plus należy się za wbudowany w słuchawki mikrofon, który jest zbawienny na przykład w trakcie podróży, a który zapewnia bardzo dobrej jakości dźwięk. Żaden z rozmówców nie zauważył żadnego pogorszenia w stosunku do wcześniejszych rozmów, a niektórzy stwierdzili, że było nawet lepiej.. Wpływ na to mogła mieć m.in. technologia WindSmart, która  wspiera cztery mikrofony, w które wyposażone są słuchawki BackBeat PRO 5100.

Czy Plantronics stworzył sprzęt idealny? Niestety nie. Poza wspomnianym już wcześniej zbyt niskim w mojej opinii maksymalnym poziomem głośności, w oczy rzuciły mi się jeszcze dwie inne sprawy. Pierwsza to sposób, w jaki można ładować słuchawki, a właściwie case’a. Ten podłączamy do ładowania za pośrednictwem kabla micro USB, a nie zyskującego stale na popularności i coraz bardziej powszechnego USB typu C. Mnie to rozwiązanie nieco zaskoczyło, żeby nie powiedzieć, że zawiodło. Ostatnia sprawa, na jaką pozwolę sobie nieco ponarzekać to wymienne „gumki” do słuchawek. I w tym przypadku mam złą wiadomość dla wszystkich tych, którzy liczyli, że będą mogli wykorzystać swoje ulubione zamienniki z innych słuchawek – Plantronics postanowił znacząco utrudnić tę sprawę, stosując „customowe”. 

Oprogramowanie nie jest zbyt rozbudowane, ale nie ma się co dziwić, bo i do czego w przypadku takich słuchawek miałoby nam ono posłużyć? W mojej opinii jest całkowicie wystarczające. Pozwala m.in. sprawdzić poziom baterii słuchawek czy zaprogramować przyciski umieszczone w lewej i prawej słuchawce.

Podsumowanie

Jak już wcześniej wspomniałem, Plantronics nie stworzył sprzętu idealnego, ale taki, który poważnych wad w zasadzie nie ma. Te, które w recenzji ja wskazałem, to po części kwestia indywidualnych upodobań i własnego „widzimisie”. Przez kilka ostatnich tygodni zestaw Plantronics BackBeat PRO 5100 spisywał się świetnie – zapewniał bardzo dobrą jakość dźwięku i sprawdzał się niemal doskonale w wielu różnych sceneriach. Zastanawia mnie tylko, czy będę jeszcze w stanie wrócić do słuchawek, których kabel jest nieodłączną częścią…

Tagi: , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

SZPERO: To miłe, że kibice Wisły mają do nas pozytywne podejście