fot. ESL/Bart Oerbekke

Ktoś odchodzi, by przyjść mógł ktoś – organizacje w CS:GO w 2019 roku

Scena Counter-Strike’a to ruchy nie tylko wśród graczy, ale również i organizacji. Cześć z nich przychodzi, część odchodzi – niekoniecznie na zawsze, ale i takie sytuacje się zdarzają. Jeszcze inne natomiast wymieniają cały skład i tym samym przywdziewają nową tożsamość, jak chociażby niedawno uczyniło Virtus.pro. Nawet w Polsce dużo się działo, bo przecież w CS-owej mapy zniknęły takie marki, jak PRIDE czy też x-kom team, ale za to powróciło Illuminar Gaming. Niemniej nie na kraju będziemy się tu skupiać. Spójrzmy bardziej międzynarodowo i przywołajmy przykłady najciekawszych formacji, które zdecydowały się zainwestować w counter-strike’owe podwórko lub też opuściły je co najmniej na długi czas, o ile nie bezpowrotnie.


Te, które przyszły

100 Thieves

fot. ESL/Stephanie Lieske

Moglibyśmy napisać, że pierwsza przygoda 100 Thieves z CS:GO wypadła słabo, ale trudno użyć takich słów w odniesieniu do ekipy, która… nawet nie zadebiutowała. Nie da się jednak ukryć, że z finansowego punktu widzenia był to strzał w stopę – półtora miesiąca bez gry, ale za to z problemami, które zakończyły się pożegnaniem brazylijskiego składu. Matthew „Nadeshot” Haag na długo porzucił więc marzenia o zawojowaniu Counter-Strike’a i dopiero po kilkunastu miesiącach przerwy przypuścił drugi atak, tym razem stawiając na o wiele pewniejszego konia. Ostatniego dnia października 2019 barwy popularnych Złodziei przywdziali gracze związani dotychczas z Renegades, którzy mogli się pochwalić m.in. statusem legend Majora i siódmym miejscem w rankingu HLTV. I już podczas swojego debiutanckiego pod banderą 100T lana udało im się sięgnąć po wicemistrzostwo Intel Extreme Masters Beijing-Haidian 2019, co wydaje się być dobrym prognostykiem na przyszłość – warto było więc zrobić sobie ponad półtoraroczną przerwę, prawda, Nadeshot?

Evil Geniuses

fot. ESL/Bart Oerbekke

Jeszcze dłużej na rozpoczęcie powtórnej przygody z Counter-Strikiem czekało Evil Geniuses, które ostatnie spotkanie w ramach produkcji Valve rozegrało… w listopadzie 2011 roku, czyli jeszcze w czasach panowania wersji 1.6. Potem EG skupiło się na działaniach w innych obszarach, takich jak Dota 2 czy też StarCraft 2, porzucając CS-a, wydawałoby się, bezpowrotnie. A tu nagle niespodzianka – końcówka września, przygotowania do ESL One New York, a gracze związani dotychczas z NRG pojawiają się na sesji zdjęciowej w nietypowych trykotach. – Wchodzimy w dwudziesty rok działalności EG jako organizacji esportowej, zaś dużą część naszego dziedzictwa stanowią sukcesy odnoszone w Counter-Strike’u – mówił wówczas CEO organizacji, Nicole Lapointe Jameson. Nowe nabytki zaczęły zresztą przygodę z ekipą „z buta” bo wygrały wspomniane ESL One NY, a miesiąc później także StarSeries i-League Season 8, wskakując na chwilę na fotel lidera rankingu HLTV. I chociaż potem bywało różnie, to i tak można powiedzieć, że Evil Geniuses zrobiło złoty interes, zatrudniając jedną z czołowych drużyn świata.

Gen.G Esports

fot. ESL/Carlton Beener

Z jakiegoś powodu przez dwa lata swojego istnienia Gen.G Esports szerokim łukiem omijało Counter-Strike’a, inwestując raczej w tytuły z innego nurtu. Dopiero rok 2019 coś w tej kwestii zmienił, zaś włodarze postanowili wreszcie włączyć się do walki o laury w Ameryce Północnej. W tym celu pozyskali trzech zawodników związanych do tej pory z Cloud9, tworząc z nich trzon nowej drużyny. Do tej trójki dokooptowana została jedna z wielkich nadziei amerykańskiej sceny, Sam „s0m” Oh, a także… Hansel „BnTeT” Ferdinand. To ostatnie nazwisko jest dość zaskakujące, bo Indonezyjczyk w przeszłości grywał tylko na azjatyckiej scenie i trudno powiedzieć, jak poradzi sobie w nowych realiach. Sama drużyna natomiast na razie radzi sobie nieźle. Co prawda pierwsze eliminacje do Intel Extreme Masters Katowice 2020 zakończyła na miejscach 9-16., ale podczas drugich dopięła swego i awansowała do etapu zamkniętego. Kto więc wie, może lanowy debiut Gen.G nastąpi właśnie w stolicy Górnego Śląska?

GODSENT

fot. DreamHack/Stephanie Lindberg

Był taki czas, gdy GODSENT było wymieniane jednym tchem obok sztandarowych przedstawicieli szwedzkiej sceny, Fnatic oraz Ninjas in Pyjamas. Wtedy zespół ten grał na Majorze, a jego barw bronili Robin „flusha” Rönnquist oraz Jesper „JW” Wecksell. Niemniej to było na tyle dawno, że wielu może już nawet o tym nie pamiętać, tym bardziej że sama organizacja w połowie 2018 roku zakończyła swoją działalność. Od razu jednak zastrzeżono, iż w bliżej nieokreślonej przyszłości można ona jeszcze powrócić. I tą „bliżej nieokreśloną przyszłością” okazał się wrzesień 2019, gdy GODSENT nawiązało współpracę z The Final Tribe. Z kolei dwa miesiące później szwedzcy włodarze nawiązali współpracę z międzynarodowym składem Mikaila „Maikelelego” Billa, który dopiero co zakończył mało udaną przygodę ze SMASH Esports. Efekt? Triumf w WePlay! Forge of Masters Season 2 oraz wicemistrzostwo dwóch imprez z serii DreamHack Open – w Jönköping oraz Sewilli. Na razie wygląda to więć nieźle, ale trudno założyć, by ambicje działaczy zostały już zaspokojone.

OG

fot. twitter.com/NBK

Kolejną rozpoznawalną marką, której wcześniej nie łączylibyśmy z Counter-Strikiem, a która wreszcie zawitała w nasze progi, okazało się OG. O potencjalnej inwestycji wspomaganej przed Red Bulla organizacji mówiono już od jakiegoś czasu, prezentując nam w kolejnych przeciekach potencjalny skład, jaki miałby zasilić szeregi triumfatorów ostatniego The International. Finalnie padło na tak znane nazwiska, jak Nathan „NBK-” Schmitt, Aleksi „Aleksib” Virolainen, Valdemar „valde” Bjørn Vangså oraz Issa „ISSAA” Murad. Ostatni wolny fotel zajął natomiast związany zarówno z Polską, jak i Wielką Brytanią Mateusz „mantuu” Wilczewski. Wyglądało to więc na ciekawą mieszankę, która może wypalić, ale równie dobrze okazać się także kolejnym międzynarodowym niewypałem. Lanowy debiut ekipy podczas cs_summit 5 wypadł nieźle i był dobrym przetarciem przed prawdziwym wyzwaniem, które czeka OG na początku 2020 roku. Mowa tutaj oczywiście o startującym pod koniec stycznia BLAST Premier Spring 2020.


Te, które odeszły

Luminosity Gaming

fot. ESL/Helena Kristiansson

Luminosity było obecne w CS-ie od początku 2015 roku, ale zdecydowanie najlepszy okres przeżywało między lipcem 2015 a lipcem 2016. To właśnie wtedy barw organizacji broniła drużyna dowodzona przez Gabriela „FalleNa” Toledo, która zapewniła LG pierwszy i jak dotychczas jedyny triumf na imprezie o randze Majora. Potem jednak Latynosi postanowili wykorzystać wygasające umowy i związali się z SK Gaming, ale włodarze Lumino nie mieli zamiaru porzucać brazylijskiego kierunku. Podjęli oni więc próbę budowy nowego, mocnego składu, ale ta nie wyszła szczególnie spektakularnie m.in. z uwagi na kolejne roszady kadrowe i podkupowanie wyróżniających się zawodników przez inne ekipy. W efekcie przez kolejne trzy lata zespół nie osiągnął już większych sukcesów i wreszcie ktoś powiedział stop, kończąc mniej efektywną współpracę. – To była jedna z najtrudniejszych decyzji, jaką musiałem podjąć jako założyciel organizacjiZaczęliśmy wszystko od CS:GO i pod wieloma względami zawdzięczamy nasz sukces samej grze oraz zawodnikom – przyznał w oświadczeniu Steve Maida.

NRG

fot. StarLadder/Igor Bezborodov

Gdy w styczniu 2016  roku NRG Esports stawiało pierwsze kroki w Counter-Strike’u, skład organizacji wydawał się dość eksperymentalny. Nic więc dziwnego, że i osiągane wyniki były co najwyżej przeciętne. Przełom nastąpił dopiero w 2018 roku, bo to wtedy w NRG zaczęła tworzyć się drużyna zdolna do podjęcia rękawicy w starciu z najlepszymi. Ogromne znaczenie miało też przyjście nowego szkoleniowca, Cheta „ImAPeta” Singha, który szybko pomógł ekipie dostać się na podium najważniejszych turniejów, a nawet niektóre z nich wygrać. Potem jednak w samej formacji zaczęły się zmiany na szczeblu dyrektorskim, przyszedł rebranding. Zmieniły się priorytety i cały wizerunek, zaś gracze postanowili wówczas skierować swoje kariery na inne tory i przyjęli ofertę Evil Geniuses. Samo NRG natomiast pożegnało się z dotychczasowym składem i… na tym zakończyło swoją przygodę z Counter-Strikiem. I najwyraźniej nie ma zamiaru wracać, do czego zresztą przyznało się w komunikacie opublikowanym z okazji zakończenia współpracy z podopiecznymi ImAPeta.

OpTic Gaming

fot. ESL/Jak Howard

Początki OpTic na scenie CS:GO to styczeń 2016. Pół roku później reprezentanci formacji grali już na Majorze, a po kolejnych pięciu miesiącach toczyli pasjonujące boje z Astralis, siegając po mistrzostwo ELEAGUE Season 2 oraz wicemistrzostwo ECS Season 2. Wtedy można było sądzić, że na scenie północnoamerykańskiej rodzi się nowa siła, zdolna do walki z najlepszymi z Europy. Ale potem wszystko zaczęło się sypać, na co wpływ miał m.in. transfer dotychczasowego lidera, Petera „stanislawa” Jarguza, do Teamu Liquid. Próbowano więc kolejnych roszad, w pewnym momencie postawiono nawet na utytułowanych graczy ze Starego Kontynentu, ale to nie dawało zbyt wiele. Rozwiązaniem mieli być więc zawodniczy z Danii i chociaż na papierze pomysł wyglądał nieźle, to w praktyce niewypalił, bo ci, którzy najbardziej się wyróżniali, szybko lądowali np. w North. Niemniej nie wyglądało na to, by OpTic miało zamiar wycofać się z obranej ścieżki i organizację zmusiło do tego dopiero przejęcie przez Immortals Gaming Club. Grupa ta z oczywistych względów wiązała przyszłość z posiadaną już marką MIBR, dla OpTic nie było więć miejsca.

Rogue

fot. DreamHack/Adela Sznajder

Nim Rogue znalazło odpowiednią dla siebie drogę, musiało minąć trochę czasu. Najpierw były nieudane próby z zawodnikami z Europy, głównie z Danii, ale także i Bułgarii. Potem próbowano budować w oparciu o byłych reprezentantów Enigma6 Group, ale to jeszcze nie było to. Dopiero w drugiej połowie 2018 roku, czyli dwa lata po wejściu organizacj na scenę, coś zaczęło kiełkować. Pod wodzą słynnego Spencera „Hiko” Martina ekipa sięgnęła po wicemistrzostwo DreamHack Open Austin 2018, a potem niespodziewanie awansowała na Majora! I chociaż występ w Londynie daleki był od ideału, to można było podejrzewać, że nie był to ostatni raz, gdy Hiko i spółka nas zaskoczą. Jednakże potem zaczęła się wyprzedaż. Napędzeni ostatnim sukcesem gracze chcieli próbować swoich sił wyżej, a rozpaczliwe łatanie luk przez włodarzy niewiele zmieniało. – Utrata MSL-a i niko oznaczałaby kolejną długą przebudowę w momencie, gdy dopiero skończyliśmy poprzednią. Po długich rozważaniach uznaliśmy, że nie możemy spędzić kolejnych sześciu miesięcy na powtórnej przebudowie drużyny – przyznał założyciel Rogue, Franklin Villareal.

Windigo Gaming

fot. DreamHack/Adela Sznajder

Windigo nigdy nie było drużyną, którą zaliczylibyśmy do grona szeroko pojętej czołówki, ale to właśnie dzięki tej organizacji bułgarski CS odżył, pozostając w wyraźnim letargu od czasów E-Frag.net Esports Club. Na scenie objawiły się nowe talenty, które dziś oglądamy w międzynarodowych formacjach. Ale nim tak się stało, WG zagrało na dwóch Minorach, awansowało do ESL Pro League oraz przede wszystkim wygrało World Electronic Sports Games 2018. Mało kto chyba spodziewał się, że zaledwie kilka miesięcy po tym ostatnim triumfie formacja definitywnie zakończy działalność. A wszystko z powodu problemów finansowych, które nie pozwalały w dalszym ciągu utrzymywać składu – swoją cegiełkę dołożyły także opóźnienia ze strony organizatorów turniejów w wypłacaniu nagród pieniężnych. Ostatniego dnia października 2019, równo dwa lata po swoich narodzinach, Windigo Gaming definitywnie zniknęło więc ze światowej mapy CS:GO, zostawiając nam jednak takich graczy, jak Georgi „SHiPZ” Grigorov czy też Valentin „poizon” Vasilev.

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , , , , , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Telewizor do gier – hit czy mit? Testujemy Samsung 55" QLED Q70R

Wracasz wkurzony ze szkółki, bo facetka od matmy znów zrobiła niezapowiedzianą kartkówkę. Rzucasz plecak w kąt, siadasz w swoim wygodnym gamingowym fo...