fot. EPICENTER

Najgorszy rok w karierze. GuardiaNie, co dalej?

Był taki czas, gdy Polacy z Virtus.pro mogli gorzko żałować, że odrzucili możliwość wspólnej gry z Ladislavem „GuardiaNem” Kovácsem. W pewnym okresie Virtusom ewidentnie brakowało kogoś, kto, grając ze snajperką, robiłby różnicę, Słowak natomiast niejednokrotnie był katem VP i ogólnie jednym z najlepszych strzelców wyborowych świata, który od momentu, gdy serwis HLTV zaczął tworzyć swój autorski ranking najlepszych graczy na Globie, zawsze miał w nim miejsce. Zawsze aż do teraz.

Oczywiście nigdy nie nazwalibyśmy GuardiaNa synonimem stabilizacji, bo zawsze miewał on wzloty i upadki. W 2015 roku potrafił wywalczyć tytuł drugiego najlepszego zawodnika świata, ustępując jedynie niesamowitemu wówczas Olofowi „olofmeisterowi” Kajbjerowi, by rok później znaleźć się dopiero na siedemnastej lokacie. To właśnie wtedy postanowił on po wielu latach opuścić Na`Vi i spróbować swoich sił w FaZe Clanie, co początkowo wydawało się dobrym wyborem, chociaż trudno było też mówić o jakimś większym odrodzeniu. Ot Kovács zaczął po prostu wyglądać lepiej niż w schyłkowym okresie swojej gry w poprzedniej drużynie, ale nadal efektu „wow” raczej nie było, a jeśli już był, to tylko okazjonalnie. Problem w tym, że z czasem nawet i tego zaczęło brakować, a 28-latek, zamiast pomagać swojej ekipie, był raczej kulą u nogi.

Wbrew wszelkiej logice pomocną dłoń wyciągnęło do niego Natus Vincere, co jeszcze przed finalizacją przenosin wydawało się słabym pomysłem. A potem nawet najwięksi optymiści przekonali się, że faktycznie takim był, bo nie odzyskał utraconej dawno temu formy – żółty uniform nie przywrócił mocy i potęgi słowackiej snajperki. Wystarczy zresztą wspomnieć, że podczas ostatnich lanów Na`Vi GuardiaN nawet nie zbliżył się do liczb wykręcanych przez najlepszych strzelców wyborowych. Jak można się było spodziewać, zespół po odejściu swojego dotychczasowego prowadzącego, Daniły „Zeusa” Teslenki, nie tylko się nie wzmocnił, ale wręcz osłabił, odbierając karabin snajperski Ołeksandrowi „s1mple’owi” Kostyljewowi i oddając go w ręce kogoś, za kim przemawiała tylko dawna renoma i dokonania. Średni sposób na budowanie składu i Natus Vincere boleśnie się o tym przekonało.

Trudno zatem uznać ostatnie doniesienia o odsunięciu Kovácsa od składu za zaskakujące. Raczej należałoby pochwalić działaczy z Ukrainy, że nie brnęli dalej w ten nieudany mariaż, a po prostu posypali głowy popiołem i zaczęli szukać opcji ratunkowej. Na razie ze średnim skutkiem, ale nie mamy wątpliwości, że siła marki Na`Vi w końcu kogoś skusi. Większy problem ze znalezieniem nowego miejsca pracy może mieć GuardiaN, bo spójrzmy prawdzie w oczy – dziś na Słowaka nie postawi już żadna drużyna z czołówki, chyba że znalazłaby się w potężnej desperacji. Jeśli miałbym więc bawić się we wróża, to prędzej widziałbym 28-latka w ekipie pokroju HellRaisers czy innego Teamu Spirit. Tam presja na wyniki byłaby zdecydowanie mniejsza i więcej zwyczajnie by snajperowi po przejściach wybaczono. W poważnym CS-ie nie ma natomiast dla niego miejsca. Nie z taką formą, nie z takim brakiem wpływu na grę, który w przypadku AWP-era jest niedopuszczalny.

Niekoniecznie musi on zresztą kurczowo trzymać się Europy Wschodniej, bo a nuż na jego usługi skusi się drużyna z innego rejonu Starego Kontynentu. Może np. ze Słowacji? Powrót gwiazdy takiego kalibru w rejony czesko-słowackie byłby na pewno ogromnym wydarzeniem, ale jednocześnie oznaczałby prawdopodobnie swoistą „emeryturę”, bo mimo upływu lat w tamtym miejscu nie wytworzyła się poważniejsza scena. Dość powiedzieć, że najwyżej notowany w tamtym rejonie zespół zajmuje w rankingu HLTV dopiero 84. miejsce. W grę wchodzi też inna, bardziej drastyczna opcja, tj. definitywne zakończenie kariery. Przecież już w czasach FaZe GuardiaN przebąkiwał nieśmiało o zbliżającym się momencie, gdy zawiesi myszkę na kołku. A teraz, gdy kompletnie nie sprawdził się w Na`Vi, myśli te mogą wszak powrócić i trudno byłoby się temu dziwić.

Miniony rok był dla GuardiaNa fatalny, na dobrą sprawę najgorszy w dotychczasowej profesjonalnej karierze. Dlatego też po raz pierwszy nie załapał się do przygotowanego przez HLTV top 20 i po raz pierwszy od wielu lat będzie musiał, szukając miejsca pracy, spojrzeć nieco niżej. No bo gdzie, jak nie tam, miałby on dokonać tego, co z oczywistych względów nie udało mu się w FaZe i Na`Vi, czyli po prostu odbudować swoją pewność siebie?

Śledź autora na Twitterze – Maciej Petryszyn

Tagi: , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

XPG Precog, czyli fantastyczne opakowanie dla średniego (jak na wysoką cenę) produktu

Gdy użytkownik sprzętu komputerowego decyduje się na zakup słuchawek, to przede wszystkim powinno mu zależeć na jakości dźwięku. I nawet jeżeli produk...