Zetural
fot. devils.one/Wiki Wójcik

Zetural: Każdy na polskiej scenie League of Legends zawdzięcza coś Hatchy’emu

Już tylko godziny dzielą nas od startu trzeciego sezonu Ultraligi. W poprzedniej odsłonie najbardziej prestiżowych zmagań najlepsi okazali się reprezentanci devils.one, którzy wydarli mistrzowski tytuł dominującemu od wielu miesięcy Rogue Esports Club. Z mistrzowskiego składu DV1 nie pozostało już wiele, bo wszyscy zawodnicy zostali zakontraktowani przez zagraniczne organizacje, jednakże jeden z ojców tego sukcesu, Adrian „Zetural” Dziadkowiec, ma zamiar ponowić swój sukces z drużyną młodych i ambitnych graczy. Z trenerem Diabłów porozmawialiśmy na temat rozwoju polskiego League of Legends, procesie tworzenia nowego devils.one oraz o tym, dlaczego postanowił zostać w Polsce.


Daniel Kasprzycki: Patrząc na rozwój polskiej sceny w ostatnim czasie, można pokusić się o stwierdzenie, że Hatchy zastał polskiego LoL-a drewnianego, a zostawił murowanego. Co ty, z perspektywy byłego ucznia Hatchy’ego, możesz powiedzieć o poczynionym przez polskiego LoL-a progresie?

Adrian „Zetural” Dziadkowiec: Wydaje mi się, że ten rozwój był kwestią czasu. Polacy są ogromnymi fanatykami League of Legends. Mimo że my jako gracze oraz trenerzy marudzimy, że nam się nie udaje, a cała scena bez przerwy sprawia wrażenie niezadowolonej, to każdy z nas na swój sposób angażuje się w kibicowanie. Na czatach jakiejkolwiek transmisji jest jakiś odzew – nieważne czy pozytywny, czy też negatywny, ale zawsze kibice dają o sobie znać. Wszyscy stawiają LoL-a w centrum uwagi i mam wrażenie, że pod tym względem wyprzedziliśmy już Counter-Strike’a. To musiało kiedyś przyjść. I to mogło się wydarzyć tylko dlatego, że mieliśmy ciągłe zainteresowanie ludzi. Dzięki temu zaangażowaniu ktoś taki jak Adrian mógł się pojawić, zacząć działać, przyciągnąć sponsorów, pomóc graczom oraz ukierunkować organizacje na właściwe tory. Adrian zrobił sporo rzeczy, o których wszyscy wiemy, ale zrobił też całą masę rzeczy, o których nikt nie mówił głośno. Osobiście wyszedłbym z takim odważnym stwierdzeniem, że każdy na polskiej scenie LoL-a zawdzięcza coś Hatchy’emu.

W ostatnich latach mieliśmy sporo turniejów LoL-a na naprawdę wysokim poziomie, a nasze ekipy dobrze prezentują się w europejskich turniejach. Mamy również rosnącą w siłę Ultraligę, a niedawno zorganizowano również Polski Weekend Gwiazd, który cieszył się świetnym odzewem. Myślisz, że ten trend rosnącej popularności LoL-a w Polsce będzie kontynuowany?

Uważam, że jesteśmy aktualnie w tym samym miejscu, w którym dwa lata temu była Hiszpania, kiedy przeżywała swój złoty rozkwit. Ultraliga na samym początku była odważnym projektem, który wszyscy bacznie obserwowali, zastanawiając się, czy to się uda. Później wszyscy zdaliśmy sobie sprawę z tego, że się udało, więc zaczęliśmy zastanawiać się, czy Ultraliga się utrzyma. Utrzymała się przez dwa kolejne splity i teraz doskonale wiemy, że jest to sprawdzony produkt. Każdy wyciągnął wnioski ze swoich błędów i nikt nie mówi już, że polska liga ma jeszcze coś do poprawienia, albo że nadal się uczymy. W tym momencie Ultraliga to produkt doskonały, który jest solidnym fundamentem do stabilnej i przede wszystkim szybkiej rozbudowy LoL-a w naszym kraju. Fani nauczyli się już nie pompować balonika i jak mają kibicować. Gracze nauczyli się jak działać w profesjonalnych organizacjach. A same organizacje nauczyły się jak powinny rozmawiać z graczami. Mamy coraz mniej dram i wszystko idzie w dobrym kierunku pod względem profesjonalizacji. Nic, tylko zbierać żniwo.

Porównałeś Ultraligę do LVP SLO. W Hiszpanii entuzjaści LoL-a są absolutnymi fanatykami, którzy zapełniają halę i tworzą fantastyczną atmosferę na trybunach. Nie uważasz, że to jest już ten moment, w którym Ultraliga wychodzi do ludzi, a nie zamyka się w studiu?

Myślę, że Ultraliga już dawno wyszła do ludzi, kiedy na transmisji pojawił się Maciej Dowbor i Krzysztof Ibisz. Frenzy na pewno wciąż ma kilka asów w rękawie i w tym roku pokaże nam coś jeszcze większego. Już w zeszłym roku mówiono o tym, że być może finał nie będzie rozgrywany w studiu, tylko w jakimś większym miejscu, dlatego możemy oczekiwać, że już niebawem coś takiego faktycznie stanie się rzeczywistością. A skoro wspominamy o Hiszpanach, to ich entuzjazm do sportów wynika z kultury oraz wychowania. W Polsce mamy nieco inną przypadłość – my niestety jesteśmy śmieszkami. Wciąż nie potrafimy kibicować danej drużynie bez względu na okoliczności. Doping fanów mają tylko ci, którzy wygrywają wszystko lub ci, którzy są śmieszni albo mają najlepszych streamerów na Twitchu. Mało jest takich fanów fanów, czyli kogoś, kto faktycznie jest z daną organizacją i się z nią utożsamia. Myślę, że na ten moment największym sukcesem w tej materii cieszy się Illuminar. Nie wiem jednak, czy 2020 to rok, w którym ta sytuacja się zmieni, ale mam nadzieję, że idziemy w dobrym kierunku.

Przejdźmy w takim razie do ciebie oraz twojej drużyny. W ubiegłym splicie zdobyłeś tytuł mistrzowski i można powiedzieć, że dokonałeś tego samodzielnie, bo Hatchy wielokrotnie wspominał, iż poświęca coraz mniej czasu drużynie. Uważasz, że obrona tytułu Ultraligi jest w waszym zasięgu?

Był rok 2019 i kropka. Mamy kolejny i wszystko zaczynamy od zera. Nie możemy porównywać poprzedniego składu devils.one z obecnym, bo to nowy projekt i zmieniło się tak naprawdę wszystko. Mam ogromne zaufanie od organizacji. W zeszłym roku zaufano mi i udało się zdobyć mistrzostwo, natomiast w tym roku wciąż mam to wsparcie, ale nasze cele są zgoła inne. Zebraliśmy piątkę graczy, z których żaden nie dowiódł jeszcze swojej wartości. O paru z nich można powiedzieć, że są młodymi talentami – tak jak Czajek czy Sinmivak, ale z drugiej strony mamy również Pyrkę, który w dwóch ostatnich splitach w Wiśle Płock radził sobie fatalnie i jest gościem z dołu tabeli, a mimo tego znalazł się w naszej drużynie. Mamy Bulleta, który wygrywał we Włoszech, ale nie jest to liga na tyle prestiżowa, żebyśmy mówili o nim w kategorii topowego polskiego gracza. Myślę, że większość osób nawet nie ma pojęcia o tym, kim jest Bullet. Ostatnim elementem naszej układanki jest Bruness, który wcześniej grał w Valkirii Esports wyłącznie Lee Sinem i nikt nie kojarzy go z dobrych występów. Jest to zatem projekt, który dla mnie będzie szansą na udowodnienie tego, że potrafię pozytywnie wpłynąć na scenę. To jest zespół, w który wierzę i chciałbym, żeby po tym roku mógł rywalizować na topowym europejskim poziomie. Mam nadzieję, że ta ekipa wkrótce podąży śladami poprzedniego składu devils.one i znajdzie się w czołowych europejskich zespołach. Taki jest cel na ten rok, a jeśli chodzi o pierwszy split, to mogę powiedzieć, że damy z siebie wszystko, ale nadal się uczymy.

Czyli znów będzie to długofalowy projekt, jednakże tym razem z tyłu głowy nie masz już drugiego zespołu, który trzeba było pielęgnować i poniekąd trochę niańczyć.

Gdy zacząłem zastanawiać się nad składem na kolejny sezon Ultraligi, to na początku w ogóle nie pomyślałem o żadnym z graczy, których mam teraz. Zastanawiałem się nad zespołem, który z miejsca mógłby walczyć o najwyższą lokatę. Myślałem więc nad silnymi opcjami z Polski oraz zagranicy i brałem pod uwagę absolutną topkę – skład, który w momencie ujawnienia zostałby okrzyknięty faworytem. I kiedy już faktycznie zacząłem stawiać pierwsze kroki w kierunku utworzenia takiej formacji, w organizacji pojawiło się pytanie: no dobra, ale co z akademią? Wtedy naszła mnie taka refleksja, że chłopaki rzeczywiście się marnują i grają w niższej klasie rozgrywkowej, a przecież mogliby spokojnie rywalizować z najlepszymi w Ultralidze. Z drugiej strony mogliśmy ich oddać innej organizacji, ale gdybyśmy chcieli to zrobić, to musieliby trafić w dobre ręce, a z tym mógłby być problem. Chłopaki przez pół roku ciężko pracowali jako drugi skład i notowali naprawdę dobre wyniki, bo potrafili walczyć z polskimi zespołami bez żadnych kompleksów. Stwierdziłem więc, że może warto podjąć to ryzyko i zainwestować w nich swój czas. Tym półrocznym treningiem zaimponowali mi na tyle, że chcę dać im szansę i poświęcić ten rok na to, żeby się wybili.

devils.one, Ultraliga
fot. twitter.com/Zeturallol

Co w takim razie stało się z zawodnikami z dolnej alejki waszej akademii? W przyszłym sezonie Ultraligi w DV1 zobaczymy przecież Pyrkę i Bulleta, a nie Highwaya i svnsa.

W przypadku Highwaya problemem są jego studia, przez które nie ma za dużo czasu na treningi, bo mógłby przychodzić na treningi nawet rzadziej niż dwójka graczy z zespołu, która w tym roku ma maturę. Z tego względu nie udało mi się wkręcić go na wiosenny split. Natomiast jeśli chodzi o svnsa, to rozmawialiśmy z nim i był testowany, ale Bullet okazał się lepszy. Nadal uważam, że svns może być topowym polskim graczem, lecz brakuje mu wciąż trochę doświadczenia i przyłożenia. To jest coś, co może nabyć, jeśli tylko będzie chciał. Natomiast co do devils.one i akademii, to bez przerwy mówiło się o akademii Hatchy’ego, ale wciąż mamy Hajimę, więc może jeszcze jakaś akademia się wykreuje. Szczerze mówiąc, wydaje mi się, że 2020 to rok, w którym devils.one będzie miało akademię.

Wspomniałeś też o graczach, którzy muszą trochę ograniczyć treningi ze względu na naukę. Czy to wpłynie jakoś na częstotliwość waszych treningów? Macie zamiar kontynuować wasze podejście z poprzedniego roku i przebywać w EPC przez cały czas trwania splitu?

Nie, będziemy mieć bootcampy, natomiast będą one mocno ograniczone terminarzem i dostępnością naszych graczy. Aktualnie trwający bootcamp ma miejsce głównie dlatego, że dwójka zawodników ma ferie. Pyrka z kolei dojeżdża tutaj kiedy tylko jest w stanie, lecz nie może zrezygnować z niektórych zajęć, bo jest w klasie maturalnej. W pierwszym splicie damy z siebie wszystko, jednakże sporą przeszkodą będzie czas, który gracze mogą poświęcić na treningi. Jestem bardzo wdzięczny chłopakom, bo często mają lekcje do godziny 15:00, a mimo to i tak przybiegają do domu, rzucają wszystko i siadają od razu do scrimów, mając czas dla siebie dopiero po godzinie 21:00. A trzeba też zaznaczyć, że następnego dnia o 7:00 muszą wstać do szkoły. To spore poświęcenie, ale mam wrażenie, że każdy z nich wie, po co tutaj jest. I to jest piękne.

Mimo młodego wieku nawet Czajek rozumie to, że musi ciężko pracować, aby dostać się na szczyt. Co prawda wygrał Polski Weekend Gwiazd, lecz nie udowodnił jeszcze swojego potencjału. Oprócz tego wygrał przecież Ultraligę, ale był w finale tylko na zastępstwie, na dwie mapy, a chciałby być na wszystkich. Ten głód w chłopakach jest naprawdę fajny. Pierwszy split oczywiście będzie czymś w rodzaju testów, ale w drugim zaprezentujemy się o niebo lepiej, zwłaszcza że zaczną się wakacje, a moi zawodnicy będą już wolni od szkoły i będą mieć o wiele więcej czasu na treningi. Mam wrażenie, że w drugą odsłonę Ultraligi w tym roku wejdziemy all in.

Przez wielu Czajek nazywany jest młodym talentem, ale z drugiej strony od niedawna w mediach społecznościowych wyrasta na prawdziwą gwiazdę tego zespołu. Niebawem będzie musiał regularnie mierzyć się z ogromną presją nakładaną na niego społeczność. Nie uważasz, że to przesadne chwalenie tak młodego zawodnika, może wpływać na niego negatywnie?

Jeśli chodzi o Czajka, to uważam, że jak na swój wiek jest on niebywale mądrym i ułożonym chłopakiem. Czajek cieszy się oczywiście ze wszystkich komplementów i smuci się, gdy ludzie go hejtują, ale mam wrażenie, że on już urósł w oczach fanów do tego stopnia, że tego hejtu w jego kierunku po prostu nie będzie. Nawet jeśli drużyna będzie przegrywała, to to nie będzie wina Czajka, lecz wszystkich wkoło. Sporo rozmawiamy, zbudowaliśmy w zespole świetną atmosferę i Czajek jest świadomy, ile mu brakuje. I to jest ogrom. Tak naprawdę on od jakichś sześciu miesięcy regularnie gra scrimy na poważne drużyny, a jego jedynym rozegranym turniejem na razie była Polska Liga Esportowa i te parę map w Ultralidze. Wiem jednak, że zdaje sobie sprawę z tego, iż dopiero się uczy. On postrzega siebie inaczej niż postrzega go społeczność. Nie zmienia to jednak faktu, że wciąż jest nieoszlifowanym diamentem, schowanym pośród skał. Trzeba go doszlifować i to będzie wymagało ciężkiej pracy. Gdyby walczył już teraz w sytuacji jeden na jeden z najlepszymi midlanerami w Polsce, to prawdopodobnie radziłby sobie bardzo dobrze. Ale to nadal jest tylko jeden na jeden.

Mówiłeś, że Bullet lepiej wypadł w tryoutach. Muszę jednak zapytać, jak to w ogóle się stało, że dostrzegłeś go gdzieś w tych odmętach włoskiej sceny. Osobiście mam wrażenie, że zarówno on, jak i Pyrka mają już przypiętą łatkę graczy z dolnej części tabeli w Polsce. Nikt wcześniej nie rozważał ich jako potencjalnych zawodników zespołów z czołówki.

Wcześniejsze devils.one złożone było z samych gwiazd. O każdym z zawodników, którzy się tam znaleźli, można było powiedzieć, że bez problemu poradziłby sobie w LEC. Niestety nie każdy mógł się dobrze pokazać w takiej drużynie. Chodzi mi o to, że Cinkrof moim zdaniem jest typem gwiazdy, ale w zeszłym roku nikt nie powiedziałby, iż grał niczym z nut. Cinkrof musiał dopasować się do młodych i agresywnych talentów, przez co w ogólnym rozrachunku wypadał słabo. Z Bulletem będzie podobnie, bo nie wydaje mi się, że jest on supergwiazdą, która wykręca nieprawdopodobne statystyki lub ogrywa kogoś w widowiskowy sposób. Mimo to jest bardzo mądrym gościem, który potrafi uspokoić drużynę i wie, jak dać jej tę stabilność. Poza tym jest też najstarszy w tym składzie i dlatego też według mnie jest elementem, który to wszystko spaja. Właśnie takiego zawodnika brakowało nam w poprzednim devils.one, a ostatecznie stał się nim Cinkrof, który przychodząc do DV1 miał zupełnie inne plany i ta rola niekoniecznie do niego pasowała.

A co skłoniło cię do tego, żeby wypróbować Pyrkę na dolnej alejce? Ostatni sezon w Wiśle Płock w jego wykonaniu nie należał do najlepszych. Wydaje mi się, że po tych dwóch splitach mało kto w ogóle zwracał na niego uwagę podczas okienka transferowego, a mimo to coś w nim dostrzegłeś. Co to było?

Z Pyrką współpracowałem jeszcze w czasach Akademii, a oprócz tego rozmawiałem z nim w ubiegłym roku kilkukrotnie na temat jego sytuacji. Wydaje mi się, że Pyrka jest jednym z najbardziej niedocenianych polskich zawodników. On od zawsze był bardzo wysoko w rankingu solowym i dawał z siebie wszystko, ale to jest gość, którego trzeba trzymać krótko. Ktoś musi bez przerwy na niego naciskać, żeby się rozwijał. Szczerze mówiąc, uważam, że Pyrka będzie największym zaskoczeniem tego sezonu, o ile nie okaże się nim Bruness. Moim zdaniem Pyrka ma potencjał na topowego polskiego supporta, ale potrzebuje jeszcze czasu na rozwój. W Wiśle nie zagrało sporo rzeczy i ciężko, nie będąc tam i nie znając sytuacji, powiedzieć kto zawinił, a kto nie. Natomiast Pyrka zasłużył na testy w devils.one, a te zdał na szóstkę z plusem. Jest supportem, który świetnie się komunikuje i jest naprawdę utalentowany mechanicznie. Sądzę, że za rok nie zobaczymy go w Polsce, tylko gdzieś w Europie.

devils.one
fot. facebook.com/devils1gg

Przejdźmy zatem do ciebie i twoich zadań. W tym sezonie Ultraligi zobaczymy kilku naprawdę uznanych trenerów, którzy osiągali już niesamowite wyniki. Który z nich sprawi, że rywalizacja będzie dla ciebie ciekawa już w fazie wyborów postaci?

Na pewno z największym zaciekawieniem spoglądam w kierunku Sharkza. To trener, z którym niejednokrotnie prowadziłem rozmowy po scrimach na temat panującej w grze mety. Słyszałem o nim wiele dobrego, kiedy ja byłem jeszcze na szarym końcu hierarchii trenerów w Europie. To właśnie Sharkz wydaje mi się najtrudniejszym oponentem i szczerze nie mogę się doczekać naszego starcia. Reszta trenerów na pewno dla mnie jest na ten moment niedoświadczona, bo nie udowodniła jeszcze swojej wartości, ale to też jest coś, czego nie da się tak po prostu zmierzyć. Miarą trenera jest to, jak mówią o nim jego zawodnicy. Jeżeli ja byłbym organizacją i chciałbym się dowiedzieć czegoś o szkoleniowcu, którego chcę zatrudnić, to pytałbym ludzi, którzy mieli okazję z nim współpracować, o wszelkie opinie. To najbardziej wymierna informacja na temat jakości trenera.

Cieszę się natomiast z liczby trenerów. Flash jest gościem z mega potencjałem zarówno w mediach społecznościowych, jak i pod względem samego trenowania. Nie mogę jednak o nim wiele powiedzieć, bo nie znam go aż tak dobrze. Słyszałem trochę dobrego i trochę złego na jego temat, ale jeśli Kikis, Jesiz czy NiQ chcą z nim współpracować, to o czymś to świadczy. Na pewno zasłużył na szansę i myślę, że ją wykorzysta.

Niezmiernie cieszę się też z tego, że delord postanowił podjąć się roli szkoleniowca. Chłopaki z K1ck są na bootcampie w EPC i miałem kilka razy okazję porozmawiać z Pawłem. To człowiek z ogromną pasją, który angażuje się w grę, co zresztą widzieliśmy niejednokrotnie na jego streamach. I podczas naszej pogawędki w EPC zauważyłem u niego tę samą pasję do trenowania. Kiedy dzieliliśmy się spostrzeżeniami, jego styl wypowiadania się sugerował, że poświęca się temu w stu procentach. Paweł jest jednak świadomy tego, że to jest dla niego próba, a on sam chyba nadal nie wie, czy na pewno chce trenować na dłuższą metę. Tego trzeba spróbować, przeżyć przynajmniej jeden split wspólnie z drużyną, zaznać goryczy porażki i razem się cieszyć. Dopiero wtedy można ocenić, czy to dobry wybór i czy się w tym odnajdujesz. Trzymam za niego kciuki i mam nadzieję, że da sobie radę.

Każdy z waszych poprzednich zawodników znalazł się ostatecznie w jednej z topowych drużyn w Europie lub w akademii LEC. Ty mimo sukcesu w Ultralidze zostajesz w devils.one. Dlaczego?

Było kilka ofert, które rozważałem. Niemniej zostałem w devils.one. Przekonało mnie to, o czym wspominałem. Mamy akademię, młodych graczy, w których wierzę i nie chciałem ich zostawiać na pastwę losu. Wydaje mi się, że mogę dać im dużo. Mam jeszcze czas, zanim dołączę do europejskiej organizacji. Jeżeli nie mogę znaleźć się w ekipie z innego kraju, to muszę postawić sobie cel, który nie będzie łatwy do osiągnięcia. Tym celem na ten rok jest samodzielne złożenie zespołu, który będzie silny. Muszę udowodnić sobie, że mam tę umiejętność, którą posiadają tylko niektórzy trenerzy – umiejętność składania drużyny. Czytanie graczy, ich charakterów i tego, jaki mają wspólny potencjał to coś, co nie jest łatwe. Jednakże na ten moment jestem zadowolony z tego, co mam, bo atmosfera w ekipie jest po prostu genialna. Jeśli chodzi o treningi, to szczerze mówiąc aktualnie wygrywamy tyle, co przegrywamy, ale mierzymy się z silnymi przeciwnikami i to jest dla mnie ważne. Celem na ten rok jest udowodnienie sobie, że mogę zrobić to, co potrafił robić Hatchy. Tworzył potężne formacje, które liczyły się na kontynencie.

A które drużyny według ciebie najbardziej będą zagrażać wam już w pierwszym tegorocznym sezonie Ultraligi?

AGO ROGUE jest ekipą, której naprawdę niewiele brakuje pod względem drużynowym. Mówiąc o zespole, zawsze rozważamy osobowości, umiejętności, silne i słabe strony graczy. AGO ROGUE ma stosunkowo mało słabych stron, dobry sztab szkoleniowy, świetne zaplecze – to drużyna kompletna. Ekipa z ogromnym doświadczeniem, w której nie ma nazbyt silnych charakterów skłonnych do wewnętrznych walk. Jedyny zgrzyt może ewentualnie pojawić się, jeśli któryś z graczy nie poradzi sobie z presją. Na ten moment mimo wszystko wydaje mi się, że AGO ROGUE jest faworytem do zdobycia pierwszego miejsca w Ultralidze. Ludzie z takim doświadczeniem, jakie ma flyy, na każdy sezon zapewnią nam zespół, który, przynajmniej na papierze, będzie najlepszy.

Z wyróżnieniem kolejnych ekip mam jednak problem. Mamy iHG, które w mojej opinii jest drużyną silnych charakterów. Kikis jest fenomenalny, ale miał dłuższą przerwę i zdecydowanie ma temperament. Kilkukrotnie jego ścieżki z zespołami się rozjeżdżały i chociaż nie do końca wiemy, dlaczego tak było, to zawsze on był tym elementem łączącym. Jesiz jest bardzo podobny do Kikisa, z tym że on dodatkowo spełniał się również w roli trenera. Mam więc wrażenie, że Flash stworzył sobie ekipę samograjów – nie wiem po prostu, czy on będzie w stanie czegokolwiek ich nauczyć, ale może zdoła utrzymać ich w ryzach, a to w przypadku tej formacji będzie kluczowe. Wracając jednak do Jesiza, to on również często żegnał się z organizacjami. Pojawiało się na jego temat sporo kontrowersyjnych opinii i bez dwóch zdań jest to gość o silnym charakterze. A do tego wszystkiego mamy jeszcze NiQa, który co prawda przy wymienionej wyżej dwójce wydaje się malutki, ale w perspektywie polskiej sceny nadal znamy go z tego, że jest tym robiącym rzeczy po swojemu gościem, który nie da sobie w kaszę dmuchać. Zawsze sprawiał wrażenie trzymającego resztę graczy “za mordę”. Podsumowując, mamy już trzech zawodników, którzy lubią dyrygować. I biorąc pod uwagę to wszystko uważam, że iHG jak najbardziej ma szansę na zaliczenie perfekcyjnego sezonu, ale równocześnie jest spora szansa na to, że po paru porażkach z rzędu może dojść do kolosalnej eksplozji, która może zniszczyć ten zespół.

Trzecią siłą jest K1ck, czyli drużyna, w której jest chyba za dużo doświadczenia. Chodzi mi o to, że brakuje tam młodej krwi. Sytuację pod tym względem ratuje trochę Shlatan, który jest fantastycznym zawodnikiem, ale po powrocie z Hiszpanii również jest mega doświadczony. On jako najmłodszy gracz musi poprowadzić tę ekipę. To Shlatan musi pokazać czego się nauczył, ustawić ich do pionu i musi być liderem. Jeśli uda im się spiąć to w spójną całość, to K1ck może być niepowstrzymane. Każdy z tych trzech zespołów ma szansę na czyste konto na koniec fazy zasadniczej Ultraligi, jeżeli odnajdzie swoje silne strony i będzie się ich trzymać.

Na końcu tego peletonu mamy piratesports, którego ja absolutnie nie jestem fanem. Nowi Piraci to dla mnie bardzo dziwny zlepek zawodników. Wygląda to trochę jak zespół topowych graczy, których nikt nie chciał i w ostatnim momencie Piraci zaprosili ich na swoją łajbę, mówiąc: „dawajcie, jakoś to będzie”. Nowe piratesports przypomina mi trochę skreślony kupon w Lotto – może siądzie. Jest szansa, ale ja widzę za dużo sprzeczności i słabych stron. Mimo wszystko to sezon zweryfikuje realną siłę Piratów. Tak czy inaczej, jest to drużyna zdolna do zaskakiwania i wygrywania.

A co z resztą ekip? To nie ten poziom?

Reszta formacji jest solidna – AVEZ, PRIDE i Diablo Chairs mają swoje dobre strony, ale trudno wskazać tam graczy, o których można powiedzieć, że to absolutna topka polski. Może wspomniałbym tutaj Wyska i Renifera, ale to w zasadzie byłoby na tyle. Na ten moment nie jestem w stanie wyróżnić pewnego top 1 czy top 8 ze względu na to, że Ultraliga w tym roku jest zbyt mocna. I to jest najważniejsze – mamy mocną ligę.


Śledź autora wywiadu na Twitterze – Daniel Kasprzycki
Śledź rozmówcę na Twitterze – Adrian „Zetural” Dziadkowiec
Tagi: , , , , , , , , ,
Przeczytaj poprzedni wpis: close

Spadki ex-Virtus.pro i Illuminar Gaming w rankingu HLTV

Polskie drużyny styczeń 2020 roku kończą w raczej dość przeciętnych, jeśli nie powiedzieć słabych humorach. Brak awansów na turnieje, brak szansy na p...

>